Trochę o pracy

28.06.04, 11:57
Cały weekend miałam skopany i to tylko dlatego, że potwierdziło się coś,
czego domyślałam się od pewnego czasu.
Cztery miesiące temu podjęłam pracę w pewnej, dobrej (jak się później
przekonałam) firmie. Firma z branży budowlanej, międzynarodowa, działająca na
terenie całego kraju, zapewniająca pracownikom (z całej Polski) mieszkania na
kontraktach, samochody służbowe, komórki itp. Mnie niestety te luksusy nie
objęły - po pierwsze jestem miejscowa i nie muszę jeżdzić do domu a
mieszkanie mam swoje. Telefonu nie potrzebuję bo siedzę w sekretariacie, a
głównie pełnię funkcję tłumacza.
Gdy się przyjmowałam zadano mi pytanie "ile pani by chciała...". Ponieważ
zależało mi na pracy, bo szukałam jej po urlopie wychowawczym, podałam
przedział, dwie kwoty, z których przy zatrudnieniu zaproponowano mi
oczywiście najniższą.
Po 2 miesiącach poszłam do szefa wznowić negocjacje wynagrodzenia, bo okazało
się, że pracuje się 10 godzin dziennie (to i tak mniej niż inni) albo więcej,
jeżeli zajdzie potrzeba - słowem pełna dyspozycyjność. Znowu zapytano mnie
ile. Ja, chociaż wiedziałam, że nawet ten wyższy pułap z rozmowy
kwalifikacyjnej jest niski w porównaniu z tą robotą, powołałam się na tę
rozmowę mówiąc, że mówiliśmy wtedy o (...), ale... (tu nie dokończyłam
zdania, bo nienawidzę rozmawiać o pieniądzach, czuję się wtedy ogromnie
skrępowana i ogarnia mnie wówczas wyjątkowa skromność) - miałam jednak
nadzieję, że szef usłyszy moje "ale" i domyśli się intencji. Tak się jednak
nie stało, choć wiem od innych, że jest zadowolony z mojej pracy i darzy mnie
szacunkiem. Zawiodłam się wtedy, ale jakoś się z tym pogodziłam (miałam to
skomentować, ale zamknął mi usta tym, że podwyżkę mam z wyrównaniem za
poprzedni jeszcze miesiąc).

Teraz, gdy minął następny miesiąc, dowiedziałam się ozarobkach innych
pracowników (tłumaczę różnego rodzaju dokumentację). Zalała mnie krew.
Wspomniałam o tym kierowniowi, któremu nie podlegam (mój szef urzęduje w
innym mieście), on nie kazał mi się tym sugerować, bo to zestawienie
wszystkich kosztów pracownika, łącznie z komórką, samochodem, ryczałtem za
mieszkanie. A ja po prostu przyrównałam się do koleżanki, która jest w
podobnej sytuacji - tutejsza i bez tych wszystkich bajerów socjalnych, tyle,
że młodsza, i ma nieco inny zakres czynności (czyt. robotę mniej
odpowiedzialną, bez specjalnych wymagań kwalifikacyjnych typu biegła
znajomość języka, a pracuje tyle samo godz. dziennie co ja, wcale nie dłużej).

Wiem, że sama jestem sobie winna - podwyżkę już raz dostałam. Teraz już po
przysłowiowych ptakach. Myślicie, że można coś jeszcze tu zdziałać mając taki
proble z rozmawianiem o pieniądzach?
Nie mogę teraz normalnie pracować, mam ochotę lekceważyć wszystko i
wszystkich, a miałam naprawdę dużo zapału i entuzjazmu i naprawdę lubiłam
swoją pracę. Wszystko przez to, że poczułam się oszukana - co za bzdurna moda
pytania "ile pani chce zarabiać?" Nienawidzę tego za każdym razem gdy szukam
pracy!
    • magda1711 Re: Trochę o pracy 28.06.04, 17:21
      Musisz albo zdać sobie sprawę z tego że otwarcie niekiedy należy mówić albo
      niestety zawsze będziesz miała takie problemy.
      Myślę że powinnaś porozmawiać jeszcze raz z szefem, w przyjaznej atmosferze i
      powiedzieć otwarcie o co ci chodzi.Nie mówię zebys nakazału mu dać dla Ciebie
      podwyżke, tylko porozmawiać.To nic że już raz byłaś z taką prośbą.Jak masz
      umowę?Na stałe?
      Weż się a garść i pogadaj , nic na tym nie stracisz, najwyzej szef powie że
      nie, a Ty będziesz miała obraz sytuacji.
      Poza tym jak pytają "ile pani chce zarabiać" należy odpowiadać zawsze jakąś
      wyżej wygórowaną cenę , bo jeżeli ona okaże się naprawdę ZA WYSOKA to zawsze
      można zejść trochę w dół-a to jest łatwiejsze niż potem bieganie o pdwyżkęsmile
      Życzę powodzenia!smile)
      • munika Re: Trochę o pracy 29.06.04, 13:11


