dzisiaj w markecie trafiłam na zagubioną dziewczynkę. Stała zapłakana więc przekonałam ją (łatwo nie było) że jak pójdziemy do pani z megafonem to ona zawoła mamę i ta zaraz się znajdzie.
Uwierzcie mi - te parę metrów szłam z sercem na ramieniu, że zaraz matka podbiegnie i zacznie mnie wyzywać, że dziecko porywam. Czytanie ematki się kłania

po drodze znalazł się tata, który na szczęście mnie nie zwyzywał i nie pobił, tylko podziękował, ale po lekturze forum wiem, że mogłam gorzej trafić