kacha222
07.07.04, 07:15
króttki rys: ja mam 34 lata, mąż 40 lat, nasz syn 4 latka, mąż ma dwóch synów
z pierwszego małżeństwa.
Mój problem: parę dni temu obroniłam mgr, jestem z tego bardzo dumna, pracuję
zawodowo, dorabiam również. Z biegu napaliłam się na 3letnie studia
doktoranckie! Szczerze - nie wiem po co? Dla dalszej satysfakcji, dla dr
przed nazwiskiem, chyba nie mam aż takich ambicji, żeby się jeszcze dalej
uczyć! Wczoraj zajarzyłam, że jak pójdę na te studia, które są jakimś
ambitnym planem męża, to guzik z drugiego naszego dziecka. Wczorajsza rozmowa
to - męża argumenty / przeciw dziecku:
znów będzie syn!
będziesz jak szafa (mam nadwagę z którą walczę)
jesteśmy za starzy na drugie dziecko
brakuje Ci cierpliwości do Maćka
moglibyśmy już swobodnie wyjeżdżać, bo Maciek juz jest duzy (nigdy nigdzie za
bardzo nie jeździliśmy)
a ja:
no tak - on ma już troje dzieci, ja jedno,
moje argumnety: że stracę coś wielkiego - macierzyństwo
ciążę pamiętam jako wspaniały stan, macierzyństwo i okres z dzieckiem w domu
jako cudny okres!!
znów chcę kupować te malutkie ciuszki, wózki i inne fajne rzeczy .....
i nie chcę żeby Maciek był jednak jedynakiem!!
jak skończę to już będzie za późno na dziecko - 37 - 38 lat, i po co dr - do
spacerków z dzieckiem w parku??
Dodam, że po dr mogłabym pracować na uczelni, bo moja praca to jeszcze rok -
dwa, kolejny niby plus to to, że moja praca chce mi teraz do tych studiów dr
dopłacić
JESTEM W KROPCE ....