        > Poza tym jak pytają "ile pani chce zarabiać" należy odpowiadać zawsze jakąś
        > wyżej wygórowaną cenę , bo jeżeli ona okaże się naprawdę ZA WYSOKA to zawsze
        > można zejść trochę w dół-a to jest łatwiejsze niż potem bieganie o pdwyżkęsmile
        > Życzę powodzenia!smile)

        Tak, tylko po rozmowie kwalifikacyjnej na której powiesz te bardziej wygórowane
        kwoty - nie oddzwaniają do ciebie bo masz "za wysokie wymagania finansowe" i
        nie ma z kim dalej negocjować...
        A swoją drogą skąd mam wiedzieć ile w danej firmie można zażądać? Bo własne
        kwalifikacje jeszcze da się z grubsza wycenić.
        • mama_dominika Re: Trochę o pracy 29.06.04, 14:16
          munika napisała:

          >
          >
          > Tak, tylko po rozmowie kwalifikacyjnej na której powiesz te bardziej
          wygórowane
          >
          > kwoty - nie oddzwaniają do ciebie bo masz "za wysokie wymagania finansowe" i
          > nie ma z kim dalej negocjować...
          > A swoją drogą skąd mam wiedzieć ile w danej firmie można zażądać? Bo własne
          > kwalifikacje jeszcze da się z grubsza wycenić.

          Otóż to! I to jest samo sedno! Ubiegając się o pracę w tej firmie nie
          wiedziałam jeszcze jakie tu są zwyczaje w tym zakresie. Są firmy, które stać na
          więcej i takie, które stać na mniej. Tym razem trafiłam do tej pierwszej
          kategorii. Firma nie była znana na rynku lokalnym. Trudno też jest zasięgnąć
          informacji o firmie ogłaszającej się w stylu: "Firma zatrudni sekretarkę...
          Oferty kierować na biuro ogłoszeń".
          Po drugie, jak już wspominałam, zależało mi na podjęciu pracy bo miałam wtedy
          półroczne dziecko i każdy kto o to pytał więcej się nie odzywał. Musiałam więc
          przyjąć jakąś monetę przetargową.
          Wiem, że sprawa jest już przekichana - pewnie nikt tu nie jest winny i każdy
          postąpił jak trzeba. To prawda - o takich rzeczach jednak nie powinno się
          wiedzieć.
          • mamamon Re: Trochę o pracy 29.06.04, 14:29
            Ja bym na Twoim miejscu troche poczekala. Jesli, jak piszesz, firma jest dobra,
            dba o pracownikow, szef Cie ceni, to odczekaj troche. Wykonuj swoja prace
            bardzo dobrze, badz sumienna, wykazuj sie duza inicjatywa. Wrocilabym do
            rozmowy za pol roku, moze przelom roku bylby dobry. W miedzyczasie, dokladnie
            wywiedz sie ile kto zarabia, zebys po kolejnej podwyzce miala pewnosc, ze
            dostalas tyle, ile Ci sie nalezalo. Przegladaj tez inne oferty pracy, idz na
            jakas rozmowe kwalifikacyjna, dowiesz sie, ile 'jestes warta'. Bedziesz tez
            mogla uzyc tego jako argumentu w rozmowie z szefem. Rozmowe zacznij od tego, ze
            praca bardzo Ci sie podoba, ze Cie rozwija, itp, itd, ale uwazasz, ze placa
            jest za niska. Jak zapyta ile, powiedz, dokladnie tyle ile chcesz. Jesli
            sadzisz, ze bedziesz miala problemy, to przecwicz rozmowe z kolezanka, mezem,
            lub przed lustrem, tak, zebys byla pewna i zeby Ci glos nie zadrzal (co szef
            natychmiast wyczuje i da mniej niz prosisz). To tyle rad! Zycze powodzenia!
Pełna wersja