Dodaj do ulubionych

Przeczytajcie

11.02.13, 09:07
komentarze do tego:
www.edziecko.pl/przedszkolak/56,79345,12280538,Dzieci_i_savoir_vivre___zasady__ktore_przeszly_do.html#BoxLSTxt
Nie chodzi mi o slajdy (nawet ich nie obejrzałam do końca), tylko o komentarze pod spodem - szokujące, jak ludzie gremialnie i stadnie dokonują linczu na dzieciach i rodzicach. Sami nie hałasowali w restauracji? Czy rzeczywiście obyczaje tak się zmieniły, że usprawiedliwia to zbiorowe hejtowanie dzieci i rodziców?
Obserwuj wątek
    • nabakier Re: Przeczytajcie 11.02.13, 09:23
      Ja jestem z tych, co nie tresują dzieci. Acz mam niekrzykliwe, więc może za bardzo nie muszę. Ale generalnie uważam, że ludzie pojawia się dziś fobia antydziecięca, jeśli idzie o przestrzeń publiczną, i na miejscu młodych rodziców miałabym ją gdzieś, robiłabym swoje i niech sobie marudzą...
    • thegimel Re: Przeczytajcie 11.02.13, 09:33
      Nauczyłam się olewać. Nie ciągnę dziecka wszędzie, pilnuję żeby innym nie przeszkadzał i tyle. Zauważyłam, że w PL panuje ciekawe podejście: nie chcesz dzieci - jesteś egoistą, antykoncepcja zuo, aborcja zbrodnia, oddać dziecko do adopcji - no jak można. Ale jak już to dziecko masz, to ma go nie być słychać ani widać. Bo nieestetycznie je, bo się nudzi. Bo jest!
      Place zabaw przeszkadzają, śnieżne górki przeszkadzają, ale jak dziecko siedzi w domu przed kompem i TV to jeszcze gorzej. Nie dogodzisz.
      • to_ja_tola Re: Przeczytajcie 11.02.13, 11:33
        thegimel napisała:

        > Nauczyłam się olewać. Nie ciągnę dziecka wszędzie, pilnuję żeby innym nie przes
        > zkadzał i tyle. Zauważyłam, że w PL panuje ciekawe podejście: nie chcesz dzieci
        > - jesteś egoistą, antykoncepcja zuo, aborcja zbrodnia, oddać dziecko do adopcj
        > i - no jak można. Ale jak już to dziecko masz, to ma go nie być słychać ani wid
        > ać. Bo nieestetycznie je, bo się nudzi. Bo jest!
        > Place zabaw przeszkadzają, śnieżne górki przeszkadzają, ale jak dziecko siedzi
        > w domu przed kompem i TV to jeszcze gorzej. Nie dogodzisz.

        podpisuję się pod tym.
        !!!
        smile
      • wespuczi Re: Przeczytajcie 11.02.13, 16:27
        swieta prawda!
    • chipsi Re: Przeczytajcie 11.02.13, 09:45
      > Sami nie hałasowali w restauracji?

      Nie, nie hałasowali w restauracjach bo na wsi, z której pochodzą, nie było restauracji a dzieci trzymało się w chlewie z trzodą. Tak więc jako starszaki także z dziećmi nie przebywali więc teraz są w szoku ciężki że dziecię w mieście wydaje dźwięki wink
      • lily-evans01 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 09:51
        10/10
      • to_ja_tola Re: Przeczytajcie 11.02.13, 11:34
        chipsi napisała:

        > > Sami nie hałasowali w restauracji?
        >
        > Nie, nie hałasowali w restauracjach bo na wsi, z której pochodzą, nie było rest
        > auracji a dzieci trzymało się w chlewie z trzodą. Tak więc jako starszaki także
        > z dziećmi nie przebywali więc teraz są w szoku ciężki że dziecię w mieście wyd
        > aje dźwięki wink


        wiesz co?nie przesadzaj!
        znaczy co?ci ze wsi nie potrafią si zachować,a ci z miasta to tacy ułożeni?
        Och nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz.
        • chipsi Re: Przeczytajcie 11.02.13, 12:33
          Ależ, Tola, słonko, ja sama pochodzę ze wsi. Ba, nadal mieszkam na wsi. Pisałam o wieśniackim podejściu bo więśniaka nie czyni miejsce urodzenia tylko sposób bycia.
          • to_ja_tola Re: Przeczytajcie 11.02.13, 15:02
            chipsi napisała:

            Pisałam
            > o wieśniackim podejściu bo więśniaka nie czyni miejsce urodzenia tylko sposób
            > bycia.

            aha..no to rozumiem smile
      • ceide.fields Re: Przeczytajcie 11.02.13, 12:14
        A to to wielka miastowa? I co w związku z tym?
    • lily-evans01 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 09:50
      Wiesz co, mam 37 lat. Jak byłam dzieckiem, to nie do pomyślenia było, żebym ganiała, wstawała co chwilę ze swojego miejsca, czy krzyczała w jakiejś kawiarni albo restauracji. Ale wtedy nie było mody na ciąganie po bardziej eleganckich lokalach roczniaków czy dwulatków.
      Moje pierwsze wspomnienia "lokalowe" to okres ok. 5-6 lat, zjadałam deserek, coś tam sobie rysowałam, czytałam, dorośli trochę pogadali i heja do domu.
      Moja matka nigdy nie prezentowała postawy, że ona wreszcie przyszła się zrealizować towarzysko do lokalu, a dziecko niech lata samopas i robi, co chce.
      Sama mam dziecko, prawie 7-letnie obecnie, ale ganiać pozwoliłabym tylko w lokalu z placem zabaw i w miejscu do tego przeznaczonym, czyli właśnie w tym obszarze zabaw. Uczę córkę, że nie musimy krzyczeć, żeby siebie słyszeć nawzajem - i nie wszystkie sąsiednie stoliki muszą znać treść naszych rozmów.
      Z moich obserwacji - dzieciaki potrafią paskudnie przeszkadzać w lokalu wyższej rangi niż KFC czy Burger King, w miejscach, gdzie dorośli ludzie mają też spotkania towarzyskie, natury sercowej lub służbowe. Potrafię zwrócić uwagę matce, która gawędzi z koleżankami, a jej potomstwo gania przy moim stoliku. Rozumiem, że jestem już hejterką, bo nie akceptuję, kiedy ktoś przenosi w przestrzeń miejską zwyczaje i krzyki rodem z pola?
      • zuzann-a Re: Przeczytajcie 11.02.13, 09:57
        Zgadzam się z lily-evans01, mam dwuipółlatka na stanie i też czasem bywamy gdzieś ale nie wyobrażam sobie żeby ganiał między stolikami i przeszkadzał innym.
      • wuika Re: Przeczytajcie 11.02.13, 09:57
        Ale niektórym przeszkadza fakt, że dziecko w ogóle jest i czasem wyda z siebie głos. No trudno, dzieci gadają często głośniej niż dorośli. Małe czasem wrzasną. Od razu powód do zamykania jadłodajni przez rodzicami z przychówkiem?
        • lily-evans01 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 10:23
          Wrzasną, bo się męczą i nudzą, i taka jest prawda.
          Kiedy córka była młodsza, chodziłam sporadycznie - ale szukałam miejsc z placem zabaw albo kątem z kulkami. Małe dziecko niewiele zje, pogrzebie, już chce wstać i gdzieś pędzić - to zupełnie normalne.
          Co do sporadycznego robienia zamieszania przez moje dziecko - przenigdy nie spotkałam się w uwagami. Ale to było faktycznie sporadyczne.
          W ostatnich czasach niestety mamy nadmiar hałasu w przestrzeni publicznej, ludzie mają tego w końcu dość. To "hejtowanie" odnosi się nie tylko do dzieci, zapewniam Cię. Naprawdę nie spotkałam zbyt wielu ludzi tendencyjnie uprzedzonych do dzieci, o ile nie było do tego wyraźnych powodów.
          • to_ja_tola Re: Przeczytajcie 11.02.13, 11:37
            lily-evans01 napisała:

