Dodaj do ulubionych

W wannie i w Lozannie

06.07.25, 14:59
Jeśli chcecie zobaczyć jak bardzo nierealna jest kariera śpiewacza Laury, polecam przyjrzeć się karierze Małgorzaty Walewskiej, znakomitej polskiej mezosopranistki.

Pani Małgorzata jako dziecko zaczęła śpiewać w chórze, którego kierowniczka namówiła ją do kształcenia głosu. Skończyła, pani Walewska, nie kierowniczka, normalne liceum ogólnokształcące, po drodze biorąc lekcje śpiewu, a po maturze zdawała na wokalistyke na Akademii Muzycznej w Warszawie. I nie zdała! Dostała się zdając po raz drugi, po ukończeniu czteroletniej szkoły muzycznej.

To teraz wystawcie sobie, Małgorzata Walewska, z jej talentem, pracująca nad głosem od dzieciństwa, oblała, tymczasem Larwa która kiedyś coś na szkolnym przedstawieniu, traktująca swój aparat wokalny po macoszemu, Larwa, która na śpiew estradowy nie zdała, dostaje się bez problemów. Czujecie ten poziom absurdu?

Jedźmy dalej. Małgorzata Walewska występować zaczęła jeszcze na studiach, najpierw biorąc udział w konkursach wokalnych, by dostać pierwszą rolę w spektaklu na drugim roku studiów. W Sprężynie Larwa jest na... Autorka oczywiście poplątała, bo rocznikowo biorąc Larwa powinna wlasnie kończyć czwarty rok, tymczasem w CP jest dopiero po maturze, więc w Sprężynie finiszuje jej rok trzeci. I jedyny występ jaki widzimy to chałturka w podstawówce. Ba, Diva Larvalaguna nawet nie ćwiczy, przez całą Sprężynę i Makabrusie nawet jednego doremi nie uświadczysz. Ba, nawet w myślach rodziny nic nie przemyja o divie, terroryzujacej domowników, bo ona teraz będzie ćwiczyć i musi się skupić.

Podsumowując: śpiew operowy wymaga intensywnego treningu od dziecinstwa, nie da się na stosowne studia dostać z marszu bo kiedyś się tak ładnie kolędę zaśpiewało, a faktyczna kariera śpiewacza wymaga czegoś więcej niż śpiewanie w wannie i okazjonalnie w Lozannie. Na marginesie, jeśli trzy lata po dyplomie kariera Larwy polega na dorywczych koncertach, nawet w Lozannie, to jest ona zasadniczo nieistniejąca.
Obserwuj wątek
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: W wannie i w Lozannie 06.07.25, 16:41
      W Języku Trolli mamy iście jednoznaczne dowody, że Laura nigdy nie uczyła się śpiewu. Paczajta na tę cycatę z imprezki u Oracabessów:

      Czy ktoś w domu w ogóle wiedział, że Tygrysek ma taki czysty, wyszkolony głos? I że potrafi tak profesjonalnie śpiewać? Ta kuzynka wciąż go zadziwiała!
      (...) Zasłuchali się, jak na prawdziwym koncercie, a kiedy utwór się skończył, wybuchnęli wielkim aplauzem. Trolla przyjęła to spokojnie. Ale dla Laury podobny entuzjazm słuchaczy był chyba czymś nowym. Zaskoczona, zamarła na podium, przez chwilę stała bez ruchu, nie wiedząc, jak się zachować, aż wreszcie znalazła właściwy, jej zdaniem, styl: wyciągnęła do publiczności rozpostarte ręce i wykonała estradowy ukłon. Kiedy się wyprostowała, była już innym człowiekiem: odniosła sukces, promieniała dumą i satysfakcją. Józinek, jako dobry obserwator, umiejący wyciągać logiczne wnioski, nabrał przekonania, że oto narodziła się, niestety, gwiazda i że odtąd życie rodziny nabierze zupełnie innego charakteru.
      • ako17 Re: W wannie i w Lozannie 06.07.25, 17:18
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        nabrał przekonania, że oto narodziła się, nies
        > tety, gwiazda i że odtąd życie rodziny nabierze zupełnie innego charakteru.[/i]

        Jakoś nie widzę, żeby życie rodziny nabrało zupełnie innego charakteru po JT. A jeśli już się choć odrobinę zmieniło, to za sprawą ciąży Róży. Bynajmniej nie śpiewania Laury.
      • mircja Re: W wannie i w Lozannie 06.07.25, 17:42
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > W Języku Trolli mamy iście jednoznaczne dowody, że Laura nigdy nie uczyła się ś
        > piewu. Paczajta na tę cycatę z imprezki u Oracabessów:

        Przy okazji tej sceny była wzmianka o tym, że Laura chodziła na ognisko muzyczne, cokolwiek by to nie znaczyło. Pewnie na tym ognisku jakichś podstaw śpiewania ją jednak nauczono.
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: W wannie i w Lozannie 06.07.25, 20:04
          mircja napisała:

          > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
          >
          > > W Języku Trolli mamy iście jednoznaczne dowody, że Laura nigdy nie uczyła
          > się ś
          > > piewu. Paczajta na tę cycatę z imprezki u Oracabessów:
          >
          > Przy okazji tej sceny była wzmianka o tym, że Laura chodziła na ognisko muzyczn
          > e, cokolwiek by to nie znaczyło. Pewnie na tym ognisku jakichś podstaw śpiewani
          > a ją jednak nauczono.

          Faktem jednak jest, że przez długie lata z nich nie korzystała i do zrobienia z nich użytku był jej potrzebny klub szwagra jakiejś losowej koleżanki.
          • mircja Re: W wannie i w Lozannie 06.07.25, 20:37
            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

            >
            > Faktem jednak jest, że przez długie lata z nich nie korzystała i do zrobienia z
            > nich użytku był jej potrzebny klub szwagra jakiejś losowej koleżanki.
            >
            No ja zrozumiałam, że ona tam chodziła w niezbyt odległej przeszłości, a nie że dawno temu przestała uczestniczyć w tych zajęciach. Chodziła tam też Trolla i panie się wzajemnie znały z widzenia. Może przed swoją rodziną Laura nie śpiewała, bo nikogo to nie interesowało.
            • mircja Re: W wannie i w Lozannie 06.07.25, 21:04
              mircja napisała:

              > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
              >
              > >
              > > Faktem jednak jest, że przez długie lata z nich nie korzystała i do zrobi
              > enia z
              > > nich użytku był jej potrzebny klub szwagra jakiejś losowej koleżanki.
              > >
              > No ja zrozumiałam, że ona tam chodziła w niezbyt odległej przeszłości, a nie że
              > dawno temu przestała uczestniczyć w tych zajęciach. Chodziła tam też Trolla i
              > panie się wzajemnie znały z widzenia. Może przed swoją rodziną Laura nie śpiewa
              > ła, bo nikogo to nie interesowało.

              A nie, to jednak Teresa, siostra Trolii, znała Laurę z widzenia, przytaczam rozmowę z nią:

              " …A ty, Laura, chodzisz do naszego ogniska muzycznego?
              Laura potwierdziła.
              – Tak, w Pałacu Kultury, uczę się śpiewu"
              • landora Re: W wannie i w Lozannie 08.07.25, 23:08
                Swoją drogą, przez całe swoje życie w Poznaniu nie odniosłam się do Zamku jako do "Pałacu Kultury". To jest po prostu Zamek. Pałac Kultury jest w Warszawie, tak jak nie ma u nas Starówki, jest Stare Miasto.
            • tt-tka Re: W wannie i w Lozannie 06.07.25, 23:33
              mircja napisała:


              > No ja zrozumiałam, że ona tam chodziła w niezbyt odległej przeszłości, a nie że
              > dawno temu przestała uczestniczyć w tych zajęciach.

              Ognisko muzyczne to poziom... dosc szkolny. Cos jak kolko fotograficzne. W tym ognisku nie nauczyli jej/nie nauczyla sie nawet dbalosci o gardlo (drze sie na ludzi, pedaluje pod wiatr) ani o higiene jamy ustnej (ucieka z domu nawet bez szczoteczki do zebow).
              Jeszcze w Sprezynie, a wtedy juz Larwa studiuje na AM, ona nie ma pianina (to pojawilo sie dopiero w McD, po licznych forumnych utyskiwaniach i przesmiewkach), a bez tego nie ma spiewaczki.
              • tt-tka Re: W wannie i w Lozannie 06.07.25, 23:37
                Sie mi przypomnialo, "Ludzie jak wiatr" Siesickiej - tam sa panny okolo 15-, 16-lecia, jedna muzyczka, druga spiewaczka. In spe oczywiscie. I obie cwicza od rana nawet na wakacjach, te wokalizy kandydatka na spiewaczke produkuje nie patrzac, czy rodzinie sie to podoba i czy chca sluchac.
                A Laury spiewajacej w domu nikt nie slyszal, mhyhyhy.
                • mircja Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 00:11
                  tt-tka napisała:

                  > A Laury spiewajacej w domu nikt nie slyszal, mhyhyhy.
                  >
                  Może nie słyszał do czasów JT, a później już tak?
                  • mircja Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 00:15
                    Dopisek - bo moja wcześniejsza wypowiedź dotyczyła właśnie cytatu na temat sylwestra w JT i tego dokładnie czasu.
                  • tt-tka Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 00:29
                    mircja napisała:

                    > tt-tka napisała:
                    >
                    > > A Laury spiewajacej w domu nikt nie slyszal, mhyhyhy.
                    > >
                    > Może nie słyszał do czasów JT, a później już tak?

                    Widzimy ja od JT przez kilka tomow. Spiewala, cwiczyla w domu ? nie przypominam sobie. Ani tez nie pamietam nikogo z domownikow, kto by sie zachwycal, ewentualnie niecierpliwil jej cwiczeniami.
                    • przymrozki Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 10:59
                      tt-tka napisała:

                      > Widzimy ja od JT przez kilka tomow. Spiewala, cwiczyla w domu ? nie przypominam
                      > sobie. Ani tez nie pamietam nikogo z domownikow, kto by sie zachwycal, ewentua
                      > lnie niecierpliwil jej cwiczeniami.

                      Była chyba scena, w której Laura rzuca wszystko, żeby ćwiczyć się w śpiewaniu najpiękniejszej piosenki świata tzn. "Les feuilles mortes", a Ida słysząc to zza ściany odnotowuje, że Laura znowu śpiewa jakieś smęty.

