-Podobny wątek już powstał wcześniej, ale przy moim pośpiechu nie wybrałam
odpowiedniego tytułu. (był chyba zbyt „pobożny”

Dzięki dyskusji na forum, o usunięciu ciąży, zaczęłam analizować ten temat
dogłębnie.
Do tej pory nie miałam tak naprawdę określonego zdania, ponieważ jest to
bardzo trudny temat.
Ale czy nie określenie swoich poglądów, nie stawia nas automatem po którejś
stronie?
Dzięki min. hancik5 zaczęłam szukać informacji w Internecie, bardziej dla
użycia ich w formie argumentów niż dla własnej wiedzy! (wydawało mi się że
już wszystko wiem, bo czegóż można oczekiwać więcej po obejrzeniu stron o
aborcji)
I to co znalazłam zaskoczyło mnie bardzo!
Np. nie wiedziałam, że do produkcji szczepionek wykorzystuje się ciała
abortowanych dzieci.
A w Chinach wykorzystuje się je do….. naprawdę ohydnych rzeczy…brrr. (nie
będę o tym pisała sami sobie przeczytajcie)
Sądzę aborcja, która jest z gruntu zła rzeczą nie może być zalegalizowana
przez prawo! ( pomimo tego że, jest ona uprawiana w podziemiach)
Zamierzam namolnie podciągać ten wątek ,co jakiś czas, nowymi tematami.
Zapraszam też was do wklejania znalezionych stron.
Po to, żeby osoba, która wrzuci na przeglądarkę hasło aborcja…mogła
przeczytać te wszystkie informacje.
I jeszcze jest jedna rzecz, która mnie irytuje, teksty w stylu …mój brzuch,
nikt nie ma prawa decydować o Nim.
Ale czy bierzecie pod uwagę, że w tym wszystkim bierze udział również osoba
trzecia. A mianowicie lekarz!
On też staje się ofiarą!
On też może mieć traumę!
Miłej lektury!
Cywilizacja aborcji
Przez wiele lat dr Adaäević był przekonany, że aborcja jest zabiegiem
chirurgicznym podobnym do wycięcia ślepej kiszki
Adaäević zapamiętał ten dzień na całe życie. Był studentem medycyny i w
pokoju lekarskim porządkował kartoteki. Siedział w kącie nad papierami, a w
pomieszczeniu zaczęli zbierać się ginekolodzy. Nie zwracając uwagi na
przycupniętego z boku studenta, opowiadali o różnych przypadkach ze swej
praktyki.
Doktor Rado Ignatović wspominał pewną ciężarną pacjentkę, która przyszła, by
usunąć swoje dziecko. Aborcja się nie udała, bo ginekolog nie potrafił
podwinąć szyjki macicy. Gdy lekarze zaczęli opowiadać o dalszych losach
kobiety, przysłuchujący się im Stojan zdrętwiał. Nagle zrozumiał, że
dentystka z pobliskiej przychodni, o której rozmawiają mężczyźni, to jego
matka.
- Ona już nie żyje, ale ciekawe, co się stało z dzieckiem, które chciała
usunąć - zastanawiał się jeden z ginekologów.
Stojan nie wytrzymał: - To ja jestem tym dzieckiem - powiedział wstając. W
pokoju zapadła cisza, a po chwili lekarze jeden po drugim zaczęli wychodzić.
Wiele razy przez następne lata doktor Adaäević będzie wracał myślami do
tamtego wydarzenia. Zrozumiał jasno: żyje tylko dlatego, że lekarz spartaczył
aborcję. On sam nigdy by takiej fuszerki nie odstawił. Nieraz trafiały do
niego kobiety, którym nie można było podwinąć szyjki macicy, ale zawsze dawał
sobie radę z tym problemem. Był w końcu lekarzem, który w Belgradzie
najlepiej wykonywał aborcje. Szybko prześcignął w tym fachu swojego mistrza,
doktora Ignatovicia, którego niekompetencji zawdzięczał życie.
- Tajemnica sukcesu tkwi w tym, by wytrenować dłoń częstymi zabiegami - mówi,
cytując po niemiecku przysłowie: "Übung macht Meister" (ćwiczenie czyni
mistrza). Wierny tej maksymie, wykonywał dziennie po dwadzieścia, trzydzieści
aborcji. Jego rekord dnia wynosił trzydzieści pięć. Dziś ma problem, by
określić, ile aborcji przeprowadził w ciągu dwudziestu sześciu lat
praktykowania. Proponuje wypośrodkować pomiędzy 48 a 62 tys.
Przez wiele lat był przekonany, że aborcja - jak uczono na wydziałach
lekarskich i pisano w podręcznikach - jest zabiegiem chirurgicznym podobnym
do wycięcia ślepej kiszki. Różnica polega tylko na usunięciu innego organu z
ciała kobiety - raz jest to kawałek jelita, innym razem tkanka ciążowa.
Wątpliwości zaczęły pojawiać się w latach osiemdziesiątych, kiedy do
jugosłowiańskich szpitali sprowadzono ultrasonografy. Wtedy na ekranie USG
Adaäević pierwszy raz zobaczył to, co do tej pory było dla niego niewidoczne -
wnętrze kobiecego łona i żywe dziecko, ssące palec, ruszające nogami i
rękoma. Zazwyczaj chwilę potem kawałki tego dziecka leżały obok niego na
stole.
- Patrzyłem, ale nie widziałem - wspomina dziś. - Wszystko zmieniło się, od
kiedy zaczęły nawiedzać mnie sny.
Sen doktora Adaäevicia
Właściwie był to jeden sen, ale powtarzał się każdej nocy, dzień w dzień,
tydzień w tydzień, miesiąc w miesiąc.
Śniło mu się, że idzie po rozświetlonej słońcem łące, wokół pełno pięknych
kwiatów, latają kolorowe motyle, jest ciepło i przyjemnie, jego jednak dręczy
jakieś niepokojące uczucie. W pewnym momencie łąka zapełnia się dziećmi,
które biegają, grają w piłkę, śmieją się. Są w różnym wieku, od trzech,
czterech lat do około dwudziestu. Wszystkie są niezwykle piękne. Twarze
jednego chłopca i dwóch dziewczynek wydają mu się dziwnie znajome, ale nie
może sobie przypomnieć, skąd je zna. Próbuje rozmawiać z dziećmi, a wtedy
one, dostrzegając go, zaczynają w przerażeniu uciekać i krzyczeć. Wszystkiemu
przygląda się człowiek w czarnym ubraniu, przypominający mnicha. Nie mówi
nic, tylko patrzy przenikliwie.
Każdej nocy Adaäević budził się przerażony i do rana nie mógł zasnąć. Nie
pomagały zioła ani środki nasenne.
Pewnej nocy we śnie zaczął gonić uciekające dzieci. Jedno udało mu się
złapać, a wtedy zaczęło ono przeraźliwie krzyczeć: "Ratunku! Morderca!
Ratujcie mnie od mordercy!". W tym momencie ubrany na czarno człowiek niczym
orzeł sfrunął w kierunku Adaäevicia, wyrwał mu dziecko z rąk i uciekł. Doktor
obudził się, serce waliło mu jak młot. W pokoju było zimno, a on był
rozgrzany i spocony. Rano postanowił pójść do psychiatry. Ponieważ nie było
wolnych terminów, zapisał się na następny dzień.
Gdy nadeszła noc, zdecydował, że we śnie podejdzie do "czarnego człowieka" i
zapyta go, kim jest. Tak też zrobił. Zagadnięty nieznajomy
odpowiedział: "Moje imię i tak ci nic nie powie". Kiedy jednak doktor upierał
się, tamten odpowiedział: "Nazywają mnie Tomaszem z Akwinu". Jego imię
rzeczywiście nic nie mówiło Adaäeviciowi. Słyszał je po raz pierwszy.
Człowiek w czerni kontynuował: "A dlaczego nie zapytasz, kim są te dzieci?
Nie poznajesz ich?". Kiedy lekarz zaprzeczył, Tomasz
odpowiedział: "Nieprawda. One ciebie znają bardzo dobrze. To są dzieci, które
ty zabiłeś podczas aborcji". "Jak to? - zaprzeczył Adaäević. - Przecież one
są duże, a ja nigdy nie zabijałem narodzonych dzieci". "To nie wiesz, że tu,
w eschatonie, po drugiej stronie, wszystkie dzieci rosną?" - zapytał Tomasz.
Doktor nie dawał za wygraną: "Przecież nie zabiłem dwudziestoletniego
człowieka". Tomasz odpowiedział: "Zabiłeś go dwadzieścia lat temu, kiedy miał
trzy miesiące".
I wtedy nagle Adaäević przypomniał sobie, do kogo jest podobny ten
dwudziestoletni chłopak i te dwie dziewczynki - do jego bardzo dobrych
znajomych, którym przed laty robił aborcje. Chłopiec wyglądał tak jak w
młodości jego ojciec, bliski przyjaciel Adaäevicia; jego żonie zrobił aborcję
właśnie dwadzieścia lat temu. W twarzach dziewczynek doktor rozpoznał rysy
ich matek, z których jedna była jego kuzynką.
Kiedy obudził się, postanowił, że nigdy w życiu nie dokona aborcji.
Trzymałem w ręku bijące serce
W szpitalu czekał na niego kuzyn z dziewczyną. Mieli umówiony termin aborcji.
Ona była w czwartym miesiącu ciąży i chciała usunąć swoje dziewiąte z kolei
dziecko. Adaäević odmówił, jednak kuzyn namawiał go tak długo i namolnie, że
w końcu ustąpił: - No dobrze, ostatni raz w życiu.
Na ekranie USG widział wyraźnie profil dziecka i ssanie palca. Rozszerzył
macicę, włożył kleszcze, chwycił nimi coś i wyciągnął. Spojrzał i zobaczył,
że trzyma w nich małą rączkę. Położył ją na stole, ale w taki sposób