Bo ematka wie wszystko

.
Małżonek rzucił pomysł, co by rzucić w diabły nasze mega przyjazne Państwo, zapakować walizki i kontynuować długie i szczęśliwe życie wśród kangurów. Nawet zweryfikował wstępnie, że Australia przyjmie nas z otwartymi ramionami (podobno). Jechalibyśmy my, para znajomych i nasze córki (jedna lat 2, druga za miesiąc się urodzi).
I chciałam podpytać, która mieszka w Australii i może się wypowiedzieć na temat komfortu życia

. Osobiście jestem bardziej na tak niż na nie - lubię ciepło, kangury też sympatyczne, misie koala wyluzowane, a wszystkie jadowite węże zostały dawno wytrute przez jadowite pająki ( które nie są przecież odporne na porządne, fachowe uderzenie kapciem).
Dać tej Australii szansę, czy raczej to jest tak jak z tą trawą u sąsiada - gdzie indziej zawsze bardziej zielona?