Zapewne większość współczytaczy pamięta pewien wątek, w którym dziamgoliłem w temacie trudności ze znalezieniem posady dla żony w budownictwie. W końcu się udało i od niedawna żona zamiast użerać się z małymi dziećmi, użera się z dużymi, brudnymi, czasem podpitymi dziećmi albowiem jest majstrem na budowie. Co prawda wypłata wystarcza ledwo na niańkę i paliwo na dojazd a żonka marudzi i wraca wymęczona, ale widać że lepiej jej zrobiło wyjście do ludzi (czasem może prawie-ludzi, ale chwali się co się ma

. Trzoda trochę się od cyca oderwie, a i matka po dłuższym niewidzeniu się, miłością i cierpliwością większą pała (jak nie padnie akurat w wyro i cały bajzel biednemu mężowi na łeb nie zrzuci).