            > Wrzasną, bo się męczą i nudzą, i taka jest prawda.
            > Kiedy córka była młodsza, chodziłam sporadycznie - ale szukałam miejsc z placem
            > zabaw albo kątem z kulkami. Małe dziecko niewiele zje, pogrzebie, już chce wst
            > ać i gdzieś pędzić - to zupełnie normalne.
            > Co do sporadycznego robienia zamieszania przez moje dziecko - przenigdy nie spo
            > tkałam się w uwagami. Ale to było faktycznie sporadyczne.
            > W ostatnich czasach niestety mamy nadmiar hałasu w przestrzeni publicznej, ludz
            > ie mają tego w końcu dość. To "hejtowanie" odnosi się nie tylko do dzieci, zape
            > wniam Cię. Naprawdę nie spotkałam zbyt wielu ludzi tendencyjnie uprzedzonych do
            > dzieci, o ile nie było do tego wyraźnych powodów.
            >

            ematka zawsze ma wyjście z sytuacjibig_grin
            wiesz co? owszem...ty masz dziecko ułozone-wiadomo dziecko ematkowebig_grin
            ALE DZIECI SĄ RÓŻNE moja droga.
            I nie wierze,że te wszsytkie mamusia lataja po restauracjach...pewnie to"restauracje KFC" czy McDonaldbig_grin
            • lily-evans01 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 13:27
              W KFC przeważnie są te miłe, kulkowe kąciki dla dzieci.
              A poza tym, moje dziecko nie wrzeszczało po restauracjach, bo jak było w wieku wrzeszczącym, to raczej nie chodziło w miejsca, gdzie mogłoby to razić i przeszkadzać dorosłym. Chodziło dużo na plac zabaw, do parku, grać w piłkę itp. do zmordowania, i tyle.
              Restauracja dla 2-3 latka żadną atrakcją nie jest. A w czymś takiej kategorii jak KFC biegająca dzieciarnia mi nie przeszkadza, zresztą serwujemy sobie tę truciznę sporadycznie wink.
              • wuika Re: Przeczytajcie 11.02.13, 13:41
                Nie chodzi o placyki, a o rodzaj jedzenie. Nie dam małego dziecku fastfoodu do jedzenia.
              • wuika Re: Przeczytajcie 11.02.13, 13:43
                Nadal nie rozumiesz, że często przebywanie w restauracji to nie kolejny punkt rozrywek dziennych, co konieczność zjedzenia czegoś innego, niż paczkowane jedzenie ze sklepu. I wtedy obecność placyku zabaw może być dodatkowym atutem danego lokalu, ale podstawowym jest, żeby serwowano coś, co można dziecku podać. Oraz powód, który tutaj już padł: żeby na jedzenie się nie czekało. Kolejka / kelner, jedzenie zaraz na stół, nakarmienie dzieci i siebie i out.
                • lily-evans01 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 17:01
                  To w tej sytuacji nie rozumiem, jak można nie umieć przytrzymać w miarę dziecka przy stole te kilkanaście minut, tyle, ile trwa taki błyskawiczny posiłek. Żeby nie wrzeszczało na całą restaurację albo nie bawiło się w chowanego pod cudzym stolikiem.
                  Mam wrażenie, że artykuł najbardziej ubódł matki, których dzieci są mocno rozwydrzone... Nam się nie zdarzyło, żeby ktoś stawiał do pionu mnie albo córkę, chociaż nie siedzi sztywno i nie szepcze. Z kolei, jak jedziesz gdzieś na wakacje i coś jesz po drodze, to nie są to przybytki - świątynie przewodników Michelina typu "Jules Verne", więc, żeby narazić się na uwagi współbiesiadników, trzeba mieć totalnie w zadku to, jak dziecko się zachowuje.
                  • franczii Re: Przeczytajcie 11.02.13, 18:43
                    > Mam wrażenie, że artykuł najbardziej ubódł matki, których dzieci są mocno rozwy
                    > drzone... Nam się nie zdarzyło, żeby ktoś stawiał do pionu mnie albo córkę, cho
                    > ciaż nie siedzi sztywno i nie szepcze.

                    A mnie sie zdarzylo kilka razy, ze ktos stawial do pionu dziecko i to prewencyjnie. Akurat nie w restauracji ale w sklepie lub na spacerze owszem wysikakiwala pani ostro lub nawet z krzykiem na dziecko bo jej sie wydawalo, ze cos ma zamiar zrobic.
                  • wuika Re: Przeczytajcie 11.02.13, 19:31
                    Na moje dzieci nikt się jeszcze nie skarżył. Jak latały po restauracji (raz im się zdarzyło), to tylko w sytuacji, kiedy byliśmy w niej sami i ustaliliśmy z kelnerem, że nie będą mu przeszkadzały pałętające się dzieciaki (na czas przynoszenia naczyń / potraw młode były trzymane na rękach). I dzieciaki podczas jedzenia są albo u nas na kolanach, albo w krzesełkach. Ale odgłosy wydają, czasem coś wyplują (jak to dzieci w wieku kilkunastu miesięcy), czasem coś rękami wpakują do buzi, czasem wrzasną czy zaśmieją się w głos. Jeśli z tego powodu miałabym się ograniczać do miejsc, gdzie i tak jest burdel, wrzask i wszystko wolno, to sorry, to nie dla mnie.
          • franczii Re: Przeczytajcie 11.02.13, 11:56
            Dziecko moze tez wrzasnac z innego powodu a nie tylko z nudy. Jedno wrzasniecie o niczym nie swiadczy. Jesli nie wrzeszcy ciagle przez pol godziny to uwazam, ze wszystko jest w poradku. Dorosli goscie restauracyjni tez nie zachowuja sie absolutnie cicho. Ale tylko glos dzieci jakos denerwuje.
            • lily-evans01 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 13:29
              Mnie jedno wrzaśnięcie też nie denerwuje. Ale jak cudze dzieciaki ganiają się 10 minut, kwadrans tuż obok mojego stolika i dziko piszczą, a mamuśki pytlują i na nic nie zwracają uwagi, no to nie mam powodu tego znosić. I takie właśnie sytuacje budzą mój sprzeciw, a nie sama obecność dzieci czy ich głośniejsza rozmowa.
      • arwena_11 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 10:05
        Dokładnie tak jest. Nie mam pojęcia po co ciągać małe dzieci do restauracji lepszych niż KFC czy Mac. Do restauracji człowiek idzie odpocząć, pogadać, a nie wysłuchiwać cudze rozdarte i niegrzeczne dzieci. A zwrócenie uwagi rodzicom, że dzieci zachowują się niestosownie, to obraza majestatu.
        A wystarczy właśnie od małego uczyć dziecko, ze je się przy stole, a nie wszędzie, że sztućce są potrzebne i rękami nie powinno się jeść. Że brudne ręce wyciera się w serwetkę, a nie w krzesło.
        Wydawałoby się, ze te sprawy są oczywiste, ale jak się okazuje nie dla wszystkich.
        Ja z dziećmi nie chodziłam po lepszych restauracjach do momentu kiedy potrafiły się odpowiednio zachować. To była również męczarnia dla mnie.
        • wuika Re: Przeczytajcie 11.02.13, 10:19
          A nie idzie się czasem czegoś zjeść? Wtedy co? Z dziećmi tylko na fast-food, bo inaczej obraza salonów, że rodzic się odważył przyprowadził dzieciarnię?
          I nie, nie popieram wydzierania mordy w knajpkach, ale na litość - trudno zamykać drzwi każdej jednej restauracji, która nie podaje ociekających tłuszczem hamburgerów za 3zł tylko dlatego, że ktoś przyszedł z dziećmi.
          • to_ja_tola Re: Przeczytajcie 11.02.13, 11:40
            wuika napisała:

            > A nie idzie się czasem czegoś zjeść? Wtedy co? Z dziećmi tylko na fast-food, bo
            > inaczej obraza salonów, że rodzic się odważył przyprowadził dzieciarnię?


            No najwyraźniej.Ale za chwilę będzie artykuł o tym,jak to otyłość wzrasta wsród dzieci.To gdzie k...ja mogę z tym dzieckiem pójść?Skoro w restauracji ono przeszkadza choćby tym,że coś głośno powie,(bo o bieganiu nie ma mowy )a w fastfoodzie jedzenie to zło?!

            > I nie, nie popieram wydzierania mordy w knajpkach, ale na litość - trudno zamyk
            > ać drzwi każdej jednej restauracji, która nie podaje ociekających tłuszczem ham
            > burgerów za 3zł tylko dlatego, że ktoś przyszedł z dziećmi.

            własnie.
            • lily-evans01 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 13:30
              To w jakiej zacofanej wsi mieszkasz, że nie znasz ani jednej restauracyjki z kącikiem zabaw dla dzieci czy placem zabaw na zewnątrz?
              • dziennik-niecodziennik Re: Przeczytajcie 11.02.13, 13:34
                to musi być wieś? u nas nie ma. miasto dość spore.
        • 2beti131 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 10:22
          Witaj arwena proszę Cię o kontakt na mail beataf9@op.pl
          Przeczytałam Twój post na forum odnośnie zapalenia stawów, mam problem ze stawami u córki. Bardzo proszę o kontakt beata
          • arwena_11 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 15:36
            odezwę sie wieczorkiem, bo musze obrobić dzieciaki przed zajęciami popołudniowymi
        • olena.s Re: Przeczytajcie 11.02.13, 11:16
          Ekhem, ja zaś nie wyobrażam sobie zabranie malutkiego dziecka do KFC - absurd dietetyczny i kulturowy. Nie zabrałam też dwulatka do Ritza - wydawanie majątku na wyszukane jedzenie, które z pewnością nie będzie docenione uważam z bzdurę.
          O, TGF może być, szansa że małe wsunie tortillę czy pieczonego ziemniaka istnieją. Albo knajpa gdzie dadzą żurek czy pomidorówkę.
        • lauren6 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 11:31
          arwena_11 napisała:

          > Ja z dziećmi nie chodziłam po lepszych restauracjach do momentu kiedy potrafiły
          > się odpowiednio zachować. To była również męczarnia dla mnie.

          Jeżeli siedzisz w domu i nigdzie nie wyjeżdżasz to łatwo tak Ci napisać. Jakbyś miała gdzieś wyjechać z dzieckiem na np. 2 tygodnie to przez cały ten czas bałabyś się wyjść do restauracji lepszej niż Mc Donalds i żywiła się syfem? Czasami nie ma się wyboru.

          Nasze dziecko chodzi z nami do restauracji od czasów niemowlęcych. Staram się wybierać knajpy przyjazne dzieciom, ale jak jestem w trasie to nie będę wybrzydzać i idziemy tam gdzie jest smacznie. A dziecko jak dziecko. Obecnie jest dużo lepiej, ale niemowlęciu nie da się przetłumaczyć, że ma siedzieć cicho. I prawdę mówiąc zupełnie mnie nie interesowała w tym momencie opinia innych ludzi w restauracji. Płacimy i też mamy prawo zjeść.

          Jestem w stanie zrozumieć, że komuś przeszkadza hałaśliwe dziecko na mszy w kościele, w muzeum, galerii, teatrze. Ale w restauracji?! Jedzenie jest aż tak kulturalną przyjemnością, że muszą to robić w absolutnej ciszy, bo inaczej korona z głowy spanie? W głowach się przewraca.
          • triss_merigold6 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 11:39
            Co do teatrów - na bardzo wielu przedstawieniach dla dzieci interaktywność widowni jest mile widziana. Jest trochę spektakli do udziału w których dzieci są zapraszane, proszone o doping, pomoc czy odpowiedzi. Na spektakle łączące przedstawienie z zabawą, a później przedstawienia, chodziłam regularnie z synem odkąd skończył 3 lata. Na przedstawienia dla dorosłych dzieci nie zabiorę, bo niczego nie zrozumieją i będą się nudzić - proste.
          • franczii Re: Przeczytajcie 11.02.13, 11:50
            > Jeżeli siedzisz w domu i nigdzie nie wyjeżdżasz to łatwo tak Ci napisać.

            Bo z dziecmi do lat 8 nie mozna nigdzie wyjezdzac. Wakacje tylko w gluszy lesnej lub na dzielce z dala od ludzi.
          • arwena_11 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 15:51
            Wyjeżdżałam zawsze tam gdzie miałam kuchnię, fakt jak były małe to siedziałam z nimi na działce, nie było potrzeby wyjeżdżać gdziekolwiek z nimi, bo ani one by nie skorzystały ani my.

