iuscogens
02.08.12, 19:02
Tytuł głupi, ale nie mam pomysłu na lepszy.
Zawsze gdy czytałam na ematce wątki o kobietach, które wszystko muszą robić w domu, gotować mężowi obiadki, koszule do pracy prasować to podchodziłam do tego z lekkim niedowierzaniem, na zasadzie, że to hmmm...relikt dawnych czasów, coś co może dotyczyło pokolenia mojej mamy, a mojego - nie.
No i przeżyłam szok, od pewnego czasu czytam blog koleżanki z LO, linkuje go na FB. Dziewczyna po skończeniu studiów wyszła za mąz, urodziła jedno dziecko, potem drugie. No i dopóki nie zaczęłam czytać to byłam pewna, że ma fajne zycie, a to jest po prostu kanał. Mąż - domorosły pan i władca, który wymaga całkowitej obsługi, nie skala się ugotowaniem obiadu, zrobieniem kanapki, opieką nad dzieckiem, sprzątnięciem po sobie. Ogólnie on robi karierę, a ona jest całkowicie udupiona w domu z dziećmi, on absolutnie nie docenia jej pracy, daje jej bardzo odczuć, że nie zarabia kasy, więc nie powinna mieć swojego zdania, wylicza jej każdy grosz. Co lepsze, ona cały czas martwi się, ze on ją zostawi, bo on przecież to taki gorący towar, a ona niby brzydka, stara krowa rozpłodowa (czy coś w tym rodzaju). A facet jest mało atrakcyjny, a ona jest naprawdę bardzo ładna. I doprowadził ją do takiego stanu, ze ona się boi czy ktoś jej tego hot stuffa nie odbije, no bo przecież kto chciałby z nią być, a na tego kiepskiego macho tylko czyhają napalone koleżanki. I ma już tak wyprany mózg, że uważa, ze to normalne, że facet nic w domu nie robi, że po pracy gra na kompie i wyskakuje na piwko z kolegami a ona powinna się cieszyć z tego, że wraca do domu na noc (!!).
Nie pisze tego absolutnie, zęby ją obgadywać, współczuję jej bardzo, ja po prostu przeżyłam szok poznawczy, ze takie rzeczy to nie tylko na ematce czy zyciu rodzinnym.