Dodaj do ulubionych

Pytanie do mam emigrantek

23.01.13, 22:37
Mamy emigrantki jak sobie radzicie z samotnoscia na obczyznie? Ja mimo uplywu czasu coraz gorzej, tzn sama daje jakos rade ale nie moge poradzic sobie z tym ze dzieci nie maja dziadkow, kuzynow na miejscu. Jak cos to sama musze wymyslac "atrakcje" dla dzieci a brak nam takich normalnych spontanicznych odwiedzin, beztroski, zabawy - takich jakie pamietam sama z dziecinstwa. Teraz to ze wszystkimi znajomymi tygodniami trzeba sie umawiac, wszyscy zapracowani (ja tez) a przebywajac na poza granicami mamy ograniczone kregi przyjaciol. Jesli chodzi o dzieci, akurat moje sa w innym wieku niz dzieci znajomych. Jak zapewnic dzieciom "normalne" dziecinstwo pod wzgledem kontaktow towarzyskich? Sa jeszcze male - przedszkolaki, czy zamartwiam sie na zapas, czy pozniej jakos samo poznajduja sobie przyjaciol? Nie jestesmy tu dlugo, moze samo sie rozwiaze? Emamy jak sobie radzicie z tym "problemem"?
Obserwuj wątek
    • mruwa9 Re: Pytanie do mam emigrantek 23.01.13, 23:08
      dlaczego zakladasz, ze emigracja =samotnosc?
      Absolutnie nie czuje sie samotna. Wyemigrowalam z moja rodzina (maz, dzieci), wiec jaka samotnosc? mamy sporo znajomych, Polakow, ale nie tylko, w sumie dosc miedzynarodowe towarzystwo. Prowadzimy tak bujne zycie towarzyskie, na jakie w Polsce nigdy nie mielismy ani czasu, ani warunkow.A jednoczesnie mamy do dyspozycji mnostwo atrakcji, zeby zagospodarowac wolny czas.
      Wyjdz do ludzi, sama aktywnie zacznij organizowac siatke towarzyska, bo nasi sa wszedzie, ale nie musisz ograniczac sie wylaczne do polskiego grona.
      Ja sobie bardzo chwale emigracje.
    • podkocem Re: Pytanie do mam emigrantek 23.01.13, 23:15
      Nie mam takiego problemu. Młoda ma sąsiada równolatka, chodzi do przedszkola. Ja mam znajomych z pracy, koleżanka z liceum mieszka niedaleko, szwagierka z córką dwie ulice dalej. Kuzyn właśnie wrócił do Londynu po trzyletniej przerwie w Polsce, 4 razy do roku jeździmy w rodzinne strony a wtedy spotykamy się z rodziną i przyjaciółmi. W ogóle nie doświadczam samotności. Jest skype, telefon. Jak tak sobie przypomnę "polskie czasy" wcale nie miałam większego kontaktu z rodziną niż mam teraz. 2000 km czy 200 - w dzisiejszych czasach nie robi różnicy.
      • carmita80 Re: Pytanie do mam emigrantek 23.01.13, 23:30
        Oooo, o czym ty piszesz? Samotnosc, ograniczone kontakty towarzyskie, nienormalne dziecinstwo, wymyslanie atrakci itp? Zaczne od dzieci. Maja jak najbardziej normalne dziecinstwo, maja rodzine, mama, tata, ich dwoje, pies, kot, rybki, zabawki, wlasne pokoje, ogrod, wyjazdy blizej i dalej, wspolne weekendy, wakacje, ktore sa dostepne i jest na to czas. Maja podworko z kolegami, bawia sie bardzo duzo na zewnatrz, w piratow, w poszukiwaczy skarbow itp. Z.rodzina nigdy nie utrzymywalismy bliskich kontaktow, zreszta rozrzucona po swiecie. My mamy wielu znajomych, niektorzy to przyjaciele, bardzo zroznicowani, ciekawi, a zycie towarzyskie prowadzimy bogate. Na samotnosc bynajmniej nie narzekamy. Na brak atrakcji, nude tez nie.
    • krecik Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 00:58
      Wymyslasz problem, gdzie go nie ma. Zyjesz wspomnieniami swiata, ktorego pewnie i w Polsce juz bys nie miala. Chociazby z tego powodu, ze teraz zyje sie inaczej, ludzie sa zapracowani wszedzie i jakos daja sobie rade.
      Masz dzieci - nie dziecko, a dzieci. Tak wiec juz z definicji nie sa samotne, maja siebie nawzajem. Kiedy twoje dzieci pojda do szkoly, dojda im znajomosci stamtad.

      Mam wrazenie, ze to ty przezywaz wlasna samotnosc i innosc zycia za granica od tego, co pamietasz w dziecinstwa. Dzieci akceptuja to, co wokol nich, za norme i, nieposiadajac twoich wspomnien, nie maja poczucia straty, czy niemania czegos.

      Ag
      • lady-z-gaga Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 10:02
        Zyjesz wspomnieniami swiata, ktorego pewnie
        > i w Polsce juz bys nie miala. Chociazby z tego powodu, ze teraz zyje sie inacz
        > ej, ludzie sa zapracowani wszedzie i jakos daja sobie rade.

        Otóz to. Idylliczna wizja dzieciństwa autorki nijak się nie ma do rzeczywistości.
    • eliszka25 Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 01:27
      owszem, mi brakuje takich codziennych kontaktow z rodzina, bo jestesmy dosc zzyci i spotykalismy sie czesto. teraz z racji odleglosci widzimy sie 2-3 razy w roku, ale za to intensywnie. najbardziej doskwiera mi brak przyjaciolki, bo jakos nie moge sobie tu znalezc bratniej duszy, takiej do pogadania o wszystkim.

      jednak moje dzieci nie znaja takiego zycia, jakie mialam ja, wiec za nim nie tesknia. poza tym swoich kuzynow, dziadkow widuja 2-3 razy w roku i to nie na chwilke, ale jedziemy zwykle na 2 tygodnie i mamy mnostwo czasu na spotkania z rodzina. czasem spedzamy w polsce niemal cale lato. poza tym sa telefony, internet i kontakt jest naprawde dosc intensywy. samotne moje dzieci z pewnoscia nie sa. mieszkamy w bardzo fajnej pod tym wzgledem okolicy, bo na naszym osiedlu jest bardzo duzo mlodych rodzin z dziecmi w roznym wieku. moje chlopaki wychodza przed blok i praktycznie o kazdej porze dnia maja na podworku przynajmniej kilkoro kompanow do zabawy. na samym naszym podworku jest 14 dzieci w wieku od 0 do 8 lat. ja mam 3 i 6-latka i doskonale komponuja sie w to towarzystwo smile