            Mam znajomych z trudnym dzieckiem, i oni też do restauracji z nim nie chodzili, za duzo nerwów. A wyjeżdżali często, tylko że zawsze szukali miejsca gdzie mają aneks kuchenny
        • franczii Re: Przeczytajcie 11.02.13, 11:47
          a czemu dzieci maja tylko w mcdonaldzie jesc?
          • wuika Re: Przeczytajcie 11.02.13, 11:53
            Bo tam robienie burdelu i dziczy (dziecku się wyleje sok, dziecko zakrzyknie, bo coś tam) jak widać jest dozwolone. Pewnie dlatego, że ematki tam nie jadają, więc mogą tam skierować dzieciarnię.
        • dziennik-niecodziennik Re: Przeczytajcie 11.02.13, 13:38
          > A wystarczy właśnie od małego uczyć dziecko, ze je się przy stole, a nie wszędz
          > ie, że sztućce są potrzebne i rękami nie powinno się jeść. Że brudne ręce wycie
          > ra się w serwetkę, a nie w krzesło.

          wszystko OK, ale czemu małe dziecko nie moze jesc rękami? mi to nie przeszkadza.
      • olena.s Re: Przeczytajcie 11.02.13, 11:06
        Jako osoba starsza od ciebie, pozwól że skoryguję ci pamięć.
        30 lat temu knajp było pewnie 10% tego, co obecnie. Nie było obyczaju rodzinnego jadania na zewnątrz, z wyjątkiem wielkiego dzwonu (to była w każdym razie dominująca postawa).
        Więc porównujesz gruszki z pomidorami. Posiekanymi,.
        Po wtóre zaś, bogiem a prawdą ani razu nie zdarzyło mi się w Polsce, aby jakies dziecko zachowywało się w knajpie nie do zniesienia (mozliwe, że nie bywam w odpowiednim segmencie lokali, oczywiście) a tym bardziej, aby była to sytuacja nagminaa.
        Powiedziawszy to dodam prywatnie, że choc moje dziecię niewrzeszczące i niejęczące, to było za to towarzyskie i otwarte. I bardzo się cieszę, że kiedy zaczęło wyrastać z niemowlakowatej wielkookiej rozbrajającej słodyczy przenieśliśmy się do miejsca, gdzie dzieci traktuje się jako najmilszych gości. Bo widzisz, dziecko mam nadal dobrze wychowane - i dalej jest otwarte. Szczęśliwie nie było mierzone krytycznym wzrokiem 'na pewno zaraz rozedrze pyszczydło, na pewno matka ma to w nosie, to ja zaraz tak im powiem do słuchu, że im kapcie spadną". To jest jeden z powodów późniejszego nieuśmiechania się, niepatrzenia w oczy i generalnie reagowania na innych jak na podejrzanego wroga.
    • martishia7 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 09:58
      > Sami nie hałasowali w restauracji? Czy rzeczywiście obyczaj
      > e tak się zmieniły, że usprawiedliwia to zbiorowe hejtowanie dzieci i rodziców?

      W czasach dzieciństwa tychże hejterów dzieci były sporo mniej oraz sporo grzeczniej i ciszej obecne w przestrzeni publicznej, chociaż było ich więcej.
    • nabakier Re: Przeczytajcie 11.02.13, 10:03
      Wiecie co? Myślę, że częściowo jest to problem...netowy. Ludzie wylewają tą drogą frustracje, i krytykują, co wlezie. Wlazły dzieci.
      Polaryzacja stanowisk, te sprawy...Mam nadzieję, że real się obroni przed tym.
    • sarling Re: Przeczytajcie 11.02.13, 10:09
      Wczoraj właśnie wspominaliśy sobie nasze eskapady z dziećmi do restauracji.
      Właściwie z kazdym dzieckiem było tak samo.
      Do roku - spokojnie mogliśmy iść, więc chodziliśmy dużo.
      Potem były dwa lata trzody, gdzie wyłącznie McDonaldy wchodziły w grę.
      A teraz 3,5 latek daje radę zjeść obiad bez konwulsji, a 6,5 wysiedzi całe sztywniackie przyjęcie (o ile ma ze sobą zeszyt i kredki).
      Okres 1-3 powinien być, w odniesieniu do większości dzieci, objęty banem na lokale publiczne.
      • mehil.dam Re: Przeczytajcie 11.02.13, 10:24
        O matko moje diablisko jest przykładem najgorszego z bytów dziecięcych smile
        Bardzo rzadko gdzieś z nią chodzimy, bo wstyd. Biega wszędzie, ludzi zaczepia, drze się i popisowo nie słucha próśb i gróźb. Byliśmy z nią dwa razy w te wakacje (niecałe 2,5 roku miała wtedy). Raz nie było nikogo prócz nas, od latania za nią mi się odechciało jeść. Drugi raz siedzieliśmy w ogródku - była zjeżdżalnia = atrakcja. Jacyś ludzie później siedli stolik obok i się zachwycali, bo jakieś głupoty im tam opowiadała. Nie wiem, może w jakiś aglomeracjach ludzie są bardziej sfrustrowani, bo nie zdarzyło mi się, żeby ktoś jakieś fochy do mojego krzykacza miał.
    • aurita Re: Przeczytajcie 11.02.13, 10:14
      eeee jest swiezo po "obejrzeniu" sposobu wychowania 2 letniego chlopczyka. Chodza za nim na zmiane mama i tata, maly chce na strome schody-ida z nim na schody, maly nie chce zupki-nie je zupki, chce natomiast platki-jje platki. Ogolnie robi tylko i wylacznie to co sam chce (dwulatek !), jakikolwiek zakaz jest powodem do wybuchu wscieklosci (zabralam mu chrupki to ze zlosci wysypal je na podloge glosno wyjac- nie uslyszal nawet, ze tego robic nie wolno-jemu widocznie wolno)... i moglabym tak dlugo. Sama mam dziecko ale jednak dzieci sie wychowuje, nie mowie, ze maja byc karne jak male zolnierzyki ale to nie dwulatki powinny byc decyzyjne... Skoro mnie to wkurza to bezdzietnych musi wrecz szokowac...
    • triss_merigold6 ROTFL 11.02.13, 10:18
      ROTFL, jasne, obywatele w wieku 40+ w dzieciństwie tłumnie chodzili po eleganckich restauracjach z rodzicami... Chodzić to mogli, do baru mlecznego albo geesu w rodzinnej wsi.
      • lily-evans01 Re: ROTFL 11.02.13, 10:26
        No widzisz, może ty jesteś taki słoikiem, który znał tylko bar mleczny w geesie... a ja od urodzenia mieszkałam i mieszkam w mieście wojewódzkim, przykro mi, nie trafiłaś tongue_out.
        • triss_merigold6 Re: ROTFL 11.02.13, 10:32
          Cherie, ja się urodziłam w Warszawie i pierwsze wspomnienia kawiarniane to koktajl bar w Hortexie przy Placu Konstytucji i kawiarnia dla dzieci na półpiętrze Smyka. Ale umówmy się, nie były to eleganckie restauracje do których chodzi się na kolację przy świecach wieczorem. Do Adrii, o ile pamiętam, dzieci nie zabierano.
          • lily-evans01 Re: ROTFL 11.02.13, 10:38
            No dobra, ale rozumiem, że uważasz, że w tejże kawiarni dla dzieci to już można wydzierać się i hałasować, ile wlezie?
            Bo jak dla mnie, w każdym miejscu dzieciak powinien zachowywać się w sposób nie rażący postronnego otoczenia, a jak energia go roznosi - to skierować go na zjeżdżalnię albo plac zabaw. Tyle, że niektórym nie chce się szukać odpowiedniego miejsca, gdzie można coś zjeść, a małe dzieci mają przestrzeń i warunki do zabawy... Oczekuję mniej więcej takiego samego spokoju w ulubionej pizzerii, jak i w 4-gwiazdkowej restauracji przy naszym Radissonie. Dziwne?
            • triss_merigold6 Re: ROTFL 11.02.13, 10:43
              Owszem, dziwne. Są miejsca bardziej family friendly i są miejsca nie dla dzieci - kluby nocne, bary go-go, większość pubów wieczorem, eleganckie restauracje wieczorem itp.
              • wuika Re: ROTFL 11.02.13, 10:47
                I pytanie, gdzie ma zjeść rodzina z dziećmi, jeśli nie chcą paść tych dzieci hamburgerami i pizzą? Gdyż do restauracji czasem nie idzie się na spotkanie biznesowe, ani nie na randkę. Czasem idzie się tam zjeść.
                • lily-evans01 Re: ROTFL 11.02.13, 10:54
                  Tylko, że dla nas, dorosłych, restauracja jest fajnym miejscem z dobrym jedzeniem.
                  Dla małych dzieci to z kolei obszar nudy i tyle, a te smaczne i zdrowe posiłki zajmują im mniej więcej tyle samo czasu, i uwagi, co te hamburgery.
                  Mniej więcej do 3 roku życia gotowałam córce wyłącznie w domu. Czasem szło się do kafejki na jakieś ciasteczko. Jestem zdania, że nawet całkiem dobre restauracje oszukują na jedzeniu albo wpychają produkty, których data ważności niebezpiecznie się zbliża - co świetnie zresztą pokazała pani Gessler w swoim programie wink.
                  Sensownym rozwiązaniem jest też wybór miejsca, gdzie dobrze dają jeść i gdzie jest miejsce do zabaw dla dzieci. I one po tym posiłku powinny móc sobie wstać i bawić się w przestrzeni wyłącznie i specjalnie dla nich. A takich miejsc jest niemało, nie tylko w Warsiaffce.
                  • wuika Re: ROTFL 11.02.13, 11:02
                    Jak muszę iść z dziećmi gdzieś zjeść, to olewam kwestię zabaw, ganiania itp. Po prostu idziemy zjeść i wyparowujemy, jeśli tylko się da. Ale nadal nie są to fastfoody, bo młode są za małe na takie jedzenie, choćby okazjonalne. A są już na tyle interaktywne, że się na kogoś spojrzą, uśmiechną, pogadają po swojemu. Czasem coś zrzucą z talerza na stół (są u nas na kolanach, albo usadzone w dziecięcych krzesełkach), mimo, że jedzą mało brudząco. No sorry, nie będę przez 10h trzymać małych dzieci na kanapkach, bo jeść to sobie mogą w fastfoodach. Dla mnie, podczas wypadów rodzinnych, restauracja to miejsce, gdzie się dostaje je, a nie spędza czas na spotkaniach.
                • triss_merigold6 Re: ROTFL 11.02.13, 10:56
                  Toż piszę, że są - i coraz więcej - knajpy family friendly. Ze stolikami dla dzieci, przewijakami, kącikiem zabaw czy ogródkiem z jakimś kącikiem zabaw, menu dla dzieci. Knajpy, restauracje, tawerny, pizzerie w Warszawie dużo, bo jest rynek.
                  • lauren6 Re: ROTFL 11.02.13, 11:35
                    Spójrz dalej niż sięga Warszawa. Jak jadę na wakacje to też chce zdrowo i smacznie zjeść. Nie będę 5 godzin krążyć po obcym mieście z głodnym dzieckiem po to tylko żeby znaleźć knajpę przyjazną dzieciom. Restauracja to nie muzeum, tam chodzi się jeść, a zajmować stolik by gapić się sobie głęboko w oczy.
                    • wuika Re: ROTFL 11.02.13, 11:39
                      O, właśnie tak. Jak znam okolice, to wiem, co i jak. Jak nie znam, ładuję się tam, gdzie podadzą coś, co zje dziecko i co nie spowoduje mojego bankructwa. Jak ma placyk zabaw i specjalne krzesełka to kul, jak nie, trudno.
                    • triss_merigold6 Re: ROTFL 11.02.13, 11:43
                      Nie denerwuj się, ja się zgadzam z Tobą.
                      Aha, na wakacjach biorę opcję wyłącznie z posiłkami w pakiecie. Nie chce mi się gotować ani szukać knajp.
                      • lauren6 Re: ROTFL 11.02.13, 12:05
                        Po pierwsze nie we wszystkich ośrodkach wypoczynkowych jest stołówka i opcja wykupienia posiłków. Po drugie, nawet jak taka opcja jest to nigdy jej nie bierzemy, bo nie mam zamiaru przywiązywać się do sztywnych godzin posiłków. W zasadzie niemal zawsze na wyjazdach żywimy się na mieście.
                        • triss_merigold6 Re: ROTFL 11.02.13, 12:07
                          Co kto lubi.wink
              • lily-evans01 Re: ROTFL 11.02.13, 10:49
                Nadal nie rozumiesz.
                To, że miejsce jest "dla dzieci" - nie oznacza, że mają tam zachowywać się jak w chlewiku.
                • wuika Re: ROTFL 11.02.13, 10:53
                  A dzieci, które nie robią chlewu, ale po prostu są - też źle? W jednym miejscu mogą być głośniej (co nie oznacza chlewu, po prostu gadają, krzyczą sobie, ale bez dzikich wrzasków i histerii), a w drugim albo buzia na kłódkę i zero oznak, że jest to żywe dziecko, albo out?
                  I ponawiam pytanie - gdzie mają takie dzieci jeść na wyjazdach. w podróży, etc? Zostają fryty z przydrożnego baru albo hamburger z MC?
                  • lily-evans01 Re: ROTFL 11.02.13, 10:57
                    Akurat całkiem sporo zajazdów oferuje i w miarę dobrą kuchnię, i miejsce do zabawy dla dzieci. Poszperać w necie i tak zaplanować trasę, żeby dziecko mogło się rozruszać po jeździe samochodem i pobawić - w miejscu dla niego przewidzianym.
                    Malujesz strasznie jaskrawymi kolorami - nigdy nikt nie zwrócił mi uwagi dlatego, że moje dziecko było sporadycznie ciut głośniejsze. Tym komentatorom chodziło raczej o takie sytuacje, kiedy rodzice zupełnie nie panują nad tym, co robi ich dziecko - albo nie chcą zapanować i zauważyć.
                  • triss_merigold6 Re: ROTFL 11.02.13, 10:57
                    Napisałam wyżej. Z MC korzystam wyłącznie w czasie podróży, bo to miejsce które gwarantuje czysty kibel.
      • jolunia01 Re: ROTFL 11.02.13, 11:31
        triss_merigold6 napisała:

        > ROTFL, jasne, obywatele w wieku 40+ w dzieciństwie tłumnie chodzili po eleganck
        > ich restauracjach z rodzicami...

        Wiesz, ja jestem nawet więcej niż jeden + po 40, ale owszem, chodziłam z rodzicami do eleganckich restauracji. Fakt, tłumów dzieci nie było, ale też nie był to ewenement. Różnica taka, że były to raczej dzieci w wieku późnoprzedszkolnym i szkolnym, a nie 2-3-latki.