                      • przymrozki Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 11:05
                        przymrozki napisała:

                        > Była chyba scena, w której Laura rzuca wszystko, żeby ćwiczyć się w śpiewaniu n
                        > ajpiękniejszej piosenki świata tzn. "Les feuilles mortes", a Ida słysząc to zza
                        > ściany odnotowuje, że Laura znowu śpiewa jakieś smęty.

                        Od razu pożałowałam pośpiechu w wysyłce i poszłam sprawdzić. Wszystko się zgadza, ale to był Ignaś, a nie Ida.

                        [Laura] Dużo ćwiczyła. Nauczycielka z ogniska muzycznego nie mogła się nachwalić jej pilności. Gdyby znała wszystkie powody, pewnie by się zdziwiła: Laura wypełniała sobie gorączkowo czas pracą, bo ten czas stał się jałowy i pozbawiony sensu. Nie chodziło się do tej nielubianej szkoły i nawet nie było na co narzekać. Nie wiedziało się, po co wstawać rano.
                        • bupu Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 11:10
                          przymrozki napisała:

                          > przymrozki napisała:
                          >
                          > > Była chyba scena, w której Laura rzuca wszystko, żeby ćwiczyć się w śpiew
                          > aniu n
                          > > ajpiękniejszej piosenki świata tzn. "Les feuilles mortes", a Ida słysząc
                          > to zza
                          > > ściany odnotowuje, że Laura znowu śpiewa jakieś smęty.
                          >
                          > Od razu pożałowałam pośpiechu w wysyłce i poszłam sprawdzić. Wszystko się zgadz
                          > a, ale to był Ignaś, a nie Ida.
                          >
                          > [Laura] Dużo ćwiczyła. Nauczycielka z ogniska muzycznego nie mogła się nachw
                          > alić jej pilności. Gdyby znała wszystkie powody, pewnie by się zdziwiła: Laura
                          > wypełniała sobie gorączkowo czas pracą, bo ten czas stał się jałowy i pozbawion
                          > y sensu. Nie chodziło się do tej nielubianej szkoły i nawet nie było na co narz
                          > ekać. Nie wiedziało się, po co wstawać rano.



                          Z czego to jest cytat?
                          • przymrozki Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 11:12
                            bupu napisała:

                            > Z czego to jest cytat?

                            Z "Żaby". Laura rozpacza po pierwszym odtrąceniu Wolfiego i rzuca się w wir pracy, by zapomnieć jasnego głosu swojego Romea z rowerem.
                        • tt-tka Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 12:07
                          przymrozki napisała:
                          Faktycznie. I cos mi sie ochapia, ze w Sprezynie ona "idzie na lekcje spiewu" - nb to jest ten czas, gdy ona juz studiuje na AM, jakie lekcje ? zajecia na uczelni ? - ale wtedy rzucila sie w ten wir na krotko i z rozpaczy, i to jest ciagle poziom ogniskowy. Niestety. ani SYSTEMATYCZNEJ pracy, wytrwalosci, staran, ani nawet dbalosci o swoj gardziolkowy skarb i nawykow higieniczno-paszczowych u Laury nie odnotowano.


                          > przymrozki napisała:
                          >
                          > > Była chyba scena, w której Laura rzuca wszystko, żeby ćwiczyć się w śpiew
                          > aniu n
                          > > ajpiękniejszej piosenki świata tzn. "Les feuilles mortes", a Ida słysząc
                          > to zza
                          > > ściany odnotowuje, że Laura znowu śpiewa jakieś smęty.
                          >
                          > Od razu pożałowałam pośpiechu w wysyłce i poszłam sprawdzić. Wszystko się zgadz
                          > a, ale to był Ignaś, a nie Ida.
                          >
                          > [Laura] Dużo ćwiczyła. Nauczycielka z ogniska muzycznego nie mogła się nachw
                          > alić jej pilności. Gdyby znała wszystkie powody, pewnie by się zdziwiła: Laura
                          > wypełniała sobie gorączkowo czas pracą, bo ten czas stał się jałowy i pozbawion
                          > y sensu. Nie chodziło się do tej nielubianej szkoły i nawet nie było na co narz
                          > ekać. Nie wiedziało się, po co wstawać rano.
                          • bupu Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 12:29
                            tt-tka napisała:

                            > przymrozki napisała:
                            > Faktycznie. I cos mi sie ochapia, ze w Sprezynie ona "idzie na lekcje spiewu" -
                            >


                            Może w którymś tomie idzie, nie jest to jednak Sprężyna.
                          • przymrozki Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 20:06
                            tt-tka napisała:

                            > zajecia na ucz
                            > elni ? - ale wtedy rzucila sie w ten wir na krotko i z rozpaczy, i to jest ciag
                            > le poziom ogniskowy. Niestety. ani SYSTEMATYCZNEJ pracy, wytrwalosci, staran, a
                            > ni nawet dbalosci o swoj gardziolkowy skarb i nawykow higieniczno-paszczowych u
                            > Laury nie odnotowano.

                            Z "Czarnej polewki" można zresztą wnosić, że Laura rzuciła ćwiczenia i plany wygrania konkursu piosenki francuskiej zaraz po wejściu znajomości z Wolfim w fazę romansu. Nauczycielka z ogniska musiała być rozczarowana.

                            A druga ciekawostka to to, że dziewczyna, która zaraz wejdzie na ścieżkę kształcenia ku karierze śpiewaczki operowej "utworem wszech czasów" nazywa prostą piosenkę rozrywkową. Ale już dwa lata później - gdy przyjdzie jej zabawiać swoim głosem grono uczniów szkoły podstawowej - najprostsze co zna to "Das Veilchen" Mozarta.
                            • bupu Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 20:57
                              przymrozki napisała:

                              >
                              > A druga ciekawostka to to, że dziewczyna, która zaraz wejdzie na ścieżkę kształ
                              > cenia ku karierze śpiewaczki operowej "utworem wszech czasów" nazywa prostą pio
                              > senkę rozrywkową. Ale już dwa lata później


                              I tu czasoprzestrzeń zwinęła się jak zepsuta roleta. CP to rok 2004, Sprężyna 2008. Cztery lata później. Mimo, że Larwa jest na drugim roku w czasie trwania Sprężyny.

                              I jednak cwiczy:

                              Nikomu nie wolno było wtedy wchodzić i przeszkadzać, zwłaszcza gdy szlifowała swój nowy konkursowy numer - zawrotną śliczną arię Mozarta. Chyba wybrała zbyt trudny utwór jak na swoje obecne umiejętności. Może to ją tak gniewało.
                              • przymrozki Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 21:11
                                bupu napisała:

                                > I tu czasoprzestrzeń zwinęła się jak zepsuta roleta. CP to rok 2004, Sprężyna 2
                                > 008. Cztery lata później. Mimo, że Larwa jest na drugim roku w czasie trwania S
                                > prężyny.

                                Laura chyba nie poszła na studia od razu po maturze, może dostała się dopiero za trzecim razem.

                                Wtedy też się chronologia rozjeżdża, ale później, bo w takim układzie Laura dostałaby się na studia w roku akademickim 2006/2007, ale to znaczy, że kończyłaby w 2010/2011. W McDusi byłaby studentką czwartego roku.



                              • mircja Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 21:21
                                bupu napisała:


                                > I tu czasoprzestrzeń zwinęła się jak zepsuta roleta. CP to rok 2004, Sprężyna 2
                                > 008. Cztery lata później. Mimo, że Larwa jest na drugim roku w czasie trwania S
                                > prężyny.
                                >
                                > I jednak cwiczy:
                                >
                                Bo jak to było po kolei: ona najpierw chciała iść na jakiś kierunek związany ze śpiewaniem muzyki rozrywkowej, a kiedy się w CP na ten kierunek nie dostała, to jak rozumiem, zmieniła zainteresowania i po roku (czy dwóch?) dostała się na AM na kierunek związany ze śpiewem operowym?
                              • tt-tka Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 21:37
                                bupu napisała:

                                > I tu czasoprzestrzeń zwinęła się jak zepsuta roleta. CP to rok 2004, Sprężyna 2
                                > 008. Cztery lata później. Mimo, że Larwa jest na drugim roku w czasie trwania S
                                > prężyny.
                                >
                                > I jednak cwiczy:
                                >
                                > Nikomu nie wolno było wtedy wchodzić i przeszkadzać, zwłaszcza gdy szlifował
                                > a swój nowy konkursowy numer - zawrotną śliczną arię Mozarta. Chyba wybrała zby
                                > t trudny utwór jak na swoje obecne umiejętności. Może to ją tak gniewało.

                                >
                                >

                                Zawrotna aria Mozarta na drugim roku. A poltora roku pozniej, na czwartym (dyplomowym) roku jej popisowym numerem jest mruczanka pisana przez Mozarta dla 12-latki. Cus za malo cwiczyla.
                                • bupu Re: W wannie i w Lozannie 08.07.25, 00:59
                                  tt-tka napisała:

                                  >
                                  > Zawrotna aria Mozarta na drugim roku. A poltora roku pozniej, na czwartym (dypl
                                  > omowym) roku jej popisowym numerem jest mruczanka pisana przez Mozarta d
                                  > la 12-latki. Cus za malo cwiczyla.

                                  Dyplomowy to jednak jest piąty rok, a nie czwarty.
                                  • tt-tka Re: W wannie i w Lozannie 08.07.25, 08:41
                                    bupu napisała:



                                    > Dyplomowy to jednak jest piąty rok, a nie czwarty.

                                    Wedle mojej wiedzy na muzycznej studia sa dwustopniowe, cztery i dwa lata. Albo przynajmniej bylo tak w czasie, gdy Larwa studiowala. I dyplom robilo sie na czwartym.
                                    Tak czy siak poltora roku pozniej ona popisuje sie czyms nieporownanie latwiejszym niz probowala poltora roku wczesniej.
                                    • bupu Re: W wannie i w Lozannie 08.07.25, 10:02
                                      tt-tka napisała:

                                      > bupu napisała:
                                      >
                                      >
                                      >
                                      > > Dyplomowy to jednak jest piąty rok, a nie czwarty.
                                      >
                                      > Wedle mojej wiedzy na muzycznej studia sa dwustopniowe, cztery i dwa lata.

                                      Trzy i dwa. Sprawdzałam.
                                      • tt-tka Re: W wannie i w Lozannie 08.07.25, 11:51
                                        bupu napisała:

                                        > tt-tka napisała:
                                        >
                                        > > bupu napisała:
                                        > >
                                        > >
                                        > >
                                        > > > Dyplomowy to jednak jest piąty rok, a nie czwarty.
                                        > >
                                        > > Wedle mojej wiedzy na muzycznej studia sa dwustopniowe, cztery i dwa lata
                                        > .
                                        >
                                        > Trzy i dwa. Sprawdzałam.
                                        >

                                        ja tez sprawdzalam
                                        i np obecnie poznanska AM ma kierunek estradowy, ktorego jako zywo nie miala, gdy Laura zdawala na piosenke estradowa i nie dostala sie
                                        nie wiem, jak bylo w pierwszym dziesiecioleciu naszego tysiaclecia, jak nie bede mogla spac z ciekawosci, to zadzwonie lub napisze i zapytam (bez gwarancji, ze dostane odpowiedz i to trafna), ale byly czasy, gdy te studia dzielily sie na 4 i 2 lata
                                        • bupu Re: W wannie i w Lozannie 08.07.25, 12:22
                                          tt-tka napisała:

                                          > bupu napisała:
                                          >
                                          > > tt-tka napisała:
                                          > >
                                          > > > bupu napisała:
                                          > > >
                                          > > >
                                          > > >
                                          > > > > Dyplomowy to jednak jest piąty rok, a nie czwarty.
                                          > > >
                                          > > > Wedle mojej wiedzy na muzycznej studia sa dwustopniowe, cztery i dw
                                          > a lata
                                          > > .
                                          > >
                                          > > Trzy i dwa. Sprawdzałam.
                                          > >
                                          >
                                          > ja tez sprawdzalam
                                          > i np obecnie poznanska AM ma kierunek estradowy, ktorego jako zywo nie miala, g
                                          > dy Laura zdawala na piosenke estradowa i nie dostala sie
                                          > nie wiem, jak bylo w pierwszym dziesiecioleciu naszego tysiaclecia, jak nie bed
                                          > e mogla spac z ciekawosci, to zadzwonie lub napisze i zapytam (bez gwarancji, z
                                          > e dostane odpowiedz i to trafna), ale byly czasy, gdy te studia dzielily sie na
                                          > 4 i 2 lata
                                          >
                                          >


                                          *wchodzi pod stół*

                                          HAU! HAU! HAU! Jestem kretynka, nie umiem w cyferki! HAU! HAU! HAU!

                                          One są faktycznie 4+2, te studia...

                                          Przepraszam...
                                          • tt-tka Re: W wannie i w Lozannie 08.07.25, 17:15
                                            Przeciwnie, teraz sa 3+2 :), przynajmniej o ile ja umiem w cyferki
                                            moze cztery na kierunkach inzynierskich (budowa skrzypiec, lutnictwo i takie tam, teraz sprawdzajac dowiedzialam sie, ze po AM mozna byc inzynierem !)
                                            a ze za czasow studiow Larwy bylo 4+2, to dowiedzialam sie jeszcze od Gata, w operze i okolooperowych sprawach naprawde oblatanego
                            • minerwamcg Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 21:58
                              Dla mnie w tej scenie najbardziej niepojęta jest reakcja publiczności, która siedzi - jak to się u nas mówiło - zaklęta w capa. Jak sobie przypomnę z podstawówki chałtury artystów przeróżnych, którymi usiłowano nas choćby minimalnie zainteresować sztuką i kulturą "wysoką", to kurczę, myśmy naprawdę byli wtedy bandą barbarzyńców! Jak to wyglądało z naszego smarkatego punktu widzenia? A stoi na scenie jakaś baba i wyje, a jeśli sopran, to piszczy. Nie wiadomo co, bo słów się przecież nie rozumie, powiedzieli nam, że to "Fiołek" albo aria z opery "Sezamka", no fajnie, ale niech ona już przestanie, co?
                              • ako17 Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 22:20
                                minerwamcg napisała:

                                > Dla mnie w tej scenie najbardziej niepojęta jest reakcja publiczności, która si
                                > edzi - jak to się u nas mówiło - zaklęta w capa. Jak sobie przypomnę z podstawó
                                > wki chałtury artystów przeróżnych, którymi usiłowano nas choćby minimalnie zain
                                > teresować sztuką i kulturą "wysoką", to kurczę, myśmy naprawdę byli wtedy bandą
                                > barbarzyńców! Jak to wyglądało z naszego smarkatego punktu widzenia? A stoi na
                                > scenie jakaś baba i wyje, a jeśli sopran, to piszczy. Nie wiadomo co, bo słów
                                > się przecież nie rozumie, powiedzieli nam, że to "Fiołek" albo aria z opery "Se
                                > zamka", no fajnie, ale niech ona już przestanie, co?
                                >

                                uprzejmie i prawie zupełnie bez złośliwości poproszę o inny pomysł fabularny na
                                (...) wzorzec z Sevres. I z tym wzorcem przed oczami iść dalej przez życie. Tylko tyle.
                                Dziś jednak pojął, że podziwianie wzorca z Sevres to za mało; może się przypadkiem wydarzyć, że Laura nie będzie miała okazji porównać z nim kogokolwiek. Wobec powszechnego rozpanoszenia cynizmu i upadku obyczajów obawa ta wydawała się wielce uzasadniona. Ignacy Borejko znów westchnął, napił się zielonej herbaty, zjadł nadziewaną miętówkę i poczuł, jak opanowało go kolejne pragnienie: żeby Naszpan Polonista spodobał się Laurze i żeby wyszła za niego za mąż.

                                Ja to czytałam z niedowierzaniem.
                                Jak Jeżycjada Jeżycjadą, tak zawsze sobie główne bohaterki same w końcu znajdowały tych swoich Hajduków, Przeszczepów czy Baltonów. Czasem wbrew rodzicom własnym, lub rodzicom chłopaka.
                                To był pierwszy raz, gdy Dziadziuś zapragnął przyszłości dla wnuczki, no to się wzięło i ziściło. Odczułam to jako duże rozczarowanie.
                                Ale wszyscy zadowoleni.
                              • greta_herbst Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 22:24
                                > A stoi na scenie jakaś baba i wyje, a jeśli sopran, to piszczy. Nie wiadomo co, bo słów się przecież nie rozumie, powiedzieli nam, że to "Fiołek" albo aria z opery "Sezamka", no fajnie, ale niech ona już przestanie, co?

                                Tak reaguje na niespodziewany śpiew operowy znikąd dużo ludzi, nawet nie tylko smarkaczy, i ja się im wcale nie dziwię, bo to jest specyficzny rodzaj śpiewania, dziwny dosyć jeśli się go napotka nagle z flanki. A dla wielu osób nieznośny ogólnie, po prostu, bo różne rzeczy się lubi. Ja np nie lubię ananasa.

                                Dlatego masz absolutną rację że ta oczarowana do głębi szkoła podstawowa jest bardzo zabawna.
                                • przymrozki Re: W wannie i w Lozannie 08.07.25, 09:12
                                  greta_herbst napisała:

                                  > Tak reaguje na niespodziewany śpiew operowy znikąd dużo ludzi, nawet nie tylko
                                  > smarkaczy, i ja się im wcale nie dziwię, bo to jest specyficzny rodzaj śpiewani
                                  > a, dziwny dosyć jeśli się go napotka nagle z flanki. A dla wielu osób nieznośny
                                  > ogólnie, po prostu, bo różne rzeczy się lubi.

                                  Tuszę, że to był element magiczny świata przedstawionego. Dokładnie to, co potem Gabrysia komentuje w ten sposób, że Laura to syrena zaklęta w człowieka, ludzkie ciało ją uwiera, więc gdy komunikuje się po ludzku, rani wszystkich dookoła. Jej właściwą metodą komunikacji jest bowiem śpiew, który jest ciepły, słodki, miły i kochany.

                                  Jest to nawiasem pisząc nader ciekawa wizja dobrej komunikacji. Gdy dziecko informuje opiekuna, że jest nieszczęśliwe, to hańba mu, bo rani matulę. Dobra komunikacja jest wtedy, gdy dziecko nie przekazuje żadnych informacji, tylko umila wszystkim czas miłymi dla ucha dźwiękami.
                                  • greta_herbst Re: W wannie i w Lozannie 08.07.25, 11:04
                                    przymrozki napisała:

                                    > Gabrysia komentuje w ten sposób, że Laura to syrena zaklęta w człowieka, ludzkie ciało ją uwiera, więc gdy komunikuje się po ludzku, rani wszystkich dookoła. Jej właściwą metodą komunikacji jest bowiem śpiew, który jest ciepły, słodki, miły i kochany.

                                    > Jest to nawiasem pisząc nader ciekawa wizja dobrej komunikacji. Gdy dziecko informuje opiekuna, że jest nieszczęśliwe, to hańba mu, bo rani matulę. Dobra komunikacja jest wtedy, gdy dziecko nie przekazuje żadnych informacji, tylko umila wszystkim czas miłymi dla ucha dźwiękami.

                                    Moja matka też kompletnie nie potrafiła (i do dziś nie potrafi) poradzić sobie emocjonalnie z tym, że ja mogę mieć negatywne emocje. Jeśli kiedykolwiek zdarzyło mi się jakieś okazać, jeśli choćby zająknęłam się że jestem nieszczęśliwa bo cokolwiek, moja matka natychmiast włączała (i nadal włącza) tryb kategorycznej, kompletnej negacji. "Ale co ty opowiadasz! Nawet tak nie mów! Nie mów takich rzeczy! Ale gdzie tam! Nie opowiadaj!" Najczęściej właśnie z tym "opowiadaniem," więc implikacja była jasna - moje negatywne emocje to kłamstwo. Z jakich pobudek wygłaszane, nie wiem. Było to dla mnie zawsze bardzo raniące i sprawiło, że czułam się kompletnie nie rozumiana, wręcz nie widziana w ogóle jako człowiek, tylko jako zabawka mająca na celu dekorowanie i opromienianie.

                                    Dzisiaj, oczywiście, zdaję sobie sprawę z czego to wynika, ale fakt, że istnieją jakieś tam pobudki takiego zachowania nie oznacza jeszcze, że zachowanie jest słuszne. Nie jest, za to jest bardzo szkodliwe.
                                    Ale nie zdziwiłabym się, gdyby na świecie było więcej takich matek, bo w końcu im wszystkim patriarchat obiecał, że dziecko to miłość, co stała się widzialna, pachnąca pluszanka która nigdy, przenigdy nie spowoduje chociażby najmniejszego ukłucia. A ono potem, cholera, okazuje się człowiekiem, który czuje i żyje i doświadcza wszystkiego w tym świecie, łącznie ze złem. A one przecież wszystko oddały, żeby mieć tę świetlistą nagrodę wiecznej radości i to nie tak miało być.
                                    • bupu Re: W wannie i w Lozannie 08.07.25, 11:20
                                      greta_herbst napisała:

                                      > przymrozki napisała:
                                      >
                                      > > Gabrysia komentuje w ten sposób, że Laura to syrena zaklęta w człowieka,
                                      > ludzkie ciało ją uwiera, więc gdy komunikuje się po ludzku, rani wszystkich doo
                                      > koła. Jej właściwą metodą komunikacji jest bowiem śpiew, który jest ciepły, sło
                                      > dki, miły i kochany.
                                      >
                                      > > Jest to nawiasem pisząc nader ciekawa wizja dobrej komunikacji. Gdy dziec
                                      > ko informuje opiekuna, że jest nieszczęśliwe, to hańba mu, bo rani matulę. Dobr
                                      > a komunikacja jest wtedy, gdy dziecko nie przekazuje żadnych informacji, tylko
                                      > umila wszystkim czas miłymi dla ucha dźwiękami.
                                      >
                                      > Moja matka też kompletnie nie potrafiła (i do dziś nie potrafi) poradzić sobie
                                      > emocjonalnie z tym, że ja mogę mieć negatywne emocje. Jeśli kiedykolwiek zdarzy
                                      > ło mi się jakieś okazać, jeśli choćby zająknęłam się że jestem nieszczęśliwa bo
                                      > cokolwiek, moja matka natychmiast włączała (i nadal włącza) tryb kategorycznej
                                      > , kompletnej negacji. "Ale co ty opowiadasz! Nawet tak nie mów! Nie mów takich
                                      > rzeczy! Ale gdzie tam! Nie opowiadaj!" Najczęściej właśnie z tym "opowiadaniem,
                                      > " więc implikacja była jasna - moje negatywne emocje to kłamstwo.

                                      "Nie przesadzaj. Nie histeryzuj. Nie wymyślaj. Przestań."
                                      Znam to, ach znam, okropnie kaleczące. I uczy człowieka nie ufać samemu sobie i własnym uczuciom, ale polegać na komunikatach od innych. Tak się właśnie zostaje znakomitym materiałem na ofiarę przemocowca, nie pytajcie skąd wiem. A oduczenie się tego kosztuje mnóstwo wysiłku.
                                    • ako17 Re: W wannie i w Lozannie 08.07.25, 22:03
                                      greta_herbst napisała:


                                      >
                                      > Moja matka też kompletnie nie potrafiła (i do dziś nie potrafi) poradzić sobie
                                      > emocjonalnie z tym, że ja mogę mieć negatywne emocje. Jeśli kiedykolwiek zdarzy
                                      > ło mi się jakieś okazać, jeśli choćby zająknęłam się że jestem nieszczęśliwa bo
                                      > cokolwiek, moja matka natychmiast włączała (i nadal włącza) tryb kategorycznej
                                      > , kompletnej negacji. "Ale co ty opowiadasz! Nawet tak nie mów! Nie mów takich
                                      > rzeczy! Ale gdzie tam! Nie opowiadaj!" Najczęściej właśnie z tym "opowiadaniem,
                                      > " więc implikacja była jasna - moje negatywne emocje to kłamstwo. Z jakich pobu
                                      > dek wygłaszane, nie wiem. Było to dla mnie zawsze bardzo raniące i sprawiło, że
                                      > czułam się kompletnie nie rozumiana, wręcz nie widziana w ogóle jako człowiek,
                                      > tylko jako zabawka mająca na celu dekorowanie i opromienianie.
                                      >
                                      > Dzisiaj, oczywiście, zdaję sobie sprawę z czego to wynika, ale fakt, że istniej
                                      > ą jakieś tam pobudki takiego zachowania nie oznacza jeszcze, że zachowanie jest
                                      > słuszne. Nie jest, za to jest bardzo szkodliwe.
                                      > Ale nie zdziwiłabym się, gdyby na świecie było więcej takich matek, bo w końcu
                                      > im wszystkim patriarchat obiecał, że dziecko to miłość, co stała się widzialna,
                                      > pachnąca pluszanka która nigdy, przenigdy nie spowoduje chociażby najmniejszeg
                                      > o ukłucia. A ono potem, cholera, okazuje się człowiekiem, który czuje i żyje i
                                      > doświadcza wszystkiego w tym świecie, łącznie ze złem. A one przecież wszystko
                                      > oddały, żeby mieć tę świetlistą nagrodę wiecznej radości i to nie tak miało być
                                      > .

                                      czytam tę wypowiedź po raz któryś dziś i próbuję odpowiedzieć. Ale nie znajduję słów.

                                      Chodzi mi tylko o to, żebyś wiedziała (i Bupu też, i inne Forumki, które może miały podobnie, ale się nie napisały w tym wątku), że nie ignoruję tej wypowiedzi, że ją zauważyłam.
                                      Zimne dreszcze mi latają po całym ciele. I nadal nie potrafię skomentować tego w sensownych wyrazach :(
                              • bupu Re: W wannie i w Lozannie 08.07.25, 01:03
                                minerwamcg napisała:

                                > Dla mnie w tej scenie najbardziej niepojęta jest reakcja publiczności, która si
                                > edzi - jak to się u nas mówiło - zaklęta w capa. Jak sobie przypomnę z podstawó
                                > wki chałtury artystów przeróżnych, którymi usiłowano nas choćby minimalnie zain
                                > teresować sztuką i kulturą "wysoką", to kurczę, myśmy naprawdę byli wtedy bandą
                                > barbarzyńców! Jak to wyglądało z naszego smarkatego punktu widzenia? A stoi na
                                > scenie jakaś baba i wyje, a jeśli sopran, to piszczy. Nie wiadomo co, bo słów
                                > się przecież nie rozumie, powiedzieli nam, że to "Fiołek" albo aria z opery "Se
                                > zamka", no fajnie, ale niech ona już przestanie, co?
                                >


                                Zwłaszcza że to zakończenie roku i wszyscy chcą już iść w cholewę, ciała pedagogicznego nie wyłączając. Na sali, czy tam auli jedt duszno, twarde krzesło gryzie w tyłek, za oknem piękny letni dzień, człowiek by polatał po dworze, poharatał w gałe, porobiłby cokolwiek innego niż siedzenie w szkole. A tu klapa, trzeba siedzieć i słuchać jakiejś co napierdziela po zagranicznemu o fiołku. No dajta spokój.

                                Już widzę ten entuzjazm publiki, totalnie.
                              • kocynder Re: W wannie i w Lozannie 12.07.25, 23:11
                                "A stoi na scenie jakaś baba i wyje, a jeśli sopran, to piszczy. Nie wiadomo co, bo słów się przecież nie rozumie, powiedzieli nam, że to "Fiołek" albo aria z opery "Sezamka", no fajnie, ale niech ona już przestanie, co?"

                                W zupełności się z tobą zgadzam. To normalna i naturalna reakcja małolatów na niemal każdą próbę "wyższej" kultury. Oczywiście trafiają się pojedyncze przypadki, które z operą czy inną formą kultury są obyte, ale nie jako "całość". I nie wierzę w podstawówkową młódź opanowaną stalowym spojrzeniem studenciaczki i zachwyconą jej sopranikiem. Nie i już.
              • mircja Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 00:09
                tt-tka napisała:

                > Ognisko muzyczne to poziom... dosc szkolny. Cos jak kolko fotograficzne. W tym
                > ognisku nie nauczyli jej/nie nauczyla sie nawet dbalosci o gardlo (drze sie na
                > ludzi, pedaluje pod wiatr) ani o higiene jamy ustnej (ucieka z domu nawet bez s
                > zczoteczki do zebow).
                > Jeszcze w Sprezynie, a wtedy juz Larwa studiuje na AM, ona nie ma pianina (to p
                > ojawilo sie dopiero w McD, po licznych forumnych utyskiwaniach i przesmiewkach)
                > , a bez tego nie ma spiewaczki.
                >
                No ja nie twierdziłam, że ćwiczy wystarczająco jak na śpiewaczkę operową, tylko polemizowałam z wypowiedzią, że Laura nie uczyła się nigdy śpiewu.Może nie na jakimś wysokim poziomie, ale jednak się uczyła. Zresztą kto wie, może przytoczone przez Ciebie zasady też próbowano jej wpoić, tylko że Laura je zlekceważyła.
                • tajna_kryjowka_pyziaka Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 13:22
                  mircja napisała:

                  > tt-tka napisała:
                  >
                  > > Ognisko muzyczne to poziom... dosc szkolny. Cos jak kolko fotograficzne.
                  > W tym
                  > > ognisku nie nauczyli jej/nie nauczyla sie nawet dbalosci o gardlo (drze s
                  > ie na
                  > > ludzi, pedaluje pod wiatr) ani o higiene jamy ustnej (ucieka z domu nawet
                  > bez s
                  > > zczoteczki do zebow).
                  > > Jeszcze w Sprezynie, a wtedy juz Larwa studiuje na AM, ona nie ma pianina
                  > (to p
                  > > ojawilo sie dopiero w McD, po licznych forumnych utyskiwaniach i przesmie
                  > wkach)
                  > > , a bez tego nie ma spiewaczki.
                  > >
                  > No ja nie twierdziłam, że ćwiczy wystarczająco jak na śpiewaczkę operową, tylko
                  > polemizowałam z wypowiedzią, że Laura nie uczyła się nigdy śpiewu.Może nie na
                  > jakimś wysokim poziomie, ale jednak się uczyła. Zresztą kto wie, może przytoczo
                  > ne przez Ciebie zasady też próbowano jej wpoić, tylko że Laura je zlekceważyła.

