Termin płatnosci za wykonana przeze mni eusługę minął w kwietniu zeszłego roku. Klient już kilka razy wczesniej cos u mnie zamawiał, zazwyczaj płacił z opóźnieniem (jak miał na oku kolejne zlecenie to go mobilizowało...) ale jednak płacił. No i w końcu nie zapłacił - 2500 zł.
W lipcu napisał, że splajtował i do końca miesiąca obiecuje spłacić bo siedzi w Niemczech i pracuje. Potem zero kontaktu, potem miesiąc moich maili, telefonów - nic - zapadł sie pod ziemię. Potem napisałam maila z prosbą o kontakt do wyguglanej osoby z jego rodziny, to w październiku sie odezwał strasząc za to sądem i 5 latami więzienia... I że moge go sobie podać do sądu to będę na końcu kolejki do spłaty a tak to jeszcze 10 tys. i moja kolej. No i oczywiscie dlaej cisza. W międzyczasie cnm. 3 razy na dwa adesy wysyłałam polecone ze zwrotnym potw. odb. wezwania do zapłaty - nigdy nic nie odebrał. Dzis wzięłam z poczty kolejna nieodebraną zwrotkę. I teraz pytanie - zapłacę prawnika, który napisze mi pozew, koszty sądowe itd. i co z tego będe miała? Skoro on pism nie odbera, moze dalej siedzi zagranicą, to jak ten sąd ma zadziałać? Czy po prostu będzi wysyłał kolejne pisma a ja będe z tyego tytułu ponosiła kolejne koszty? A pan dalej nie odbierze nic i z poczuciem swiętego spokoju bedzie osbie funkocjonowałc? Czy sąd może zorbic cokolwiek więcej?
jest we mnie pewna determinacja, żeby z tym sądem spróbowac, bo myślę, że pan dłuznik ma mnie za jakąś dziunię co to sie na pewno na ten krok nie powazy, bo jak to tak- do sądu?

Ale z drugiej strony... czy jest szansa, że pismo z sądu zostanie odebrane? Moze ktoś miał podobna sytuację...