Dodaj do ulubionych

Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy?

    • na_pustyni Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 09:47
      Bardzo chciałabym nie pracować zawodowo i zajmować się domem. Pewnie po pół roku szlag by mnie trafił i zaczęłabym szukać pracy, ale w tej chwili jestem tak zmęczona, że SZCZERZE zazdroszczę niepracującym na etacie matkom. No, a teraz idę poczytać wąteczek, bo długi, to pewnie jatka.
    • madzia.7 Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 10:19
      praca to nie tylko dochod i latwiejsze zycie pod wzgledem finansowym dla calej rodziny
      ale
      praca rowniez ubogaca pod innymi wzgledami- rozwoj osobisty..
      siedzenie w domu i wymyslania coby tu jeszcze zrobic jest troche prozniackie..mowie o kobietach, ktorych dzieci osiognely juz wiek przedszkolno-szkolny i z racji wieku przedszkole- szkola dobrze wplywa na rozwoj dzieci...praca jest potrzebna tak jak chleb na codzien..

      ja pracuje zawodowo, jetsem w ciazy z 2 dzieckiem, pierwsze ma troche ponad 2 lata..przez ostatni rok studiowalam podyplomowo..pare tygodnie temu skonczylam studia i poczulam lekka pustke..kurcze jaki tu sobie cel znowu obrac..ja nie umiem zyc bez celu- ale wiem, ze inni potrafia
      • hatsu33 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 13:18
        Oh, niebawem zatem zrozumiesz wink, jak mogą się te cele zmieniaćwink
        Jeśli Twoim marzeniem stanie się przespać ciurkiem w nocy choćby 3 godziny, to wrócimy do dyskusjiwink Oczywiście, marzenie może być inne, podaję tylko przykłąd, ale chodzi o to, że jest ogromna różnica między jednym a więcej dzieci. Małych dzieci.
        Co do meritum dyskusji - znam kilka matek nieracujących, ale z żadną się nie przyjaźnię. Coś w tym musi być...
    • hankam Twórcze zajęcia 30.12.11, 13:39
      Ktoś tam wyżej napisał, że kobiety wybierające dom zamiast pracy mają wreszcie czas, żeby się rozwijać.
      Więc chciałam się zapytać, jakie twórcze, rozwijające zajęcia wykonują idealne panie domu?
      Pamiętam, ze na urlopie wychowawczym chodzilam na basen i doprowadziłam angielski do poziomu CAE. Ale nie uważam, żeby to było dużo. Po powrocie z wychowawczego straciłam pracę i zrobiłam studia podyplomowe - ale miałam mało czasu na dom, dużo się uczyłam, dziecko już było w przedszkolu, jak bylam na zajęciach zajmowała się nim moja mama.
      W szkole spolecznej, do której chodziła moja córka bylo trochę mam niepracujących. Jedna chyba nie z wyboru, tylko z cięzkiej depresji, reszta - bo tak. Mężowie z dużymi firmami.
      Z tej czwórki dwie panie miały wyższe wyksztalcenie, dwie średnie.
      I jakoś nie zauwazylam, żeby robiły coś szczególnego, poza zajmowaniem się domem. Jak się zapytalam jednej, z którą bylam najbardziej zakolegowana, dlaczego nie zapisze się choćby na angielski czy niemiecki - tłumaczyla mi, ze przecież nie ma czasu, odeszła gosposia i ona musi sama sprzątać. Najbardziej twórcze zajęcie jakie podjęła, to bylo chodzenie na siłownię.
      Inne twórcze zajęcia to bylo przedłuzanie rzęs (bardzo czasochlonny zabieg, który na dodatek trzeba powtarzać) i tipsy.
      Więc chcialabym wiedzieć - jakiego rodzaju rozwój osobisty jest udziałem niepracujących ematek?
      • gryzelda71 Re: Twórcze zajęcia 30.12.11, 14:03
        A muszą się tfurczo rozwijać?
        Zajmijcie sie swoimi rozwojami a "kocmołuchy" zostawcie w spokoju.Nic a nic wam nie zagrażają,ani zawodowo,ani faceta nie wyrwą.....
        • hankam Re: Twórcze zajęcia 30.12.11, 17:49
          Nie muszą, ale co i rusz któraś pisze o tym, że wreszcie ma czas na własny rozwój. Więc chcialabym wiedzieć, jak to jest.
          • gryzelda71 Re: Twórcze zajęcia 30.12.11, 18:17
            No i co,ze panie napiszą ze język wyszlifowały,ze dekupażą,że nauczyły się jeździć konno,jak panie pracujące to robią miedzy powrotem z pracy,a odebraniem dziecka ze żłobkawink
            Ot pani nie pracuje,starcza na godziwe życie z męzowskiej pensji,wszyscy domownicy zadowoleni i tylko inne panie,w zupełnie innej sytuacji zaniepokojone ich dalszą egzystencją.
            Nie wiem,mnie nie wadzi sąsiadka wieczniewoknie,ani koleżanka wieczniewpracy.
            • hankam Re: Twórcze zajęcia 30.12.11, 18:52
              Mnie też nie, po prostu jestem ciekawa.
              Tak naprawdę znam jedną osobę, bylą forumkę edzieckową zresztą, która naprawdę robi mnóstwo rozwijających rzeczy - nie pracując.
              Większość nie robi nic, poza wzorowym prowadzeniem domu. Więc po prostu zżera mnie ciekawość, w jaki rodzaj rozwoju osobistego inwestują forumki, które piszą, że wreszcie mają na to czas.
              • gryzelda71 Re: Twórcze zajęcia 30.12.11, 18:58
                No mają czas na nicnierobienie.
                I fajnie.
              • undoo Re: Twórcze zajęcia 30.12.11, 19:31
                Hankam, na tym forum nie wymienie, ale w innych miejscach prosze bardzo. Lista moich tworczych, a moze dosc prozaicznych zainteresowan jest krotka, ale tresciwa i zorganizowana scisle wg pewnego klucza.
                • hankam Re: Twórcze zajęcia 30.12.11, 20:45
                  Przypuszczam, ze w tym "innym" miejscu mamy więcej takich koleżanek.
                  Ja nie uważam, żeby wychowywanie dzieci, zwlaszcza trójki czy czwórki, i zajmowanie się domem było czymś gorszym niż praca. Bywa to jednak strategia niebezpieczna, jesli nie jest powiązana z jakąś formą inwestowania w siebie i rozwojem. Teksty w rodzaju "mój mąż dba, żeby mi było wygodnie" wydają mi się przejawem skrajnej naiwności i krótkowzroczności.
                  Mówi się jednak: u"miesz liczyć, licz na siebie".
                  • gryzelda71 Re: Twórcze zajęcia 30.12.11, 20:57
                    No ok.
                    Ale jaki pływ ma na panią pracującą z funduszami,lokatami i nieruchomościami owdowiała,niepracująca z dziećmi sztuk 4 sąsiadka?
                  • undoo Re: Twórcze zajęcia 30.12.11, 20:58
                    Dlatego odzegnywanie sie od pracy zawodowej w ogole jest dla mnie nie do przyjecia, ale kilkuletnia przerwa zawodowa bywa koniecznoscia, co nie znaczy, ze nalezy wtedy zarzucic jakakolwiek aktywnosc zawodowa, bo to bywa krotkowzroczne.
              • rosapulchra-0 Re: Twórcze zajęcia 31.12.11, 08:22
                hankam, nie zżera cię ciekawość, tylko po chamsku chcesz się wyzłośliwić, pokazać swoją wyższość za wszelką cenę nad niepracującymi kobietami. Brzydka cecha, zapewniam cię. Serio, serio.
                • gabi683 Re: Twórcze zajęcia 31.12.11, 10:04
                  rosapulchra-0 napisała:

                  > hankam, nie zżera cię ciekawość, tylko po chamsku chcesz się wyzłośliwić, pokaz
                  > ać swoją wyższość za wszelką cenę nad niepracującymi kobietami. Brzydka cecha,
                  > zapewniam cię. Serio, serio.


                  To jest następna typu kocio podnosi sobie ego i wyciera sobie tyłek kobietami które zdecydowały się na pozostanie w domu.Robienie z nich garkotłuków, pasożytów ,leni itp. Ja mam się bardzo dobrze moje dzieci to samo syn już pełnoletni mieszka w swoim mieszkaniu,uczy się świetnie.Córka za moment idzie do gimnazjum olimpiady świadectwa z czerwonym paskiem ,trenuje karate tradycyjne od 8 lat z super wynikami .Średnia idzie do pierwszej klasy umie już pisać i czytać .A najmłodsza od września idzie do przedszkola a ja wracam do naszego wspólnego interesu i zaczynam studia .I naprawdę w dupie mam takie prostackie dziewczynki które za wszelką cenę chcą udowodnić ze są lepsze od mam nie pracujących smile
                  • hankam Re: Twórcze zajęcia 31.12.11, 16:14
                    Czy możesz mi wskazać konkretny post, w którym napisałam, ze jestem lepsza od Ciebie, Gabi?
                  • gaskama Re: Twórcze zajęcia 02.01.12, 11:43
                    "I naprawdę w dupie mam takie prostackie dziewczynki które za wszelką cenę chcą udowodnić ze są lepsze od mam nie pracujących smile "

                    Patrząc na liczbę twoich postów i zacietrzewienie, to raczej raczj niezbyt głębowo w dupie masz zdanie tych prostackich dziewczyn.
                    • gabi683 Re: Twórcze zajęcia 02.01.12, 12:01
                      gaskama napisała:

                      > Patrząc na liczbę twoich postów i zacietrzewienie, to raczej raczj niezbyt głęb
                      > owo w dupie masz zdanie tych prostackich dziewczyn.

                      Co ma liczba moich postów do tematu ,tak będę bronic swoich racji obojętnie jak to nazwiesz tongue_outI tak mam głęboko tongue_out Pochodź jeszcze i poszukaj ,nudzi się w pracy za kasę podatników ?
                • hankam Re: Twórcze zajęcia 31.12.11, 16:12
                  Nie pokazuję żadnej wyższości. Wiem dobrze, jak rozłazi się czas na urlopie wychowawczym. Wiem dobrze, jak rozłazi się czas, gdy się nie pracuje - w tej chwili nie pracuję i siłą zmusilam się, żeby zrobić coś poza odwożeniem - przywożeniem, zakupami, odkurzaniem etc. Większość ludzi (poza wyjątkami) nie ma takiego drive'u, żeby robić coś więcej niż musi, bez względu na to, czy pracuje, czy nie. W zdecydowanej większości jestesmy leniwi i słabo zorganizowani.
                  Dlatego raczej sceptycznie podchodzę do deklaracji typu "wreszcie mam czas na własny rozwój".
                  Znam Undoo, ale nie jest dla mnie typowym przypadkiem osoby niepracującej - ma małe dzieci i dalsze w planach, mieszka w różnych krajach, a jednak coś robi. Znam jeszcze inne osoby w podobnej sytuacji, ale tak naprawdę tylko jedną, która z rozmyslem nie wróciła do pracy żeby wychowywac dzieci i zajmować się bardzo aktywnie rozwijaniem własnych talentów.

                  Co do reszty moich złośliwości - nie mam uczucia, że się wyzłośliwiam. Zwróciłam uwagę, że strategia pozostawania "przy mężu" nie jest bezpieczna - bo kobieta, która coś potrafi w przypadku rozwodu czy innego nieszczęścia sobie jakoś poradzi, kobieta, która nigdy nie pracowała - będzie miała o wiele trudniej. I niepracujące z wyboru kobiety zareagowały fobicznie - dlaczego? Przecież są, jak piszą, świetnie zabezpieczone, żaden rozwód im nie grozi. No to powinno być git, prawda?
                  • rosapulchra-0 Re: Twórcze zajęcia 01.01.12, 21:55
                    I pewnie dla nich jest git. I nie nam to oceniać, bo to nie nasze życia, tylko ich. A ty swoimi dociekliwymi pytaniami, które co i rusz powtarzasz, a przez odnosi się wrażenie złośliwości, tej niegrzecznej oczywiście, nie osiągniesz nic poza odpowiedziami na poziomie tych pytań. no chyba, że któraś ma cierpliwość i zdecydowanie łagodniej odbiera twoje wpisy w tej dyskusji. Niestety, słowo pisane ma ten myk, że różnie jest interpretowane.
      • h2so4_pl Re: Twórcze zajęcia 30.12.11, 23:43
        Dla mnie najbardziej twórczym zajęciem było poznawanie świata razem z moim dzieckiem i tłumaczenie mu rzeczy i zjawisk pozornie będących "oczywistą oczywistością".
        Każdy spacer był okazją do pokazywania otoczenia.
        Pamiętam jak syn fascynował się dźwigami- wytłumaczyłam mu - oczywiście w uproszczeniu- co to jest i na jakiej zasadzie działa.
        Bardzo wcześnie poznawał tajemnice róznych stanów skupienia wody i zjawisk zachodzących w związku z obiegiem wody w przyrodzie. Badaliśmy właściwości lodu, śniegu, oglądaliśmy przez lupę gwiazdki. Robiliśmy suchą destylację liścia. To ad hoc przychodzi mi po latach do głowy, ale takich "akcji" było mnóstwo i codziennie.
        Odpowiadałam na nieskończenie wiele pytań i takich banalnych i takich, które może zadać tylko dziecko.
        Mieliśmy w domu laboratorium chemiczne. Robiliśmy setki doświadczeń. To wymagało wiedzy, czasu, cierpliwości, chęci i.....pieniędzy.
        Zaprocentowało.
        Nie wiem czy twórczym zajęciem było chodzenie na wystawy, koncerty i do teatru. Raczej było to przyjemnością. Podobnie jak czytanie ogromnej ilości książek, prasy.
        Czytałam literaturę zawodową- także po angielsku, ale bez szaleństw.
        Z cała pewnością twórczym zajęciem było planowanie wyjazdów i przygotowywanie się do nich ( niech złośliwcy odpuszczą sobie uwagi o pakowaniu walizek). Z przewodnikami w ręku, nosem w komputerze, mapami wyznaczałam trasę i wyszukiwałam co warto zobaczyć, jakie ciekawe rzeczy są w danym miejscu. I mogła być to zarówno kopalnia złota w Polsce jak i miasteczko srebra w Meksyku. Po powrocie opracowywałam zdjęcia, wspomnienia, notatki.
        Mało? Może dla niektórych tak. Mnie to wystarczyło.
        • kocio_007 Re: Twórcze zajęcia 30.12.11, 23:58
          do h2so4
          to, co robiłaś ja też robiłam z dzieckiem (no, może z wyjątkiem suchej destylacji liścia wink pracując zawodowo... te wszystkie aktywności, owszem, bardzo kreatywne, są zazwyczaj udziałem mam (i ojców) zainteresowanych dziecmi. Żeby to robic, nie muszą NIE pracowac.
          • h2so4_pl Re: Twórcze zajęcia 31.12.11, 00:14
            Gratuluję. I pozwól, że zostanę przy swoim zdaniu.
            Wróciłam do pracy po 13 latach. Miałam wybór między co najmniej 3 dość ciekawymi zajęciami. Moim zdaniem jeśli coś straciłam to 200 zł emerytury - w przyszłości.
      • guderianka Re: Twórcze zajęcia 01.01.12, 20:01
        Więc chcialabym wiedzieć - jakiego rodzaju rozwój osobisty jest udziałem niepra
        > cujących ematek?

        Słowo klucz ale nie każdy jak widzę rozumie wink Rozwój osobisty- dla jednej będzie to kurs angielskiego, dla innej silownia i fitness a dla jeszcze innej zdobycie Kilimandżaro wink Nie Tobie decydować o tym, czym dla innych jest własny rozwój wink Dla mnie rozwoj ów oznaczał kurs wspinaczki skałkowej i przygodę z dziennikarstwem (staż).
        • hankam Re: Twórcze zajęcia 01.01.12, 20:58
          A dlaczego uważasz, że chcę decydować, co dla kogo ma być rozwojem osobistym? Gdzie to wyczytałaś w moim poście?
          Ale - jak by na to nie patrzeć, nie dam sobie wmówić, ze kawka z przyjaciółką, obejrzenie "Dzień Dobry TVN" oraz spacer po centrum handlowym to twórcze zajęcia, które należy określić mianem rozwoju osobistego.
          • h2so4_pl Re: Twórcze zajęcia 01.01.12, 21:49
            A jeśli przyjaciółka jest interesującym człowiekiem to może ma większy wpływ na osobowość niż niejedna praca.
          • girasole01 Re: Twórcze zajęcia 02.01.12, 12:00
            Za to siedzenie w pracy na emamie i obgadywanie Kaśki z działu marketingu jest bardzo twórcze? Jasne, istnieją zawody, które mogłabym określić mianem twórczego zajęcia i rozwoju osobistego, ale zdecydowana większość z nich opiera się na powtarzalności i z rozwojem nie ma wiele wspólnego.

            Dla mnie podstawą rozwoju osobistego jest wypełnianie swoich pasji. Fajnie, jeśli dla kogoś to co robi w pracy jest pasją (oczywiście tu się podpiszą wszystkie emamy, ale chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że nie bywa tak często). Większość ludzi chciałoby robić coś dla siebie niezwiązanego z pracą. I tu w lepszej sytuacji są te mamy, które nie pracują, z bardzo prostej przyczyny - mają więcej czasu i poświęcając go na swoje pasje nie czują, że zaniedbują dziecko. Wydaje się to dosyć logiczne. Pisałaś, że nie znasz niepracującej mamy, która by robiła coś twórczego. A ile znasz takich mam pracujących? Które po 10 godzinach spędzonych poza domem (w tym 8 godzin takiej samej gadki z klientami/robienia tabelek w excelu/wypełniania z klientami druczków) pędzą na niemiecki/siłownię/kurs wspinaczki skałkowej/wolontariat w hospicjum?
            • hankam Re: Twórcze zajęcia 02.01.12, 18:07
              Napisałam, że znam jedną. Po urlopie wychowawczym z rozmysłem nie wrócila do pracy i w żadnym wypadku nie można powiedziec, że się nie rozwija. Przeciwnie, ma liczne talenty i szlifuje je bardzo ładnie.
              Nie piszę o mamach na urlopach wychowawczych - fajnie, jeśli poza wychowaniem znajdą czas na czytanie, siłownię albo cokolwiek, co sprawia im przyjemność. Piszę wlaśnie o takich, które nie wrócily do pracy i piszą szumnie o czasie, który mają własny rozwój, a najczęściej nic specjalnego się za tym nie kryje - poza właśnie kawką czy tenisem. Fajnie, że mogą bezstresowo żyć - i tyle.
              Pytanie, co to w ogóle są twórcze zajęcia i rozwój własny. Czy na przykład zajmowanie się ogrodem to twórcze zajęcie, czy nie? Moja babcia przez prawie pięćdziesiąt lat zajmowała się działką. Dzialka była glównie kwiatowa, pięknie zakomponowana, coś w rodzaju czarodziejskiego ogrodu. Dostawała za nią nagrody w konkursach działkowiczów. ; )
              Czy uprawianie tej działki było zajęciem twórczym i wiązało się z rozwojem własnym?
              Sama nie wiem, twórczym pewnie tak, ale czy można o uprawianiu ogródka powiedziec "własny rozwój"?
              A chodzenie na tenisa? No dajcież spokój, na zachodzie niepracujące panie domu spotykają się w country clubach na tenisie i lunchu z koleżankami, czy to jest własny rozwój?
    • gal_ja Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 17:49
      Lat temu kilka byłem w domu znajomej - domu odziedziczonym po rodzicach - znajoma nigdy w życiu nie pracowała jak i też jej matka - tata aptekarz, mąż aptekarz, zięć aptekarz, apteka rodzinna. Ale nie o aptece, a o kuchni chcę powiedzieć; meble w tej kuchni były zrobione w roku 1922. Wszystkie - szafki, stół, krzesła. Urządzenia były nowe, ale meble z lat dwudziestych - robione na miarę do tej kuchni przez stolarza z sąsiedztwa.
      Nie, nie wyglądały na nowe, ale były czyste, niezniszczone, co najwyżej "spatynowane". Chciałbym mieć takie meble w kuchni tylko ich się nie da kupić. Moja znajoma ich nie sprzeda.
      To, że one są i (przede wszystkim), że są w takim stanie, to zasługa dwóch pokoleń "niepracujących" żon.
      • fogito Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 18:36
        Ja jestem niepracującą zawodowo żoną wink Gdybym mogła pracować na pół etatu np. do 14:00 i zarabiać dobre pieniądze to zdecydowałabym się natychmiast. A póki co nie opłaca nam się zastępować mnie nianią z samochodem i gospodynią prowadzącą dom, bo wydalibyśmy na to majątek w w-wie.
        Mamy wspólne konto, a właściwie kilka, zabezpieczenie w nieruchomościach i akcjach. Dziecko ma własne konto w banku a ja własny fundusz emerytalny poza Polską. Nie boję się, że mąż rzuci mnie dla młodszej, bo nawet gdyby, to połowa majątku jest moja i mniej prania do robienia wink
        W wolnych chwilach maluję i rysuję, więc nareszcie mam czas na to co zawsze chciałam robić.
      • ryza_malpa1 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 19:20
        Jajuż rozumiem że dla dobra dzieci ale DLA MEBLI ????
        • gal_ja Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 19:34
          Meble kosztują.
          To była tylko uwaga w odniesieniu do "wartościowania" pracy domowej.
          Meble w kuchni wymieniałem trzy razy. Za każdą żoną. Za każdym razem argumentem było "bo są zniszczone".
          Zapewniam, że ja ich nie zniszczyłem, a wymienić musiałem.
          Wnioskuję z tego, że lepiej mieć żonę niepracującą, a o meble dbającą.
          Taniej wychodzi, po prostu.
          • gabi683 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 19:40
            gal_ja napisał:

            > Meble kosztują.
            > To była tylko uwaga w odniesieniu do "wartościowania" pracy domowej.
            > Meble w kuchni wymieniałem trzy razy. Za każdą żoną. Za każdym razem argumente
            > m było "bo są zniszczone".
            > Zapewniam, że ja ich nie zniszczyłem, a wymienić musiałem.
            > Wnioskuję z tego, że lepiej mieć żonę niepracującą, a o meble dbającą.
            > Taniej wychodzi, po prostu.
            >

            ekonomiczne myślenie tongue_out
          • ryza_malpa1 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 19:42
            Weź sobie taką co pracuje i zarabia to sobie sama wymieni.
          • gryzelda71 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 19:43
            Ale miałeś meble z litego drewna?
            • ryza_malpa1 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 19:44
              Czwarta zona powinna być z majątkiem i przyboczną gosposią. Grosza nie wydasz!
              • gal_ja Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 20:31
                ryza_malpa1 napisała:

                > Czwarta zona powinna być z majątkiem i przyboczną gosposią. Grosza nie wydasz!

                To jest jakaś idea, ale nie wiem czy życia starczy...
            • gal_ja Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 20:28
              Pierwsze - lita sosna własnoręcznie wykonane. Sosna miękka, więc pierwsza żona usprawiedliwiona (choć blat z marmuru, więc gdyby dbała, to byłby OK).
              Drugie - z dębu (ścianki z płyty stolarskiej fornirowanej), wykonane przez kolegę - stolarza (niby nieco taniej), blat z granitu (nauczony doświadczeniem, jak się okazało i tak bez znaczenia).
              Trzecie - z MDFu lakierowanego, blat z granitu ale innego (stary nie pasował do koncepcji). Wykonała firma będąca "najlepszym designerem na rynku" (bolesne).

              Jak tak myślę o tej kuchni z 22-go roku, to mi się ciepło na duszy robi.
              • ryza_malpa1 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 20:32
                A że tak zapytam w odniesieniu do głównego tematu ...co stało się z wszystkimi Twoimi żonami ? Pracujące czy niepracujące? Zabezpieczone czy niezabezpieczone? W skarpetkach zostały czy też godziwie je potraktowałeś?
                • nanuk24 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 20:38
                  Przeciez napisal, ze gdyby byly niepracujace, to by nie musial mebli zmieniac.
                  wniosek sie sam nasuwa.
                  • ryza_malpa1 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 20:42
                    No to po co im kupował kuchnie? Niechby sobie same kupiły jak zarabiały i miały fanaberię na nową. Chyba, ze kupował sobie....i żony mu niszczyły.....to w pozwie mógłby zażądać zwrotu kosztów poniesionych na blat, który mu pocięła niecna małżonka.
                • gal_ja Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 20:43
                  ryza_malpa1 napisała:

                  > A że tak zapytam w odniesieniu do głównego tematu ...co stało się z wszystkimi
                  > Twoimi żonami ? Pracujące czy niepracujące? Zabezpieczone czy niezabezpieczone
                  > ? W skarpetkach zostały czy też godziwie je potraktowałeś?
                  1. Pracująca, a okresami niepracująca (bo organizowała nam rozrywki) - teraz pracuje bo musi, dzieci nie mieliśmy, nadal się przyjaźnimy.
                  2. "Pracująca" - alimenty wyższe niż jej zarobki.
                  3. "Pracująca"
              • gryzelda71 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 20:53
                Albo byliście flejami,albo tasakiem na tych granitach ciachaliście.
                Albo to kuchnia w jakimś barze,w ciągłym uzytku.
                A ścianki z płyty to tragedia,tu nic nie trzeba specjalnie robić ,żeby się kruszyły i łuskały.
                MDF teraz to porażka.
                Nie wiń żony(żon)wink
                • fogito Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 21:04
                  smile Niezłe akcje z tymi meblami kuchennymi.
                  A przy okazji... skoro żony pracowały tak jak ty, to powinniście po równo o dom dbać i nie ma co teraz winy na żony zwalać tongue_out
                  Ja mam blat corian (cieplejszy jest niż granit i cmentarzem nie zalatuje) oraz szafki z MDF na wysoki połysk. I po 8 latach stwierdzam, że wszystko wygląda tak samo dobrze przy małym nakładzie pracy. Ale ja żona domowa jestem i może to jednak ma znaczenie jak napisał kolega wink
                  • purpurowa_komnata Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 21:22
                    Tak napisał-wdać,ze mu bardziej żal tych mebli niż żon. Sarkazm z lekka- ale cóż...
                  • ryza_malpa1 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 21:26
                    Cholera ja mam szafki drewniane i blat mdf ( z założeniem ze jak się zniszczy to się wymieni ) - jak na razie nie pociętym niepodrapany, o dziwo nie rozwarstwia sie od 8 lat. Moze dlatego, że nie ciacham na nim, zawsze używam deski do krojenia, gumowej stolnicy itp sprzetów?
                • gal_ja Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 21:24
                  gryzelda71 napisała:

                  > Albo byliście flejami,albo tasakiem na tych granitach ciachaliście.
                  Błąd nr 1. Zniszczony (wg. żony nr 2.) był marmur nie granit. Marmur i granit to dwa różne kamienie o zupełnie innej odporności chemicznej i mechanicznej.
                  Błąd nr 2. podwójny: a. Nie "zniszczyliscie" bo mnie przy tym blacie nie było. b.To żona nr 2. uznała, że jest zniszczony. Tak uważała za stosowne.

