Zaraz mnie coś trafi, właśnie się dowiedziałam, że chłop ma dwukrotnie przekroczony "zły" cholesterol. Dostał leki, ale musi też całkowicie zmienić sposób żywienia, który był FATALNY. Kotlety od mamusi, pizza, hamburger, smażona kiełbasa, warzywa to chyba tylko u mnie jadł. A dlaczego jestem zła? Która się już domyśla? Tyle razy zwracałam mu uwagę, że powinien inaczej się odżywiać, że je syfy, że to mu szkodzi, oczywiście śmiał mi się w twarz, no i proszę...
Czy ktoś stosował taką dietę? Czy oznacza to całkowite wyeliminowanie smażonych rzeczy, warzyw też? Będę wdzięczna za porady. Muszę się za niego wziąć, bo jak zasłabnie, to żadnego pożytku z niego nie będzie