      owszem, czasem zakluje w sercu, jak mnie ostatnio. bylam z chlopakami na urodzinach ich kolegi. przyszli m.in. dziadkowie i w pewnym momencie zrobilo mi sie strasznie smutno, kiedy pomyslalam, ze moje dzieciaki jeszcze nigdy nie mialy dziadkow na urodzinach i zaraz zrodzila sie mysl, zeby na nastepne urodziny pojechac do polski. pomysl jak najbardziej do zrealizowania, bo urodziny chlopaki maja w odstepie tygodnia i przypadaja one podczas jesiennych ferii.
      • bi_scotti Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 03:13
        Jednym z glownych plusow emigracji jest brak rodziny w zasiegu jazdy autobusem. Zadnych ciotek, kuzynow, imieninowo-obiadowych zobowiazan i tego wszystkiego, co jest podstawa powiedzonka, ze "z rodzina to sie najlepiej wychodzi na zdjeciu". Ciesz sie mozliwoscia stworzenia wlasnego kregu znajomych i przyjaciol wedlug Twoich wymagan i oczekiwan a nie dlatego, ze przypadkowo laczy Cie z kims cwierc kropelki DNA. Dzieci potrzebni sa rowiesnicy - moga byc kuzyni a moga byc sasiedzi, who cares?
        • eliszka25 Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 08:14
          bi_scotti napisała:

          > Jednym z glownych plusow emigracji jest brak rodziny w zasiegu jazdy autobusem.
          > Zadnych ciotek, kuzynow, imieninowo-obiadowych zobowiazan i tego wszystkiego,
          > co jest podstawa powiedzonka, ze "z rodzina to sie najlepiej wychodzi na zdjeci
          > u".

          dla mnie to nie plus, bo bardzo swoja rodzine lubie i lubie sie z nimi spotykac. dlatego tez jezdzimy do polski na kazde swieta i staramy sie przynajmniej na czesc wakacji. z reszta twojej wypowiedzi sie zgadzam, a dzieci nie odczuwaja "samotnosci" z powodu braku pod reka kuzynow, jesli maja towarzystwo do zabawy.
      • yosolka Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 10:57
        A propo urodzin my znaleźliśmy na to prostą radę: urodziny będziemy obchodzić 2 razy. W dzień urodzin z "miejscowymi" a latem drugi tort dla dziadków i reszty bliskich. Dziecię zadowolone, bo to i 2 imprezy i prezentów więcej wink
        Wszystko da się zorganizować. Dla mnie najważniejsze jest to, że jesteśmy razem mąż i my. Dużo gorzej mają ci rozdzieleni.
    • franczii Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 05:37
      Dzieci to chyba najmniejszy problem. W przedszkolu maja kolegow, kolezanki, tak?
      Wybadaj z kim sie lubia, wypatrz rodzica , przedstaw sie i zapytaj czy mozesz zaprosic jego dziecko do siebie do domu na podwieczorek. Mnostwo ludzi poznalam przez dzieci. W parku, na placu zabaw, gdzie dzieci sie bawily po przedszkolu. Z kilkoma osobami sie nawet zaprzyjaznilam, pomagamy sobie nawzajem.
    • ola33333 Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 06:40

      Jak zapewnic dzieciom "normalne" dziecinstwo pod wzgledem kontaktow towarzyskich?

      Bardzo prosto, zapraszacie dzieci z przedszkola do was, a przy okazji rodzica na kawe.
      Wlasnie przez dzieci najlatwiej sie zintegratowac z otoczeniem.
      A polakow rodakow tez czysto mozna znalezc za granica..
    • kikimora78 Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 07:28
      Pewnie, ze troche dziadkow brak, ale mamy sporo znajomych z dziecmi w wieku Wandeczki, wiec nie ma tragedii.
    • olena.s Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 08:23
      Tęsknisz w imieniu dzieci nie tylko za miejscem, ale za czasem - który, jak to czas, poszedł sobie i już nie wróci.
      Gdybym ja nie wyjechała, moje dziecko i tak nie wracałoby zapewne z kolegami znanymi od pieluch piechotą ze szkoły, tylko było dowożone - najpierw do przedszkola nierejonowego (bo w rejonowym brak miejsc) potem do szkoły (bo lepsza, bo dłuższe godziny, bo bliżej pracy, bo było miejsce). Miałoby zapewne o wiele więcej zajęć dodatkowych (w moim dzieciństwie szaleńcy wysyłali dzieci na język obcy i te dwie godziny tygodniowo to był max).
      Zimą nie jeździłoby na łyżwach na podwórku, bo żaden zdrowy na umyśle dozorca nie wylałby ślizgawki między metalową karuzelą, huśtawką i drabinkami, a betonową piaskownicą. Kto by poniósł odpowiedzialność w razie wypadku? Kto by zapłacił za te tysiące litrów wody?
      Więc i tak byłoby inaczej. Tak samo jak twoje kontakty towarzyskie nie były budowane ani na stancji, ani na pensji dla panien, ani nie cementowały się w Szarych Szeregach czy przy innej szmuglerce, ani nie odgruzowywałaś z innymi junakami zburzonej Warszawy, ani nie biegałaś na wykłady Kluby Krzywego Kołą czy innego Latającego Uniwersytetu i tak dalej. Czyli problem jest głównie w twojej głowie, a nie w realu.
      W realu bowiem, my, istoty pozbawione kształtów, dostosowujemy się do okoliczności i traktujemy jak normę, głęboko współczując wszystkim, którzy inaczej, gdzie indziej, w innym czasie żyją.
      • kocianna Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 09:29
        Zgadzam się z Oleną.
        W Polsce też na spotkania się umawiamy telefonicznie, i ciężko się wpasować w grafik, jeśli się chce odwiedzić kogoś w ciągu roku szkolnego. Nie ma już beztroskiego dzieciństwa, polegającego na ganianiu nie-wiadomo-gdzie po lekcjach.

