Znowu teściowa.

Co zrobić w takiej sytuacji. W ostatnim czasie przeprowadzaliśmy się. Teściowa koniecznie coś chciała nam kupić do nowego mieszkania. Tzn. ona chciała garnki, po kilku rozmowach z mim mężem wspólnie ustalili, że garnków to my nie potrzebujemy, jeśli już coś chcą kupić, to naszej córce przydałby się telewizor do pokoju. I na tym ustaleniu stanęło. Trochę z tym telewizorem zwlekaliśmy, bo mieliśmy dużó innych ważniejszych spraw na głowie. Teściowa co kilka dni przypominała, żebyśmy pamiętali o tym telewizorze, że pieniądze czekają itd. 3 dni przed świętami dzwoni do mnie, że kupiła nam garnki i czekają u nich w domu na nas. Podziękowałam serdecznie i szlag mnie trafił. Na uj mi garnki, mam swoje kupione kilka lat temu z wieczystą gwarancją, nie po to upowałam nowe miszkanie, by sobie je zagracać garami. Córka przekazała nam informację, że garnki kosztowały 3500 i telewizra już nie dostanie. Ok, telewizor kupilśmy sami, bo przecież dziecko miało obiecany. Babcia stwierdziła, że te garnki to prezent świąteczny. Jesteśmy chamami, bo go nie zabraliśmy i nie zabierzemy. I teraz sedno sprawy, a właściwie dwa

Babcia nie dała dziecku prezentu ( gotówkowego) na gwiazdkę, bo przecież kupiła garnki i to jest i będzie prezent dla nas wszystkich przez najbliższe 7 lat. Dziecko nic dostanie na gwiazdkę i na urodziny. Te garnki muszą się jej zwrócić. To jedno, a potem stwierdziła, że nie będzie czekała 7 lat, by odebrać swoje pieniądze i mamy jej oddać za te garnki te 3500. Mąż chce jej oddać te pieniądze, ja jestem przeciwna. Bo garnków tak czy siak nie weźmiemy, a pieniądze stracę. Córka (14) zaproponowała jej, że to będzie jej prezent ślubny ( chciała załagodzić sytuację), ale okazało się, że prezent ślubny to babcia już ma, kupiła jeszcze za czasów PRL komplet sztućcy srebrnych i trzyma od 1978 dla wnuczki

Rewelacja. Oddałybyście te pieniądze dla świętego spokoju, czy nie?