lucerka78
09.03.12, 06:08
nie moje dziecko a ja.
Wlasnie jestem razem z grupa przyjacol mojego chlopaka i oczywiscie razem z nim na drugim koncu swiata i nie wiem jak sie zachowac. Wpadlam w jakiegos klina.
Dzien wyglada tak, ze ja wstaje o 10...oni o 14. Jestem w hotelu oddalonym od plazy i innych atrakcyjnych miejsc i kurna nie wiem co mam robic tutaj! Chlop spi wiec starajac sie go nie obudzic nie moge uzywac pokoju, zapalic swiatla czy odslonic zaslon (slonce). Na zewnatrz jest strasznie goraco i wilgotno.
Jesli pojade do miasta sama i nie wroce przez pare godzin on bedzie mial pretesje....czyli musze czekac za pan sie obudzi.
Grupka zbiera sie zazwyczaj kolo popoludnia i zaczyna drinkowac. Po okolo tygodniu drinkowania mam juz dosc, chce sie wyspac i odpoczac od imprez. Wszyscy wokol mnie pija i zartuja a ja siedze "nabzdyczona" bo kurna ich pijane zarty mnie nie smiesza.
Moj pan jest dla mnie oschly ale jak przyjaciele zadzwonia nagle okazuje sie byc dla nich we wspanialym humorze.
Poza tym wszyscy tu mowia po angielsku i po francusku. Poniewaz wiekszosc grupy jest z Francji, uzywaja raczej francuskiego...a ja nie mowie po francusku na tyle zeby strzelac zartami...
Jestem w jakiejs dziwnej sytuacji i niestety nie moge wyjechac wczesniej.
Powiedzcie mi cos...