elzlomero
06.01.12, 14:27
Witam
Postanowiłam napisać, bo wybuchnę
Mieliśmy wczoraj księdza po kolędzie. Mój synek (4 lata)- wulkan energii i buzia się niezamykająca, od razu zaczął z księdzem rozmawiać, zadawać pytania, opowiadać o swoim samochodziku, bo się przygotował i chciał księdzu pokazać. Jest bardzo kontaktowy, nie boi się ludzi.
Uciszałam go, żeby się chociaż pomodlić. Ksiądz kazał mu się uciszyć, bo musimy się pomodlić. Ok. dzieci usiadły grzecznie, wszystko poszło sprawnie. Od początku patrzył tylko na zegarek. Łyp na zegarek, łyp na zegarek.
Chciałam zacząć delikatną rozmowę. Zapytałam się, czy ksiądz mógłby opowiedzieć dzieciom o aniołach, bo 2 dni temu synek o nie pytał. Opowiedziałam mu po swojemu, ale miałam nadzieję, że ksiądz- osoba najbardziej kompetentna dopowie coś więcej.
Zaczął od białych aniołów, które są zawsze obok nas. Ale zaraz przeszedł do czarnych aniołów z rogami, które są diabłami i też są ciągle obok i wodzą nas na pokuszenie ........
Zaczął używać takiego słownictwa, że aż się zdziwiłam, bo to raczej do starszych, a on wiedział, że rozmawia z 4-latkiem i 6-latką.
Byłam coraz bardziej wściekła. To są małe dzieci!!! Mi nie chodziło o straszenie. Przecież tak małe dzieci są "czyste" i z tak małymi dziećmi nie trzeba poruszać aż tak głęboko tematu.
Bardzo się zraziłam. Mój synek, jak to małe dziecko boi się ciemności, duchów (nie pozwalam mu oglądać tych wszystkich okropnych bajek, starsi koledzy w przedszkolu mu opowiadają, ale tego nie uniknę), a tu go jeszcze ksiądz nastraszył.
Efekt jest taki, że oznajmiłam mężowi, że więcej nie wpuszczę księdza do domu.
Na końcu sarkastycznie powiedział jeszcze do dzieci, że przeżegnajcie się "jeśli umiecie się przeżegnać". Mały nie umie, 6-latka tak.