tak sobie obmyslam co tu zrobic na wigilie, zeby bylo malo i smacznie
i przyszly mi go głowy te wszystkie wigilijne paskudztwa, na ktore czlowiek na codzien by nawet nie splunal a skoro jest na stole to sprobowac
nalezy
i wiedza ludzie rok do roku, ze to wstretne ale robia
tradycyja panie
moj zestaw wigilijnych ohydztw
numer jeden - sledziowa zupa, ktora robilo sie w domu mojej przyjacioli z dziecinstwa
gotowalo sie toto na wodzie, w ktorej moczyli sledzia
sledzia juz nie dodawali, bo szedl pod pierzynke
i tu idziemy do paskudztwa numer dwa
sledz pod pierzynka
czy pod tzw szuba
idea sledzia jest, ze ma sie dobrze wymoczyc w marynatach czy sosach
w warstwach przelozonych majonezem nie szans sie przegryzc i chocby stal trzy dni i tak smakuje surowo
i prosze mi nie mowic, ze ktos zle zrobil bo probowalam kilkakrotnie spod roznej reki i zawsze tak samo pfuj
moj numer trzy
tzw makiełki - to poznalam w rodzinie meza
rozmoczona do miekkosci biala bulka utytlana w maku i innych dobrociach
tam sie tym zajadaja
mnie to rosnie w gardle, jak kurtuazyjnie i tradycyjnie probuje 'tylko ociupinke'
i wreszcie moj osobisty hit paskudztwa
karp
ryba malo smaczna, malo wartosciowa, mulem smierdzac i oscmi kłująca
tu juz nawet sie nie zmuszam do 'ociupinki'

macie swoje typy?