Jak wiecie, nawie sie w hobbystyczne hodowanie kotow. I szlag mnie jasny w tym tygodniu trafil.
Ale od poczatku.
Mam (mialam?) bardzo dobra kolezanke, ktora dawno temu, gdy moja kotka byla w ciazy poprosila mnie, zebym sprezentowala jej kota. Poniewaz bardzo lubie (lubilam?

) dziewczyne, stwierdzilam, ze w zasadzie czemu nie. Gdy tylko kociaki sie urodzily, kolezanka pojawila sie u mnie, zeby sobie wybrac sierciucha. Wybrala najlepszego kociaka z miotu. I kij, bo stwierdzilam, ze nawet jak oddam komus w ramach wlasnego widzimisie najlepsze kocie z miotu (oczywiscie zaszczepione, odrobaczone, swietnie karmione zaczipowane, z rodowodem i ksiazeczka zdrowia oraz ekstra skompletowana przeze mnie wyprawka), to tez bede wiedziec, ze kociak ma tak dobrze (bo generalnie czasem dla spokojnosci ducha lepiej stracic niz denerwowac sie losem futra).
Gdy tylko kociaki podrosly i zaczely nadawac sie do wydania zaczely pietrzyc sie trudnosci.
A to ona nie moze bo przyjezdza do Wrocka na ferie (pomimo miesiac wczesniej obgadanego ze mna terminu przywiezienia jej kota przeze mnie do domu), a to kociaka trzeba bylo podleczyc, a to cos mi wypadlo.
No, ale koniec koncow stanelo na tym, ze w zeszla sobote mialam tego kota jej zawiesc. Juz w praniu (czyli w tygodniu przywiezienia kota) okazalo sie, ze niestety nie moze odebrac kota, - bo z powodu choroby dzieciakow przedluzyl sie jej pobyt u rodziny we Wrocku. Trudno - w poniedzialek zadzwonilam, zeby na sztywno ustalic termin dowozu przez nas kota. Bo czas mijal nieublaganie i od pierszej rozmowy (i jej prosby o kota) minelo juz pol roku. Kotek wlasnie konczyl 5 miesiecy i naprawde powinien isc do nowego domu, bo i on sie do nas przywiazuje, no i nie ukrywajmy - my rowniez.
No i co uslyszalam?
No wlasnie, ze jej glupio, ale ona jednak tego kota wziac nie moze.
No i szlag mnie jasny trafil. Bo nie dosc, ze trzymam kobiecie tego kota przez 5 miesiecy, nie dosc, ze trzymam jej kota bardzo dobrego w typie i chce jej tego kota sprezentowac za free, to jeszcze ona mnie w bambuko robi i to w dodatku w tak brzydki sposob.
Tak czy inaczej - po rozmowie stwierdzilam, ze raczej kolezenstwo uleglo z mojej strony zakonczeniu.
Tylko kociaka mi szkoda (bo dawno mogl miec kochajacy dom a facet naprawde jest strasznie miziasty i przekochany) i moich dzieciakow (bo przywiazaly sie kociszcza, niestety - co dziwne nie jest przeciez).
Nie ma to jak sie przejechac na wlasnej naiwnosci i dobroci.