                  Jak by nie było, Laura wychodzi tu na prawie tak samo niezaradną, jak jej siostra. Nie ma na siebie żadnego pomysłu, składa papiery na losowe kierunki studiów, na które normalnie nie powinna się dostać, nie inwestuje w hobby, z którego mogłaby coś ukuć... Ale ponieważ w wyobraźni wszystko się mieści, magicznie dostaje się gdzie chce, a praca znajduje się potem sama. W prawdziwym życiu taka Laura ostatecznie zostałaby z niczym. Kto wie, czy jej słynne parcie na ślub nie byłoby w realu szukaniem "sponsora".
      • kocynder Re: W wannie i w Lozannie 12.07.25, 23:26
        A mnie tu męczy jedno. Skoro (za cytatem) Józinek wątpi, by ktoś w domu orientował się, "że Tygrysek ma taki czysty, wyszkolony głos" - to jak to się ma do faktu, że Larwa przez x lat uczęszczała do "ogniska muzycznego"? Już pal licho czy tego typu kółka są na poziomie szkolenia operowego, ale ogólnie jednak PO COŚ ona na to kółko uczęszczała i nie koniecznie znaleźć tam męża. Powiedzmy, że Józio mógł nie wiedzieć, że Larwa ma taki czysty/piękny/anielski głos. Ok, mógł. Wrażliwość ma taką więcej na poziomie kamienia przydrożnego, urody głosu mógł nie zauważyć. Ale wyszkolenie? No toż WIEDZIAŁ, że kuzynka do tego ogniska czy tam kółka popyla, wiedział, że zapiewa w scholi... Równocześnie nie jest specjalistą klasy najwyższej, tylko 9 czy 10 letnim dzieciuchem. Skoro WIE, że kuzyneczka lata na te "wyśpiewy", czy to kółko, czy to coś tam, słyszał, że śpiewa w kościele, to powinien być święcie przekonany, że kuzynka JEST wyszkolona w śpiewie, a nie dziwić się, że nikt w domu NIE WIE o wyszkoleniu jej głosu.
        Kurczę, nie wiem, czy zrozumiale napisałam... :D
        • mircja Re: W wannie i w Lozannie 12.07.25, 23:43
          kocynder napisała:

          Ale wyszkolenie? No toż WIEDZIAŁ, że kuzynka do tego ogniska czy
          > tam kółka popyla, wiedział, że zapiewa w scholi... Równocześnie nie jest specja
          > listą klasy najwyższej, tylko 9 czy 10 letnim dzieciuchem. Skoro WIE, że kuzyne
          > czka lata na te "wyśpiewy", czy to kółko, czy to coś tam, słyszał, że śpiewa w
          > kościele, to powinien być święcie przekonany, że kuzynka JEST wyszkolona w śpie
          > wie, a nie dziwić się, że nikt w domu NIE WIE o wyszkoleniu jej głosu.
          > Kurczę, nie wiem, czy zrozumiale napisałam... :D
          >
          Dlaczego miał wiedzieć, co starsza kuzynka robi po lekcjach? Zresztą nie musiała tam zacząć chodzić bardzo wcześnie, a co do "wyszkolenia" to też mógł ocenić trochę na wyrost jako osoba mało doświadczona, ot śpiewa znacznie lepiej niż większość znanych mu osób i zrobiło to na nim wrażenie. A w scholi widzimy Laurę chyba dopiero w Żabie, może w JT jeszcze tam nie śpiewała?
          • kocynder Re: W wannie i w Lozannie 13.07.25, 00:02
            Przecież dzieci Idy non-stop siedzą u dziadków. Żeby przegapić fakt, iż kuzynka dwa razy w tygodniu zapieprza na kółko muzyczne czy tam ognisko - musiałby być niedorozwinięty intelektualnie, a ponoć jest bystry. I spostrzegawczy. Ok, mógłby przegapić jednorazowy popis, te jakieś jedne jasełka, jeden występ w szkole Łuśki. Ale nie regularne chodzenie na kółko. Ja tam nie będąc bardzo spostrzegawcza, ani nie mieszkając de facto z wujostwem i tak wiedziałam, że jeden mój kuzyn startuje w rajdach rowerowych, a drugi gra sportowo w brydża. Wiedziałam też, że kuzynka, mieszkająca na drugim końcu Polski gra w teatrze (de facto to grała nawet nie halabardnika, a raczej halabardę - przechodziła przez scenę robiąc za "ruch uliczny"). Więc nie jest wiarygodne, by spostrzegawczy chłopak NIE WIEDZIAŁ o muzycznych ciągotach kuzynki.
            Wiesz, ja przyjmuję, że właśnie wyszkolenie jej głosu Józwa mógł oceniać jako ponadprzeciętne z perspektywy małolata, który się nie zna kompletnie. I tą samą piosenkę osoba bardziej osłuchana mogłaby ocenić jako "niezłą, ale ...". Natomiast nie do końca rozumiem zarówno jego zdziwienie faktem wyszkolenia głosu (skoro Laura chodzi do ogniska muzycznego, to powinno być oczywiste, że ten głos ma szkolony), jak i powątpiewanie by ktoś w domu wiedział o tymże wyszkoleniu.
            • mircja Re: W wannie i w Lozannie 13.07.25, 00:31
              kocynder napisała:

              > Przecież dzieci Idy non-stop siedzą u dziadków. Żeby przegapić fakt, iż kuzynka
              > dwa razy w tygodniu zapieprza na kółko muzyczne czy tam ognisko - musiałby być
              > niedorozwinięty intelektualnie, a ponoć jest bystry. I spostrzegawczy.
              No Ty zauważałaś pewne rzeczy, bo zapewne obchodziły Cię osoby z Twojej rodziny. Józkowi mogło powiewać, gdzie chodzi kuzynka Laura, zwłaszcza gdyby np. na ognisko szła nie wracając ze szkoły do domu, żeby to w takim przypadku zauważyć, musiałby znać jej tygodniowy plan lekcji, o co go nie podejrzewam. Poza tym Józek też nie siedział u dziadków kamieniem, miał własne lekcje i zajęcia pozaszkolne.
    • greta_herbst Re: W wannie i w Lozannie 06.07.25, 17:23
      Znane są światowi operowemu przypadki, kiedy ktoś karierę zaczynał jako dorosły, przedtem nie ucząc się wcale. Natomiast są to zazwyczaj jednostki z jednak niepospolitym talentem oraz, co w tym wypadku dużo ważniejsze, które włożyły w to niesamowity ogrom pracy. Moim ulubionym przykładem jest Keith Miller, amerykański bas-baryton i weteran Metropolitan opera, którego pierwsza kariera poszła typowym dla stanów zjednoczonych torem studenta-sportowca, futbol amerykański, jajowata piłka, te rzeczy. Aż w końcu nie wyrobił z tej miłości do opery, która w nim siedziała od młodości bo w domu była płyta Placido Domingo, i poszedł na przesłuchania do Don Giovanniego na Minnesota Music Festival. Rolę dostał. Od tamtego momentu, jak sam mówi, podszedł do opery dokładnie tak samo, jak przedtem do sportu, czyli ćwiczenia, dieta, ćwiczenia, dyscyplina, ćwiczenia, treningi i ćwiczenia. :P

      Natomiast, co jeszcze ważniejsze, ta praca nie polega tylko na samym wykształcaniu techniki śpiewaczej. Ona polega jeszcze na rozpychaniu się łokciami i zażartej walce w środowisku śpiewaczym. Nie idzie się do opery w swoim mieście i mówi "dzień dobry, tu jest mój głos, angaż raz proszę." Zanim się dostanie pierwszą rolę w pierwszym liczącym się teatrze, trzeba - właśnie - ubiegać się o Minnesota Music festival i wszędzie gdzie indziej, gdzie tylko się da, nieraz ładnych parę lat, śpiewać służące i halabardników (a to i tak nie wszystkich, bo często to z kolei dostają starzy śpiewacy, którzy też coś chcą nadal śpiewać), stawać do konkursów i ogólnie na głowie.

      Ale Laura dostaje divostwo na tacy, tak samo jak jej matka ukochano-profesorstwo, jej babcia mrożko-następstwo a jej dziadek kombatanctwo. :P
      • bupu Re: W wannie i w Lozannie 06.07.25, 17:51
        greta_herbst napisała:

        > Znane są światowi operowemu przypadki, kiedy ktoś karierę zaczynał jako dorosły
        > , przedtem nie ucząc się wcale. Natomiast są to zazwyczaj jednostki z jednak ni
        > epospolitym talentem oraz, co w tym wypadku dużo ważniejsze, które włożyły w to
        > niesamowity ogrom pracy.

        Otóż właśnie. To nie jest kariera do zrobienia mimochodem


        > Natomiast, co jeszcze ważniejsze, ta praca nie polega tylko na samym wykształca
        > niu techniki śpiewaczej. Ona polega jeszcze na rozpychaniu się łokciami i zażar
        > tej walce w środowisku śpiewaczym. Nie idzie się do opery w swoim mieście i mów
        > i "dzień dobry, tu jest mój głos, angaż raz proszę." Zanim się dostanie pierwsz
        > ą rolę w pierwszym liczącym się teatrze, trzeba - właśnie - ubiegać się o Minne
        > sota Music festival i wszędzie gdzie indziej, gdzie tylko się da, nieraz ładnyc
        > h parę lat, śpiewać służące i halabardników (a to i tak nie wszystkich, bo częs
        > to to z kolei dostają starzy śpiewacy, którzy też coś chcą nadal śpiewać), staw
        > ać do konkursów i ogólnie na głowie.
        >

        No toteż o tym pisałam powyżej. Walewska występowała intensywnie już na studiach, od konkursów poczynając, podczas gdy Larwa chałturzy okazjonalnie w podstawówce.


        > Ale Laura dostaje divostwo na tacy, tak samo jak jej matka ukochano-profesorstw
        > o, jej babcia mrożko-następstwo a jej dziadek kombatanctwo. :P


        Oraz Nadszympans supernauczycielstwo. Zaangażowany nauczyciel, który na tydzień przed końcem roku ma czas się szwendać po mieście w godzinach pracy? No błagam.
        • tt-tka Re: W wannie i w Lozannie 06.07.25, 18:08
          Nie dosc ze chalturzy okazjonalnie, to i to robi gorzej niz byle jak. Wystep bez choc jednej proby z akompaniatorem ??? Tak sobie ciotka uczennicy przyszla, polozyla panu muzykowi nuty na pianinie/fortepianie i dawaj spiewac ?

          Dodatkowo - spiew z sukcesami to nie tylko cholerna praca, ogromna dyscyplina i sila przebicia, to jeszcze odpornosc na stres. Ktorych to cech Larwa nie ma za grosz, za pol grosza tez nie. Przy beleczem, np nadepnieciu sobie na tren i wywaleniu sie na kolana ona ucieklaby z placzem ze sceny.
          • greta_herbst Re: W wannie i w Lozannie 06.07.25, 18:36
            > śpiew z sukcesami to nie tylko cholerna praca, ogromna dyscyplina i sila przebicia, to jeszcze odpornosc na stres.

            Nie wspominając już o konieczności podróżowania po całym świecie za rolami. Tymczasem Laura daje się zakopać pod sosną, a wcześniej zachowuje się jakby do Wilna potrzebowała zostać "zabrana" przez mężczyznę, jak tobół, ponieważ sama jest niezdolna nawet do wyobrażenia sobie podróży.

            Ja wiem, że tam miało być takie romantyczne że on odgadł jej pragnienia (nota bene, przypomnijcie mi proszę - czy ona faktycznie kiedykolwiek była taką ach fanką Mickiewicza?) ale przede wszystkim z tej sceny wyziera dziewiętnastowieczna gąska z tyci-tyci, bardzo używanego mająteczku pod Szamotułami, której mąż pan pokazuje że wyjeżdżają teraz, do miasta, prawdziwym powozem, takim z rozkładanymi schodkami i stary Antoni nie musi już panienki stękając podsadzać.
            • tt-tka Re: W wannie i w Lozannie 06.07.25, 18:44
              Taka, ach, fanka Mickiewicza ona byla, zdaje sie, tylko wtedy, gdy uciekla z Wolfim. W jednym tomie, znaczy. I to zauroczenie nie przeklada sie bynajmniej na wiedze o wieszczu, bo co on w tym Smielowie robil (na pewno tam wybranki serca nie szanowal) to Larwa nie wie albo nie smie myslec.
              • greta_herbst Re: W wannie i w Lozannie 06.07.25, 19:41
                > co on w tym Smielowie robil (na pewno tam wybranki serca nie szanowal) to Larwa nie wie albo nie smie myslec

                Borze szumiący, przypomniała mi Pani właśnie ten tekst o szanowaniu, który jakoś dałam radę wyprzeć! Doprawdy nie wiadomo, śmiać się czy płakać na takie podejście młodej dziewczyny w wieku dwudziestym do własnej (i partnera) seksualności.

                A Wieszcz istotnie w nie-szanowaniu wybranek miał dość imponujące osiągi. Może dlatego Adaamm zabrał Laurę do Wilna oglądać więzienie, niż do Śmiełowa oglądać łóżka :P
              • bupu Re: W wannie i w Lozannie 06.07.25, 19:57
                tt-tka napisała:

                > Taka, ach, fanka Mickiewicza ona byla, zdaje sie, tylko wtedy, gdy uciekla z Wo
                > lfim. W jednym tomie, znaczy. I to zauroczenie nie przeklada sie bynajmniej na
                > wiedze o wieszczu, bo co on w tym Smielowie robil (na pewno tam wybranki serca
                > nie szanowal) to Larwa nie wie albo nie smie myslec.
                >

                O ile pamiętam Adaśko w chwilach wolnych od patriotycznego wieszczenia oddawał się nieszanowaniu partnerek z ogromnym zapałem...
                • tt-tka Re: W wannie i w Lozannie 06.07.25, 20:49
                  bupu napisała:


                  > O ile pamiętam Adaśko w chwilach wolnych od patriotycznego wieszczenia oddawał
                  > się nieszanowaniu partnerek z ogromnym zapałem...

                  Boru, w pierwszej chwili pomyslalam, ze ty o Nadszympansie ! dopiero w drugiej dotarlo do mnie, ze o wieszczu...

                  tak czy inaczej uwlosienie stanelo mi deba z wrazenia
                  • kocynder Re: W wannie i w Lozannie 12.07.25, 23:35
                    A to ja poproszę o przykłady tego szanowania Larwy jako partnerki, kobiety i w ogóle człowieka przez Nadszympansa. Tylko obawiam się, iż z tego nam wyjdzie, że wieszcz był subtelnym, troskliwym i oddanym partnerem dla swoich "dam serca". Tak w porównaniu...
                    • bupu Re: W wannie i w Lozannie 13.07.25, 01:10
                      kocynder napisała:

                      > A to ja poproszę o przykłady tego szanowania Larwy jako partnerki, kobiety i w
                      > ogóle człowieka przez Nadszympansa. Tylko obawiam się, iż z tego nam wyjdzie, ż
                      > e wieszcz był subtelnym, troskliwym i oddanym partnerem dla swoich "dam serca".
                      > Tak w porównaniu...
                      >
                      Mnie się rozchodzi o to, że Adam Wieszcz lubił uprawiać seks z paniami, którym bynajmniej nie był zaślubiony, co zdaniem Larwy jest nieszanowaniem partnerki.
                      • kocynder Re: W wannie i w Lozannie 13.07.25, 10:00
                        Ależ, Bupu, ja to wiem! Tyle, że ja bym chciała jakieś przykłady tego szanowania, poza "niedupceniem" znaleźć. Jakieś. Jakiekolwiek. Bo jednak pan Adam Wieszcz swoich "dam" nie szarpał, nie podtapiał w miednicy z wodą zimną i gorącą...
                        • bupu Re: W wannie i w Lozannie 13.07.25, 13:33
                          kocynder napisała:

                          > Ależ, Bupu, ja to wiem! Tyle, że ja bym chciała jakieś przykłady tego szanowani
                          > a, poza "niedupceniem" znaleźć. Jakieś. Jakiekolwiek. Bo jednak pan Adam Wieszc
                          > z swoich "dam" nie szarpał, nie podtapiał w miednicy z wodą zimną i gorącą...
                          >

                          Obawiam się, że długo będziesz szukać...
                    • greta_herbst Re: W wannie i w Lozannie 13.07.25, 09:38
                      > A to ja poproszę o przykłady tego szanowania Larwy jako partnerki, kobiety i w ogóle człowieka przez Nadszympansa.

                      Nawiązujemy tutaj to wypowiedzi Laury na temat Wolfganga, że "mnie Wolfi szanuje" co było odpowiedzią na czyjąśtam uwagę, która sugerowała że może zostawszy sam na sam z Laurą Wolfi będzie być może chciał zbliżenia. Nie pamiętam kto i jak dokładnie to wyraził, natomiast i Laura i Wolfgang byli już wtedy zdaje się dorosłymi, pełnoletnimi ludźmi, w wieku XXI. Ale Laura uważała, że chcieć seksu (zapewne przed ślubem, ale nie pamiętam, może chcieć seksu w ogóle?) oznacza nie szanować partnerki.

                      W tym sensie może i Nadszympans też ją szanuje, bo nic mi nie wiadomo, żeby przed ślubem chciał czynności seksualnych. Wystarczało mu wpychanie jej pod kran aż zaczynała piszczeć.
                      • kocynder Re: W wannie i w Lozannie 13.07.25, 10:04
                        Nienienie. Słowa o szanowaniu przez Wolfiego Larwa radośnie i empatycznie kieruje do zaciążonej nieślubnie Rurzy. Na zasadzie "mi taka hańba nie grozi, bo mnie Wolfi szanuje" (w podtekście "ty wpadłaś = Fryc cię potraktował jak ścierkę, jesteś puszczalska i łatwa").

                        "W tym sensie może i Nadszympans też ją szanuje, bo nic mi nie wiadomo, żeby przed ślubem chciał czynności seksualnych."
                        No ale mi właśnie chodzi o JAKIEKOLWIEK przykłady tego szanowania poza "nieseksualnością".
                        • greta_herbst Re: W wannie i w Lozannie 13.07.25, 10:12
                          > Nienienie. Słowa o szanowaniu przez Wolfiego Larwa radośnie i empatycznie kieruje do zaciążonej nieślubnie Rurzy. Na zasadzie "mi taka hańba nie grozi, bo mnie Wolfi szanuje"

                          Faktycznie! Znowu mi się wszystko pomieszało, dziękuję. Powinnam była wiedzieć, że tam nikt by sam z siebie nie zaczął żadnej rozmowy o żadnym seksie, gdzie ja głowę miałam.

                          > No ale mi właśnie chodzi o JAKIEKOLWIEK przykłady tego szanowania poza "nieseksualnością".

                          No jak to? Toż Pani szanowna się nie orientuje, jak się wyraża szacunek w Musieroversum? Ano, przez nierozmawianie z daną osobą (dyskrecja), przez jak najszybsze zawieranie prawnie wiążących umów (ślub), przez wiedzenie lepiej, czego dany człowiek potrzebuje, i wdrażanie mu tego w życie bez jego consentu (Milicja Borejko jako taka). Typ ją szanuje aż furczy!
                          • kocynder Re: W wannie i w Lozannie 13.07.25, 10:22
                            A tak poza musierowersum? Jakieś objawy szanowania Larwy prze nie-wieszcza, poza faktem, że jej nie przeleciał przedślubnie?
                            Bo ja nawet będąc zakompleksioną smarkulą na takie wykwity szacunku (szarpanie, podtapianie, (Excuse moi le mot) wdupiemanie mojego zdania na dowolny temat) bym zarządziła bezwarunkową ewakuację nie troszcząc się zbytnio o kierunek...
                            • tt-tka Re: W wannie i w Lozannie 13.07.25, 10:26
                              Nawet w musierowersum jedna panna uciekla od niego az do Australii. A moze nawet niejedna, tylko pozostale pan Gruszka przemilcza przez dyskrecje :)

                              a potem ustrzelil nasza Laurke...
                              • kocynder Re: W wannie i w Lozannie 13.07.25, 10:28
                                Spryciula! Ta co uciekła.
                        • tt-tka Re: W wannie i w Lozannie 13.07.25, 10:15
                          Jakiekolwiek, mowisz... no na przyklad nie idzie z zadnym Bodziem na piwo, a jesli przeklada towarzystwo pana Gruszki nad towarzystwo Larwy, to tylko dlatego, ze buduje domek dla w/w

                          Larwa ma porabane pojecia i potwornie zanizone standardy. I widzi milosc, szacunek etc w dzialaniach, przed ktorymi kazda z nas wialaby z krzykiem albo odwinela sie i strzelila tak, ze strzelony umarlby z glodu, nimby byl w stanie sie podniesc


                          Co do Jozinka - tego bystrego chlopca bystrosc niekiedy opuszcza, zwlaszcza w kluczowych momentach. Odprowadziwszy Trolle pod same drzwi "jakiejs poradni" nadal nie wie, co to za poradnia i na co dziewczyna choruje. A Larwa obchodzi go glownie wtedy, gdy udrecza swa bardzo dzielna i silna (jak na kobiete) matke, mogl nawet nie zarejestrowac, ze ona wychodzi lub nie zainteresowac sie, dokad i po co.

                          PS cwiczenia brzmia na ogol mniej zachwycajaco niz wystep, ale wyglada na to, ze Larwa w JT w ogole w domu nie spiewala.
                          • bupu Re: W wannie i w Lozannie 13.07.25, 13:40
                            tt-tka napisała:


                            > Larwa ma porabane pojecia i potwornie zanizone standardy. I widzi milosc, szacu
                            > nek etc w dzialaniach, przed ktorymi kazda z nas wialaby z krzykiem albo odwine
                            > la sie i strzelila tak, ze strzelony umarlby z glodu, nimby byl w stanie sie podniesc

                            Symptomatyczne, że obie Pyziakowny nie potrafią wyznaczać granic i myślą, że miłość polega na wyrzeczeniu się własnych potrzeb, by zamiast tego wpatrywać się z czcią w obiekt uczuć. Ciekawe dlaczego...
                            • tt-tka Re: W wannie i w Lozannie 13.07.25, 14:11
                              bupu napisała:


                              > Symptomatyczne, że obie Pyziakowny nie potrafią wyznaczać granic i myślą, że mi
                              > łość polega na wyrzeczeniu się własnych potrzeb, by zamiast tego wpatrywać się
                              > z czcią w obiekt uczuć. Ciekawe dlaczego...
                              >

                              Pytanie "dlaczego" jest, zakladam, retoryczne :)
                              • bupu Re: W wannie i w Lozannie 13.07.25, 14:35
                                tt-tka napisała:

                                > bupu napisała:
                                >
                                >
                                > > Symptomatyczne, że obie Pyziakowny nie potrafią wyznaczać granic i myślą,
                                > że mi
                                > > łość polega na wyrzeczeniu się własnych potrzeb, by zamiast tego wpatrywa
                                > ć się
                                > > z czcią w obiekt uczuć. Ciekawe dlaczego...
                                > >
                                >
                                > Pytanie "dlaczego" jest, zakladam, retoryczne :)
                                >
                                >

                                Słusznie zakładasz.
                        • ako17 Re: W wannie i w Lozannie 13.07.25, 10:55
                          kocynder napisała:

                          > Nienienie. Słowa o szanowaniu przez Wolfiego Larwa radośnie i empatycznie kieru
                          > je do zaciążonej nieślubnie Rurzy. Na zasadzie "mi taka hańba nie grozi, bo mni
                          > e Wolfi szanuje" (w podtekście "ty wpadłaś = Fryc cię potraktował jak ścierkę,
                          > jesteś puszczalska i łatwa").

                          Ja Wam, kumy, powiem, że Fryc, uwodzony przez Różę pośród lunet, no po prostu miałby ciężko, żeby nie ulec. Nie chodzi mi o to, że hormony w nim oszalały, bo on ich nie ma (a przynajmniej takich związanych z seksualnością), raczej o to, że odrzucenie jej awansów byłoby dla Róży chyba bardzo upokarzające.
                          Wyobrażacie sobie bycie w takich okolicznościach? Uwodzicie faceta, z którym jesteście w związku od lat, a on się ogania. Zatem, jeśli nie chęć zbliżenia, to przynajmniej jakaś podstawowa empatia wobec partnerki powinna w tej sytuacji zagrać. Więc ja tu Fryca rozumiem, ale o antykoncepcję to mogli zadbać.
                          I to raczej Róża, bo Fryderyk planów erotycznych nie miał.
                          Chyba żeby, wobec zdecydowanych ruchów swojej dziewczyny (o statusie narzeczonej chyba na tym etapie nie było już mowy, chociaż właściwie to nie wiem), wyrzekł był coś w rodzaju:
                          - Różo/ Pyziakówna, jak ci bardzo zależy, to ja owszem, ale należy zadbać bezpieczeństwo. Czy masz przy sobie gumę? Lub bierzesz jakieś tabletki?
                          Na co Róża, pełna ufności, odpowiada:
                          - Tak, Fryderyku. Mam gumę o smaku truskawkowym, tabletki również biorę - mając na myśli, oczywiście, gumę do żucia a tabletki na, nie wiem - wspomaganie trawienia?
                          - Wiesz, bo ja wyjeżdżam na stypendium, i żeby było bez niespodzianki.
                          - Wiem, że wyjeżdżasz i mam to wszystko, o czym powiedziałeś

                          A gdy przyszło co do czego i okazało się jaką to gumę Róża miała na myśli, to już było za późno, żeby wsiąść na rower i pojechać do najbliższego czynnego sklepu.



                          > No ale mi właśnie chodzi o JAKIEKOLWIEK przykłady tego szanowania poza "nieseks
                          > ualnością".
                          >
                          Ja nie widzę. Adam kompletnie nie traktuje Laury jako jednostki autonomicznej. On decyduje, kiedy ona się przeprowadzi, dokąd (czy oni uzgadniali ze sobą pomysł zamieszkania pośrodku plantacji? wielkość domostwa? codzienną logistykę?) jak ma wyglądać na ślubie i co ma być w ich związku ważne. Mianowicie ślub tak, strój ślubny nie.
                          I, o ile rozumiem zamysł ślubów skromnych i takiegoż wyglądu panny młodej, to jednak Laura miała zupełnie inny pomysł. Że dziwny i niepasujący do jej postaci, to inna sprawa.
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: W wannie i w Lozannie 06.07.25, 20:07
            tt-tka napisała:

            > Nie dosc ze chalturzy okazjonalnie, to i to robi gorzej niz byle jak. Wystep be
            > z choc jednej proby z akompaniatorem ??? Tak sobie ciotka uczennicy przyszla, p
            > olozyla panu muzykowi nuty na pianinie/fortepianie i dawaj spiewac ?
            >

            Kuzynka, za pozwoleniem! Nie popełniajmy takich samych błędów jak autorka (zrobiła ciotkę Łucji z Róży).
            • tt-tka Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 10:45
              Kuzynka, kuzynka. Cioteczna siostra tak naprawde, w skrocie ciotka :P
              zwlaszcza ze roznica wieku sugeruje raczej ciotke niz siostre :)
    • minerwamcg Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 16:06
      Jasny gwint za pozwoleniem! Od wczoraj tłucze mi się we łbie na wiadomą melodię "w wannie w Lozannie, kochaj mnie..."
      • bupu Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 18:47
        minerwamcg napisała:

        > Jasny gwint za pozwoleniem! Od wczoraj tłucze mi się we łbie na wiadomą melodię
        > "w wannie w Lozannie, kochaj mnie..."
        >

        W wannie, w Lozannie
        Kochaj mnie
        W lecie w szalecie
        Kochaj mnie
        Nad kiecką nie szlochaj
        Ale z całej siły kochaj!

        W chacie i w szmacie
        Kochaj mnie
        W farze i w garze
        Kochaj mnie
        Czy zal.czy radocha
        Ty mnie z całej siły kochaj!

        ...i masz być szczęśliwa, bo jak nie...
        • tt-tka Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 19:02
          Zima we Wilnie - kochaj mnie
          Latem w Kiejdanach - kochaj mnie
          czy miasto, czy wiocha
          ty mnie z calej sily kochaj

          Z Gruszka, bez Gruszki - kochaj mnie
          Mick* do poduszki - kochaj mnie
          W busie, w furgonetce
          kochaj i nie waz mnie lekce

          Wiosna w opryskach - kochaj mnie
          Zima w zmarzliskach - kochaj mnie
          jesienia czy latem
          kochaj, bo wybor masz zaden

          Myje czy czesze - kochaj mnie
          Cieknie po strzesze - kochaj mnie
          w iglakach czy sianie
          kochaj, to twoje zadanie

          *iewicz
          • bupu Re: W wannie i w Lozannie 07.07.25, 19:16
            tt-tka napisała:

            > Zima we Wilnie - kochaj mnie
            > Latem w Kiejdanach - kochaj mnie
            > czy miasto, czy wiocha
            > ty mnie z calej sily kochaj
            >
            > Z Gruszka, bez Gruszki - kochaj mnie
            > Mick* do poduszki - kochaj mnie
            > W busie, w furgonetce
            > kochaj i nie waz mnie lekce
            >
            > Wiosna w opryskach - kochaj mnie
            > Zima w zmarzliskach - kochaj mnie
            > jesienia czy latem
            > kochaj, bo wybor masz zaden
            >
            > Myje czy czesze - kochaj mnie
            > Cieknie po strzesze - kochaj mnie
            > w iglakach czy sianie
            > kochaj, to twoje zadanie
            >
            > *iewicz
            >


            🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣
          • la_felicja Re: W wannie i w Lozannie 08.07.25, 19:22
            W wianuszku drucianym kochaj mnie bom wybraaany
            • greta_herbst Re: W wannie i w Lozannie 08.07.25, 19:27
              la_felicja napisała:

              > W wianuszku drucianym kochaj mnie bom wybraaany

              Tiaaa. Wybrany... przez dziadka. Ja nie mogę z ną Neojeży czasami.
              • ako17 Re: W wannie i w Lozannie 08.07.25, 22:54
                greta_herbst napisała:

                > la_felicja napisała:
                >
                > > W wianuszku drucianym kochaj mnie bom wybraaany
                >
                > Tiaaa. Wybrany... przez dziadka. Ja nie mogę z ną Neojeży czasami.

                w tym koncepcie broni się jedynie to, że niby Laura się najpierw w typie zdalnie zakochała, dopiero potem okazało się, że chęci jej i dziadka są zbieżne. Dziadunio nie forsował swojej kandydatury wbrew uczuciom wnuczki.

                Grubymi nićmi szyte, oklepany stereotyp literacki. W samym cyklu wykorzystany chociażby w wątku fascynacji Idy Dorotką - Ida, jako ta najbardziej kochająca Gąbę siostra, wynalazła jej SuperSynową, ale kandydat do ręki nie zareflektował (i dobrze! i dobrze!), zatem się jej własnemu synkowi nadała. Ku ogromnemu zaskoczeniu strony "swatającej" okazało się, że młodzi chcieli dokładnie tego samego.

                Jej. Czytałam kiedyś, dziecięciem będąc taką książkę dla młodocianych. Rzecz traktowała o zrękowinach jakichś dwóch książąt piastowskich z jakimiś dwiema księżniczkami (a może to księżniczki były piastowskie - a młodzieńcy skądinąd?). Jakieś spore waśnie tudzież interesy rodowe (a może i narodowe) za tym stały i małżeństwa miały się stać przyczynkiem do nowej, historycznej współpracy.
                Jak raz, okazało się, iż młodzieńcy kiedyś już wcześniej panny zobaczyli (o ile pamiętam, jakoś na wodzie, w łodziach na rzece chyba się mijali) i uznali, że to te właśnie chcą za żony.

                Po pierwsze, to mi właśnie przypomina tę chęć poznania, a następnie poślubienia NaszegoPanaPolonisty przez Laurę, oczyma Ignacego Borejki.

                Po drugie, ma ktoś jakieś pojęcie, co to była za książka?
                Jeszcze tylko mogę przytoczyć imię jednej z księżniczek: Konstancja jej było (ale nie na 100%), oraz, że jedna miała trochę za długi nos. Możliwe, że to była jedna i ta sama. A może jedna miała na imię Konstancja, a druga miała troszkę długi nosek.
              • la_felicja Re: W wannie i w Lozannie 10.07.25, 18:48
                Nie no, zaraz, sama go przecież wypatrzyła w tłumie i polączyła się złotymi nićmi
                "kochaj mnie bom złotą nicią do ciebie przywiązany" byłoby trochę za długie
                • greta_herbst Re: W wannie i w Lozannie 10.07.25, 21:03
                  la_felicja napisała:

                  > Nie no, zaraz, sama go przecież wypatrzyła w tłumie i polączyła się złotymi nićmi
                  > "kochaj mnie bom złotą nicią do ciebie przywiązany" byłoby trochę za długie

                  Masz rację. Tak sobie tylko narzekam, bo raz na jakiś czas mi się przypomina do jakiego stopnia ci dziadkowie ingerują w życie wnuczek w XXI wieku i trochę mi wtedy mdło.
                • bupu Re: W wannie i w Lozannie 11.07.25, 01:14
                  la_felicja napisała:

                  > Nie no, zaraz, sama go przecież wypatrzyła w tłumie i polączyła się złotymi nić
                  > mi
                  > "kochaj mnie bom złotą nicią do ciebie przywiązany" byłoby trochę za długie


                  Kochaj mnie bom znicieniowaaaaaanyyyyyy!
                  • ako17 Re: W wannie i w Lozannie 11.07.25, 09:23
                    bupu napisała:


                    >
                    > Kochaj mnie bom znicieniowaaaaaanyyyyyy!
                    na złoto
                    • greta_herbst Re: W wannie i w Lozannie 12.07.25, 12:19
                      >> Kochaj mnie bom znicieniowaaaaaanyyyyyy!
                      > na złoto

                      Ta złota nić nieodmiennie kojarzy mi się z operacjami plastycznymi, podnoszeniem biustu i zmarszczek, i zaczynam sobie wyobrażać Fidelisa jako gościa w kryzysie wieku średniego, który udaje młodego nauczyciela i żeni się z chowaną w sztucznej atmosferze XIX wieku ("pakowane w atmosferze ochronnej" lol) panną, żeby nie znała świata, życia i mężczyzn i nie potrafiła tego dostrzec. Połowa dochodów Daglezji idzie na jego operacje plastyczne.
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: W wannie i w Lozannie 09.07.25, 12:09
      Ciekawe w sumie czym Laura by się zajmowała, gdyby MM nie odpalił się pomysł ze śpiewem? W czym by ją widziała? Może ten śpiew wziął stąd, że autorka nie miała na przyszłość tej postaci żadnego pomysłu i, przypomniawszy sobie jasełka z Noelki, uruchomiła "protokół awaryjny"?

      Pytanie czy taki zabieg był konieczny. Posiadanie jakiejś pasji czy hobby pomaga w wyborze przyszłej kariery, ale nie jest niezbędne - istnieje przecież masa ludzi, którzy nie mieli żadnych konkretnych zainteresowań, a gdzieś ich przyjęto i z czegoś żyją. Po wycięciu motywu śpiewaczego, Laura mogłaby składać papiery na określone kierunki z naprawdę różnych powodów - bo perspektywy, bo pieniądze, bo jest w czymś dobra (choć niekoniecznie jest to jej pasją), bo łatwo się dostać, bo w rodzinie to był popularny kierunek, więc przynajmniej będzie w temacie...
      • tt-tka Re: W wannie i w Lozannie 09.07.25, 12:46
        W sumie spiewem to ona tez nie za bardzo sie zajmuje... wyrywkowo, dosc przypadkowo, bez wyboru, bez namyslu nad tym, co i po co...
        ktosia juz to napisala, Larwa wydaje sie inna niz Roza, a naprawde sa dosc podobne, bez zainteresowan, bez pasji, bez pracy (sporadyczne wystepy bez codziennych cwiczen i biegania za angazami to nie praca imo), obie przy mezu i w zasadzie to je okresla
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: W wannie i w Lozannie 09.07.25, 13:56
          tt-tka napisała:

          > W sumie spiewem to ona tez nie za bardzo sie zajmuje... wyrywkowo, dosc przypad
          > kowo, bez wyboru, bez namyslu nad tym, co i po co...
          > ktosia juz to napisala, Larwa wydaje sie inna niz Roza, a naprawde sa dosc podo
          > bne, bez zainteresowan, bez pasji, bez pracy (sporadyczne wystepy bez codzienny
          > ch cwiczen i biegania za angazami to nie praca imo), obie przy mezu i w zasadzi
          > e to je okresla
          >

          I jest zaskakująco spójne ze sposobem jaki zostały, ekhem, wychowane (wiem, za mocne słowo). W duchu "uczep się rodziny i żeruj na niej jak najdłużej, to będziesz ustawiona na całe życie".
          I w ogóle, czy tylko ja mam wrażenie, że rodzina w ogóle nie dbała o rozwój intelektualny Pyziakówien? Znaczy wiadomo, tam każde dziecko jest zaniedbane. Ale w niektóre inwestuje się bardziej (że nieudolnie, to inna sprawa) - z IGSa robią geniusza i od urodzenia obrzucają cyrklami i słownikami, Łuśkę chwalą za jej gramatycznego fioła, Jożin jest typowany na mężczyznę roku ze swoim prawem piąchy... A Pyziakówny nie mają niczego, w czym byłyby dobre, za co byłyby podziwiane. Nieważne na jakie studia pójdą, czy w ogóle je skończą, najważniejsze, żeby znalazły sobie dobrych mężów. A jak nie, to niech siedzą cicho, parzą herbatkę i nie ranią swojej biednej matki.
          To mi przypomina średniowieczny, tudzież nowożytny model rodziny, gdzie jest tyle dzieci, że niektóre są właściwie zbędne i najważniejsze jest jak najszybsze pozbycie się ich z domu, albo chociaż "unieszkodliwienie" (żeby nie rościły sobie pretensji do majątku, sukcesji, itd.). Córki nędznego Pyziaka z maturą idealnie wpasowują się w tę rolę.
          • przymrozki Re: W wannie i w Lozannie 09.07.25, 17:43
            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

            > z IGSa robi
            > ą geniusza i od urodzenia obrzucają cyrklami

            Cyrkle to akurat Ignaś ma używane, po Laurze.

            W ogóle mam wrażenie, ze to zostawienie dzieci samych sobie, niech się plączą pod nogami, byle cicho, to właściwie dotyczy wszystkich dzieci Gaby.
      • bupu Re: W wannie i w Lozannie 09.07.25, 14:02
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > Ciekawe w sumie czym Laura by się zajmowała, gdyby MM nie odpalił się pomysł ze
        > śpiewem? W czym by ją widziała?

        Przypomnę, że w CP Larwa decyduje się ostatecznie iść na polonistykę. Śpiew operowy objawił się ni z gruchy ni z pietruchy w Sprężynie.
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: W wannie i w Lozannie 09.07.25, 14:13
          bupu napisała:

          > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
          >
          > > Ciekawe w sumie czym Laura by się zajmowała, gdyby MM nie odpalił się pom
          > ysł ze
          > > śpiewem? W czym by ją widziała?
          >
          > Przypomnę, że w CP Larwa decyduje się ostatecznie iść na polonistykę. Śpiew ope
          > rowy objawił się ni z gruchy ni z pietruchy w Sprężynie.

          Ta poLOLnistyka też - bo nasza diva miała chwilową zajawkę na Mickiewicza w Śmiełowie. A wcześniej nie dostała się na inne gruszno-pietruszne kierunki.
          • bupu Re: W wannie i w Lozannie 09.07.25, 20:56
            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

            > bupu napisała:
            >
            > > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
            > >
            > > > Ciekawe w sumie czym Laura by się zajmowała, gdyby MM nie odpalił s
            > ię pom
            > > ysł ze
            > > > śpiewem? W czym by ją widziała?
            > >
            > > Przypomnę, że w CP Larwa decyduje się ostatecznie iść na polonistykę. Śpi
            > ew ope
            > > rowy objawił się ni z gruchy ni z pietruchy w Sprężynie.
            >
            > Ta poLOLnistyka też - bo nasza diva miała chwilową zajawkę na Mickiewicza w Śmi
            > ełowie. A wcześniej nie dostała się na inne gruszno-pietruszne kierunki.

            Ta psychologia to dla podkreślenia jej czarnoowczosci, przecie w J psychologowie to Zuo 666. Śpiew estradowy ma jakieś uzasadnienie, wątłe bo wątłe ale jednak, ostatecznie coś tam piała z Oracabessami, coś tam z tym konkursem piosenki francuskiej... Cienkie to jak pośladki węża, ale lepsze niż zajawka na Micka. Natomiast dziennikarstwo i opera są najdoskonalej bez sensu.
            • przymrozki Re: W wannie i w Lozannie 10.07.25, 08:50
              bupu napisała:

              > Nat
              > omiast dziennikarstwo i opera są najdoskonalej bez sensu.

              Podejrzewam, że to nawiązanie do ankiet Borejko Station.

              Natomiast sam zestaw kierunków jest do obrony jako standardowy wybór osoby, która wie na pewno, że chce studiować, nie ma konkretnej wizji co, a w rachubę wchodzą tylko studia nietechniczne i nieścisłe. Za moich czasów na tej liście byłaby jeszcze politologia i stosunki międzynarodowe.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka