Witam,
napewno nie ja jedna jestem w takiech sytuacji więc liczę na to, ze moze ktos mi doradzi..
Od prawie 2 lat nie mieszkam z mężem (toczy się sprawa rozwodowa z jego winy - alkohol, brak zainteresowania rodziną, zdrada). Wychowuję 4 letnią córeczkę. Podczas sprawy sądowej w lutym tego roku Ojciec otrzymał 3 dni w miesiącu widzenia się z małą(prosił o raz w tygodniu). Od lutego do konca lipca był u niej 4 razy. Z platnosciami tez jest roznie - raz placi, raz się spoznia po ok 3 tygodnie, rozklada sobie platnosci w raty. Doszło tez do tego ze na atrakcje dla dziecka brał pieniądze ode mnie. Z reguly nie odbiera telefonow, sam "nie ma z czego" dzwonic, nie pyta o dziecko, totalnie się nim nie interesuje. Często przekładał spotkania, skracał godziny pobytu u córki, dostawałam podczas spotkań np sms "Wykończyła mnie nie tylko fizycznie". Dodam, ze od ponad pol roku Ojciec naszej corki związany jest z kobietą, ktora posiada 3 dzieci. Córka powtarza "tata mnie nie kocha, nie przyjeżdza i zapomina o mnie", kiedy juz jest obecny jego wizyta nie sprawia na niej wrażenia. Ojciec również - przyjezdza tak jak gdyby z przymusu.
Chciałabym z tego powodu oraniczyc prawa Ojca co do leczenia, wyboru szkoly, zajec pozaszkolnych, wiary, wycieczek, wyrabiania paszportu itp. (przez znikomy kontakt mozemy miec wielkie problemy w przyszlosci)
Jak myslicie, czy takie argumenty są wystarczające?
Pomozcie prosze, juz mi glowa pęka