...czyli jak to lolinka rekrutuje lektorów do szkoły językowej.
Ogłoszenie (miasto-powiat) dałam 2 tyg temu. Rozpuściłam wici wszędzie, gdzie się dało, ogłoszenie poszło co najmniej 4 kanałami, specyficznymi dla branży i lokalizacji. Wymagania jasno sprecyzowane, konkretne, nietrudne do spełnienia (wykształcenie kierunkowe, doświadczenie w pracy z konkretną grupą wiekową, zainteresowanie i brak lęku przed kompem i szeroko rozumianymi multimediami). No i uwaga pod koniec: proszę o przesłanie CV oraz kilku nieformalnych słów o sobie (nie w postaci standardowego listu motywacyjnego) na adres: blablabla
I dostaję - uwaga - CV panny bez doświadczenia, panna anglistka nie wie jak się opisuje biegłość językową (pisze zaawansowany, średnio zaawansowany, gdzie od 2004 się trąbi o CEF i ichnich poziomach...), do tego wkleja na koniec CeVałki zdjęcie.... całej siebie, w szortach, z podkreśleniem takich atutów jak nogi, długie włosy i biust (no, poczułam się molestowana tą fotką

). Wisienką na torcie jest list motywacyjny - chyba żywiec z którejś z form dostępnych w necie, gdzie tylko w pierwszym akapicie znalazłam jedno zdanie, które pani napisała od siebie....
Za-łam-ka, a w tamtym rejonie brak pracy podobno, hłe hłe hłe... i z tamtego rejonu do mnie dziewczątka piszą nieraz, że och i ach, a jakim cudem ja (po uczelni miejscowej) się wybiłam, a one biedne nie mogą i nikt im szansy nie chce dać...
Wrrr oraz grrrr.