        Ale rozumiem, że trudno jest kogoś poznać. Mnie - jest trudno. Znajomych mam prawie wyłącznie Polaków. Rodzice ze szkoły jakoś nie chcą się integrować mimo wysiłków z mojej strony (urządzanie przyjęć urodzinowych czy zapraszanie pojedynczych dzieci), ale udało mi się poznać kilka fajnych dziewczyn na fitnessie - tylko nie od razu, po 2-3 miesiącach, czy na forum dziecięcym.
    • 18lipcowa3 Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 08:46
      Pamietaj taką dyskusje na matkach polkach w UK to z tego co pamietam to one na samotnosc radzą zaczepiac obcych ludzi na ulicy
    • kinshasa Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 10:17
      Ja mam podobnie jak eliszka: brak mi rodziny, niestety nieczesto sie wyidujemy ze wzgledu na odleglosc, brak bezposrednich polaczen samolotowych itp. Tez mi troche zal, ze dzieci rzadko widuja dziadkow... a mnie rowniez brak bliskiej przyjaciolki, trudno mi kogos znalezc, te najblizsze osoby sa jednak zbyt daleko.
      Dzieci na pewno inaczej to odczuwaja, bo tu zyja od urodzenia, teraz corka zaczela chodzic do przedszkola i zaczynaja sie dla niej pierwsze znajomosci. Ja tez pare rodzicow poznalam przez przedszkole, ale faktycznie czasem trudno sie umowic z niektorymi osobami, kolegami z pracy ktorzy tez maja dzieci itd. Moj maz nie jest Polakiem, wiec dosc duzo osob poznalam z jego grona znajomych, malo znam tu Polakow i tego tez mi brak czasami.
      Ale faktycznie to duzo od nas samych zalezy jak sobie zorganizujemy zycie towarzyskie, ja zwlaszcza w pracy mam fajnych kolegow, tylko trzeba miec troche inicjatywy zeby spotkania organizowac.
      • ustyna134 Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 10:35
        Hmmm... wymyslam problemy? to moja rzeczywistosc jest jednak inna niz piszecie - u nas w miescie (dosc spore nawet) nie ma duzo polakow, Ci co do tej pory spotkalam, niestety maja inne zyciowe ambicje - ogolnie to nazywajac. Poza tym zupelnie nie mam pojecia jak nawiazywac znajomosci z kazda osoba ktora sie napotka na ulicy i bedzie mowic po polsku wink
        My mieszkamy na obrzezach miasta, spokojne domy, okolica, "pech" chcial ze zasiedlone jeszcze przez staruszkow, ktorzy daj im Boze, czuja sie doskonale, z najblizszymi sasiadami (okolo 75 lat ) umowilismy sie kilka razy ale to normalne ze tesknie do znajomych mlodszych wiekowo. Przyjaciele ktorych mamy mieszkaja od nas 50 km. Koledzy i kolezanki z pracy - bylo kino, impreza integracyjna. Ja jednak czuje ze to nie to. Nazwijmy to po imieniu - dokucza mi jednak samotnosc i tyle.
        • carmita80 Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 10:50
          A jak nawiazywalabys znajomosci w Polsce? Kazda spotkana osoba gdziekolwiek to bylaby ta? Nie kazda spotkana osoba po nawiazaniu kontaktu okazuje sie osoba z ktora chce sie je podtrzymywac, obojetnie jakiej narodowosci, w jakim kraju. Moze ty tez nie jestes osoba latwo nawiazujaca kontakty, moze masz zbyt duze wymagania, zbyt wiele rzeczy nie pasuje ci w.osobach spotkanych?
        • sofi75 Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 12:04
          ustyna134 napisał(a):

          > Hmmm... wymyslam problemy? to moja rzeczywistosc jest jednak inna niz piszecie
          > - u nas w miescie (dosc spore nawet) nie ma duzo polakow,

          - no to jak chcialas nawiazywac znajomosci tylko z Polakami, to trzeba bylo w PL zostac. A innych narodowosci tam nie ma? dziwne podejscie - ja wyjechalam glownie po to, aby nawiazac kontakty z innymi nacjami. Polski mialam po dziurki w uszach na miejscu.

          nie mam pojecia jak nawiazywac znajomosci z kazda osoba ktora sie napot
          > ka na ulicy i bedzie mowic po polsku wink
          - a jak nie bedzie mowic po polsku, to sie nie da?

          • podkocem Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 19:46
            odpowiedz jest prosta: ustyna134 nie zna wystarczajaco jezyka tubylcow i dlatego nie czuje sie swobodnie w kontaktach towarzyskich.

            Zamiast szukac Polakow, ogladaj ichniejsze filmy oraz czytaj ksiazki i prase w oryginale i staraj sie uzywac jak najwiecej jezyka tubylcow.
        • princess_yo_yo Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 13:45
          a rodzice w szkole/przedszkolu dzieci? book clubs, running clubs, gyms itd, wejdz sobie na meetup.com i szukaj wg zainteresowan
    • sofi75 Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 11:59
      Prawde mowiac w zyciu nie mialam problemu, ktory przedstawiasz.

      Wrecz przeciwnie - nawet sie ciesze, ze jestem z rodzina na odleglosc, bo wiedza o mnie tyle, ile sama im opowiem przez skype'a, co oznacza, ze raczej nie ingeruja w nasze codzienne decyzje typu: gdzie jezdzimy, ile pijemy, gdzie mieszkamy i co robimy z dziecmi.

      Skoro - jak piszesz - masz potrzebe spedzania w Polsce wszystkich dni swiatecznych, a dodatkowo jeszcze wakacji, to ja na Twoim miejscu rozwazylabym, czy emigracja jest dla Ciebie.
      • yosolka Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 12:06
        To, że Ty nie jesteś związana z rodziną, to nie znaczy, że każdy tak ma.
        • najma78 Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 12:19
          yosolka napisała:

          > To, że Ty nie jesteś związana z rodziną, to nie znaczy, że każdy tak ma.

          Jesli jednak ktos jest bardzo zwiazany z rodzina tzn. babciamj, ciotkami, wujkami, kuzynostwem, ze bardzo meczy sie zyjac z dala od nich plus ma problemy z nawiazywaniem znajomosci a zwlaszcza z osobami innej narodowsci niz wlasna i generalnie mu to doskwiera to jednak powinien zastanowic sie czy zycie z dala od swojego kraju i rodziny jest dla niego dobre. Emigracja nie jest dla kazdego, po co sie meczyc? Nie ma tez powodu aby wszystkich wrzucacc do jednego worka pod nazwa emigracja= samotnosc. Ludzie sa rozni, wielu czuje sie doskonale. I bez czestych spotkan z rodzina i podrozy do kraju pochodzenia.
          • yosolka Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 12:29
            Nie trzeba być bardzo związanym z rodziną, żeby tęsknić. I mam tu na myśli raczej rodziców, tak jak w moim przypadku, a nie całą resztę czyli ciotki itp. Wystarczy mieć bardzo dobre relacje z rodzicami a do tego być np. jedynaczką. Zgadzam się, że emigracja nie jest dla każdego. I dlatego mi jest łatwiej, bo mamy do odbębnienia tylko kilkuletni kontrakt. Zupełnie na zawsze nigdy bym chyba nie wyjechała. I nie tylko ze względu na rodziców.
            Po za tym jest też różnica między kilkuletnimi znajomościami a ludźmi poznanymi dopiero co.
            • najma78 Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 12:41
              yosolka napisała:

              > Nie trzeba być bardzo związanym z rodziną, żeby tęsknić. I mam tu na myśli racz
              > ej rodziców, tak jak w moim przypadku, a nie całą resztę czyli ciotki itp. Wyst
              > arczy mieć bardzo dobre relacje z rodzicami a do tego być np. jedynaczką.

              Dla jednego to wystarczy a dla innych to nie jest problemem. Mam swietne relacje z rodzicami i siostra, ale od lat mieszkamy daleko od siebie. Siostra jest mlodsza (8 lat) i tez mieszka wiele kilometrow od rodzicow, najpierw studia a pozniej praca. Widujemy sie rzadko, co nie znaczy ze nie rozmawiamy, nie radzimy, nie chwalimy itd. gdy czujemy potrzebe. Gdy siostra stracila w wypadku partnera bylo jej ciezko i przyjechala do mnie. Jestesmy dla siebie gdy potrzeba, co nie znaczy ze musimy spotykac sie czesto i zyc w odleglosci kilkunastu kilometrow.


              > Po za tym jest też różnica między kilkuletnimi znajomościami a ludźmi poznanym
              > dopiero co.

              Oczywiscie, ale i dopiero co poznani staja sie kilkuletnimi to kwestia czasu przeciez. W pl znajomi tez nie sa od razu kilkuletnimi smile
              • yuka12 Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 12:55
                Ale widzisz, ciezej te znajomosci kilkuletnie na nowo rozpoczynac co kilka lat smile. Poznajesz kogos, spotykacie sie rok, dwa- czy trzy lata i zmiana. Kolejni znajomi - i zmiana. Przeciez mieszkamy na emigracji, wszyscy jestesmy mobilni. I nie ludzmy sie, ze znajomosci 2-letnie przetrwaja taka probe czasu jak np. moje przyjaznie ze studiow. Widuje sie z dziewczynami moze raz na dwa-trzy lata, ale non stop jestesmy w kontakcie. Piszemy do siebie, czasem dzwonimy. A dlaczego nie moge tak z nowymi znajomymi? Moze dlatego, ze sa nowi? Nie znamy sie nawzajem az tak dobrze, nie spedzilismy wspolnie kupy czasu, mozemy sobie wyobrazic zycie bez siebie nawzajem. Wszak to TYLKO znajomi. Inaczej wyglada sprawa z rodzina czy starymi przyjaciolmi. Sa czescia zycia. Nas samych. Zauwazam zreszta, ze coraz trudniej przychodzi mi nawiazywac glebsze znajomosci, bo kazda taka proba to inwestycja. Uczuc, czasu, nadziei, czasem i pieniedzy. Fajnie jak mozna liczyc na rewanz. Lecz niestety czesto czlowiek sie przelicza. Bo ktos przyjezdza, bierze i wyjezdza. I ma w nosie tych, ktorzy mu pomogli, ktorzy zostali. Wiec na nasza towarzyska samotnosc ma rowniez wplyw doswiadczenie, ostroznosc, nieufnosc. Bo nie wiemy, na jak dlugo to bedzie, czy z ta rodzina naprawde warto?
                • najma78 Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 13:12
                  yuka12 napisała:

                  > Ale widzisz, ciezej te znajomosci kilkuletnie na nowo rozpoczynac co kilka lat
                  > smile. Poznajesz kogos, spotykacie sie rok, dwa- czy trzy lata i zmiana. Kolejni
                  > znajomi - i zmiana. Przeciez mieszkamy na emigracji, wszyscy jestesmy mobilni.

                  Ale skad te ciagle zmiany? Co oznacza, ze przeciez mieszkamy na emigracji?
                  Ja nie przenosze sie z miejsca na miejsce, osiadlam w jednym miescie i przez 10 lat przeprowadzilam sie trzy razy z tym ze trzeci raz to bylo kupno wlasnego domu w ktorym mieszkamy 7 lat. Zmienilam prace cztery razy ale z kazdej mam znajomych z ktorymi wciaz utrzymuje kontakty i spotykamy s w roznych okolicznosciach w miare czesto. Mamy bardzo bliskich znajomych, poznanych zaraz po przyjedzie i spotukamy sie z nimi czesto, mam tez bliska przyjaciolke ktora poznalam tutaj. Przyjaznie z pl tez wciaz sa, dwie najblizsze odwiedzaja mnie i czesto rozmawiamy przez telefon, jestesmy na biezaco. Rodzina jak wyzej. W ub. roku byla u nas ciocia z mezem w tym roku zaprosili nas do siebie, jedziemy tez do rodzicow i siostry. W przyszlym roku do brata meza na inny kontynent, oni byli w obieglym roku u nas. Zycie towarzyskie kwitnie, i tylko od nas zalezy jakie bedzie.
                  • yuka12 Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 18:50
                    Nie nie zalezy. Moj brat np. nigdy mnie nie odwiedzil. Najpierw rzekomo z powodu ciasnoty u nas (ale miejsce do spania dla gosci zawsze mielismy), a teraz to nawet nie wiem dlaczego, bo dom mamy duzy. Moze nie chce? Z calej rodziny odwiedzila nas tylko moja mama, ale teraz bidulce pogorszylo sie zdrowie i swoje lata ma, wiec nie jest jej latwo tak przelatywac z kraju do kraju. Byl u nas jeszcze brat meza z rodzina, ale zaraz w poczatkach naszego pobytu, niezapowiedzianie i troche nie w czas (mielismy przedluzony pobyt w szpitalu). Tesciowie, inni czlonkowie obu rodzin- zapomnij. Zapraszani i nawet z oferta zaplaty za przelot jakos nie maja ochoty. Czesciej odwiedzali nas nasi znajomi. A dlaczego ciagle zmiany? Bo tutaj nikt nie zostaje na dluzej, wiekszosc naszych znajomych albo po kilku latach wrocila do Polski lub swoich krajow i zaniedbala jakikolwiek kontakt (bo rozmowy z UK za drogie, a to nie maja Internetu albo telefonu stacjonarnego czy zgubili kontakt do nas wg ich tlumaczen po roku), albo do Norwegii lub w inne rejony UK rowniez bez dalszych stosunkow. Nie tylko zreszta z nami. My sie przeprowadzalismy w czasie 6 lat 5 razy w tym 3 razy zmienilismy miejscowosci i kosciol. Moze tez taka specyfika miejsca, w ktorym mieszkamy, bo wiekszosc osob, ktore znam, narzeka na ubogosc swego zycia towarzyskiego, a najczesciej kontaktuja sie z kims z rodziny, jesli ten ktos mieszka w poblizu. A wielu Polakow ma tutaj kogos bliskiego (oprocz nas), bo brat sciaga siostre, siostra mame itp.
                    Moze tez na to wplyw ma moje pozostawanie w domu z chorym synem przez wiekszosc naszego zamieszkania tutaj, wiec pomimo wysilkow i prob, ciezko sie bylo bardzo angazowac np. w dzialalnosc kosciola. A bez tego nie jest sie rozpoznawanym.
                    Po szkole matki zabieraja swoje pociechy i ida do domu, odwiedza sie tylko rodzina i znajomi ze szkolnej lawki.
              • yosolka Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 12:56
                najma78 napisała:

                > Oczywiscie, ale i dopiero co poznani staja sie kilkuletnimi to kwestia czasu pr
                > zeciez. W pl znajomi tez nie sa od razu kilkuletnimi smile

                No właśnie o tą kwestię czasu mi chodzi smile Teraz brakuje mi spotkań z tymi "starymi". Pewnie potem z tymi nowymi/starymi. Eh życie...
        • sofi75 zgadza sie :) 24.01.13, 16:29
          yosolka napisała:

          > To, że Ty nie jesteś związana z rodziną, to nie znaczy, że każdy tak ma.
          - zatem powtorze sie: skoro rodzina jest dla kogos priorytetem, powinien rozwazyc, czy emigracja jest dla niego. Ja przed wyjazdem z PL zrobila sobie tabelke plusow i minusow - wygraly plusy i poki co (po 8 latach) nie zaluje. Kiedys pewnie sie stad wyniose, ale PL bedzie ostatnim miejscem, w ktore mnie poniesie.
          • yosolka Re: zgadza sie :) 24.01.13, 16:38
            My też zrobiliśmy bilans plusów i minusów. Plusów jest wiecej a minus to właśnie ta rozłąka z rodziną. Owszem jest skype i mail i telefon ale to nie to samo.
          • larrisa Re: zgadza sie :) 24.01.13, 17:20
            sofi75 napisała:

            > Ja przed wyjazdem z PL zrobila sobie tabelke
            > plusow i minusow - wygraly plusy

            Czyli jednak były też jakieś minusy?
            No widzisz...i o jednym z nich pisze autorka wątku.

            Ale najlepiej jej udowadniać, że z rodziną najlepiej na odległość, ludzie
            w Polsce też nie mają przyjaciół i czasu, a poza tym jak może odczuwać samotność
            skoro ma męża i dzieci?
            • carmita80 Re: zgadza sie :) 24.01.13, 17:28
              larrisa napisała:


              > Ale najlepiej jej udowadniać, że z rodziną najlepiej na odległość, ludzie
              > w Polsce też nie mają przyjaciół i czasu, a poza tym jak może odczuwać samotnoś
              > ć
              > skoro ma męża i dzieci?

              Tak samo jak najlepiej udowodnic, ze kazdy na emigracji czuje sie samotny, brak mu znajomych i przyjaciol, jego dzieci cierpia z powodu braku kuzynostwa i dziadkow a jesli nie tzn. ze ma sie zimne i cierpkie stosunki z rodzicami i rodzina big_grin
              U mnie nie ma minusow, wiec wybor byl prosty smile
              • larrisa Re: zgadza sie :) 24.01.13, 17:39
                carmita80 napisała:

                > Tak samo jak najlepiej udowodnic, ze kazdy na emigracji czuje sie samotny,

                A ktoś tu to udawania? Tak odbierasz ten wątek?
                • carmita80 Re: zgadza sie :) 24.01.13, 19:31
                  larrisa napisała:

                  > A ktoś tu to udawania? Tak odbierasz ten wątek?

                  Watku tak nie odbieram, ale twoja wypowiedz owszem.
    • ustyna134 Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 12:12
      Hah, moj powrot jest niemozliwy - maz jest tutejszy; mieszkalismy krotko w Pl, nie bede sie rozpisywac ale nie ma takich mozliwosci. Codzienne kontakty z rodzina nie sa mi do szczescia potrzebne, jednak tak jak napisalam jak widzie jak dzieci "pieja" z radosci w kontaktach np z ciotka czy babcia to jednak czasami jest przykro ze nie ma spontanicznych odwiedzin.
      • najma78 Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 12:22
        ustyna134 napisał(a):

        > Hah, moj powrot jest niemozliwy - maz jest tutejszy; mieszkalismy krotko w Pl,
        > nie bede sie rozpisywac ale nie ma takich mozliwosci. Codzienne kontakty z rod
        > zina nie sa mi do szczescia potrzebne, jednak tak jak napisalam jak widzie jak
        > dzieci "pieja" z radosci w kontaktach np z ciotka czy babcia to jednak czasami
        > jest przykro ze nie ma spontanicznych odwiedzin.


        Dzieci zazwyczaj sie ciesza z wizyt gosci smile a jesli maz tutejszy to co z rodzina i znajomymi z jego strony?
      • ha-ya Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 12:35
        W Pl wiekszosc znajomych tez zapracowana albo rozjechala sie po swiecie/innych miastach. Moi rodzice pracuja, wiec tez czasu niewiel maja. Ciotki zapracowane, kuzyni takoz smile Dziecko chodzi do przedszkola, na place zabaw, wyjazdy, kulki i inne takie. ja sama jestem malo rodzinna i towarzyska wink wiec mi brak rodziny i znajomych srednio przeszkadza. Mezowi chyba jeszcze mniej. jadac na dluzej do Pl ( 2-3 tyg. widze, ze kontakty codzienne wcale nie wygladalyby inaczej, bo ludzie zwyczajnie czasu nie maja. Brat i szwagierka w pracy, po pracy dom i dziecko i inne obowiazki, do tego brat dodoatkowo pracuje w soboty. Drugi brat bedzietyn za granica. Kuzynki w oddalonych miastach, a te blizej tez z wlasna rodzina i zwyczajne tez maja mniej czasu na tygodniu, zeby ok 17-18 uskuteczniac jakies zebrania towarzyskie. Dwa tyg. jeszcze daje rade, ale pozniej marze tylko zeby wrocic do siebie, do domu.
        aha, to dziecinstwo za ktorym tak tesknisz - nie gniewaj sie, ale nie znam dziecakow puszczonych samopas i ganiajach bez opieki po osiedlu ( pomiijam nastolatkow)i sama sobie nie wyobrazam zostawienia dziecka ot, tak bez opieki ( nie mowie tu o wygladaniu przez okna w midzyczasie pijac kawe z koleznka i gotujac zupe). beztroskie latania u prababci na wsi tez nie wchodzi w gre, zadnych samodzielnych wypadow do lasu czy nad rzeke - sama tak robilam i do tej pory sie dziwie, ze nikomu nic sie nie stalo smile
      • lucasa Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 17:42
        ustyna134 napisał(a):

        > Hah, moj powrot jest niemozliwy - maz jest tutejszy; mieszkalismy krotko w Pl,
        > nie bede sie rozpisywac ale nie ma takich mozliwosci. Codzienne kontakty z rod
        > zina nie sa mi do szczescia potrzebne, jednak tak jak napisalam jak widzie jak
        > dzieci "pieja" z radosci w kontaktach np z ciotka czy babcia to jednak czasami
        > jest przykro ze nie ma spontanicznych odwiedzin.

        Ja zauwazylam to samo. Moje dzieci rozkwitaja przy kontaktach z rodzina, szczegolnie z dziadkami. Maja wtedy 100% uwagi, 100% milosci, (100% zachwytu smile), od osob innych niz rodzice. My jestesmy bardzo blisko z rodzina i rozumiem o czym piszesz. Tez nie pojedzimy do Polski, poki co kontakty jakie mamy i tak wydaja mi sie dosyc czeste, martwie sie tylko o przyszlosc, o starosc rodzicow itp.

        Yuka12 ladnie napisala:
        Wszak to TYLKO znajomi. Inaczej wyglada sprawa z rodzina czy starymi przyjaciolmi. Sa czescia zycia. Nas samych.

        I to wlasnie chyba odroznia znajomych od tych co maja "kilka kropli DNA". Znajomi jak znajomi, raz beda raz nie, przeprowadza sie, pogniewaja, zmienia na innych znajomych, albo zmienia TWA. Fajnie ich miec, ale taki troche malo jak maja byc substytutem rodziny. A rodzina jest. I bedzie oparciem (przynajmniej tak jest u nas).
      • my-alena Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 19:56
        ustyna134 napisał(a):

        > Hah, moj powrot jest niemozliwy - maz jest tutejszy; mieszkalismy krotko w Pl,
        > nie bede sie rozpisywac ale nie ma takich mozliwosci. Codzienne kontakty z rod
        > zina nie sa mi do szczescia potrzebne, jednak tak jak napisalam jak widzie jak
        > dzieci "pieja" z radosci w kontaktach np z ciotka czy babcia to jednak czasami
        > jest przykro ze nie ma spontanicznych odwiedzin.

        Sądząc po Twoich wpisach za granicą mieszkasz krótko i stąd poczucie samotności. Na pocieszenie mogę jedynie napisać, że minie. Poznasz nowych ludzi (niekoniecznie Polaków, całkiem serio nie tylko z nimi można się przyjaźnić), zawrzesz nowe przyjaźnie. Twoje dzieci też się przyzwyczają, pójdą do przedszkola, potem do szkoły, będą miały przyjaciół i to będzie cały ich świat i możesz mi wierzyć, nie będą już piać na widok Babci tak jak teraz. Moja córka w wieku przedszkolnym jeszcze chciała mieszkać w Polsce , najlepiej u Babci, obecnie (lat 9) nawet woli nie myśleć o takiej możliwości, bo jej świat jest tutaj.
        Rozejrzyj się wokół, może jakiś plac zabaw, grupy zabaw dla dzieci, czasem wystarczy tylko zagadać.
        Powodzenia.
    • yuka12 Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 12:22
      Nie radzimy. Mamy wprawdzie troche znajomych, zarowno tubylcow jak i Polakow, ale zycie towarzyskie niemal w zaniku. Nasze dzieci rowniez. Moja corka ma jeszcze przyjaciolke w klasie, ale po szkole spotykaja sie moze ze 2x w miesiacu. Syn niestety nie ma nikogo poza szkola. Brak tu podworka, na ktorym dzieci moglyby sie bawic, place zabaw sa za daleko i czesto pustawe. Znajomi Polacy, tak jak my, sa zapracowani, a poniewaz lacza ich wiezi rodzinne, my pozostajemy z boku, bo nie mamy niemal nikogo z rodziny w UK. Poza tym mieszkamy w malym miasteczku, gdzie jest niewiele emigrantow, a miejscowi trzymaja sie w zamknietym kolku rodzinno-towarzyskim. Chociaz nawet on narzekaja, ze ich dzieci siedza w domach i nudza sie smile. Niemal nikt nie zaprasza tutaj do siebie na kawe i nikt nie wykazuje checi na scislejsze kontakty. Wiem, bo probowalam nieraz. Czesciowo przez plotki, troche przez niechec do cudzoziemcow (ale nikt tego glosno nie powie), a troche przez brak czasu i wspomiany posiadany juz krag towarzyski. Nikt nas nie przesladuje, ale i nikt nie chce sie zaprzyjaznic. Wlasnie ta sutuacja jest jednym z powodow, dlaczego myslimy o przeprowadzce do jakiegos wiekszego miasta.
      • yuka12 Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 12:26
        Dodam jeszcze, ze nie tyle tesknie za rodzina, co wlasnie za fajnym kregiem znajomych z dziecmi w wieku moich. A wiekszosc naszych tutejszych znajomych albo ma dzieci mlodsze, albo jeszcze ich nie ma lub juz dawno temu wyfrunely z gniazda.
    • barbibarbi Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 12:40
      ja tak samo myślalam mieszkając za granicą - znajomi, rodzina. A po powrocie często okazuje się, że lepiej na odległość i z rodziną dobrze tylko na zdjęciu. Nie ma już tych beztroskich czasów jakie ja pamiętam z dzieciństwa, dzieciaki zamiast łazić po drzewach siedzą przed komputerami, albo na dodatkowych zajęciach np. angielskiego. Ludzie nie mają czasu, nie ma spontanicznych odwiedzin, to już nie te czasy, wszyscy zapracowani, w Polsce też trzeba się tygodniami umawiać, nie myśl że jest inaczej. Dziecko w odpowiednim czasie samo znajdzie sobie swoje towarzystwo, przedszkolak najbardziej potrzebuje mamy. Nie żyj złudzeniami! To typowe, że na obczyźnie często idealizuje się czasy spędzone w Polsce. A po powrocie ZONK, o kucze, to ja już zapomnialam jak tu źle było!
    • volta2 Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 12:45
      nie miałam takich problemów, bo moje życie towarzyskie i moich dzieci zresztą też, rozwitło aż za bardzo i miałam więsze problemy, by mieć nieco samotności niż odwrotniesmile

      może różnica polegała na tym, ze ja tam nie pracowałam, moje padrużki też raczej nie, więc od rana mogło się wisieć na telefonach, i umawiać, gdzie, u kogo i z kim.
      druga tura spotkań odbywała się w szkole/po szkole z mamami dzieci klasowych, które przyszły odebrać swoje pociechy.

      w polse baby pracują, czasu nie mają dla siebie, a co dopiero na rozrywkę od rana do nocy. ja to raczej w warszawie jestem samotna i mam wrażenie że umieram z nudów, co najwyżej se mogę pójść do kina, czy na basen. nawet w tenisa nie mam z kim zagrać przed południem, wszystkie w robociesad
      • najma78 Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 13:00
        Yuka, chyba w kazdym kraju ludzie miejscowi sa uprzedzeni do obcych. W Polsce w malym miasteczku byloby podobnie. Obcokrajowcow najpierw trzeba poznac, aby sie z nimi zakolegowac, to normalne. Jednak na tym najbardziej powinno zalezec przybyszom i to oni powonni sie o to postarac. Czy angazujesz sie w zycie lokalnej spolecznosci? W jaki sposob?
        • eliszka25 Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 13:31
          najma78 napisała:

          > Yuka, chyba w kazdym kraju ludzie miejscowi sa uprzedzeni do obcych. W Polsce w
          > malym miasteczku byloby podobnie. Obcokrajowcow najpierw trzeba poznac, aby si
          > e z nimi zakolegowac, to normalne. Jednak na tym najbardziej powinno zalezec pr
          > zybyszom i to oni powonni sie o to postarac. Czy angazujesz sie w zycie lokalne
          > j spolecznosci? W jaki sposob?

          tu sie w pelni zgadzam. mieszkam w malej wiosce w gorach i raczej nie podejrzewam, ze w odwortnej sytuacji, czyli w malej miejscowosci w polsce, obcokrajowcowi byloby lepiej. to juz chyba w ludzkiej naturze jest, ze ludzie sa nieufni do "nowych/obcych" i to wlasnie ci obcy powinni sie postarac, jesli chca byc zaakceptowani. na mnie tez poczatkowo patrzyli troche bykiem, bo w szwajcarii obcokrajowcow jest stosunkowo duzo, a spora czesc nie zna nawet podstaw jezyka. jak sie okazalo, ze mozna sie ze mna normalnie dogadac, dzieci bez problemu nawiazuja normalne kontakty na podworku, a cala rodzina bardzo chetnie uczestniczymy w zyciu spolecznosci, szanujemy tutejsze zwyczaje i w razie potrzeby oferujemy pomoc, to i sasiedzi sami zaczeli przychodzic. nie czuje sie wyobcowana, bo stosunek mieszkancow do nas jest zdecydowanie zyczliwy. doskwiera mi tylko brak takiej serdecznej przyjaciolki, ktora mialam w polsce. tylko wtedy nie mialam meza, dzieci, wiec i relacje byly inne. no i w malej miejscowosci jednak ma sie mniejsze pole manewru. mimo to absolutnie nie zaluje, ze mieszkamy wlasnie tu. za rodzina tesknie, bo jestesmy zzyci, ale nie jest to tesknota zatruwajaca nasze zycie. mamy tu krag znajomych, wielonarodowosciowy, choc sa i polacy i samotni zdecydowanie nie jestesmy.
          • kinshasa Re: eliszka25 24.01.13, 13:56
            widze ze nie tylko moge sie 100% podpisac pod tym co piszesz, ale nawet mieszkamy w tym samym kraju....
            • ashraf Re: eliszka25 24.01.13, 16:17
              Więcej nas wink Jaki kanton?
              • eliszka25 Re: eliszka25 25.01.13, 08:10
                ashraf napisała:

                > Więcej nas wink Jaki kanton?

                fajnie, mamy ze szwajcarii sie ujawnily smile. ja jestem kanton luzern smile
    • ashraf Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 13:24
      Ja mam tak jak Eliszka, tzn. brakuje mi najblizszej rodziny mojej i meza, jestesmy bardzo zzyci i spotkania imieninowe itd. sa dla nas przyjemnoscia, a nie przymusem. Ze znajomymi problemu nie mam, mozna ich znalezc wszedzie, zreszta jak juz wyzej wspomniano dziecko, praca i dom ograniczaja czas na spotkania. Co jest natomiast warte przemyslenia, to w jakiej okolicy sie mieszka. W UK mieszkalam jakis czas w malej dziurze w Lancashire i to byl dramat! Zadnych rozrywek, teatrow, galerii w dogodnej odleglosci, towarzystwo miejscowe preferujace wylacznie picie na umor i nastawione do obcokrajowcow wybitnie anty. Do tego troche Polakow, glownie ciagnacych zasilki i narzekajacych, ze im malo, pod wzgledem zainteresowan wtapiajacy sie w tubylcow. W wiekszym miescie tego problemu nie bylo, a tu gdzie mieszkamy teraz w CH co trzeci mieszkaniec miasta to obcokrajowiec, wiec to raczej Szwajcarzy zaczynaja czuc sie obco wink Na pewno emigracja nie jest dla kazdego, ale tez nie taki diabel straszny jak go maluja.
      • bsl Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 13:40
        mam duży krąg znajomych, sami Czesi a raczej Morawianie smile
        trochę zastępują mi rodzinę, dzieci tez maja swoich kolegow i koleżanki
        ale ja jestem typ, jak sie tu mowi "spolecensky "smile
        trwało nam ok 2 lat nim zaczelismy sie integrowac , na początku bariera językowa , potem zdobycie zaufania wink Czesi są raczej zamkniętym narodem ,ale udało sie i z tego sie cieszę
        nei znaczy to, że nie tęsknię za ludzmi z którymi przezyłam dobre i złe w Polsce
        • bi_scotti Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 17:11
          Nigdy nie mialam "przyjaciolki od serca" wiec tez i nigdy mi takiej nie brakuje przy okazji emigracji. Rodzice nie zyja, kuzyni w PL ale i w innych czesciach swiata - jak jest opcja, to sie widujemy i wtedy jest wysmienicie, bo rzadko wiec jest o czym pogadac, update, powspominac, popatrzec jak "nam dzieci wyrosly" wink Znajomi przychodza i odchodza jak to w zyciu - w zaleznosci od adresu i zainteresowan. Sa znajomi od wspolnych nart, sa znajomi od wslnego canoe, od posiadowek przy niezdrowo-zastawionym stole i od wspolnego sluchania jazz'u, sa znajomi od dyskusji politycznych i od wspolnych wyjazdow na zakupy do sasiadow, bo tam taniej wink Swiat jest ogolnie pelen fajnych ludzi tylko nie wszyscy sa fajni do wszystkiego! Jak sie ubi cos robic to sie i innych to lubiacych znajdzie i ... ot ... jest znajomosc. Life.
          • konwalka Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 17:26
            nie radzimy sobie
            emigracja nie dla mnie,zycie w Pl tez nie
            dziadkow may tutaj, cala czworke; mam ich powyzej uszu
            jak uslyszalam jak sie moja rodzina, z ktora zawsze spedzalam swieta w dziecinswtie zebrala na wigilii w nowym domu kuzynki, w mojej ukochanej dzielnicy, to myslalam, ze mi serce peknie
            generalnie do doopy
          • myelegans Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 17:52
            Cytat d wspolnych wyjazdow na zakupy do sasiadow, bo tam taniej wink Swiat jest ogolnie pelen fajnych ludzi tylko nie wszyscy sa fajni do wszystkiego! bi, to wyjedz kiedys do mnie, ja fajna jestem wink i za miedza

            BTW, mnie tez przyjaciolki "od serca" nie sa potrzebne, nie ten typ, bo ja sie nie lubie wnetrza pokazywac na dloni.
            • bi_scotti Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 18:03
              myelegans napisała:

              > bi, to wyjedz kiedys do mnie, ja fajna jestem wink i za miedza

              Watch what you wish for ... jak mawiaja Chinczycy tongue_out The day might come ... i co wtedy big_grin
              • myelegans Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 20:47
                Wtedy pojdziemy na wino i sie zakolegujemy wink
                • bi_scotti Re: Pytanie do mam emigrantek 25.01.13, 03:11
                  myelegans napisała:

                  > Wtedy pojdziemy na wino i sie zakolegujemy wink

                  A propos wina i kompletnie NIE a propos watku - nasze lokalne radio podalo, ze producenci ice wine sa przeszczesliwi, bo wreszcie nam przymrozilo (-25 w wietrze) wiec jest szansa na dobry harvest. Lato bylo wysmienite i wszyscy mowia, ze rocznik 2012 to bedzie jeden z najlepszych w historii ontaryjskich win a teraz jeszcze takie fajne mrozy wiec i ice wine 2013 moze sie okazac bardzo mniam. Dobre czasy nastaly smile
                  • myelegans Re: Pytanie do mam emigrantek 25.01.13, 04:11
                    A wiesz, ze ja chyba nigdy nie pilam. Musze sie poprawic.
          • eliszka25 Re: Pytanie do mam emigrantek 25.01.13, 08:19
            bi_scotti napisała:

            Swiat jest ogolnie pelen fajnych ludzi tylko nie wszyscy sa fajni
            > do wszystkiego! Jak sie ubi cos robic to sie i innych to lubiacych znajdzie i
            > ... ot ... jest znajomosc. Life.

            pod tym tez sie moge podpisac, bo mamy tak samo. jedni znajomi sa od tego inni od czegos innego i wszyscy sa zadowoleni.
    • myelegans Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 17:34
      Dobrym sposobem na poznanie innych sa wszelkie hobbystyczne kluby, kursy itd. szkoly, przedszkola dzieci. Chociaz dziecko do przedszkola juz 3 lata nie chodzi, ja sie nadal spotykam z grupa mam, ktore poznalam w przedszkolu. Umawiamy sie do miesiac na kolacje, umawiamy sie dziecmi na lyzwy, na wedrowki po gorach, na place zabaw, dzieci sie bawia, my plotkujemy.
      Poznalysmy sie wszystkie przez dzieci, bo bylo ich paczka 4, wiec zaczely sie urodziny, pozniej jakies umawianie na basen, na play date itd. teraz dzieci same prosza o play date, wiec sie je dostarcza raz do jednego domu, raz do drugiego, z innym jest w sekcji plywackiej, wiec sie wymieniamy dowozeniem towarzystwa, widzimy sie na zawodach itd.
      Przez szkole polska, w ktorej jestem w komitecie rodzicielskim poznalam Polakow en masse, organizujemy rozne imprezy, imprezy taneczne, pikniki, wyjazdy na narty z dziecmi, ale trzeba cos dac od siebie rowniez. Samo nie przyjdzie.

      Dla mnie samej, mam moj klub biegacza, ktorego jestem viceprezesem juz druga kadencje, w ktorym poznalam swietnych ludzi, swietne kobiety, nie tylko biegamy, ale chodzimy na kolacyjki, na koncerty, na sing-along, na weekendy babskie. Syn jednej z moich klubowych kolezanek, jest baby sitterem mojego dziecka.
      Klub organizuje kilka biegow ulicznych, zasilamy lokalne organizacje charytatywne, organizujemy sponsorow.

      Szczere, to ja moglabym zrezygnowac z pracy i wypelnic sobie zycie pelnoetatowo zajeciami towarzyskimi big_grin

      powodzenia

    • kropkacom Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 17:45
      Nie jestem typem człowieka, który ma takie problemy.

      A dzieci sobie same znajdą towarzystwo jak potrzebują. Byleby miały gdzie...
    • asia.asz Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 19:07
      jak sie mieszka kilka(nascie) lat w jednym miejscu na pewno jest lepiej ale my po 7 latach w portugalii przenieslismy sie do usa, i tu na poczatku bylam przerazona bo wszystko zaczynalismy od zera, ale jakos ze nie pracowalam to szybko znalazlam znajomych, problemem jest to ze mieszkam w miejscu gdzie czesto ludzie sie wymieniaja, tzn jedno wyjezdzaja a inni przyjezdzaja, wiec po tym pierwszym roku w usa 3 najblizsze znajome wrocily do swoich krajow niemalze w tym samym czasie, przyznam ze bylam zalamana, potem dosc szybko znalazlam nowe znajome, ale odkad zaczelam prace na full time brak mi czasu na spotkania, w tygodniu po szkole wracamy do domu, jemy i spac (mam jeszcze zbyt male dzieci na to zeby moc z nimi wyjsc i wrocic (lub tez kogos goscic) kolo 22 zeby nastepnego dnia wstaly bez problemu), znowu weekendami nadrabiamy sprzataniem, zakupowami i gotowaniem
      czasem sie spotykamy z kims ale akurat ostatnie 2 mies byly b chorowite i nawet nie zapraszalam nikogo coby czegos nie zlapal od nas
      za to w pracy znalazlam dosc sporo znajomych, glownie dziewczyn, z polski (jedyne moje polskie znajome tu, bo dziecko do szkoly polskiej nie chodzi wiec i nie ma jak poznac)

      co do rodziny to zaluje ze mieszkam tak daleko od mojej rodziny, zwlaszcza ze moi rodzice maja gospodarswto i takie wakacje bylyby wspaniale dla moich dzieci (wiem, sa wakacje, ale nie dostane urlopu dluzszego niz 2 tyg, a dzieci sa za male zebym je same wyslala +to dosc duzy jeszcze obowiazek pilnowanie ich ,wiec tez samych ich rodzicom na glowe nie zwale)
      plus jest taki ze mieszkamy daleko od tesciow, zwlaszcza tesciowej i to mi duzo wynagradzatongue_out
    • franczii Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 19:09
      Nie napisalas jak dlugo jestes zagranica. Wiem po sobie, ze trzeba czasu zeby sie zadomowic. Ja potrzebowalam 2 lat i bardzo tesknilam mimo ze obiektywnie wyjazd zmienil mi zycie na lepsze. Ale poczatkowa tesknota nie pozwalala mi tych dobrych stron docenic. A z Polski wyjezdzalam z nastawieniem pozytywnym i przekonaniem, ze moj dom na stale bedzie zagranica.
      Doczytalam, ze twoj maz jest miejscowy wiec jesli chodzi o zycie rodzinne i towarzystwo to przynajmniej na poczatku powinnas miec nie pod gorke bo wchodzisz w jego towarzystwo i nie czujesz sie obca, masz taki azyl a po jakims czasie tworzysz sobie swoje grono znajomych.
    • ustyna134 Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 21:48
      dziewczyny, dziekuje ze niektore fajne wpisy, daly mi do przemyslenia smile ogolnie jest tak ze ja sie nawet udzielam publicznie w miare mozliwosci ale to wszystko jest takie plytkie, ciezko nawiazywac przyjaznie. Moj maz ma tylko jednego brata, a jego najlepsi 2 przyjaciele sa jeszcze wolni wiec i tu krag towarzyski ograniczony. Chyba jednak mam pecha smile
      • goodnightmoon Re: Pytanie do mam emigrantek 24.01.13, 22:06
        A gdzie ty, dziecko, mieszkasz? smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka