Ludzie strasznie szybko zapominają, jak to było, kiedy byli dziećmi. Wy pamiętacie? Nie tylko wydarzenia, bo te się pamięta w miarę dobrze, ale uczucia.
Ja pamiętam dobrze. Byłam grzecznym dzieckiem (namawiałam do złego inne dzieci, żeby nigdy nie było na mnie), ale czasami wchodził we mnie diabeł.
Pamiętam, jak poszłam z babcią do dentysty. Przychodnia była na Mokotowie w Warszawie (przy Placu na Rozdrożu, ktoś ją pamięta?), a my wracałyśmy na Wiatraczną,czyli wowczas przez pół Warszawy. I ja wyłam całą drogę. Miałam 5 lat. Nic mnie nei bolało, ale czułam się upokorzona tym, że ktoś mi w ustach grzebał. Niczym się nie dałam uspokoić, świat by na głowie stanął, a ja i tak bym wyła. Bo tak. Bo byłam nieszczęśliwa. Babcia pewnie miała ochotę się pod tramwaj rzucić, ludzie moje wycie komentowali dosyć głośno, a ja na złość im wyłam jeszcze bardziej. I takich wydarzeń pamiętam kilka, łącznie z tarzaniem się w sklepie po podłodze.
I sikałam. Wiecznie. Ledwo mama wyszła z domu, to ja od razu "siiikuuu". Toalet było pewnie jeszcze mniej niż teraz. I przyznaję się - sikałam w krzakach! Mało tego - czasem chodziłam zarzygana i śmierdząca, bo miałam chorobę lokomocyjną. Wyjazd do dentysty = automatyczny rzyg. A że często musiałam jechać do niego komunikacją miejską, to byłam bachorem śmierdzącym, czyli jeszcze bardziej uciążliwym dla otoczenia.
Zwymiotowałam też na karuzeli w wesołym miasteczku. Na innych ludzi kręcących się, bo rzyg był z odrzutem.
I permanentnie zaśmiecałam chodniki lodami, które zawsze musiały mi upaść oraz moją krwią, bo zawsze musiałam się wywalić.
Nawet gdybym miała koszmarną migrenę, to nie śmiałabym nawet krzywo spojrzeć na matkę z wrzeszczącym bachorem. Za swoje grzechy trzeba cierpieć
A wy? Byłyście grzeczniutkimi dzieciątkami, których nie było słychać,widać i czuć? Czy też odwrotnie?