karin5
12.07.04, 14:27
Nie potrafię zrozumieć mojego teścia, ma 63 lata od ponad 50 lat jest
niewidomy. Mama mojego męża zmarla gdy miał 9 lat, więc praktycznie ojciec
sam wychowywal syna. I problem polega na tym, że ojciec nie potrafi odciąc
pępowiny łączącej go z synem.
Mieszkamy niestety razem, my zajmujemy pokój 14m, mamy córeczkę, ale mamy w
planach przenosiny na własne śmieci. Ale wczoraj ojciecw rozmowie z mężem
powiedział, że on nie przeżyje kiedy się wyprowadzimy, albo co gorsza
przeniesiemy się gdzieś za granicę. Powiedzial też, żę rodzice są od tego aby
wychować dzieci i im pomagać przez całe życie. Ale my nie chcemy takiego
życia, chcemy się usamodzielnić. Wiem, że ojcu trzeba pomóc, ale my nie
chcemy się odcinać od niego tylko potrzebujemy samodzielności. Potrzebujemy
się czasem pokochac w samotności, pokłócić i takie tam, a nie możemy.
Ojciec cały czas żyje naszym życiem, malo wychodzi z domu, spacer konczy sie
20 metrów od domu, godzinnym staniem pod drzewkiem. Naszych znajomych uważa
za swoich i gdy ktoś do nas przychodzi zaraz uderza w gadkę. Zakładal związek
niewidomych w naszym mieście, a od roku tam nie był.
Próbowaliśmy z mężem tłumaczyć mu żeby zaczął żyć swoim życiem, żeby odnowił
kontakty, to usłyszeliśmy że ludzie się izolują, na wszystko ma
wytlumaczenie. Ja już dłużęj tak nie mogę.
Co mamy robić? Jak wytlumaczyć facetowi żeby zaczął coś z sobą robić?
Poradźcie coś