19.12.12, 22:34
Jak reagujecie, kiedy ktoś obok was potknie się lub poślizgnie i wywróci? bo ja zazwyczaj pomagam się podnieść, lub ze zwykłej ludzkiej życzliwości interesuję się, czy delikwentowi nic się nie stało złego.
Dziś wysiadłam z pociągu z dziesiątką innych ludzi i po prostu wywinęłam orła. Takiego, że mocno walnęłam łokciami o oblodzony chodnik. Chwilę siedziałam na tyłku bo nie wiedziałam co się stało, i uwierzcie mi nikt się nie zainteresował. Po prostu ludzie mijali mnie, gadali przez telefon albo przepychali się do schodów. Jestem przerażona znieczulica ludzką. Siedziałam ludziom dosłownie pod nogami.
Obserwuj wątek
    • shellerka Re: o empatii 19.12.12, 22:37
      ja ostatnio odnosze wrażenie, jakbym była na planie "the walking dead"
      z ludźmi dzieje się coś bardzo niedobrego.
      • hunkis Re: o empatii 19.12.12, 22:39
        koniec świata blisko, śpieszą się żeby się załapać big_grin
        • zuwka Re: o empatii 19.12.12, 22:40
          smile może i tak. P.S. czym przykładać siniaka na pośladku żeby tak nie bolał?
          • shellerka Re: o empatii 19.12.12, 22:44
            nie wiem, ale żeby śladu nie było to maścią arnikową posmaruj smile
            • zuwka Re: o empatii 19.12.12, 22:47
              póki co będę spać na prawym półbrzuchu do jutra smile bo i łokieć ucierpiał lewy. A jutro zapytam o tę maść arnikową smile
              • shellerka Re: o empatii 19.12.12, 23:04
                jakieś trzy złocisze w aptece.
                kup najzwyklejszą maść. bo oni mi zawsze wpychają jakieś arnikowe żele wuje muje dzikie węże, a najlepiej (przetestowane również na dzieciakach) działa zwyczajna maścinka smile
    • cancao Re: o empatii 19.12.12, 22:42
      Współczuję Ci takiej sytuacji. Musiałaś czuć się okropnie, masa ludzi i ani jednego człowieka.
      Każdy chyba przeżył/był świadkiem czegoś podobnego, co skłoniło do zastanowienia się nad rodzajem ludzkim.
      Ja zawsze pytam, czy wszystko w porządku i pytam, czy nie pomóc. Nie, że taka wspaniała jestem, ale myślę, że to naturalny odruch - przynajmniej podać rękę.
      Na szczęście nie zawsze jest tak źle, nieraz i mnie tę rękę podano smile
      • zuwka Re: o empatii 19.12.12, 22:45
        raz zasłabłam w pociągu. Pan ze mna wyszedł na najbliższej stacji, kupił mi wodę i poczekal aż dojdę do siebie. Nie mogę stwierdzić, że ludzie z natury sa źli. Ale dziś jakoś dziwnie mi się zrobiło. Wszyscy mnie wyminęli i ja dopiero za nimi się pozbierałam i poszłam. Jak taki niewidzialny człowiek...
        • cancao Re: o empatii 19.12.12, 22:56
          Aż mi smutno, jak to czytam, naprawdę.
          Widocznie dziś nie było koło Ciebie nikogo porządnego, jak tamten pan.
          Życie...

          Kilka lat temu byłam świadkiem wypadku samochodowego. Auto osobowe wyleciało jak z procy w powietrze (nie wiem, o co zahaczyło, widziałam tylko efekt), po czym spadło na nasyp do torów kolejowych (dobre kilka metrów w dół). Zatrzymaliśmy się, żeby tam pomóc/zobaczyć, co można zrobić/wezwać potrzebne służby. Owszem, po jakimś czasie zatrzymali się i inni. Ale ze świadków wypadku, a na pewno widziało go co najmniej kilku kierowców, nie stanął nikt poza nami.
        • robitussin Re: o empatii 19.12.12, 23:37
          Za dużo ludzi na raz w jednym miejscu. Każdy wychodzi z dokładnie takiego samego założenia, że skoro tyle innych osób wokół, to na pewno ktoś Ci pomoże. W rezultacie nie pomaga nikt. Jestem przekonana, że gdybyś znalazła się w takiej samej sytuacji, ale obok Ciebie były góra 2-3 osoby, to zupełnie inaczej by to wyglądało.
          Oczywiście to nie usprawiedliwia takiej znieczulicy, a jedynie może po trosze tłumaczyć.

          Ja z kolei pamiętam, jak za młodu nagle zasłabłam z powodu bolesnej miesiączki i do tego rozrywającej głowę migerny. Do tego stopnia, że stojąc na przystanku najpierw zwymiotowałam wprost na chodnik, a potem się zachwiałam i przewróciłam. Ludzie nie dość, że mi nie pomogli, to jeszcze się z obrzydzeniem i miną typu ("co za koszmar, pewnie naćpana") odsuwali. Zainteresował się mną jedynie jakiś ... pijak wink
          • damodia Re: o empatii 19.12.12, 23:43
            Sama kiedyś patrzyłam bykiem na faceta który na ulicy leżał, byłam pewna, że pijany w sztok. Wokoło sporo ludzi. Podeszli do niego jacyś studenci, okazało się, że starszy pan się potknął i uderzył w głowę o chodnik, wcale pijany nie był. Ale mi było wstyd, że tak wszystkich leżących facetów o pijaństwo posądzam... Kobiecie prędzej bym pomogła odruchowo.
        • gazeta_mi_placi Re: o empatii 20.12.12, 08:27
          Może jesteś jeszcze osobą młodą, byłaś bez dziecka, bez reklamówek np. które się rozsypały, bez kuli, stąd ludzie uznali że "młoda, poradzi sobie"?
          Nigdy nie widziałam znieczulicy gdy upadła osoba starsza, o kulach czy na przykład z reklamówkami z których wysypała się zawartość, zawsze ludzie pomagali, dopytywali się, zbierali z chodnika upuszczone przedmioty.
          • gazeta_mi_placi Re: o empatii 20.12.12, 08:30
            P.s. Chyba, że to było w Warszawie, wtedy wszystko jasne...
            • przystanek_tramwajowy Re: o empatii 20.12.12, 10:08
              gazeta_mi_placi napisała:

              > P.s. Chyba, że to było w Warszawie, wtedy wszystko jasne...

              A ja myślę, że jednak w Krakowie. Albo w Radomiu - wszyscy pędzili na otwarcie Biedronki albo na jakąś darmową Wigilię.
            • pitahaya1 Re: o empatii 20.12.12, 12:45
              Takie znów jasne?
              Kilka dni W-wę nawiedziła gołoledź i mój syn pomagał jakiejś kobiecie, która wychodzą z autobusu wywinęła orła jak długa. Syn mówił i jednocześnie się śmiał, że pomagając sam się przewrócił ale, że miał trochę solidniejsze buty, jakoś wstał i pomógł tej kobiecie.
              Ale faktem jest, że poza nim nikt głowy nie odwrócił.

              Rzadko spotykam się z takim brakiem empatii.
              Ostatnio chyba 16 lat temu, gdy będąc w 9 miesiącu ciąży upadłam na chodniku. Ludzie przechodzili i nikt mi nie pomógł wstać.
    • kitkat22 Re: o empatii 19.12.12, 22:43
      strasznie współczuję, posmaruj stłuczenie maścią nagietkową, a najlepiej zrób sobie opatrunek okluzyjny
    • gazeta_mi_placi Re: o empatii 19.12.12, 22:55
      Niedawno widziałam kobietę w średnim wieku która się wywróciła z siatkami, z jednej siatki zaczęło się coś wylewać, pytaliśmy czy jej nie pomóc, podziękowała, a jak już odchodziliśmy w swoją stronę kolejna kobieta zapytała czy nie pomóc, oferowała nawet swoją reklamówkę (tamta była mokra, chyba na skutek upadku coś się w niej zbiło).
    • kroliczyca80 Re: o empatii 19.12.12, 22:59
      O rany, współczujęsad Oczywiście że się zatrzymuję i pomagam, odruchowo. Na szczęście nie przypominam sobie, żebym kiedyś osobiście zetknęła się ze znieczulicą, chociaż orły wywijam rzadko, bardzo się pilnujęwink A wczoraj w tramwaju po raz pierwszy w życiu ktoś ustąpił mi miejsca (poza okresem ciąży i dziecka na ręku) - weszłam ze sporym pudełkiem, stanęłam sobie nad młodym mężczyzną, a ten patrzy na mnie i się zwija z siedzeniabig_grin Usadzałam go siłą, ale i tak wstał. Poczułam się staro, mam nadzieję że to pudło wyglądało na bardzo ciężkie, bo ja od miłego pana starsza ledwie ok 5-10 latwink
      • gazeta_mi_placi Re: o empatii 20.12.12, 08:23
        Kiedyś jakiś młodzieniec z takim pudłem ustąpił Pani w średnim wieku, Pani usiadła, ale chcąc być miła (Pan miał ze sobą taki nieporęczny pakunek) zapytała "Czy mu potrzymać".
    • brak.polskich.liter Re: o empatii 19.12.12, 23:17
      Reaguje - pomagam sie podniesc, pozbierac graty, pytam, czy wszystko OK, jestem w stanie udzielic pierwszej pomocy.
      Dla mnie norma - zreszta ludzie, ktorych spotykam, tez reaguja w takich sytuacjach, wiec chyba nie tylko dla mnie norma. Przykre, ze akurat Ty mialas niefart trafic na bydlo.
    • rosapulchra-0 Re: o empatii 19.12.12, 23:59
      W takiej sytuacji bym potknęła któregoś bałwana, żeby się zorientował, że człowiek na ziemi leży.
    • rosapulchra-0 Re: o empatii 20.12.12, 00:07
      A tak przy okazji..
      Już w UK mieszkając.
      Zadzwoniła do mnie koleżanka, Polka, no i mówi mi dziewczę, że właśnie patrzy na ciężarną, stoi obok niej i widzi, że ta ciężarna się składa z bólu i próbuje iść w kierunku szpitala. No i co ona (ta moja koleżanka) ma zrobić??
      Normalnie mnie zatkało. Na sekundę, ale zatkało.
      Mówię, kobieto dzwoń po karetkę! Ale ja nie mam kasy na koncie (pre-paid). No przeca to alarmowy numer! Jest za darmo! Dzwoń! Nie ona nie zadzwoni.
      Poprosiłam ją o nazwę ulicy, na której się znajduje i opis ciężarnej. Podała. Kazałam jej tam czekać, nie odzywać się, obserwować.
      Użyłam translatora, powiedziałam, co w nim zobaczyłam. Karetka była w ciągu 7 minut od mojego zgłoszenia. A uwierzcie, że wtedy mój angielski był naprawdę goowniany.
      Dodam, że ta koleżanka dość często mi robiła za tłumacza.
      • zuwka Re: o empatii 20.12.12, 07:35
        nie miała nic na koncie, więc zamiast do Ciebie po karetkę powinna zadzwonić. Szkoda słów czasem.
    • melancho_lia Re: o empatii 20.12.12, 08:27
      Ja ostatnio potknęłam się na schodach i uderzyłam klanami o krawędź stopnia (zabolało tak, ze gwiazdy zobaczyłam). Trwałam na kolanach dłuższą chwilę, minęło mnie mnóstwo osób, dopiero jakas pani pomogła mi wstać, zapytała czy nie potrzebuje jakiejś pomocy i dam radę iść...
    • bri Re: o empatii 20.12.12, 09:46
      Dzisiaj rano pod sklepem zobaczyłam poprzyklejane ogłoszenia o takiej treści:

      "W sobotę pod sklepem XXX przewróciłam się na ślizgawicy. Serdecznie dziękuję wszystkim osobom, które mi pomogły, przyniosły koce i ciepłe napoje, wezwały pogotowie i czekały ze mną na karetkę. Chciałabym zwrócić kocyki. Podaję swój numer telefonu:..."
      • sarling Re: o empatii 20.12.12, 10:25
        Super! W obie strony!
        Właśnie tak chciałabym żyć.
    • sarling Re: o empatii 20.12.12, 09:53
      Ja zawsze pomagam. Nigdy nie minęłam takiej osoby.
      Nawet tak trochę rozglądam się komu pomóc.
      Ściągałam kolesia z padaczką alkoholową z ulicy, zdejmowałam lasce watę z płaszcza, podnosiłam panią i jej siatki, zgłosiłam się na policję jako świadek, podnoszę zrzucone z wózka zabawki, dzwonię do rodzin, na pogotowie itd.
      I nie doświadczam od społeczeństwa wzajemności, ale jakoś mnie to nie zniechęca.
      Więc gdybyś trafiła na mnie - na pewno bym Ci pomogła, może nawet podwiozła gdzieś.
    • koza_w_rajtuzach Re: o empatii 20.12.12, 09:56
      Oczywiście, że tak.
      Kiedyś mężczyzna na oko 60 lat wywalił się na prostej drodze i przez chwilę leżał plackiem. Ludzie przechodzili obok, ale nikt nie zainteresował się, więc specjalnie przeszłam na drugą stronę jezdni, aby zobaczyć, czy nic złego mu się nie stało. Kiedy do niego doszłam już się podniósł i szedł zataczając się. Nadal nikt się nie zareagował, choć ludzie chodzili obok, pewnie uznali, że jest pijany. Spytałam się, czy jakoś mogę mu pomóc, czy nic mu się nie stało, odwrócił się w moją stronę, po twarzy ciekła mu krew i poprosił o chusteczkę. Spytałam się czy na pewno nie zadzwonić po pomoc, ale powiedział, że nie trzeba. Widać było po nim od razu, po prostu nie miałam żadnej wątpliwości, że nie był pod wpływem alkoholu, było to widać po sposobie jego mówienia. Podejrzewam, że mógł doznać wstrząśnienie mózgu.
      Niektórzy odwracali się, jak szedł tak zataczając się. Zwykli wieśniacy (nie ubliżając ludziom ze wsi).
      Czemu mieliby pomóc młodej kobiecie, skoro starszemu facetowi też nikt pomóc nie chciał?
    • aneta-skarpeta Re: o empatii 20.12.12, 10:01
      kiedys w ikei wpadł mi obcas w gumową wycieraczkę
      co mało się nie zabiłam, bo but sie zablokował, a ja poszłam dalej

      jakos się podniosłam zbieram graty, but w wycieraczce

      nie bylo klientów w zasadzie, bo był srodek tygodnia, rano
      stoi koło mnie ochroniarz
      widzi, że nie mogę sobie poradzić z butem, bo nie chce wyjść z tej wycieraczki- okazało się ze obcas wpadł z metalową szynę i się zablokował
      kuźwa, stoi i się gapi

      w końcu przechodził ktos z klientów, zobaczył, że się morduję i mi pomógł. a ochroniarz nic

      a wystarczyło męską ręką pociągnąc damski pantofelek ( czystytongue_out)
      • katus118 Re: o empatii 20.12.12, 11:25
        Pomagałam, mnie tez ludzie pomagali.
        Do czasu. Raz tez byłam świadkiem podobnej sytuacji, jak babka przewróciła się i grzmotnęła z całej siły o ziemie, zapytałam się jej (tak się złożyło, że byłyśmy tylko we dwie wtedy), czy jej pomóc. Odmówiła. Ale nie w tym rzecz. Nie, to nie. Ale zrobiła to takim chamskim tonem, jakbym nie wiem, co jej zaproponowała. Bardzo nieprzyjemnie to zabrzmiało.
        Więc jak nie, to ku..., radź sobie sama.
    • jamesonwhiskey Re: o empatii 20.12.12, 11:56
      zerażona znieczulica ludzką. Siedziałam ludziom dosłownie pod nogami.
    • beverly1985 Re: o empatii 20.12.12, 12:14
      Szlam oblodzonym chodnikiem.
      Zaczęłam sie przewracac, wypadla mi torebka (na ulicę), a ja balansowalam rękami aby nie upaść w breję sniegu.
      Nie upadłam, miły pan podniósł mi torebkę, spytał czy wszystko w porządku.
      Miło było smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka