aquuaa
11.07.11, 13:57
Dzis jest TEN dzien.
Cholerny dzien z calego cyklu, w ktorym dopada mnie deprecha... (nie pierwszy dzien m-czki tylko jeden dzien z cyklu).
I bez hormonow mam sporo problemow na glowie ale kazdego miesiaca nadchodzi katastrofa... Zaczynam od nieprzespanej nocy i czarnych mysli (dotyczacych zdrowia dziecka, rodziny, finansow). Odganiam te mysli ale powracaja uporczywie. Maluja mi sie jakies obrazy, zwiazane z pozarem - mysle ktoredy bede uciekac, co zabiore (koniecznie cos cieplego do okrycia dla dziecka). Gdzies dzwoni mi w glowie jak to ktos z bliskich moze niebawem umrzec.... Mordega...
Skraca mi sie oddech i czuje jakby mi ktos wor piasku polozyl na klatke piersiowa.
Z tym worem wstaje rano i dochodzi bol glowy (pewnie ze wzgledu na mocno podniesione cisnienie i ograniczony doplyw tlenu). Nie wiem czy mam plakac od rana, czy isc sie wieszac. Byle drobna przeszkoda tego dnia nabiera monstrualnych gabarytow. Wszelkie zadania zdaja sie byc niewykonalne. Niby pracuje ale oddech ciezki, mysli kompletnie rozproszone.
Jestem i zalamana i rozdrazniona. Denerwuje mnie jak maz przelyka jedzenie. Nie chce mi sie nakarmic zwierzaka... Nie moge spojrzec w lustro - jestem stara, gruba i brzydka.
Taki stan pojawia sie kazdego miesiaca. Poniewaz zdaje sobie sprawe, ze to tylko przejsciowe - kazdego miesiaca probuje przetrwac ten dzien ale mam wrazenie, ze idzie mi to coraz gorzej. Juz brak mi logicznych argumentow dla samej siebie...
Moze ktoras ma podobnie i znalazla metode...
Glowe mi rozsadza wlasnie...