W skrócie: problem zaostrzenia ustawy anty mnie nie dotyczy, w razie czego wiem, gdzie się udac i wyskrobię (nomen omen) na to kasę. Ale to, co robią POlitycy z kobietami, liżąc przy okazji księzowskie kolana, przyprawia mnie o wymioty. Jest to zdumiewające, jak niemarketingowo traktują (zarówno rząd, jak i miłosciwie nami rządzący KK) największą, najpotężniejszą, najbardziej decyzyjną i wpływową grupę konsumencką w tym kraju. Czy wiecie, że 75% wszelkich decyzji rodzinnych - gdzie mieszkamy, co jemy, jaką szkołę dla dziecka wybieramy - podejmują kobiety? Przecież wystarczy rozkręcic wśród kobiet akcję: NIE DAJĘ NA KOŚCIÓŁ - i co niedziela, NIC nie wrzucic do koszyczka w ramach protestu za sposób, w jaki nas traktują, jako bydło rozpłodowe.I tak w ogóle przestac wrzucac. Co myślicie o tym? Na sukienkowych działa wyłącznie argument finansowy. Niestety kobiety nie uświadomiły sobie jeszcze swojej siły nabywczej

Jak myślicie, jak można byłoby się do tego zabrac? Pytam, bo ja sama już od dawna (KK) nie kupuję tej... usługi.