Wczoraj odebrałam wyniki z przychodni.
Miałam biopsję piersi, materiał poszedł do badań.
Miałam zadzwonić w środę, czy są wyniki, zadzwoniłam, pani rejestratorka powiedziała, że
są, jaki wynik mi nie powie, bo nie zna łaciny.
No to poszłam wczoraj, nawet przez chwilę nie myślałam, ze coś będzie źle, może dlatego, że miałam już dwie biopsje, w 2008 i w 2011 i pisało tylko - obraz odpowiada torbieli.
Pani mi wyniki dała, poszłam sobie do domu, wpisuję w google "cellulae carcinomatosae" no i k...wychodzi komórki rakowe.
Wczoraj chyba to do mnie nie jeszcze doszło, ale już w nocy o 3 obudziłam chłopa, bo nie mogłam spać.
Teraz siedzę sama w domu i powoli wpadam w panikę. Do tego mam gonitwę myśli i nie wiem co robić. Czy wyjść szybko za mąż po 13 latach udanego konkubinatu i polecieć na safarii do Kenii, czy spalić głęboko ukryte listy byłych, by nikt nie przeczytał, czy przeprosić tych, których kiedyś skrzywdziłam, albo zadzwonić do tych, o których ciągle myśle, że mam jeszcze czas zadzwonić, czy zrobić dobry obiad albo nic nie robić i zamówić pizzę, czy poukładać ciuchy w szafIe albo czy powycierać wreszcie z kurzu szafki kuchenne na górze.
Dobra, kończe, nie lubie się wybebeszać, ale dziś to robię. I wiecie co, nawet fajnie się z tym czuję.
To drogie e-mamy, nie mam nałogów, prócz jednego - e-mamy właśnie. Siedzę tu już parę lat. Wiem, za często nie piszę, znana nie jestem, ale lubie czytać, choć czasem sama nie wiem czemu

Serdecznie ściskam was wszystkie, niektóre bardziej

I trzymajcie za mnie kciuki