cashmere_me
30.11.12, 09:05
Ten post jest wołaniem o pomoc z samego dna. Znowu to przechodzę. I znów nie umiem sobie poradzić. Proszę obce osoby o wsparcie
2 tygodnie temu urodziłam drugie dziecko. 5 lat temu, po narodzinach pierwszego przezywałam załamanie nerwowe (baby blues/depresja poporodowa?). Minęło samo. Ale pierwszy dzieć chorowity a ja z tych przejmująco się-perfekcyjnych, więc każda choroba, katarek to dla mnie koniec świata. Kocham go jednak nad życie. Zdecydowaliśmy, że będize miał rodzeństwo (wyszło to ode mnie, ale mąż jak najbardziej był na tak i wspierał dzielnie całą ciążę, która była dla mnie cudownym czasem). Urodziłam i świat mi się zawalił. Znowu. Póki co dziecko zdrowe, a ja żyję jak w letargu. Szukam powodów by wyjść z domu. Zapomnieć o nim choć na chwile, udawać, że go nie ma. Pytam siebie każdego dnia: po co się w to wpakowałam???!!! Po co mi drugie dziecko? Znów nieprzespane noce, choroby, ząbki, odieluchowywanie, uczenie samodzielności. Już się boję powrotu do pracy: jak sobie poradzę z dwójką, całe życie będąc perfekcyjną kobietą (wiem, to skaza na całe życie), potem matką jedynaka i pracownicą. Widzę potencjalne problemy w każdym aspekcie. Coś, co dla innych jest nic nie istotnym problemikiem, urasta we mnie do rozmiarów monstrualnych. Nie widzę powodu do radości, że on się urodził, tylko katasrofę. Mogliśmy dalej żyć wygodnie we trójkę z odchowanym pięciolatkiem. Czuję, że sama siebie oszukałam, wmówiłam sobie że mały powinien mieć rodzeństwo (sama mam dwoje, mąż też) i że razem będzie nam dobrze. Tera jest rozpacz i żal do samej siebie. Wszyscy mówią, że czas szybko biegnie i z niemowlaka dziecko szybko wyrośnie, ale ja tkwię teraz i tu, boję się myśleć o przyszłości, bo przyszłość = kolejne z nim problemy (jak to z dziećmi bywa). Boję się, że to depresja, nie wyobrazam sobie brania leków. Chcę przeczekać, że to hormony. ALe życie od 2 tygodni jest udręką, choć mąż cudnownie się spisuje i przejmuje moje obowiązki. Czy da się normalnie żyć z dwojką dzieci? Czy to nam było potrzebne? Proszę, nie krytykujcie