                  > A ścianki z płyty to tragedia,tu nic nie trzeba specjalnie robić ,żeby się krus
                  > zyły i łuskały.
                  Błąd nr 3. "Płyta" to nie jest definicja. Płyta stolarska a płyta wiórowa to dwie, niemające ze sobą nic wspólnego, jakości. Ścianki zrobione były z płyty stolarskiej. To jest lite drewno.
                  > MDF teraz to porażka.
                  MDF to moda obecna. I znowu nie wiem, czy mówimy o tym samym, bo ja mówię o medium-density fibreboard czyli materiale z którego robione jest 90% "nowoczesnych" frontów meblowych, szczególnie kuchennych i łazienkowych.
                  > Nie wiń żony(żon)wink
                  Żadnej nie winię, ale mam prawo oceniać.
                  • gryzelda71 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 21:28
                    Zwał jak zwał.
                    Nie ma takiej wyobraźni,żeby móc zniszczyć takie meble.Serio.
                    • fogito Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 21:46
                      Bogatemu wszystko wolno wink Można mieć trzy żony i trzy kuchnie. Czyli jakby żona na wyposażeniu miała dołączoną kuchnię big_grin
                      Ja po jednym męzu drugiego bym nie wzięła. Jeden na życie mi na całe życie wystarczy. A jak ucieknie z 16tką to juz sobie kochanka wezmę, bo z takim mniej roboty big_grin
                      • ryza_malpa1 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 21:51
                        fogito napisała:
                        Ja po jednym męzu drugiego bym nie wzięła. Jeden na życie mi na całe życie wyst
                        > arczy. A jak ucieknie z 16tką to juz sobie kochanka wezmę, bo z takim mniej rob
                        > oty big_grin

                        Wychodzę z podobnego założenia - jak absztyfikant to najlepszy dochodzący.
                        • gal_ja Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 23:09
                          > Wychodzę z podobnego założenia - jak absztyfikant to najlepszy dochodzący.

                          I tak trzymać!
                          Tylko... po co było wychodzić za mąż..? Nie lepiej było być od początku niezależną i niezawisłą? Mieć "dochodzącego" (lub "dochodzących"), dziecko zrobić (jeżeli jest taka potrzeba) in vitro albo (jeżeli jest taka potrzeba) w realu z kimś kto odpowiada, ale jako kobieta nowoczesna, samodzielna, samoodpowiedzialna i w ogóle sama-sobie-wystarczająca olać te uwłaczające kobiecie-nie-kuchcie stereotypy i od początku wziąć swoje i potomków (ewentualnych) życie w swoje ręce?
                          Ja jestem cały za.
                          • ryza_malpa1 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 31.12.11, 16:50
                            Mąż mnie błagał a że lubię chłopa...to cóż.... wink
          • purpurowa_komnata Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 31.12.11, 15:23
            Wymieniałeś meble- nie były zniszczone- tylko kolejna żona nie chciała urzędować w kuchni urządzonej przez poprzednią żonę. To cała filozofia- a że musiały podawać racjonalne powody, to podawały.
    • yuka12 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.12.11, 23:34
      A co z żonami przy mężu, kiedy to w zasadzie mąż jest przy żonie, chociaż ona niby nie pracuje? Nie każdy układ pt. żona w domu podpada pod stereotyp. Tak jak nie każda żona w domu to garkotłuk i dziumdzia. Zresztą nawet dziumdzia i garkotłuk potrafi być urodziwa, seksowna i niebiańsko gotować. A nowszy model może być po prostu nudny w dłuższej perspektywie ... .
    • h2so4_pl Re: nowy egzemplarz 30.12.11, 23:53
      Kolega mojego męża- wymienił stary egzemplarz na nowy. "Stary" egzemplarz zawsze pracował. Dzieci wychowywane były z doskoku, żłobki, przedszkola, ciocie i nianie.
      "Stary" egzemplarz wiecznie inwestował w swój rozwój i robił to skutecznie- habilitacja w dość młodym wieku, szacunek, uznanie itd.
      "Stary" egzemplarz był wiecznie zmęczony, lodówka napełniona tylko przez męża, w domu nieustanny bałagan, czasem brud. To opinia męża.
      "Stary" egzemplarz nie przyszył guzika, nie wyprasował koszuli, nie upiekł ciasta.
      Z czasem mąż zaczął w domu bywać coraz rzadziej i poznał "nowy" egzemplarz.
      "Nowy" egzemplarz nie był szczególnie urodziwy. Nie był także aż tak wykształcony, nie usiłował nikomu niczego udowadniać- był.
      I dość szybko nowy egzemplarz zajął miejsce starego egzemplarza i od prawie 20 lat stanowią zgodną, szczęśliwą rodzinę. Dorobili się dwojga dzieci.
      Aaaaaa "nowy" egzemplarz nie pracuje. Jest przez męża kochany i szanowany. Tak też bywa.
      • rosapulchra-0 Re: nowy egzemplarz 31.12.11, 08:28
        Ojoj, skwasiłaś niektórym miny. Choć na chwilę, ale skwasiłaś. Aż się dziwię braku reakcji.
        • fogito Re: nowy egzemplarz 31.12.11, 09:28
          zamarli z wrażenia wink

          Ale faktem jest, że często ten nowy egzemplarz to tzw. gorszy egzemplarz - czyli brzydszy i mniej wykształcony, ale za to zapatrzony w misia rysia jak w obrazek. Bo faceci prości są w obsłudze. Dla nich najważniejsza micha żarcia i spokój w domu z zerową liczbą obowiązków.
          • purpurowa_komnata Re: nowy egzemplarz 31.12.11, 09:52
            Coś w tym jest Fogito, coś w tym jest...
            • gabi683 Re: nowy egzemplarz 31.12.11, 15:13
              Zacznę od tego ze w starym roku nie chciałam sprzeczek jednak kocio mnie sprowokowała .
              Zawsze uważałam i uważam aby każdy żył swoim życiem,i nie interesował się innych życiem.Każdy ma prawo żyć jak chce ,żyjemy w wolnym kraju nie ma pracy przymusowej.Nikt nikogo do więzienia nie wsadzi tylko dla tego że rodzina zdecydowała wspólnie że mąż pracuje ,a żona zajmuje się domem i dziećmi.Ciesze się że mam luksus bycia w domu bo w dzisiejszych czasach mało która rodzina może sobie na to pozwolić .
              Życzę wszystkim KURKA ,zdrowia ,spokoju
          • hankam Re: nowy egzemplarz 31.12.11, 16:22
            Różnie bywa, czasem nowy egzemplarz jest po prostu nowy.
            Ilu ludzi, tyle przypadków. Każda z nas może znaleźc na pewno przyklady na nowe egzemplarze pracujące, niepracujące, młodsze i starsze, bardziej lub mniej inteligentne.
            Chyba nie o to w tym wszystkim chodzi.
        • przeciwcialo Re: nowy egzemplarz 01.01.12, 17:19
          He, he...no bo co niby mają napisać wink
      • danka1323 Re: nowy egzemplarz 09.12.13, 09:19
        Własnie tak jeśli maż wraca do czystego domu,zadbanymi dziećmi, z gorącym domowym obiadem, - nie z półproduktów i nie musi juz zajmować się tysiącem spraw, dotyczących domu - to chyba oboje pracują - i nawzajem dbają o swoje potrzeby. Dlaczego tak nie można w małżeństwie podzielić się pracą? Może dlatego, że dla dochodu narodowego jest lepiej żeby oboje pracowali jak konie na dwa etaty. A potem wypalenie, depresje, porażki. I ujemny przyrost naturalny juz niedługo.
        Nie rozumiem jak można nazywać kogoś kto sprząta, gotuje, robi zakupy, opiekuje się dziećmi, - czyli jest sprzątaczką, kucharką, dekaratorskąa wnętrz, psychologiem, pedagogiem, nianią, intendentką - osobą niepracującą.
    • shellerka puk puk puknijcie się kobity 31.12.11, 10:31
      srutututu pęczek drutu.
      jak ja lubię te przstrogi i ostrzeżenia pań zapitalających na etacie za tysiąc pińcet na rękę, wracających do domu, utyrane (tfu! spełnione zawodowo), wkur...ione na szefa (tfu... podekscytowane nowymi wyzwaniami) i mające do ogarnięcia dom - tak tak... każda ma pomoc domową wink, ugotowanie obiadu i odrobienie z dzieckiem lekcji .
      tak. takie kobiety na pewno budzą szacunek swoich mężów i taki mąż na pewno nie ma ochoty rozejrzeć się za nowym egzemplarzem.

      weźcie się kobiety ogarnijcie. ile żyć tyle historii. znam kobiety, które leżą, pachna i są zdradzane, znam tez takie które tyrają i się spełniają i są zdradzane.

      kiedy kuźwa zrozumiecie, że zdrada nie zależy od stopnia wykształcenia partnerki, od jej rozmiaru, od kurde zawodu, pracy, tylko w zasadzie od niej samej, od mężą, od tego jaki zbudowali związek?

      i nie jest w stanie się tego przewidzieć, a pójście do pracy tylko po to, żeby w razie czego mieć pracę? no proszę Was....
      mnie się w tej chwili nie opłaca pracować. chciałabym nawet, ale kurde nie mogę sobie pozwolić na pracę. śmieszne nie? nie mogę sobie pozwolić na pracę, bo wtedy nie miałabym czasu dla rodziny, a że mąż dużo pracuje i sam nie ma dla nas dużo czasu, to wolę żeby chociaz jedno z nas ten czas miało. WOLIMY.
      • deodyma Re: puk puk puknijcie się kobity 31.12.11, 10:37
        dokladnie shellerka.
        watek sie rozwinal i nadal zyje, wszyscy udowadniaja swoje racja, ela najbardziej zajadle sa wlasnie panie, ktore pracuja na etacie i az dziw bierze, jak bardzo zle zycza paniom, ktore siedza w domu z wyboru.
        ze tez im nie wstyd.
        najbardziej zniesmaczyla mnie w tym watku kocio, ktora obraza gabi, jaka pani zadowolona z zycia, gabi to glupia "kurka" a z tego, co tu gabi przytacza z archowum kocio, tamta chyba az tak bardzo z tego zycia zadowolona nie jest...
        i po co to pisac glupoty?
        po co obrazac innych, jesli ich sie nawet nie zna?
        zyjcie i pozwolcie zyc innym.
        ciekawe, czy panie tez takie madre w realu i wyzywaja sie na tych "kurkach"?
      • kropkacom Re: puk puk puknijcie się kobity 31.12.11, 11:08
        > tak. takie kobiety na pewno budzą szacunek swoich mężów i taki mąż na pewno nie
        > ma ochoty rozejrzeć się za nowym egzemplarzem.

        Wszystkie dobrze wiemy, ze pan jak chce to zdradzi. Czy mu zrobi różnicę kogo zdradza? No, raczej nie big_grin Druga sprawa, jak bym miała przez cały okres trwania mojego związku myśleć tylko o tym (w sensie zdradzie) to bym pewnie wolała być bezdzietnym singlem tongue_out Ale jak to woli. Na moje całe tabuny pań w biurach mogą podniecać się wzajemnie wizją, a ja pracuje i jakby co... Pań na kasie w Tesco o czas i ochotę na takie rozmyślania nie podejrzewam.
        Moja rodzina wymaga tego aby jedna osoba była dyspozycyjna. Wybór tej osoby, nie rożni się od większości wyborów pań na etatach. To one zazwyczaj chodzą na zwolnienia, one chodzą z dzieckiem do lekarza i pichcą dwudaniowe obiadki.
        W tej chwili doceniam to, ze nie musimy się martwić co zrobić z dzieckiem w wakacje, mijać się na urlopie, jak dziecko chore to choruje w domu (nie w placówce). W mężowskie dni wolne (a przypadają często w środku tygodnia) tez możemy pobyć razem. To są niezaprzeczalne zalety, a nie Bóg wie jak odległe wizje jakieś głodowej emerytury.
        I teraz, ja nikomu nie dyktuje jak ma żyć, czemu ciągle ktoś się o mnie "martwi"? Ktoś anonimowy w internecie? big_grin
        • h2so4_pl Re: bądźmy tolerancyjne wobec wyboru innych 31.12.11, 12:39
          jak w tytule.
          Jeśli pracująca mama jest znakomicie zorganizowana i wszystko robi doskonale, albo chociaż dobrze, to super. Zazdroszczę i gratuluję. Nie choruje jej dziecko, albo choruje sporadycznie, nie bierze zwolnień, ba partnera, który dzieli z nią po połowie obowiązki domowe i do tego podobnie zarabia, kontakt z dziećmi jest dobry, ma czas na inwestowanie w siebie, sport to tylko się cieszyć.
          Jednak jak znam życie, a wierzcie mi, że znam, nie wszystko bywa takie jakim chcielibyśmy, żeby było i jak opisujemy.
          Stajemy przed stałymi wyborami- pozwólcie, że skoncentruję się na kilku- chorujące dziecko upchnąć jeszcze na jeden dzień do przedszkola czy brać już zwolnienie i narażać się na co najmniej kwaśną minę szefa; rozmawiać z mężem czy tylko komunikować się z nim i wymieniać informacje gdzie jest sól czy co w lodówce, inwestować w siebie czy rodzinę.
          Każda z nas ma inne preferencje , priorytety i USZANUJMY TO. Póki mama zajmująca się domem jest zadowolona z tego co robi, przynosi jej to satysfakcję to jest to wyłacznie sprawa tej określonej rodziny.
          Dla pani Kasi ważny jest zbilansowany i wypieszczony posiłek a dla pani Asi docenienie jej w korporacji. I mogę zrozumieć, że pani Kasia jest wściekła gdy jej mąż pracujący nad jednym projektem z panią Asią po raz kolejny musi ją zastępować w związku ze zwolnieniem. I mogę zrozumieć panią Asię, że nie jest zachwycona, że m.in, z jej podatków utrzymuje się klientów pomocy społecznej.
          Ale póki pani Asia wywiązuje się co najmniej dobrze ze swoich obowiązków ( pensja w korporacji jest na tyle wysoka, że w razie choroby przychodzi opiekunka- pani Asia nie bierze wciąż zwolnień ani chorego dziecka nie wciska do przedszkola) a pani Kasia nie pracując nie odwiedza co miesiąc opieki społecznej wszystko jest ok.
          USZANUJMY WYBORY INNYCH.
          I jeszcze słówko do wykształconych i "wykształconych". Też jesteśmy różni. To, że ktoś nie ma dyplomu, wykonuje mniej opłacaną pracę nie oznacza, że jest gorszy. Może jest mniej zdolny, może miał w życiu mniej szczęścia, może popełnił błędy?
          Korzystamy i pracy pań pracujących w kasie w Tesco/Realu czy innym sklepie ( bo większość z nas nawet incydentalnie robi tam zakupy), ktoś sprząta okolice naszych domów, czesze nas, skraca nam spodnie, pierze dywany.......
          Wolę nie myśleć co by było gdyby wszyscy byli tylko wykształceni lub "wykształceni"- mam nadzieję, że większość zrozumiała użycie cudzysłowu.
          W Nowym Roku życzę życzliwości i tolerancji. A wszystkim zdrowia, pociechy z dzieci, wspaniałej zabawy sylwestrowej, i zadowolenia z wyborów.
          Do siego roku!!!!!!!!!!!! @@@@@@@@@@@@@@@@ smile smile
      • nanuk24 Re: puk puk puknijcie się kobity 31.12.11, 19:14
        A ty, w ktora strone zawieje, taka masz opinie.
        Jeszcze w niedawnym watku o niepracujacych zonach mialas inne zdanie, ze juz o kobietach zdradzanych nie wspomnetongue_out
        Oj ty golebico
        • rosapulchra-0 Re: puk puk puknijcie się kobity 01.01.12, 17:34
          A to nie jest tak, że tylko krowa poglądów nie zmienia?
        • shellerka Re: puk puk puknijcie się kobity 27.01.12, 15:52
          w niedawnym? pokaż. bo nie pracuję od trzech lat big_grin
          co prawda jakieś 6 lat temu głosiłam poglądy, że panie siedzące w domu i marudzące na brak czasu to obiboki i niezorganizowane lenie, ale tu akurat życie zweryfikowało moje poglądy.
          natomiast co do kwestii zdrady tudzież zainteresowania mężczyzny kobietą i zależnością tego zjawiska od pracy albo "niepracy" poglądy moje zmianie nie uległy.
      • titta Re: puk puk puknijcie się kobity 09.12.13, 15:26
        Smiem twierdzic, ze zdrada w ogole nie zalezy od kobiety (na oglu*) tylko od meza. Bo sa mezczysni ktorzy zanudza sie na smierc, beda zle traktowani, a nie zdradza, i sa tacy ktorzy beda mieli wszystko, beda zakochani a i tak zdradza (bo "odmawiac nie potrafia").
        *) dotyczy sytuacji gdy kobieta sie potulnie zgadza na wszystko vs. hetera, ktora meza "spierze po pysku" (oczywiscie metaforycznie) i bedzie pilnowac. Na niektore meskie egzemplarze to niestety jedyna dzialajaca taktyka.
    • kolteta Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 02.01.12, 12:13
      Tak czytam ten wątek i sama nie wiem kto bardziej złośliwy. Pracujące przekonują, że tylko tak należy żyć, niepracujące, że tylko niepracująca kobieta, żona i matka zapewni ład w domu, harmonię, dobrze wychowane dzieci, nakarmionego i zadowolonego męża a i że ona przeszczęsliwa. Tylko sąd w tych niepracujących tyle agresji w stosunku do zapracowanych, skąd tyle jadu? Ja pracuję, nikogo nie przekonuję do tego, że tak należy żyć, pracuję bo to lubię, nie chcę za 15 lat po odchowaniu dzieci mieć problemów na rynku pracy. Poza pracą znajduję czas na wszystko, studiuję i nikt nieszczęśliwy nie jest. Ale wiem też, że nie zawsze się da. Bo się nie chce, bo mąż nie pomaga, "bo przecież zarobię tyle co nic". Niech każdy żyje jak chce a przekonywanie, że "moja prawda jest bardziej mojsza" jest bez sensu, bo nikogo to nie przekonuje.
      • h2so4_pl Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 02.01.12, 13:21
        Agresja budzi agresję i stąd tyle jadu.
        Sama jestem gdzieś po środku i mogłabym przytoczyć przykłady na poparcie każdej wersji życia.
        I wymianę starego ( zapracowanego) modelu na nowy ( niepracujący).
        I odwrotnie.
        I leniwej gospodyni domowej, której czas przelatuje przez palce.
        I świetnie zorganizowanej kobiety zajmującej się domem, w którym wszystko gra a ona jest zadowolona z życia.
        I sfrustrowanej pani domu, która coś w życiu przegapiła a jej jedynym problemem są wypastowane podłogi i obiad dla rodziny.
        I zaganianej pracującej mamy 3 dzieci, która lubi się narobić i w domu i w pracy i odnoszącej sukcesy.
        I takiej, która wróćiła do pracy, bo musi, choć chętnie zostałaby w domu.
        I takiej, która rzuciła pracę, bo musi ( np. mąż dyplomata) a wolałaby realizować się zawodowo.
        I taka, która realizuje się zawodowo kosztem rodziny, a zwłaszcza dzieci.
        Pamiętajmy, że nie ma dwóch identycznych sytuacji domowych, życiowych. Ważne jest wybrać to co jest dla NAS najlepsze, najsłuszniejsze, najbardziej odpowiada NASZEJ rodzinie i MY się z tym najlepiej czujemy.
        • gaskama Dokładnie tak! 02.01.12, 14:47
          Mam wrażenie, że dokopuje się tej drugiej stronie dlatego, że samemu nie jest się pewnym swojej decyzji. Jeśli na 100% jestem pewna, że to co zrobiłam jest dla mnie i dla mojej rodziny odpowienim rozwiązaniem, to nie muszę ciągle się tłumaczyć i dokopywać tym, którzy podjęli inną decyzję. Nie muszę przekonywać innych (i SIEBIE), że podjęłam słuszną decyzję.
          • shellerka Re: Dokładnie tak! 27.01.12, 15:55
            też tak uważam.
            pamiętam, jak po urodzeniu pierwszego dziecka nie było nas stać na mój urlop wychowawczy.
            więc przekonywałam na każdym kroku siebie i otoczenie, że "kariera" najważniejsza i że dziecko rpzecież z babcią jest, że krzywda mu sie nie dzieje, ale z zawiścią czytałam komentarze tu na ematce, jakie to baby nieszczęśliwe, bo siedzą 24/7 z dzieckiem i one by chciały do pracy, bo one mają tyle pracy, albo im się nudzi, albo się nie realizują, albo pragną towarzystwa osób dorosłych.

            nie mogłam tego znieść i dopieprzałam takim uncertain z tej zazdrości wewnętrznej.
        • hankam Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 02.01.12, 18:18
          Pod tym, co napisałaś, można się tylko podpisac.
      • hankam Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 02.01.12, 18:15
        Ja nikogo nie przekonuję, jak ma żyć. Na początku nie czytałam nawet artykułu, dopiero jak się wciągnęłam ; )

        Napisalam tylko, że dziwię się, że można mieć poczucie bezpieczeństwa i nie myslec o tym, co się stanie, jesli tego jedynego żywiciela zabraknie. Z jakiegokolwiek powodu. Cała masa pań niepracujących zareagowała w taki sposób, jakbym złośliwie chciała im popsuć dobre samopoczucie (to co, nie myślały o tym nigdy?), oczywiście po to, żeby sobie podreperować własne ego. Nie zauważyły, że przede wszystkim podreperowują sobie wlasne.
        • kocio_007 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 02.01.12, 21:11
          Napisalam tylko, że dziwię się, że można mieć poczucie bezpieczeństwa i nie mys
          > lec o tym, co się stanie, jesli tego jedynego żywiciela zabraknie. Z jakiegokol
          > wiek powodu. Cała masa pań niepracujących zareagowała w taki sposób, jakbym zło
          > śliwie chciała im popsuć dobre samopoczucie (to co, nie myślały o tym nigdy?),
          > oczywiście po to, żeby sobie podreperować własne ego. Nie zauważyły, że przede
          > wszystkim podreperowują sobie wlasne.

          Przekopiowałam, bo zgadzam się co do słowa, a pisać za duzo mi sie nie chce. Ja to lajkuję smile
          Szczerze - niespecjalnie mnie obchodzi los niepracujących pań, dzięki bogu nie jest moim udziałem. Dziwne tylko że tak się zapieniły co poniektóre. Jak jest tak cudownie to po co sie tak napinać...

          Tak więc na ten 2012 wszystkim KURKĄ życzę spokoju i oby jedyny żywiciel rodziny żył forever (i nie dostał wypowiedzenia wink
      • joanna35 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 17.02.12, 16:39
        Tylko sąd w tych niepracujących tyle
        > agresji w stosunku do zapracowanych, skąd tyle jadu?

        Ciekawe spostrzeżenie, biorąc pod uwagę, ze zdecydowana większość tego typu wątków zakladana jest przez panie pracujące. Oczywiście z czystej i bezinteresownej troski ....
    • kres_8 Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 06.01.12, 19:02
      Dopiero teraz przeczytałam całość, chciałabym hurtem odnieść się do kilku wątków, zaznaczając od razu, że mój post nie dotyczy kobiet wielodzietnych, takich, które zajmują się gospodarstwem lub chorą osobą, czy takich, które zrobiły krótszą czy dłuższą przerwę na odchowanie dzieci. Dotyczy natomiast kobiet, które w ogóle nie pracują zawodowo lub krótko pracowały i więcej nie zamierzają.
      Panie domowe dyskutują tutaj, że zdarzenia losowe typu zdrada mogą spotkać także te pracujące. To oczywiste, że takie wypadki zdarzają się każdemu, i nie ma co debatować, kto ma na to większą szansę, te z pracą czy bez, bo to akurat nie od pracy zależy najbardziej. Ale bardzo istotne jest, co dalej, a o tym raczej już milczą. Jest przecież diametralna różnica w sytuacji pani domu, która nigdy nie pracowała i nagle musi sobie radzić sama, a osobą, która ma pracę, nawet jeśli zarabia te pogardzane tu 1,5 tys- ale jednak zarabia i nie ma co z tego kpić. Bo ta pierwsza może wcale nie znaleźć żadnej pracy. Panie tutaj deklarowały, jaką one mają bezpieczną sytuację, lokaty polisy i konta- ale to też jest zależne od sytuacji zewnętrznej, wystarczy bessa czy inny kryzys i nagle się okazuje że oszczędności życia wyparowały w minutę.
      A wiedza czy doświadczenie życiowe to jest inwestycja najbezpieczniejsza, nic jej nie odbierze, chyba że delikwenta trafi nagle piorun z nieba powodując amnezję całkowitą, jednakowoż to zdarzenie jest chyba najmniej prawdopodobne ze wszystkich wymienionych już nieszczęść.
      Kobieta pracująca bez względu na to ile wcześniej zarabiała w razie wypadku losowego ciągle posiada nabyte umiejętności, specyficzną wiedzę, sieć kontaktów tworzonych przez lata, daleko bardziej sprawną organizację czasu, zdolność do mobilizacji czy podejmowania wysiłku, a te obijające się po biurach -umiejętność lawirowania czy manipulacji- jakże cenne w dzisiejszych czasach wink
      W każdym razie, zawsze jest to sytuacja lepsza niż w przypadku pani niepracującej, nie da się temu zaprzeczyć bez względu na to jak się odwraca kota ogonem.

      Nie jest dla mnie oczywisty częsty tu argument, że pozostawanie w domu pozwala się rozwijać. Według mnie rozwój osobisty wiąże się ze zmianą, poprawą swego charakteru, umysłu czy ciała. Treningi kształcą dyscyplinę, obcowanie ze sztuką wywołuje jakieś refleksje, wzmacnia empatię, kształcenie umysłu zwykle wzmaga ambicję- w każdym razie coś się zmienia. A to zupełnie mi nie konweniuje z pozostawaniem w domu przez lata, z pewnego rodzaju bezrefleksyjnością czy bezczynnością. Osoba naprawę rozwijająca się (pracująca nad sobą) będzie chciała ruszyć dalej. Trudno się rozwijać mając do dyspozycji cały czas ten sam rodzaj zadań.
      Więc tłumaczenie, że nie pracują bo rozwijają pasje jakoś do mnie nie trafia.

      Kolejna kwestia to czas pracy. Nie oszukujmy się, w dzisiejszych czasach większość obowiązków domowych wykonują maszyny, praca codzienna trwa tak ze 2-3 godz, nawet wykonana dwa razy dokładniej zajmie ok 5-6 godz. Mąż jako jedyny żywiciel musi pracować co najmniej 8, a żeby zapewnić tak zachwalany tu odpowiedni poziom gwarantujący bezpieczeństwo pewnie nawet 10 czy 12 godzin, a więc średnio dwa razy dłużej. Jakby nie liczyć, ona pracuje mniej więcej dwa razy krócej niż on, resztę czasu ma na swoje pasje, więc gdy żona się „rozwija” na szopingu czy plotkach, on zasuwa w stresującej (bo odpowiedzialnej skoro dobrze płatnej) pracy. Czy któraś z tak zadowolonych pań, deklarujących, że „mąż o mnie dba i nigdy nie zostawi” zadbała o jego zestresowane serce i zaproponowała kiedyś swemu zagonionemu mężowi: „kochanie, nie bierz tego dodatkowego zlecenia, kasa nie jest przecież najważniejsza, a ty też zasługujesz na relaks, może obejrzyj sobie mecz” albo coś w ten deseń? No nie sądzę. Jak odmówi raz to straci następne zlecenia a przecież trzeba zapewnić odpowiedni poziom, no i jeszcze te polisy na emeryturę...
      Niektóre panie tu deklarują, że wtedy pomogą dzieci - jeśli zostały dobrze wychowane to pewnie podadzą tę przysłowiową szklankę, ale oczekiwanie zawczasu że muszą to zrobić, jest zwykłym egoizmem.
      Paniom domu oczywiście jest wygodnie z takim pasożytniczym trybem życia, bardzo są z siebie zadowolone. Wg mnie to zwyczajnie niesprawiedliwe i egoistyczne i po prostu nie kumam jak można być z tego dumnym???
      I nie, nie zazdroszczę, tekst o zazdrości może rzucić ktoś naprawdę mało kreatywny i nie mający już zupełnie żadnego argumentu.
      A na pytanie co mnie to obchodzi i dlaczego ingeruję w ich życie- otóż dopóki to dotyczy wyboru modelu życia to istotnie nic mnie to nie obchodzi, może poza tym, że zupełnie nie pojmuję takiej postawy.
      Ale zaczyna mnie obchodzić w momencie, jak słyszę żądania opłacania za nich składek - to jest po prostu bezczelność, bo na nie muszą się zrzucić wszyscy pracujący, także te wyśmiewane tu korporacyjne szczurzyce, które „zapitalaja w korporacji”, a potem muszą wykonać dokładnie te same obowiązki domowe, tylko maja na nie mniej czasu. Bo być może panie domowe nie zauważyły, że niesienie przez nich bohaterskiego sztandaru poświecenia na niwie orki domowej mija się z celem, bo te same obowiązki domowe mają do wykonania absolutnie wszyscy, i single i emeryci i panie pracujące, i zwykle ci ostatni nie przybierają wtedy cierpiętniczej pozy, że wykonują coś niezwykle trudnego.
      Więc jeśli chodzi o składki, mam prawo wyrazić swój osobisty sprzeciw, po prostu no way.
      Bo wygląda na to, że na Panią Domu pracować muszą wszyscy, jej mąż, jej dzieci, w końcu nawet krytykowane tu kobiety pracujące- byle nie ona SAMA.


      • jerzozwierza Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 29.01.12, 12:36
        Dokładnie. Pasożyty, głoszące, że robią COŚ, co wszyscy inni robią oprócz wielu innych rzeczy. 20 lat siedzieć w domu, żeby przekonać swoje dziecko, że ma na starość holować sobie na grzbiecie mamusię dwie lewe rączki? Straaaaszne.
    • w-i-k-i Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 27.01.12, 16:21
      To jest bardzo ciekawe stwierdzenie,ze nie pracujace mamy maja wiecej czesu dla innych i siebie, ciekawa jestem dlaczego wiec ma sie to tak kiepsko w rzeczywistosci (czyt. z ich wygladem). Wielokrotnie widze takie panie, ktore udaja, ze sa house-menager, nadal zmagaja sie z poporodowa nadwaga (albo raczej juz dawno sie poddaly, a dzieci juz urodzily dobre pare lat temu), wlosy tandetnie pomalowane i uczesane (albo uczesania brak), kosmetyczke zapewne znaja tylko z nazwy, a ubior juz wole przemilczec, bo takie szaty nie wlozylaby moja babcia ( czyt. wygoda ponoc najwazniejsza). No coz naprawde nie rozumiem pozniejszego zalu, placzu i lamentu, gdy maz (ktorego przewanie nazywaja chlopem) opuszcza owe wysprzatane, z cieplutkim obiadkiem i pachnaca zonka, gniazdko milosci i spokoju. I chwala mu za to!!!!
      • leon992 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 27.01.12, 16:37
        w-i-k-i z twojego postu bije zazdrosnym jadem ,prawda?
        Szlag cie trafia ,bo mąż kazał ci pracować i nie miałaś wyboru?
        Przecież ludzie są różnych sytuacjach życiowych i nie zawsze żona ma możliwość pracy.
        Mam kuzynkę ,mieszkają z męzem w domu za miastem .On zarabia bardzo dobrze ale ma nienormowany czas pracy i częste wyjazdy więc ona siedzi w domu z dziećmi 7 i 4 lata bo nie ma pomocy do dzieci gdy mąż np.wyjeżdża.
        • kropkacom Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 27.01.12, 16:51
          Spokojnie, zecie wszystko weryfikuje. Trzeba przyznać, ze przy niektórych facetach powinno się przy ślubie dostawać wręcz nakaz pracy - byle jak, byle gdzie, ale byle by. Rozwody to nie domena małżeństw, gdzie pani nie pracuje. Fakt, ze jak się ma pracę to już jest jakiś początek w razie czego. Ale to żadna gwarancja. A w-i-k-i pewnie żeruje na takich misiach co swoje "kocmołuchy" opuściły. big_grin Na zdrowie...
      • milenka_net Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 27.01.12, 17:37
        w-i-k-i, jak ty mało wiesz o życiubig_grin
        Zabawna jesteś i żałosna zarazem, bidocynkosmile
        • w-i-k-i Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 28.01.12, 21:29
          No coz moj zawod to pasja zarowno do jego wykonywania jak i pieniedzy, ktore mi przynosi. oraz powazanie. Dlugo nie pracowalam i nie musze, bo (podobnie jak w moim zawodzie pasja idzie w parze z pieniedzmi) w wypadku wyboru kandydata na mojego meza milosc szla w parze z pieniedzmi - badzmy szczerzy z samej milosci nikt jeszcze nie wyzyl. Nie wyobrazam sobie, zebym nie pracowala i tylko siedzial w domu, sprzatala, gotowala, prala i zajmowala sie dziecmi i to wszystko jeszcze zapewne z miernym efektem. Uwazam, ze powinna byc odpowiednia gradacja potrzeb, a moje sa dla mnie bardzo wazne. Dlatego gdy widze jak wygladaja matki-polki siedzace w domu, to kibicuje mezom w lepszym drugim wyborze ! Nic dziwnego, ze ogladaja sie za wypielegnowanymi Paaniami w biurze, gdy w domu maja kucharko-sprzataczke, a nie kobiete spelniona, zadowolona z siebie i zycia, dumna zpodjetych wyborow zyciowych, pewna siebie, zadbana i piekna.
          Panowie - polecam nadgodziny, zawsze to choc troche opoznie powrot, do kapci, obiadku i ... ,,milosci" waszego zycia.
          • aazz91060 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 29.01.12, 11:46
            w-i-k-i napisała:

            > No coz moj zawod to pasja zarowno do jego wykonywania jak i pieniedzy, ktore mi
            > przynosi. oraz powazanie. Dlugo nie pracowalam i nie musze, bo (podobnie jak w
            > moim zawodzie pasja idzie w parze z pieniedzmi) w wypadku wyboru kandydata na
            > mojego meza milosc szla w parze z pieniedzmi - badzmy szczerzy z samej milosci
            > nikt jeszcze nie wyzyl. Nie wyobrazam sobie, zebym nie pracowala i tylko siedzi
            > al w domu, sprzatala, gotowala, prala i zajmowala sie dziecmi i to wszystko jes
            > zcze zapewne z miernym efektem. Uwazam, ze powinna byc odpowiednia gradacja pot
            > rzeb, a moje sa dla mnie bardzo wazne. Dlatego gdy widze jak wygladaja matki-po
            > lki siedzace w domu, to kibicuje mezom w lepszym drugim wyborze ! Nic dziwnego,
            > ze ogladaja sie za wypielegnowanymi Paaniami w biurze, gdy w domu maja kuchark
            > o-sprzataczke, a nie kobiete spelniona, zadowolona z siebie i zycia, dumna zpod
            > jetych wyborow zyciowych, pewna siebie, zadbana i piekna.
            > Panowie - polecam nadgodziny, zawsze to choc troche opoznie powrot, do kapci, o
            > biadku i ... ,,milosci" waszego zycia.
            Myslalem, ze brakujacym ogniwem w teorii Darwina, jest niejaka Rutowicz. Mylilem sie i to bardzo.
          • undoo Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 09.12.13, 17:15
            jestes narcystyczna i egoistyczna
    • kobieta_z_polnocy Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 29.01.12, 14:46
      Niby łatwo mówić, że nic nikomu do tego, jakie wybory podejmuje dane małżeństwo, ale to trochę naiwne myślenie, moim zdaniem.

      Jest taki nieco seksistowski żart z zakresu ekonomii mówiący, że małżeństwo mężczyzny ze swoją gosposią przynosi wymierne straty dla gospodarki, bo ta sama praca wciąż jest wykonywana, ale już nikt za nią nie płaci. Oczywiście to bardzo uproszczony pogląd na sprawy, ale coś w tym jest. W moim odczuciu zdecydowanie się na pozostanie w domu to istotnie luksus, ale jak wszystko na tym świecie, ma swoją cenę, zarówno dla danej kobiety jak i dla reszty z nas. Jeżeli zdrowe i wykształcone osoby decydują się zostać w domu, to niech będą świadome, że oprócz zdecydowanych zalet (czas dla dzieci, dla domu, samorozwój, itd.) muszą też stawić czoła krytyce płynącej ze społeczeństwa: czasem bezpodstawnej czasem nie... Te panie zapominają, że w większość z nich sporo zainwestowano i wciąż się inwestuje, czy to w postaci wyższego wykształcenia, czy też obciążeń systemu zdrowotnego. Można oczywiście bawić się w wyliczenia, czy koszt utrzymania danej kobiety w domu jest pokryty przez zysk płynący z tego, że zwolniło się stanowisko pracy i miejsce w przedszkolu, tyle tylko, że wynik zawsze pozostanie niepewny.

      Dodajmy jeszcze do tego ogólnie niepochlebne podejście do kobiet na rynku zawodowym. To nie jest tak, że średnie płace kobiet są niższe niż mężczyzn dlatego, że żyjemy w szowinistycznej patriarchalnej rzeczywistości. To raczej rozsądna skądinąd decyzja, by mniej inwestować w niepewnego pracownika jakim jest kobieta, która nie tylko ma dłuższe przerwy w pracy (ciąża, macierzyński, zwolnienia) bądź z rynku pracy w ogóle znika (panie niepracujące), lecz również z reguły preferuje szeregowe stanowiska o małej odpowiedzialności kierowniczej. Takich stanowisk często kobiety nie chcą opuszczać (a zatem brak chęci rozwoju dla firmy), bo wyższe stanowiska wiążą się z większym wymiarem godzin pracy. To też jest przywilej za który płacimy wszystkie (uśredniając).

      Podsumowując, jakąkolwiek decyzję podejmujemy, zawsze jest jakaś cena do zapłacenia. W przypadku pań niepracujących jest to w moim odczuciu przede wszystkim ostracyzm pewnej części społeczeństwa (bo o tym, czy mąż odejdzie czy nie, nie ma moim zdaniem sensu rozprawiać), który przynajmniej do pewnego stopnia jest uzasadniony.
    • free.rybkam Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 29.01.12, 20:55
      To ja coś napiszę-ku przestrodze.
      Po urodzeniu pierwszego dziecka zostałam w domu.Po trzech latach urodziło się drugie.Beztrosko siedziałam w domu zajmując się dziećmi i domem.
      Mąż miał firmę,niczego nam nie brakowało.
      Do swoich interesów nigdy mnie nie dopuszczał choć chciałam pomagać a najlepiej pracowac razem z nim.
      Wyjechał za granicę,niby w interesach,niby na jakiś czas..
      A mnie zasypały niezapłacone faktury,telefony od wierzycieli,pisma od firm windykacyjnych i telefony od komornika.
      Zostałam z dziećmi,długami i upadłą firmą na której się kompletnie nie znałam.
      Myślałam że zwariuję... Długi pomogła mi spłacać matka bo bym chyba w kryminale wylądowała.
      To było prawie 6 lat temu.Od tamtej pory pracuję cały czas-z wyjątkiem 9 miesięcy kiedy byłam z najmłodszą córcią(bo mam drugiego męża i córkę z nim),choć czasem ledwo na opiekunkę starczało.
      Ale mam wykształcenie, doświadczenie,umiejętności i szansę że jak nie ta praca to inna,a siedząc w domu bym tej szansy nie miała.
      I pewnie niektóre na mnie napadną że na gnoja trafiłam,że ich mąż nigdy przenigdy...
      Tylko że ja tez swojego byłam pewna i też tak mówiłam...
    • taarby Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.01.12, 21:54
      Czytałem ten wątek i muszę powiedzieć że jesteście naprawdę bezwzględne, miłe panie.
      Jakoś nie widzę wpisów tych biednych protestujących mężczyzn, na których to niby żerują niepracujące matki. Widzę, że wiele z was nie zauważa, jak wielką pracę wykonują kobiety w domu.
      Nie wiem, czy mój podpis się dołączy, bo kuzynka pomagała mi zakładać tu profil, ja nie jestem biegły w obsłudze forów i może nie wszystko będzie tak jak powinno, wybaczcie mi gdyby co, już przechodzę do sedna. Przepraszam, że piszę tak chaotycznie, ale córcia pcha mi się na kolana i przeszkadza w pisaniu. W każdym razie w podpisie będzie widać wiek moich dzieci, jak widać najmłodsze nie ma jeszcze trzech lat.
      Moja żona nie pracowała aż średnia córka skończyła dwa lata, potem Ka. poszła do żłobka i potem do przedszkola. Wydawało mi się że tworzymy partnerski związek, bo oboje mieliśmy obowiązki domowe. I pewnie do teraz trwałbym w tym przekonaniu, ale moja żona umarła przy narodzinach najmłodszej córki. Myślałem, że takie rzeczy się już nie dzieją w Polsce, ale jak widać moja żona była okrutnym wyjątkiem. Chorowała wcześniej ale nikt nam nie powiedział, że urodzenie dziecka może się wiązać aż z takim ryzykiem. Z powodu problemów ze zdrowiem przestała pracować na początku ciąży i zajmowała się domem tak, że było zawsze czysto, rodzinnie, ciasto upieczone w niedzielę, a w tygodniu ugotowany obiad. A potem z dnia na dzień zostałem z dwojgiem dzieci w podstawówce i z niemowlęciem. I wtedy się okazało jak w tym dowcipie: Pytałeś co robiłam cały dzień? No to właśnie tego nie zrobiłam.
      Nagle okazało się, że dom jest nie do posprzątania. Nie mamy jakiegoś ogromnego mieszkania. Dopóki mieszkaliśmy sami z dwoma córkami było w porządku, trzeciej nie planowaliśmy. Jak się liczy to tak jak były cztery osoby w rodzinie, tak są, tylko że teraz ogromna część mojej pensji idzie na opiekunkę dla najmłodszej córki (średnia córka bardzo chorowała w żłobku i boję się, że najmłodsza też będzie) no i przecież nie wcisnę nastolatkom dwuletniej córeczki do pokoju, musi ona mieszkać ze mną. Chcieliśmy zmienić mieszkanie na większe, no ale po śmierci żony finansowo się nie dało, bo przecież od razu odpadła jej pensja. Córki zaczynają mieć spore potrzeby materialne, ale żeby je zaspokoić muszę pracować więcej i więcej, a dzieciaki siedzą z wynajętą opiekunką, bo nie mam życzliwej babci do opieki. Dom zarasta brudem, bo ja nie mam siły sprzątać po robocie, opiekunka nie jest od tego, a płacenie sprzątaczce nie wchodzi w grę, bo oszczędzamy. Dziewczynki na świetlicy albo z opiekunką, chodzą same na dodatkowe zajęcia (a już przecież jest ciemno po południu), czuję, że są kompletnie nieupilnowane. Niby zarabiam sporo, ale sporo odkładam na nowe lokum, bo dziewczynki powinny mieć już osobne pokoje, a i mała Ja. nie może przecież mieszkać z ojcem w pokoju do osiemnastki smile.

      Przepraszam, że tak się żalę, ale uwierzcie, nie musi umrzeć ojciec-żywiciel rodziny, by rodzina wpadła w ciężką sytuację - może nawet nie finansowo, ale uczuciowo. Matka skleja cały dom, sprawia, że to jakoś się toczy. Muszę właśnie uciekać, bo dziecko powinno dawno iść spać. Ledwo znalazłem chwilkę żeby odpisać, to się zaczytałem w forum.
      • taarby Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 30.01.12, 22:00
        O, chyba coś wtedy z podpisem źle zrobiłem.
        I wybaczcie mi słaby styl, naprawdę trudno tak pokrótce napisać swoje poglądy o tym, dlaczego do pełnej, sprawnie działającej rodziny potrzeba 2 osób smile nawet jeśli jedna opiekuje się dziećmi w domu.

        Jeszcze mam pytanie do mam - jak wy to robicie że potraficie być na wszystkich wywiadówkach, świętach nauczyciela, dniach matki i tak dalej? Mam problem bo czasem dni wywiadówek się nakładają, a na dzień zakończenia roku musiałem wziąć urlop i pędem przebiegać z małym dzieckiem na rękach między dwoma osiedlowymi szkołami, bo jedna miała zakończenie o 10, a druga o 11. Koszmar!
    • mamazuzi18 Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 17.02.12, 11:20
      tak weszłam na ten wątek czytałam i czytałam i jakoś smutno mi się zrobiło, że takie ataki a mnie się wydaje że życia nie da się zaplanować i czasem robi się po prostu tak jak się układa smile
      opiszę po krótce swoją historię może mi coś podpowiecie i ocenicie moje decyzje
      skonczyłam studia w i od razu pracowałam na pełen etat praca fajna ale mało płatna (budzetówka), po 3 latach pracy urodziłam dziecko i skorzystałam z urlopu wychowawczego, nie sądziłam ze wykorzystam go całego, ale nie chciałam dziecka trzymac w zlobku od 7 rano do 16, nie wierze jakos w instytucje złobków, chciałam zeby dziecko wychowywało sie w domu przez rodziców a nie obce panie, zwłaszcza do 3 lat, prywatne złobki za drogie i nianie w dużym miescie - kosztowałoby mnie to wiecej niz moja pensja, wiec chcąc nie chcąc zostałam w domu
      teraz mała chodzi do wspaniałego przedszkola jest zadowolona bardzo lubi chodzic ale oczywiscie co.... choroby, początek 2 tyg w domu 2 w przedszkolu, mieszkamy z mężem sami w duzym miescie nie mamy do pomocy babc, cioc i jestesmy zdani na siebie, jak wróciłam do pracy po wychow, przyjeli mnie ale dołożyli obowiązków z tymi samymi marnymi pieniędzmi bez widoków na podwyzke, udało mi sie zmienic prace, ale to był błąd bo trafiłam źle, nadgodziny wykanczająca praca fizycznie i psychicznie i to co sie działo kiedy my oboje w pracy od 7 do 17 -18 czasem, dziecko co chwile chore, a wiadomo ze nie bierze sie raczej L4 na początku pracy, u męża tez wykluczone, i przy kolejnej gorączce 40 stopni małej poddalam się....
      teraz odchorowała swoje mysle bo 2 miesiąc chodzi do przedszkola, jest odbierana ok 15 z przedszkola co przy obu etatach niemozliwe, chciałabym pracowac ale tak zeby znalezc czas na dziecko jeszcze i miec siły po pracy na reszte rzeczy które trzeba zrobic, a teraz widze ze w korporacjach nadgodziny to norma i jak sie nie ma nikogo do pomocy babci, dziadków, rodziny i nie zarabia się mnóstwa kasy zeby było stac na nianie i opiekunki to ciezko. nie wiem moze jakbym nie miała takiej przerwy byłabym w zupełnie innym miejscu zawodowo,
      a z drugiej strony dziecinstwo dziecka jest tylko raz i ciesze sie ze miałam to szczescie byc w nim obecna, nie tylko w weekendy i po 18 smile
      mam nadzieje ze znajdę pracę marzeń i wszystko ruszy do przodu!
      i i jeszcze: dzięki temu ze kobiety zajmują się domem i dziecmi faceci mają lżej i pracują spokojnie to nie jest tak ze mąż zarabia a żona nie pracuje, ona tez pracuje robi inne rzeczy których juz mąż nie musi, to jest chyba podział obowiązków w rodzinie
      pozdrawiam wszyskich
      • kamunyak Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 17.02.12, 16:10
        Ja także byłam z dziećmi na urlopach wychowawczych ale to jakby ma się nijak do wątku bo to była przerwa chwilowa, nawet jesli trwała kilka lat. Po urlopie zatrudnilam nianię właśnie po krótkim eozodzie z przedszkolem i chorobami. Co z tego, że połowa mojej pensji szła na jej pensję, wiedziałam, że to tylko kilka lat i wart jest tego mój spokój.
        Ja na urlop wychowawczy poszłam po ok. 10 latach pracy więc miałam porównanie, jak to jest być w domu i jak to jest pracować. I zawsze wiedziałam że do pracy wrócę. Dosyć miałam proszenia męża o kasę na podpaski. To, oczywiście, przejaskrawione bo przecież mąż mi nie skąpił pieniędzy itp. Jednak dla mnie, osoby przyzwyczajonej do niezależności finansowej, bez opowiadania się ile i na co wydaję, było to trochę upokarzające. I żeby było jasne, to ja miałam z tym problem, nie mąż.
        A tak, jako ciekawostkę, dopiszę, że moja teściowa także została w domu po urodzeniu dzieci i nigdy do pracy nie wróciła. Cały czas była na utrzymaniu swojego męża a mojego teścia i w ogóle była to, i jest, taka "tradycyjna" rodzina gdzie dla faceta praca jest wszystkim a po pracy fotel i gazeta, natomiast ognisko domowe podsyca żona i matka. Myślałam, że tak jest im dobrze i wszyscy są szczęśliwi. I jakież było moje zdumienie kiedy teściowa przy jakiejś okazji, z wielkim rozgoryczeniem stwierdziła, że wszyscy coś tam mają, pensję, emeryturę, rentę a ona nie ma nic, z żalem wspominała to, że kiedyś pracowała i że do tej pracy nie powróciła. Mimo, że rodzina nigdy nie miała zamiaru się"rozejść" i raczej już do tego nie dojdzie. A jednak teściowa najwyraźniej żałowała swojej ówczesnej decyzji.
    • ryza_malpa1 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 17.02.12, 22:12
      A ja jeszcze w sprawie porzucania żony przez męża....( jak wiadomo małżenstwo często nie jest rzeczą stałą)...tylko od odwrtonej strony.
      Co zrobią kobiety - utrzymanki gdy im się dowidzi? Odkochają się? Spotkają trenera fitnessu i dojdą do wniosku, że mój ci on a mąż jest do kitu? Będą się męczyć z małżonkiem do końca życia bo nie będzie ich stać żeby odejść? Wizja piekła!
    • alikj Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 21.06.13, 16:47
      Egoistyczne Pasożyty i leniuchy...znam takie niepracujące żyjące kosztem innych jak pluskwy. Po 40 nikt was nie będzie chciał a dzieciaki i mąż nie będa was szanować bo niby za co, siedzenie w domu otępia. To już wasza sprawa
      • heca7 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 22.06.13, 18:07
        Piękne ożywienie zdechłego wątku tongue_out
        Są tu lepsze trolle big_grin
    • anielka5 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 24.06.13, 21:24
      Oto przykład, jak ta "praca w domu cieżka i odpowiedzialna"
      forum.gazeta.pl/forum/w,567,145324309,145324309,nawalilam_.html
    • baba67 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 06.12.13, 08:49
      A niech sobie zyja jak chca jesli mezowi taki uklad odpowiada.
      Mnie to ich zal, bo rezygnuja z czegos co mogloby byc zrodlem wielkiej radosci i satysfakcji oraz czynnikiem odmladzajacym psychicznie.Praca ktora sie kocha tak dziala-rozwoj, wyzwania, kontakty niezalezne od ukladow rodzinnych.
      Rozumiem ze matka chce byc w domu dopoki dziecko nie pojdzie do przedszkola niektore czekaja do szkoly jesli dziecko chorowite .
      Niemniej bycie w domu cale zycie to zubozenie tego zycia.
      A co do argumentu ze maz znajdzie mlodsza to bez sensu-kobieta majaca duzo czasu dla siebie jest zrelasowana i atrakcyjna, wygody jakie mezowi zapewnia w domu, gotowosc do zabaw w sypialni sprawia ze facet z normalna psychika nigdzie nie bedzie szukal.
      Problem jest jesli nie ma sie zabezpieczenia na wypadek choroby lub smierci jedynego zywiciela.
    • xyz_72 Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 06.12.13, 14:08
      oczywiście, miło jest niepracować, spełniać marzenia i mieć czas dla siebie, tylko co będzie jak szanowny małżonek straci pracę i nie będzie mógł nowej znaleźć ... rok.. dwa .. może dłużej ... kto będzie spłacał kredyty, utrzymywał dzieci itp. Niepracowanie w obecnych czasach to egoizm.
      Szanowne Panie pomyślcie o tym .... i nie, nie jestem krytykującym kobiety mężczyzną tylko realnie patrzącą na świat kobietą, której właśnie taki problem dotyczy i gdybym nie pracowała to nawet nie chcę myśleć co by było
      • adwarp czemu odgrzałyście taki stary wątek?nt 06.12.13, 14:52
    • lavinka Ten artykuł ma dwa lata , litości. 07.12.13, 15:14
      Widzę, że gazeta wywaliła gimbazę na zbity pysk i na jedynkę wrzuca stare artykuły, bo to wychodzi taniej, a klikanie w reklamy samo idzie, nie?
    • alabama8 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 07.12.13, 18:19
      Mam takiego kolegę w pracy, właściwie to już z nami nie pracuje, odszedł do innej firmy, połowę miesiąca spędza w delegacjach ale ... na każdym piwku które organizujemy co miesiąc-dwa stawia się regularnie.
      Żonę ma "przy mężu". Ogarnia dom, pierze, prasuje, gotuje, zajmuje się dziećmi. I tak kiedyś zapytałam, czy mu czas nie żal, rodzinę rzadko widuje, czy nie wolałby z żoną wieczoru spędzić ...
      A o czym z nią gadać? odpowiedział.
    • alabama8 Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 07.12.13, 18:43
      Przed ślubem studiowałam, potem pracowałam, po ślubie pracowałam. Potem urodził się pierworodny. Pierwsze dziecko, duża odpowiedzialność, mąż zaczął więcej pracować żeby nic nam nie brakowało. Bardzo mu się nie spodobało, że po macierzyńskim chcę wrócić do pracy. Powinnam zostać przy dziecku.
      Postawiłam na swoim, druga pensja jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła. W międzyczasie małżonek "ciężko pracujący" zakochał się do szaleństwa. Nowa wybranka nie była obarczona dzieckiem, pieluchami. Zawsze chętna i gotowa.
      Trzeba było małżonka spakować i wystawić za drzwi. Bo dom to nie hotel.
      Gdybym na samym początku wybrała opcję - zostaję w domu, nie wracam do pracy - to nie wiem gdzie bym dziś była. W domu samotnej matki? Kątem u krewnych? A tak mam własne mieszkanie, pracę, regularny dochód, odchowanego bobasa. A małżon? Teraz i tak ma pieluchy, kredyt na 40 lat na chałupę na zadupiu, alimenty i nie regularną pracę.
      • azoorek Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 07.12.13, 21:11
        Kilka lat siedziałam w domu na wychowawczym. I tak jak autorka wątku "rozwijałam się".
        Doszłam do wniosku, że jestem za dobra do siedzenia w domu smile.
        Po przemyśleniu sprawy doszłam do wniosku, że siedzenie w domu to marnowanie własnego potencjału umysłowego. Czy angielski jest potrzebny do szorowania łazienki? Co z tego, że oczytana byłam, jak na ławce przed blokiem odchodziły tematy lekarzy, kup, chorób i seriali. Dzieci są małe, to potrzebują rodzica, ale im starsze, to rola się zmniejsza. Jeżeli jest zdrowy podział ról w małżeństwie, to ze wszystkim można sobie poradzić pracując na etat.
        Jedynym sensem siedzenie w domu dla mnie to posiadanie naprawdę bogatego małżonka, który musi mieć kobietę, z którą może się pokazać, która musi wyglądać, musi się umieć się odezwać. Wtedy to ma sens. Ale w naszym polskim wydaniu, to często zarobki rzędu 5000 wzwyż (w Warszawie średnia na menadżerski stanowisku, ale są ludzie, którzy mają wielokrotność tego), więc tak naprawdę nie ma z czego się zabezpieczać. Zabezpieczenie to nie tylko nieruchomości, ale też polisa. U nas to nie funkcjonuje.
        Ja nie żałuję powrotu do pracy. Co prawda pierwszy rok harowałam (dosłownie) za przysłowiowe 1000 i opłaciłam to początkami nerwicy. Teraz jestem na menadżerski stanowisku z dobrymi zarobkami, bo będąc w domu nakreśliłam sobie ścieżkę kariery.

        Tu jest często podnoszony temat pracy za 1000 zł. Wychodząc z takiego założenia, to w ogóle nie warto zaczynać pracować. Nikt nigdy nie da nam na starcie kokosów.Im dłuższy staż pracy i doświadczenie tym większe zarobki. Na początku będzie to 1000 zł, ale przy pomyśle na siebie i pracy, będzie to więcej.

        Każdy nie pracuje czy nie pracuje- to jego sprawa. Ale w tej sprawie wkurzają mnie 2 rzeczy: dlaczego mąż może zgłosić niepracującą żonę do ubezpieczenia zdrowotnego nie płacąc za nią dodatkowo? w końcu państwo płaci za jej leczenie (na wychoawczy płaci budżet państwa- no ale to w celu odchowania dzieci. Te dziecko nie trafia do żłobka, za które placi państwo, tylko rodzic przejmuje tę role, więc to ma sens). No ale potem. Chce mieć luksus w domu, niech ponosi dodatkowe opłaty- dlaczego podatnicy za to mają płacić?
        Druga rzecz- znajoma mojej mamy nie pracowała całe życie, a ma większe świadczenie emerytalne po mężu niż moja mama, która przepracowała całe życie. To już jest totalne k.stwo. Takie świadczenie powinny być jakimś tam procentem emerytury, a jeżeli żona chce mieć luksus po śmierci małżonka, niech płacą z własnej kieszeni. Gdyby trzeba było dopłacać do ubezpieczeń z własnej kieszeni, to lole by się zastanowiły, że w końcu ktoś płaci za ich leczenie i świadczenia rodzinne, które otrzymają po śmierci małżonka, bo własnych nie wypracują (dlaczego w takim razie nie sumuje się emerytur małżonków po śmierci jednego z nich?).
        • shipa Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 08.12.13, 00:33
          Azoorek, co do ubezpieczenia zdrowotnego, to wydaje mi sie, ze obecnie mozna dodac tylko dzieci,jesli sie ucza, do 26 roku zycia, za wspolmalzonka sie doplaca- tak mi sie wydaje. jesli tak nie jest, zgadzam sie z Toba, ze nie powinno byc to pokrywane przez skarb Panstwa.

          Natomiast co do dziedziczenia emerytur: w sytuacji smierci wspolmalzonka, po osiagnieciu wieku emerytalnego mozna nabyc prawo do 75% emerytury wspolmalzonka, jesli jest wyzsza niz emerytura wlasna, ale wlasnej juz sie wtedy nie dostanie, jest to opcja ,,zamiast wlasnej" i dotyczy emerytury ZUS-owskiej, udzialy w II filarze sie dziedziczy (pomiedzy wszystkich spadkobiercow) i wtedy mozna miec 75% mezowskiej/ zoninej plus wlasne udziely z II filaru i czesc udzialow wynikajaca z prawa spadkowego z II filaru wspolmalzonka.

          Emerytur wspolmalzonkow sie nie laczy, bo SP nie stac by bylo na renty dla tych nigdy nie pracujacych, zeby doczekaly/doczekali do wieku emerytalnego, zeby uzyskac te 75% emerytury po wspolmalzonku.

          Zastanawia mnie, ze w calej tej dyskusji tylko kilkakrotnie przewija sie temat ,,biednego mezusia" wrobionego w utrzymanie rodziny. Czyzby mezowie/ zony niepracujacych zawodowo to same bezwolne misie, czy moze ktos raczy wreszcie zauwazyc, ze decyzja o pozostaniu na utrzymaniu meza czy zony w dzisiejszych czasach (bo 50 lat temu realia byly inne) musi byc (raczej?) podjeta przez oboje rodzicow?

          My taka decyzje podjelismy przed staraniami o dziecko. I kiedy ja nie pracowalam zawodowo, to bylam ,,pasozytem", ale czy komus tak przyszloby do glowy, gdy z mojej pensji utrzymywalismy rodzine, gdy maz byl ,,kurem domowym" zajmujacym sie dzieckiem, nazwac go tak?

          Przeciez decyzje o powrocie do pracy lub zostaniu w domu sa uzaleznione od indywidualnych okolicznosci zyciowych, a nie od ,,lenistwa" rodzica, skad wiec tyle atakow na tych, ktorzy (nie tylko ,,ktore") wybieraja inna niz ,,jedyna sluszna metode postepowania"?

          Udanej i spokojnej niedzieli zycze, pracujacym zawodowo i nie, nacieszcie sie sniegiem, poki jeszcze nie dal sie zbytnio we znaki. Po zmierzchu zajrzyjcie, czy zubry i dziki przyszly do pasnika www.lasy.gov.pl/zubr i dajcie zyc innym tak, jak oni sami wybrali.
          • azoorek Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 08.12.13, 14:17
            Co do ubezpieczenia zdrowotnego to można dorzucić nawet dziadków, jeżeli mieszka się razem. Dlatego cały system tak zipie, bo to się robi na oświadczenie, nikt tego nie kontroluje. Więcej jest korzystających niż płacących.

            Co do emerytur- to nie wiedziałam jak jest. Taki sposób nie jest zły, tylko dlaczego jedni muszą zrezygnować ze swojej emerytury, żeby dostać po mężu, a drudzy dostają za nic to samo. Chcesz mieć żonę niepracującą- płac z własnej kieszeni za to.

            Jeszcze miałam podjąć temat z wątku o przekroczeniu progu dochodowego. Cały system (u nas zresztą jest to samo przy wspólnym rozliczaniu) jest tak skonstruowany, że jeżeli coś ci się chce, to dostajesz po dup..ie. Pomijam już wszelkie ulgi, które się ma jeżeli np. współmałżonek nie pracuje i ten dochód się obniża i osiąga pewne minimum. Po prostu nie opłaca się pracować. Założe się, ze kiedyś ten cały eurosocjalizm padnie na gębę, a wtedy nie tylko te nie pracujące nic nie będą miały.

            Ja nie mam nic przeciwko siedzeniu w domu. Tylko tak jak napisałam- ma to sens jak dzieci są malutkie. Mam koleżankę, która odwozi dzieci do szkoły i ma cały dzień dla siebie. Siedzi na kawie u koleżanki, ogląda seriale i klacha na ławce w lecie. A ty frajerze płacisz za jej leczenie, dofinansowania do książek (w końcu bidna bo przy jej kwalifikacjach i oczekiwaniach nie ma pracy) i inne bonusy, które dostaje, bo dochodu nie wypracowują. Po prostu pracujący frajerzy płacą za niepracujących "rozwijających" się cwaniaków. Chcesz gorący obiad na stole, wyprasowane koszule i żonę wypoczętą, PŁAĆ ZA TO Z WŁASNEJ KIESZENI.
      • alfalfa Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 09.12.13, 00:04
        Problem jest zupełnie gdzie indziej ale Ty zdajesz się tego nie widzieć - wybrałaś pierdołę za męża i oczekujesz, że będzie mężczyzną. Dupa Jasiu. Będzie pierdołą w każdym układzie. To najczęściej widać wcześniej ale przecież "kochałaś". Radź sobie teraz i tłumacz, że "tak jest lepiej". Nie jest. Dałaś ciała na początku, teraz to są tylko wymówki i ratowanie sytuacji. Ogarnijcie się kobiety, nie musicie tak działać. Trzeba MYŚLEĆ a nie kierować się emocjami.
        A.
    • znowu.to.samo Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 08.12.13, 10:31
      Z góry zaznaczam że nie czytałam innych wątków.
      Mieszkamy za granicą, mąż ma dwa żródła dochodów. Mamy duże mieszkanie, dwójkę dzieci, dwa samochody -żebym mogła sobie wyskoczyć na zakupy, wozić dzieci do szkół i przedszkoli albo z dzieckiem do oddalonego szpitala(dziecko niepełnosprawne). Ja mam czas na wszystko- na ogarnięcie domu, na dbanie o siebie, na sport (a kocham sport) i jestem zadbana bardziej niż niejedna pracująca mama. Handluję też trochę przez tutejszy internet i mam zamiar zwiększyć działalność.
      Mąż odradza mi pracę, bo raz że musiałby przejąć połowe moich obowiązków a dwa że nam to sie nie opłaca, bo przekroczylibyśmy próg dochodowy i za wszystko(mieszkanie, klub dziecka przedszkole, ulga podatkowa) płacilibyśmy drożej, a suma sumaroum wyszłoby niemalże to samo gdybym pracowała. W miejsce tego mąż woli rozijać swoją drugą działalność -być może przeksztalci sie to w większy biznes....



      Czy to nasze dziecię tak kwili, czy bachor sąsiada drze mordę???
      • olewka100procent Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 09.12.13, 08:53
        najlepiej iść do pracy za 1200 zł a opiekunce płacić 900 i cieszyć się jaka to ja nie jestem światowa kobieta bo PRACUJĘ a koleżanka kura domowa siedzi w domu i się byczy smile a później mąż zostawi no bo przecież każdy mąż zostawia żonę po x latach , a ja sądze, że prędzej zostawi tą niezadbaną pracującą utyraną nie mającą na nic czasu bo ona przecież pracuje i on to musi zrozumieć, że głowa ją boli wieczorem hihi, ale dobra mniejsza z tym. Na emeryturę można się zabezpieczyć i to bez pomocy złodziejskiego zusu- odkładać co miesiąc pewną sumę pieniędzy i ciekawe jak się na tym wyjdzie a obawiam się , że lepiej niż ta pracująca odkładająca składki , tymbardziej, że sytuacja emerytalna w naszym kraju staje się coraz gorsza i ja bym wolała liczyć sama na siebie.
    • reakcjanatychmiastowa Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 09.12.13, 09:16
      Mi się nawet nie chce i nie mam czasu tych banialuk czytać. Ja jestem w szoku, że są jeszcze leluje, które chcą być przez męża utrzymywane. Jakież to bezgranicznie głupie. W dzisiejszych czasach jeszcze, niebezpiecznych i wcale za dobrze nie wróżących...
      Jak żyję takie indywiduum spotkałam raz i było to wysoce żałosne stworzenie (nadmieniam, że chodzi mi o zawodowy kontakt z ludźmi bardzo zamożnymi) - nie było z nią o czym porozmawiać. Ładne to, zadbane owszem ale o umysłowości pantofelka. O wiele fajniejsze były żony bardzo zamożnych Panów (milionerów) pracujące, choć nie musiały. Takie fajne energiczne inteligentne iskierki smile. Jedna miała pasję sprowadzania i wyszukiwania na miejscu mebli egzotycznych, druga bizneswoman kręciła na boku biznes w postaci rozwijania sieci bardzo ekskluzywnych butików. Fajne babki.
      Ja z kolei bym chyba umarła z nudów siedząc w domu na dupie i automatycznie i tak bym robiła to co robię w pracy. jestem grafikiem komputerowych i robię grafikę do gier. No i uwielbiam to robić i czekam na koniec weekendu z pewnym utęsknieniem, pomimo fajnie spędzanego z ukochanym mążem tegoż weekendu. Praca to dla mnie ulubione zajęcie i hobby. Poza tym fajny excuse żeby posiedzieć w samotności i podłubać, bo z dziećmi i towarzystwem to bym niechybnie zwariowała będąc lekko aspołeczna z natury...
      Ja wiem ludzie są różni, ale je wychodzę z rodziny kobiet pracujących i te pracujące dłużej i zdrowiej żyły (moja matka była jedynym wyjątkiem, i dupa jej do kanapy przyrosła, utyta i tylko tv i żarcie, do tego pety - straszne życie), wolę przykład mojej babuni, która w świetnej kondycji fizycznej i umysłowej wchodzi w roczek 94 życia, nadal będąc zawodową krawcową i robiąc własne wędliny, przetwory oraz chleb piekąc i codziennie odwiedzając koleżanki, nie nudzi się wcale i tylko wynajduje kolejne zajęcia będąc ciągle w ruchu...
      Panie niepracujące - jesteście skrajnie nieodpowiedzialne i głupie...
      No chyba , że wolny czas spędzacie na survivalizmie... Ale w to wątpię...
      • olewka100procent Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 09.12.13, 10:06
        no widzisz, ty zajmujesz się pierdółkami czyli tworzenie jakiś animacji graficznych , a inne wolą tworzyć w kuchni np. sernik, drożdżowe, czy konfitury ze śliwek ( nie każdy to potrafi) ja osobiście nie widzę różnicy między koleżanką gospodynią domową a koleżanką pracującą w bibliotece- ten sam poziom . Ty tutaj przytaczasz jakieś przykłady z bizneswoman ale zejdźmy na ziemię ,tutaj jest mowa o ,,zwykłych,, kobietach . Ty uwielbiasz pracę w siedzibie firmy X , inne wolą w domu, i o co wielkie halo ? takich ich wybór i dajcie już spokój tej dyskusji bo naprawdę sensu nie widzę
        • jagienka75 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 09.12.13, 10:18
          olewka, daj spokój.
          ona chyba coś brała, bo pieprzy, jak potłuczona.
          nie wierzę, żeby takiego durnia ktokolwiek zatrudnił na stanowisko grafika komputerowego.
          to jak z tym biznesłomanami, które "pracują" bo tego chcą.
          gdyby nie intercyzy, większość by siedziała na tyłku i malowała paznokcie, ale że nie mają dostępu do kasy mężów...
          • reakcjanatychmiastowa Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 09.12.13, 10:36
            Jagienka, Tłuku, wyobraź sobie, że są osoby, które lubią pracować. Niewiarygodne co??? I wcale intercyzy nie mają, tylko to lubią. I nie pieprzę jak potłuczona i w swoim zawodzie jestem zaje.. sta i to o mnie się tłuką. Mam swój własny biznes albowiem. I pracuję w swoim biurze, własnym i mam ludzi pod sobą... Nie obrażaj ludzi, bo sama sobie wystawiasz świadectwo tępoty i braku kindersztuby... Ale czego się spodziewać po garkotłukach, co to myślą, że Pana Boga za nogi złapały. A los bywa złośliwy...
            BTW. zarabiam więcej niż mąż... I to On mógłby nie pracować. I wiesz co? Robi to - bo lubi!
            Szok, co nie???
            • jagienka75 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 09.12.13, 10:43
              te "graficzka", sama jesteś TŁUK i zmień lepiej dilera, albo przestań brać.
              • olewka100procent Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 09.12.13, 11:01
                no szok , że masz ludzi pod sobą - niesamowita sprawa smile popatrz jaka z ciebie kobita sukcesu, ale wiesz co, takie kobiety mają zazwyczaj klasę i nie mają głowy do zaprzątania sobie myśli sprawami czy jej znajoma pracuje czy jest na utrzymaniu męża. Wychodzi z ciebie zaściankowość, przyjechała wielce ambitna z prowincji i gardzi innymi, nie tędy droga . A tak między nami, gdybyś zajmowała się fizyką kwantową to zapewne wzbudziła byś u mnie uznanie i szacun, a tak ? rysowanie bajeczek w komputerze ? pierdoły jakieś wg mnie smile no ale jeżeli traktujesz to jako swój życiowy sukces to twoja sprawa i nic do tego nie mam, tylko , że ty uszanuj też wybory innych
                • reakcjanatychmiastowa Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 09.12.13, 11:35
                  Nie wyobraź sobie. Mam to gdzieś. Raczej to o Tobie świadczy to, co tu piszesz. A raczej pewnie celnie trafiło w te lęki, które gdzieś tam czają się w podświadomości. Mam kompletnie gdzieś jak żyjesz i mam gdzieś jak inni żyją. Po prostu zdumiałam się, bo na szczęście nie mam w otoczeniu takich osób. Ale widzę moje zdumienie trafiło na podatny grunt i kogoś ugryzło... I na bicie piany na głupich forach też nie mam czasu. Ty we mnie tez szacunku nie wzbudzasz. Ja mam chociaż jakiś talent - Ty bogatego męża. Co kto lubi, ale wolę swoje... I żegnam, bo już tu mi się nie będzie chciało wracać. Miłego dalszego bicia piany. Mi na to czasu szkoda. Miłych świąt życzę i dobrego zdrowia dla Twojego męża. Bo widzę, bardzo Mu to potrzebne...
                  • heca7 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 09.12.13, 12:40
                    Taaa. Bo osoby niepracujące nie mają żadnych talentów. A każda pracująca kobieta jest drugim Rachmaninowem suspicious
                    Ciekawe uproszczenie.
                  • undoo Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 09.12.13, 17:28
                    chyba ta praca za ciezka na Twoje mozliwosci psychiczne, bo jestes b agresywna, a to jeden z objawow nerwicy.
                    moze warto zwolnic?
                    dzieci matki potrzebuje, gry juz niekoniecznie
                    btw - nie kupujemy gier komputerowych i video - straszny badziew, ktory niszczy mozg, a jak widac po Twoich wypowiedziach, prowadzi do nerwicy, bo nie zakladam, zebys byla tak agresywna z natury? a moze agresywni tworza agresywne gry?
                • azoorek Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 09.12.13, 13:18
                  Koleżanko z 1200 zł nie odłożysz. Jak tyle masz, to nawet pracując zostaniesz z niczym. Naga prawda, więc lepiej żyć z zasiłków smile

                  Tak jak napisałam- mnie to zwisa czy siedzisz, czy nie. Ja bym nie wytrzymała- chociaż t esknie za weekendem i nic nie robieniem, to siedząc w domu (potem już sama, bo dzieci cały dzień w przedszkolu) popadałam w dziwne stany. I tak jak pisałam szkoda mi było mojego potencjału, inteligencji, bo ile możne robić te pierniki, szorować tą samą łazienkę. Natomiast rozumiem dziewczyny, które mają tak niski dochód, że rzeczywiście nie stać je na pracę (miałam taką koleżankę- oboje niewiele zarabiali i nawet wydatek na przedszkole był problemem. W sumie dostając dofinansowania z opieki wychodzili na to samo). Tylko jeżeli ktoś ma normalną sytuację, to niech płaci za to sam.
                  Za Twoją opiekę medyczną płacą ludzie, z którymi tak zażarcie dyskutujesz. Potem w razie g..nanej sytuacji (nie życzę Ci tego) też dostaniesz pomoc nie od męża, ale od podatników.
                  Siedź sobie w domu, ale dla mnie to, ze kobiety mogą być niezależne jest naprawdę wielką wartością współczesnych czasów. To, że mogę planować swoją przyszłość, dokształcać się i używać tego w praktyce jest naprawdę fajną rzeczą. Gdy wspominam mój urlop wychowawczy, zwłaszcza pod koniec, kiedy dzieci chodziły do przedszkola to mi się rzygać chce. Zaletą było to, że nie musieliśmy się martwić o zwolnienia lekarskie.

                  Druga rzecz- to co widzę po znajomych u których jest taki układ- on pracuje, ona siedzi w domu. Facet tak naprawdę nie docenia tego, co więcej- on to robi z wygodnictwa, bo wtedy nie musi się angażować w życie rodzinne, odprowadzać dzieci, wychodzić z pracy wcześnie, brać zwolnienia, ma ugotowane, poprasowane itp. Co dla mnie jest wielce demoralizujące dla całego związku. Niby jest w takich związkach wszystko ok., ale gdzieś półgębkiem wychodzi w czasie rozmów, co on o tym myśli.
                  Jeśli chodzi o grafików- fajny zawód, kreatywny. Sama kiedyś się nad tym zastanawiałam, ale wybrałam coś, po czym pracę znalazłam w tydzień za dobre pieniądze (a zaczynałam za te 1200 zł).

                  Jeszcze jeedno własne przemyślenie- ta Twoja agresja w odpowiedziach świadczy, że sama siebie starasz się przekonać.
            • edytkus Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 11.12.13, 21:39
              Reakcja... ja tez jestem grafikiem, pusty smiech mnie ogarnia gdy czytam twoje wypowiedzi.


              Co do tematu watku. "Siedzialam w domu" do czasu gdy corka skonczyla dwa lata, po czym wrocilam na studia i do pracy. Przestalam pracowac gdy corka poszla do szkoly, miala wtedy cztery lata i problemy z adaptacja w nowym srodowisku. A ja nie mialam czasu zeby jej w czymkolwiek pomoc. Postanowilam wrocic "za biurko" gdy skonczyla 11 lat. Wytrzymalam cale trzy tygodnie. Zamknieta w czterech scianach, przytwierdzona caly dzien do biurka czulam sie jak pies zamkniety w schroniskowym kojcu. Ktos pisal wczesniej ze praca zawodowa rozwija, a ja sie pytam co dokladnie?! Wyjezdzalam z domu wczesnie, wracalam pozno, nie mialam czasu na NIC, ani na zadne prace domowe, ani na zaden rozwoj, nie wiedzialam nawet co sie dzieje w mediach. Zastoj kompletny w kazdej strefie zycia! A w pracy jedynie durnowate pogawedki o niczym, oplotkowywanie klientow, lub umizgi do szefowej (a ja nie jestem typem ktory sie podlizuje). Znowu mam czas na wszystko, na ksiazki, internet, ciekawe zajecia poza domem, odrabianie lekcji z corka, specjalistyczna prase (nie, nie jestem do tylu jesli chodzi o moj zawod, robie projekty w domu), zakupy, oplacanie rachunkow etc. Na latanie po kosmetyczkach i fryzjerach zwyczajnie szkoda mi czasu i kasy, ale przez to ze jestem w domu wszystko jest zrobione zanim maz przyjdzie z pracy. Wtedy spokojnie cala rodzina mozemy zjesc obiad, on nie majac w zasadzie innych obowiazkow moze zabrac corke do parku czy kregle (maja swietne stosunki), jest czas na spokojna rozmowe, spacer, wspolne obejrzenie filmu itp. Zyjemy ze soba a nie obok siebie a ja mam wszystko pod kontrola wink
              • danka1323 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 11.12.13, 22:06
                Dokładnie Cię rozumiem, ja pracuję i czuję dokładnie to samo Co Ty pracując w biurze, z tym że nie mam czasu na żadne ploteczki tylko harówa i stres. Wracam wykończona. To bez sensu. Myślę i czuję dokładnie tak jak Ty. Masz rację. Gratuluję wyboru i możliwości. Dzięki za szczerą wypowiedź.

      • abcabcabc84 Re: Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 09.12.13, 15:11
        Cóż, jestem żoną męża, która w dodatku O ZGROZO nie ma dziecka. Mieszkamy we Francji , wcześniej w Hiszpanii. Nie pracuje, nie pracowałam też w Hiszpanii.W międzyczasie poznałam nowy język-patrz hiszpański, poznałam inną kulturę i nowych ludzi,przebiegłam maraton i wiele półmaratonów,przeczytałam masę książek, artykułów, bywałam w teatrach,na wystawach itd.Cały czas się rozwijam i dokształcam, nie mam kompleksów Cóż... nudzą się ludzie, którzy nie grzeszą inteligencją. A nazywanie kogoś głupim tylko dlatego, że wybrał taką a nie inną drogę życiową.... cóż...Nie zniżę się do poziomu i nie nazwę Cie po imieniu, ale ograniczenie i nietolerancja to Twoje drugie i trzecie imię.A to, że Twoja mamunia i babunia pracowały i, że Ty kochasz swoją pracę to nie znaczy, że każdy musi żyć jak Wy-czyli Ty i Twoja babunia i mamunia... Skąd w tym narodzie tyle zazdrości i hejterów ???????
    • titta Żona swego męża - jak żyją niepracujące mamy? 09.12.13, 15:21
      Ciezar? A moze po prostu podzial obowiazkow?
      Przeciez w sytuacji gdy pracuje maz i zona powinni sie dzielic gotowaniem, sprzaraniem, ogrodem itp po 50%. W sytuacji gdy pracuje zawodowo tylo maz, zona tez pracuje zajmujac sie domem, ogrodem itp. Czyli ona nie jest "dzieckiem na utrzymaniu meza".
      Tak bylo u moich dziadkow: babcie pracowaly dorywczo, w ograniczonym czasie, za to dziadkowie nie byli mile widziani w kuchni. Co nie przeszkadzalo, ze przy chorobie babci wszystkie obowiazki domowe (gotowanie, sprzatanie, pranie) przejal dziadzius - pod dyktando wymagajacej zony.
      Czase sie zmieniaja: ludzie staja sie zachlanni i egoistyczni. Niektorym jednak sie to nie podoba i chwala im za to.
      (Nie mowie o zonie trofeum, ktora jedyne co wnosi do zwiazku to urode. Bo takie zwiazki rzezcywiscie nie sa specjalnie trwale).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka