kub-ma
19.07.12, 20:35
Pzreczytałam właśnie artykuł
spoleczenstwo.newsweek.pl/singlizm---wolnosc-czy-zyciowy-dramat,94033,1,1.html
Pojawia się tam taka wypowiedź
" Towarzyskie wykluczenie przychodzi z wiekiem – mówi pisarka i autorka scenariuszy. Nim dobiła do trzydziestki, wychodziła na miasto ze znajomymi. Ale później zaczęło się parowanie: ten z tą, tamta z tamtym, pojawiły się dzieci. Imprezy przeniosły się do domów i niepostrzeżenie przestano ją zapraszać. Koleżanki dzwonią tylko wtedy, gdy planują „babskie” spotkanie."
I naszła mnie taka refleksja: mam wsród znajomych singielki i singli i nigdy nie zostali oni poza kręgiem zainteresowań tylko dlatego, że nie mają partnera, czy dzieci. Nadal utrzymujemy kontakt. Natomiast mam znajomych, z którymi rozluźniły się więzi mimo tego, że są w związkach czy mają potomstwo.
Może to rozluźnienie więzów między singlami a tymi sparowanymi następuje nie dlatego, że nie pogadają o pieluchach, tylko dlatego, że obie strony przechodzą jakieś przemiany rozłożone w czasie i juz nie jest im po drodze?