Nie nie, nie będzie o teściowej ;P
Chociaż może trochę, pośrednio.
Ma ona psiapsiółę, dajmy na to- Jolę. Jola, z opowiadań wynikało, cud miód osoba, uwielbia dzieci, dzieci ją uwielbiają, dorabia jako opiekunka, tabuny dzieciaków odchowała, oh oh.
Jola mojego gnojka zna ze zdjęć, bardzo by chciała go poznać. Ok, jesteśmy wczoraj u teściowej na obiedzie (nie, nie było tematu czapek ani karmienia butelką

jedyne co, to wstrząsnęło nią to, że dziecku zdjęłam skarpety i nie założyłam przed wyjściem, ale udałam, że nie słyszę

) a że Jola po sąsiedzku mieszka- chętnie przystałam na propozycję poznania jej. Tym bardziej, myślę sobie, jak ona taka oh ah do dzieci, to może będę opiekunki kiedyś potrzebowała, warto mieć kogoś w zanadrzu.
Moje dziecko nie boi się nikogo i niczego, uwielbia być w centrum zainteresowania, zaczepia ludzi w sklepach, szczerzy się tym swoim 1,5 zęba.
No i wczoraj pierwszy raz widziałam moje dziecko przerażone. Jola chwyciła go, zaczęła podrzucać, posadziła na kolanie trzymając za ręce i zaczęła bujać (młody nie ma 6 miesięcy jeszcze, o siedzeniu nawet przez móżdżek mu nie przeszło), wszystko to w czasie tych kilkunastu sekund kiedy z chłopem oniemieliśmy i z tej katatonii się wyrwaliśmy

Chłop dzieciaka zabrał, przewrócił tylko oczami jak słyszał "ale ciemu ziabielasz, psiecieś ja mu ksiwdy nie źlobie", pożegnaliśmy się i wyszliśmy.
No i teraz jestem wredna żmija, bo zapowiedziałam teściowej i siostrze chłopa, że zabraniam dziecko zabierać do tej kobiety. Żeby nie było- chłop zabrania jeszcze bardziej (znał ją, ale nigdy nie widział jej w takiej akcji)
(tak, nudzi mi się o poranku

tak, chciałabym miec tylko takie problemy całe życie

)