gocha71
16.06.04, 16:14
Do umieszczenia tego wątku zainspirowal mnie post bebejot "niebezpieczni
dziadkowie", a dokladniej niektóre odpowiedzi wielu emam. Zabierałam głos w
tej dyskusji, ale sparawa jest dla mnie powazniejsza, więc pozwalam sobie
potraktować ją dokladniej. Generalnie chodzi mi o to, że dziadkowie maja
pewne obowiązki wobec swoich wnuków i oczywiście prawa, ale ja skupię się na
obowiązkach.
1. Oczywiście nikt nie ma prawa oczekiwać, że dziadkowie przejmą pełną opiekę
nad wnukami, jeżeli nie mogą lub po prostu nie chcą. Mają prawo do swojego
życia, swoich planów - żeby to było jasne.
2. Jednak dla mnie jest nienormalną sytuacja, kiedy dziadkowie mieszkają w
tym samym mieście, a nie mają czasu zająć się wnukami co jakiś czas, np.
raz na tydzień czy dwa tygodnie na 2-3 godziny. Czy to naprawdę duże
wymagania? A tak jest niestety w praypadku moich teściów. Oczywiście
widują wnuki, kiedy do nich przyjdziemy, ale wziąć je na spacer, na plac
zabaw, czy po prostu do siebie - marzenie sćiętej głowy. A dlaczego jest
to dla mnie ważne?
a) jak dziadkowie mają nawiązać dobre i głębokie więzi z wnukami, jeżeli nie
uczestniczą w ich życiu?
b) jak dzieci mają nauczyć się, że są jescze inni dorośli w ch życiu oprócz
rodziców, którzy też je kochają, mogą im wiele przekazać?
c) czy głęboka miłość wnuków do dziadków może rozwinąć się podczas
okazjonalnych wizyt czy świąt?
3. Pomoc dziadków (a raczej jej brak) jest też ważna dla mnie i dla mojego
męża. Dlaczego?
- praktycznie nie mamy możliwości wyjść gdzieś tylko we dwoje, a przecież
jest to ważne dla funkcjonowania związku dwojga ludzi,
- nie jestem perpetum mobile i po prostu potrzebuję co jakiś czas wytchnienia
dla swojego zdrowia psychicznego i fizycznego - nie mam tego niestety i
wiem jak czuje się człowiek w stanie permanentnego przemęczenia.
4. Owszem, sporadycznie teściowie zabierają starszego syna ze sobą na weekend
w góry (buduja tam dom), ale i tak zostaje mlodsza córa (choć jedno
dziecko to nie dwoje). Jednak pojawiają się tam podobne problemy, jak u
bebejot: jeden wielki plac budowy!!! Zero miejsca do zabaw dla dzieci!!!
Syn radzi sobie dobrze, ma 5 lat, bałagan i budowa to dla niego atrakcja,
ale teściowa nie rozumie, dlaczego rzadko przyjeżdżamy z młodszą córą (1,5
roku)...
5. Kiedy jadę na dłuższy pobyt do moich rodziców "beszczelnie" oczekuję
pomocy moich rodziców, że zajmą się dziećmi godzinę albo dwie podczas
dnia. I tak jest dla mnie dużym odciążeniem, że nie mam całego domu na
głowie, choć oczywiście pomagam w codziennych obowiązkach na ile mi mama
pozwoli. Oczywiście dzieci mają do dyspozycji bezpieczny ogrod z
huśtawkami (są trzy - po jednej dla każdego wnuka), piaskownicę i
zjeżdżalnię, które powstawały stopniowo w ramach możliwości i chęci mojego
taty, a nikt go do tego nie zmuszał.
Reasumując: uważam, że my rodzice mamy prawo oczekiwac pomocy od dziadków, bo
bez tego często nie dajemy sobie rady!!! to nie jest żaden egoizm czy
lenistwo, ale normalne ludzkie prawo do pomocy ze strony bliskich. To prawo
działa oczywiście w drugą stronę. Ile z was może pozwolić sobie na opłacenie
opiekunki, aby wyjść do kina czy do lekarza? Dla ilu z was jest to problem?
Więc skończmy z nagonką na rodziców rozgoryczonych obojętnością dziadków. Bo
na tej obojętności, albo miłości często na pokaz, tracą przede wszystkim
nasze dzieci, pozbawione serdecznych i bliskich relacji z dzadkami.
Uff, trochę długie, ale musiałam się wygadać,pozdrawiam, Gocha.