Z okazji Dnia Kobiet byłam dzisiaj na Metrze (grali w Poznaniu w Arenie). Z resztą, gdyby nie było okazji to też bym pewnie poszła. Pierwszy raz widziałam Metro 18 albo 17 lat temu, będąc na wycieczce klasowej w Warszawie. Wtedy mnie zachwyciło - Janowski, Groniec, Górniak to były gorące nazwiska tamtych lat. Piosenki z Metra znałam na pamięć. Znam do dzisiaj.
I dziś, po tylu latach, widziałam Metro po raz drugi, w nowym składzie, z tekstami delikatnie dopasowanymi do teraźniejszości. No i... również byłam zachwycona. Ciary miałam przez 3/4 przedstawienia - nawet w takich miejscach o których nie wypada mi pisać. Momentami miałam łzy w oczach. Po raz pierwszy widziałam na żywo Nataszę Urbańską. To jest śliczna dziewczyna, z dużą wrażliwością - przynajmniej jej grę tak odebrałam. I o ile do tej pory średnio ją lubiłam, to teraz patrzę na nią inaczej. Tylko żal mi jej kiedy robią z niej podstarzałą czterdziechę, z beznadziejną fryzurą i makijażem. Taka naturalna jest prześliczna. W ogóle to tyle emocji wywołało to przedstawienie... taniec, muzyka, śpiew - po prostu wrażenia nie do opisania.
Tak tylko chciałam się podzielić...