annamariamuff
18.08.12, 21:11
Bylismy z dziecmi w parku gdzie na trawie graly w pilke . Podbiegl do nich pies i poniewaz pilka byla rozpompowana wzial pilke i zaczal z nia uciekac.Widzialam ,ze pies jest przyjacielski bo merdal oogonem ale spytalam sie panow siedzacych obok czy to ich pies.Wlasciciel bezwyraznej mojej prosby zabral psa i zapial mu smycz.Wtedy ja powiedzialam ze niech sobie biega ,wazne dla mnie bylo zapewnienie ,ze nie jest niebezpieczny.
Wlasciciel psa nieprzyjemnym tonem poinformowal mnie ,ze park nie jest do grania w pilke .Wtedy powiedzialam ,ze absolutnie nie chcemy zeby wiazal psa istotne jest dla nas aby nie zabieral pilki bo moze ja przebic ( mowilam z usmiechem ) i zupelnie bez sensu pochylilam sie kucnelam kola psa nie wiem po co aby zademostrowac moja sympatie .Wlasciciel psa popchnal mnie lekko i powiedzial zebym nie dotykala zwierzecia.Poczulam sie jak jakas kretynka on chyba zorientowal sie ,ze jego reakcja byla przesadzona bo nagle zaczal byc milszy.
A ja nie wiem co mi sie stalo bo od tego gestu odepchniecia zaczelam plakac wlasciwie dalej placze i jakos nie moge sie uspokoic.Poczulam sie upokorzona chcialam byc mila a wyszlo jak wyszlo i jeszcze zostalam nieprzyjemnie potraktowana.Nie wiem co mi sie dzis stalo dawno tak nie plakalam chyba od lat .Zrobilam z siebie idiotke przed ludzmi w parku ,znajomym tego wlasciciela , ktory probowal lagodzic sytuacje , moim znajomym , ktory sie tam nagle pojawil a ja nie moglam sie uspokoic bo poczulam sie upokorzona tym jego gestem.Wiem ,ze bez sensu.