koora.spacerowa
29.06.11, 20:47
Jestem mamą bardzo pogodnego niemowlaka, który gaworzy i śmieje się praktycznie do każdego. Z tego powodu ludzie odwzajemniają jego zainteresowanie i podchodzą do wózka przekraczając granicę fizycznego kontaktu, czyli dotykając mojego dziecka - chwytają za rączkę, głaszczą po główce. O ile jest to ktoś mi znany i wiem, że dba o higienę osobistą, a w szczególności myje ręce, to toleruję dotykanie mojego synka.
Natomiast dzisiaj w kolejce do kasy stojący przede mną emeryt w brudnym ubraniu wyciągnął swoje czarne od syfu łapsko z długimi, odrażającymi pazurami z żałobą pod nimi i usiłował złapać moje dziecko za rączkę! Strzeliłam dziada po tym łapsku, na szczęście się nie pyszczył, bo bym zrobiła niezłą aferę. Przecież niemowlak wpycha rączki do buzi, a facet był odrażającym brudasem na pierwszy rzut oka. Brrr!
Reaguję też na wyciąganie łap przez obce starsze panie, które z reguły rozczulają się nad niemowlętami. Przecież czyjeś dziecko to nie małpka, żeby je dotykać bez pozwolenia! Mi do głowy by nie przyszło dotknąć obcego dziecka bez zapytania rodzica o pozwolenie.
Jak to widzicie? Bo z tego co zauważyłam, to starsze pokolenie tak ma - przekraczanie granic fizycznych, co do których ja bym się wzbraniała.