karolinki_mama
01.04.12, 12:06
Nie wiem od czego zacząć, moze od tego, że często Was podczytuję, piszecie o różnych sprawach, potraficie pomóc , doradzić. Ja potrzebuję takiej pomocy od Was, wsparcia, doradzenia co robić.
Mam 32 lata, córkę 2 letnią, z mężem jesteśmy 3 lata po ślubie, znamy się 7-8 lat, już nie pamieam. Mąż ma trudny charakter, czasami mam wrażenie, że jest strasznie niedojrzały emocjonalnie, innym razem, ze jest bardzo dojrzały, większość poważnch decyzji dotyczących naszego życia jest przez niego przemyslana i dobra. Potrafi też sobie poradzić w trudnej sytuacji - 2 miesiące temu złamałam poważnie nogę, bez niczyjej pomocy opiekował sie dzieckiem, gotował obiady, sprzątał itd. Ma też wspaniały kontakt z naszą córką, od początku jak się urodziła mogłam bez problemu wyjść gdziekolwiek wiedząc , że on zajmie się nią na 500%, do tej pory codziennie wieczorem razem ją kąpiemy, często jej czyta bajki do snu, bawi sie z nią (a nie tylko pilnuje żeby nie zrobiła sobie krzywdy) uważam że akurat ojcem jest dobrym, nie mogę mu tego zarzucić.
Niestety, mąż jest bardzo nerwowy, potrafi nawrzeszczeć z byle powodu na kazego, jeśli coś nie idzie po jego mysli.
W środę mąż był na parapetówie u sąsiadów (mieszkamy w nowym bloku, dopiero wszyscy sie wprowadzają - poszedł się niby zapoznać z sąsiadami, oczywiście sami faceci), na parapetówę poszedł o 2.00, wrócił o 7.00 rano kompletnie zalany. Jeśli chodzi o alkohol to u mnie w domu nie piło się alkoholu, chyba, że wino do obiadu. Jestem na tym punkcie wrażliwa, jak widzę męża lekko podciętego to mnie szlag trafia, wygląda obleśnie i belkocze. Tej nocy dzwoniłam do niego ok.4 rano, potem wyłączył telefon. W ostatnim pół roku takie imprezy były ze 3 . I do rzeczy. Otóz jak przyszedł o tej 7.00 to nw ubraniu położył się nas kanapę i śpi. Koło 10.00 chciałam wyjść po zakupy na śniadanie i obiad, mała ma katar, więc chciałam, żeby on poszedł bo przecież nie zostawię jej z pijanym. zaczęłam szarpać męża, oczywiscie był bezwładny, zaczełam więc go walić w twarzy i szczypać, tak mnie poniosło, ze przy okazji zwyzywałam go od ch.. i tak dalej (wstyd mi). Na to on sie przebudził i mówi że jak nie przestanę to wstanie do mnie i mnie przywoła do porządku. Na mnie to podziałało jak płachta na byka i znów powiedziałam mu że go nie nawidzę, że jest obleśny itd. Wstał, uderzył mnie raz w twarz otwartą ręka i dwa razy przez głowę. Nie zadzwoniłam na policje, bo nie ma śladu. Mała tego nie widziała i nie słyszała, oglądała bajkę. Choć tyle dobre.
Co ja mam teraz zrobić? Mężowi zdarzało się mnie szarpnąć ale nigdy uderzyć, jeśli dochodzi między nami do awantur to zawsze po pijanemu. On niby obiecuje że nie będzie pił ale widocznie nie zależy mu na mnie i ma to w d... przy następnej okazji.
Są dwa rozwiązania, rozwód i terapia.
Rozwód - najchętniej bym sie zdecydowała ale jestem katoliczką, nie mieści sie to w mojej głowie, ale jeśli nie będzie innego wyjścia to się zdecyduje,. Szkoda mi też dobrego kontaktu męża z córką.
Terapia - po pierwsze, mąż nie pójdzie bo on nie widzi problemu, twierdzi że to ja go doprowadzam do takiego stanu. Ok, mam trudny charakter ale nic nie usprawiedliwia przemocy. Po drugie nie wiem czy mam ochotę ciągnąć to dalej. Tyle już złego było w tym małzeństwie, że nie wierzę że cokolwiek pomoże. Najchętniej bym odeszła od męża i zaczęła nowe życie gdzie indziej. Mam dobrą pracę, własne drugie mieszkanie (na razie satam lokatorzy, ale to nie problem za jakis czas).
Potrzebuję rady....
Pomózcie.