Daję upust zdziwieniu i irytacji.
Co qrde trzeba mieć w głowie, żeby tak od czapy dzwonić do osoby z którą przestało się utrzymywać kontakty towarzyskie ładnych parę lat temu?!
Zadzwonił koleś, który wieki temu bywał w tej samej knajpie co ja i z którym parę razy niezobowiązująco się spotkałam w czasach zanim jeszcze poznałam eks męża czyli prehistorycznych. I pyta co słychać. Odebrałam, bo nie znałam numeru który się wyświetlił, a spodziewam się telefonu od rodziny. Rozmowę zakończyłam błyskawicznie,
w porządku słychać, jestem zajęta, będę zajęta, nie będę miała czasu ani ochoty żeby pogadać więc nie dzwoń, cześć. Z deka nieuprzejmie ale sorry, to bardzo krępujące jak się wyłania nieproszony taki duch z przeszłości.
Skoro nie bywam od lat na imprezach w tamtym gronie, nie jeżdżę na zloty, nie dzwonię do nikogo i nie odzywam się, to chyba jasne, że nie jestem zainteresowana żadnymi rozmowami czy spotkaniem.