        > Chodzić to mogli, do baru mlecznego albo geesu
        > w rodzinnej wsi

        Oooo, a to właśnie jest przyczyna tego, że "warsiawiaków" powszechnie w Polsce uważa się za chamów.
      • nabakier Re: ROTFL 11.02.13, 11:53
        Eeee, Tris, przesadzasz. Nas rodzice (ojciec i matka osobno) brali do restauracji na tzw. niedzielne obiady. Normalna restauracja- z kelnerami itd. Mąż mówi, że u nich w rodzinie też tak było, tyle że całą rodziną szli.
        Co więcej, siedzieliśmy tam z półtorej godziny- obiad dwudaniowy z deserem (lody, ciasto, dla nich kawa itd). Była to atrakcja, miałam swoje ulubione potrawy, których w domu nie było. Nie grandziłam, ale pamiętam, że czasem wybierałam się na space między stolikami, pooglądać ludzi.

        Osobiście dziś się dziwię, że ich było stać, bo nie wyglądali na takich wink Widać ceny były wtedy niewygórowane.
        • triss_merigold6 Re: ROTFL 11.02.13, 11:57
          W Warszawie. W Warszawie była sieć Camargo z kawiarniami i częścią restauracyjną, były restauracje Społem, prywatne. Natomiast nikt mi nie wmówi, że znakomita część dziś rzucających się antydzieciowo, w dzieciństwie co niedzielę szła z rodzicami zjeść na mieście.
          Struktura społeczna w PRL się kłania.
          • nabakier Re: ROTFL 11.02.13, 14:48
            W każdą nie, ale w większość tak. Nie byliśmy zbyt majętni, ale na to rodziców było stać.
    • isia.s Re: Przeczytajcie 11.02.13, 10:27
      Jest koszmarna fobia. Artykułu nie czytałam, ale wczoraj meldowałam sie w hotelu. Moje dzieci (niestety z tych hałaśliwych wink ), zmęczone podróżą, szły sobie cichutko i spokojnie do pokoju, w zasadzie bezdźwięcznie. Gdy wchodzilśmy do pokoju, z pokoju obok akurat wychodziła starsza pani i narobiła rabanu, że co jest, ona z dzećmi przez ścianę nie chce mieszkać i w ogóle. A dzieci były bez zarzutu, na sam ich widok się rozdarła.Powiedziałam jej, że zawsze może iść do recepcji i prosić o zmianę pokoju jak jej ten nie odpowiada. Ale się wkurzyłam. Dzieci są w tym wygrane. Normalnie staramy się ich okiełznać, uciszam, uspokajam, tłumaczę, że nie wszyscy mają ochotę słuchać ich wrzasków, ale na te wakacje pozwolę im pójść na żywioł. Co się ma staruszka rozczarować...
      • lily-evans01 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 10:40
        No i wyłazi z ciebie mściwa, złośliwa wiejska dzioucha, dla której dobre wychowanie to tylko pozór, przybierany wyłącznie wobec tych, z którymi musisz się liczyć...
        • isia.s Re: Przeczytajcie 11.02.13, 10:48
          Cóż złośliwość i mściwość rzeczywiście wyłazi. Ze wsią natomiast nigdy nie miałam nic wspólnego. A co do kwestii, że zwracam uwage tylko na tych, z którymi muszę się liczyć, to ewidentnie nieprawda. Z sąsiadką z hotelu generalnie liczyć się nie muszę, ale gdyby mijając się z moją rodziną ograniczyła się do "dzień dobry" lub choćby przeszła bez słowa, na pewno pilnowałabym młodych żeby byli cicho z uwagi na sąsiedztwo. A tak z czystej złośliwości im popuszczę nieco. Ty nawiasem mówiąc masz niewątpliwie szlachetny i delikatny charakter, na co wskazuje treść Twojej odzywki do mnie... Ale faktycznie, ze mną liczyć się nie musisz.
          • lily-evans01 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 10:59
            Cóż, wdrażam twoje zasady, a obszerny komentarz dowodzi, że zabolało. To twoje zasady wobec postronnych ludzi, my baby.
            Cóż, niektórym z samego faktu zrobienia sobie potomstwa w du... się przewraca i jesteś tego jaskrawym przykładem.
            EOT.
          • triss_merigold6 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 11:04
            W takiej sytuacji też bym nie hamowała inwencji dzieciątek.
            Na co dzień staram się, żeby w domu było w miarę cicho i przypomina, że na dole są sąsiedzi. Nie pozwalam na dzikie wrzaski, granie w piłkę, skakanie czy w ogóle obłędne generowanie decybeli.
            Ale gdyby ktoś na dzień dobry, bez żadnego powodu, zaczął niemiło narzekać z powodu samej tylko obecności dzieci, to zachęciłabym je żeby dały z siebie wszystko.
            • isia.s Re: Przeczytajcie 11.02.13, 11:22
              Ja uważam, że moja reakcja jest ludzka po prostu. Nie anielska. Na co dzień hamuję dzieci, ogarniam, uciszam, znam i staram sie w miarę możliwości stosować do zasad dobrego wychowania. A pracy mam z tym dużo, bo dzieci z natury powiedzmy energiczne. A komentarz lilly evans, mnie nie zabolał, tylko wkurzył. Tym bardziej, że pochodził od osoby, która w tym wątku ne wypowiada się w sposoób stonowany i kulturalny. Już widzę jak by z uśmiechem zareagowała na najeżdżanie na własne potomstwo BEZ POWODU, a potem przeprosiła, że żyje. Czyżby właściwą reakcją był pokłon i galop do recepcji z prośbą o ulokowanie w jakiejś komórce, bo w przydzielonym nam pokoju możemy komuś potencjalnie przeszkadzać?
              • triss_merigold6 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 11:26
                O toto.
              • lily-evans01 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 13:37
                Jest różnica między zignorowaniem kogoś, kto nie ma racji i bezzasadnie się czepia - a urządzaniem złośliwej wojny podjazdowej.
                Nigdzie nie napisałam, że trzeba przepraszać za to, że się żyje czy jest się z dzieckiem w hotelu.
                Gdybym uważała, że mam rację, to olałabym taką osobę i tyle. Ale nie zachęcałabym, żeby dzieciak celowo dawał z siebie wszystko, bo jakaś zbzikowana staruszka coś tam powiedziała. Mało to takich starszych pań, które o wszystko się czepiają? Dla mnie to raczej humorystyczne okazy.
                W twojej reakcji widzę jedno - uderz w stół, a nożyce się odezwą.
                Prostactwo i tyle. Dodajmy, wredne prostactwo.
                • lauren6 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 13:44
                  Ale kto zaczął wojnę podjazdową? Rodzina, która śmiała wyjechać na wakacje i zameldować się w hotelu, czy staruszka, która z góry założyła, że dzieci będą niegrzeczne?
                  • isia.s Re: Przeczytajcie 11.02.13, 14:06
                    No właśnie widać lily jak łatwo odpuszczasz i idziesz szlachetnie z podniesioną głową przez życie. Poza tym nie pisałam, że planuję wojnę podjazdową, a jedynie, że wyluzuję z kiełznaniem i uciszaniem dzieci. Poza tym nie przesadzajmy ze nazywaniem tej osoby staruszką, to sugeruje słabość, delikatność tej osoby, a z drugiej strony protekcjonalizm w stosunku do niej. A to była tęga roszczeniowa emerytka, pełna werwy. W dodatku niemiecka wink Ale tego nie pisałam by nie być posądzoną o nacjonalizm, dyskryminację otyłych, tudzież ageizm. W sumie można różnie oceniać mój tok myślenia i w pewne zacietrzewienie, ale i tak moje wypowiedzi na tle Twoich lily wypadają w sposób stonowany i kulturalny. Czyż nie? A dobre wychowanie obowiazuje nie tylko w hotelach wobec starszych pań.
                    • lily-evans01 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 17:08
                      He he. Skoro uważasz się za kulturalną... Nie mam więcej pytań.
                      ROTFL.
                  • lily-evans01 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 17:07
                    Z każdym tak stajesz do walki? Jakby z tego pokoju wyszło dwóch napakowanych karków, to mamcia by się nie ośmieliła celowo szczuć dzieci. Też mi wychowanie, uczyć celowej wredoty... Zauważ, jaki przekaz mamcia daje - dobre wychowanie, którego zazwyczaj od was wymagam, to tylko knebel, hamulec, jaki teraz celowo wam zwalniam i się nie krępujcie. Czyli tak naprawdę - jesteśmy przyzwoici tylko wtedy, gdy nam się opłaca lub przeciwnik jest silniejszy.
                    Niestety, takie panie babcie mają już często z lekka pokręconą perspektywę, ale jak dla mnie, dziwactwa staruszek to raczej powód do śmiechu niż do urządzania wojenki. Mam takową na stanie w kamienicy, jest skłócona z większością lokatorów, ale mnie jakoś jazd nie urządza, bo nie daję wciągać się w pyskówki.
    • joxanna Re: Przeczytajcie 11.02.13, 10:40
      Myślę, że bardzo rozluźniły się też zasady dla dorosłych. Kto dziś dyga? Nawet w rękę się nie całuje.

      Ja uczę dzieci, że maja po prostu myśleć o tym, żeby innym było z nimi wygodnie i przyjemnie - i wtedy zawsze właściwie się zachowają. I jeszcze uczę, że są różne miejsca - dla 'dzieci' i dla 'dorosłych' i w miejscach dla dorosłych, typu restauracja, muszą się zachowywać jak dorośli - i one to zasadniczo rozumieją.

      Ale też dzieci są różne, moje starszaki jako 2latki mogły chodzić do restauracji i były dość spokojne. Ale mój najmłodszy raczej wariuje.

      Z tym spokojnym zachowaniem też jest różnie - byliśmy kiedyś ze znajomymi (jeszcze wtedy po jednym dziecku) w takiej kawiarni i dzieci cichutko się bawiły. Bardzo cicho, bo nagle zrobił się szum w kawiarni, zamieszanie i okazało się, że nasze dzieci budowały sobie domek pod stolikiem opodal, przy którym siedzieli zupełnie obcy ludziesmile. na szczęście to nie było w Polsce i raczej wzbudziło sympatię i wesołośc w całej kawiarni.
      • hippo55 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 10:57
        sama mam dwójkę dzieci, ale nie wyobrażam sobie, że w restauracji będą się zachowywać jak dzikusy. Kiedy idziemy z dziećmi staramy się znaleźć knajpę familijną i wcale nie musi to być fast food. Do restauracji (pomijając spotkania biznesowe) człowiek idzie się zrelaskować przy dobrym posiłku / winku. Pogadać z partnerem/znajomymi i jakoś nie pasuje mi tu wrzask dzieci. Trzeba wychowywać a nie tresować i będzie ok. Tak samo jak popieram hotele 18+.
        • to_ja_tola Re: Przeczytajcie 11.02.13, 11:53
          no dobra...rozmowa zeszła tylko na zachowanie w restauracjach...
          A co z kłanianiem się?
          W artykule napisano,że dzieci nie są już uczone kłaniania się w pas nauczycielom czy księdzu.?
          No nie...bo i kiedyś nauczyciel był nauczycielem.Dlaczego moje dziecko ma się kłąniac nauczycielowi?
          Księdzu też się nie kłania,tylko mówi"niech będzie pochwalony..."

          OOOO a mówienie dzieciaka do osoby dorosłej na TY?!
          Sorki,ale nie wyobrażam sobie,żeby moje dzieci powiedziały do kogoś dorosłego na "Ty"
          Moja szwgierka właśnie nie uczy tego swojej córki...I strasznie mnie to wk...wia.Przyznam szczerze.

          nie wspomnę o galowym ubraniu.To co obserwuję na zakończenie roku szkolnego i na rozpoczęcie przyprawia mnie o palpitacje serca.

          co do komunikacji miejskiej.Staram się siadac jak już ,z dzieckiem na kolanach.Z młodszym.A starszy potrafi już stac sam.Nie wiem w czym problem?Jeżeli widze jednak osobe starszą i siedzi 5 latek ustępuje tej osobie.Ale fakt...czytając ematkę zauważyłam,że jednak dzieci nie są tego uczone.
          Było już milion wątków na ten tematsmile
          • lelija05 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 12:02
            Kiedyś o to pytałam.
            Nie jestem zrzędą, ale dziwi mnie nieco ten brak głupiego dzień dobry z ust dzieci sąsiadów.
            I nie są to malutkie dzieci, tylko już takie "szkolne". I dziwi tym bardziej, że sąsiedzi są bardzo grzeczni, dzień dobry mówią z nawet i z daleka i z uśmiechem na twarzy.
            • franczii Re: Przeczytajcie 11.02.13, 12:11
              Dzieci moga sie wstydzic odezwac pierwsze do doroslych. Ja pamietam, ze sie bardzo wstydzilam do sasiadow, ktorych znalam tylko i wylacznie z widzenia i tio glupie "dzien dobry" mi nie chcialo przejsc przez gardlo. zwlaszcza ze jak to w tamtych czasach zostalam wytresowana w ten sposob, ze dziecko daje glos na wyrazne zadanie. Dlatego trudno bylo bez zachety ze strony doroslej obcej osoby. Majac to w pamieci nie czekam az dzieci mi powiedza pierwsze "dzien dobry" i korona mi z glowy jeszcze nie spadla.
              • lelija05 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 12:21
                Akurat te się nie wstydzą smile
                Może i dobrze, że się nie odzywają, niedawno usłyszałam jak jeden krzyczał per ty stara krowo do kogoś.

                A wstyd rozumiem, tez nie lubiłam mówić dzień dobry smile

                A z pozytywnych przykładów, dzień dobry mówi mi chłopak, którego kiedyś spytałam czy wszystko w porządku, gdy przewrócił się na rowerze, mieszka parę ulic dalej.
          • nabakier Re: Przeczytajcie 11.02.13, 12:07
            Moje się kłaniają dorosłym, ale tylko znajomym. Nauczycielom na ulicy tak, w szkole nie, bo to przesada, księdzu nie bo to nie są znajomi.

            Na "ty" mówią wszystkim naszym znajomym, z którymi my jesteśmy na "ty" (taki zwyczaj środowiskowy, rozumiem, że nie wszędzie tak jest). Jak były młodsze, to mówiły im: "ciociu"/"wujku".
            Obcym na "pan"/"pani", to oczywiste.

            Ustępują miejsca w środkach komunikacji.
    • quelquechose Re: Przeczytajcie 11.02.13, 11:58
      No przyznam, ze zdarzylo mi sie pare razy byc mocno poirytowana wystepami niektorych dzieci w restauracji. No ale takie sytuacje zawsze sie beda zdarzac i sa zapewne nie do unikniecia. Ale nie jestem zdania, zeby dzieci nie zabierac w takie miejsca - no niech sie przyzwyczajaja i ucza smile Ja dostosowywalam restauracje do wieku dziecka. Gdy moja corka byla malutka, to chodzilismy glownie do "Lunch Graden" - to taka siec jakby stolowkowa, taki lepszy bar mleczny wink Mozna tam kupic zwykle dania obiadowe, maja zestawy dla dzieci, ale przede wszystkim na jedzenie sie nie czeka! I to byl dla mnie klucz na wyjscia z dzieckiem - czas oczekiwania na jedzenie. Wszelkie miejsca, do ktorych sie idzie i czeka, popijajac wino i zatapiajac w rozmowie, z zalozenia odpadaja. Tylko wyjatkowo spokojne dzieci wytrzymaja godzine oczekiwania na potrawe, siedzac grzecznie przy stole. Teraz, gdy moje dziecko ma juz 4 lata, stolowke zamienilismy na takie "tawerny" i bistro" (tak to tu czesto nazywaja), czyli takie restauracje mniej szykowne, z dosc podstawowym i niewyszukanym menu, gdzie czeka sie nieco dluzej, ale w rozsadnym przedziale czasu. Marzeniem sa miejsca z kacikiem z zabawkami, ale to raczej rzadkosc, niestety.

      Wniosek jest taki, ze znajac swoje dziecko, nalezy dopasowac sie do jego temperamentu i jadac w takich miejscach, zeby nie przeszkadzac innym. Latem np. fajne sa ogrodki, bo to zawsze mniej klaustrofobiczne smile
    • notting_hill Re: Przeczytajcie 11.02.13, 13:39
      Jedna rzecz warta jest podkreślenia- dzieci uczą się poprzez modelowanie. Dostosowują się do zachowania dorosłych. Naturalnie (uprzedzam zarzut) nie tak bezwzględnie bezpośrednio- nie sugeruję, że wrzeszczące dziecko naśladuje wcześniej zaobserwowane zachowania rodziców, ale jednak adaptuje na swój sposób zachowania, na które ma przyzwolenie.

      Postawię śmiałą tezę- może to zdziczenie dzieci jest odbiciem bardziej ogólnego zjawiska? Przekonaniu wielu osób,że mnie wiele wolno, bo płacę? Naprawdę, w publicznych miejscach widujecie tylko stonowanych, ułożonych dorosłych i rozwydrzone dzieci?

      • to_ja_tola Re: Przeczytajcie 11.02.13, 15:06
        notting_hill napisała:

        > Jedna rzecz warta jest podkreślenia- dzieci uczą się poprzez modelowanie.

        no własnie tak się zastanawiam,czytając,że dziecko się wstydzi mówić"dzień dobry".Moje mówią,bo widzą,że ja mówię,więc...przykład idzie z góry jak to mówią.
        • franczii Re: Przeczytajcie 11.02.13, 18:38
          Moje tez mowia ludziom, ktorym ja mowie. A i tak byla faza, ze nie chcialy mowic "dzien dobry" bo jak twierdzily one tego pana/pani przeciez nie znaja. No ale to bylo przejsciowe i teraz mowia wszystkim ludziom ktorym ja mowie. Ale sa jeszcze male wiec nigdzie nie chodza same.
          Ja sie wstydzilam odezwac kiedy zaczelam chodzic sama i sama spotykalam ludzi . Albo sie wstydzilam albo czasem nie rozpoznalam jakiejs sasiadki a potem robili mi o to jazdy w domu.
          • lily-evans01 Re: Przeczytajcie 12.02.13, 07:58
            No patrz pani, przecież wszystkie ematkowe dzieci są wychowywane na asertywne, śmiałe, umiejące wypowiedzieć swoja opinię i stawiające granice... A to już kolejna wypowiedź, że te otwarte i śmiałe dzieci przywitać za bardzo się nie potrafią... I wstydzą się sąsiadów...
            To jak w końcu z ta otwartością na ludzi i śmiałością? Czyli ematkowe dzieci umieją powiedzieć "ja się tu bawię, a ty spadaj", ale już z "dzień dobry" mają problem...
            Cuda, cuda. Nie byłam ani w połowie tak "asertywna", jak to się dziś zachwala i uważa za niezbędne, ale z ludźmi witać się umiałam.
            • franczii Re: Przeczytajcie 12.02.13, 08:22
              Ja nie bylam dzieckiem ematkowym to raz.
              Dwa mimo ze byl okres kiedy sie wstydzilam otworzyc buzie nawet zeby powiedziec sasiadce "dzien dobry" wyroslam na osobe, ktora nie tylko przywitac sie potrafi ale tez i pierwsza powie "dzien dobry" i nie tylko sasiadowi z klatki ale i pani z pieskiem, ktora mieszka na drugim koncu ulicy. Liczy sie rezultat koncowy, to kim czlowiek bedzie po zakonczeniu procesu wychowania a nie ze w jego trakcie byly jkies drobne przejsciowe potkniecia.
              Poza tym uwazam, ze doroslemu tez z glowy korona nie spadnie jesli pierwszy powie znajomemu dziecku "dzien dobry".
    • morgen_stern Re: Przeczytajcie 11.02.13, 14:42
      Wprawdzie w tego typu tematach jako bezdzietna się nie wypowiadam, ale czytałam ostatnio o tradycyjnym wychowywaniu dzieci w Japonii i znalazłam parę ciekawych rzeczy. Między innymi to, że właściwych zachowań społecznych uczy się (albo przynajmniej uczyło, bo książka ma już swoje lata) tam dzieci niemal od niemowlęcia, np. kiedy matka niosąca dziecko na rękach się kłania, to pochyla lekko ręką dziecku główkę. Podobnie wygląda nauka odpowiedniego siedzenia, trzymania pałeczek, pędzla etc., wdrażanie tych wszystkich rzeczy następuje bardzo wcześnie i szybko wchodzi dzieciakom w nawyk, właściwie odruchowy.

      Nie chodzi może o propagowanie tresowania dzieci w stylu azjatyckim, ale to właśnie przychodzi mi do głowy, kiedy wchodzi np. rodzina z dzieckiem do windy nie racząc powiedzieć "dzień dobry" - skąd to dziecko ma potem wiedzieć, jak się zachować? Tych rodziców ktoś kiedyś nie wychował i tak to się kręci przez pokolenia plus przekonanie "mnie i mojemu dziecku możecie wszyscy naskoczyć", przyznacie, że dość częsta i na tym forum.
      • aandzia43 Re: Przeczytajcie 11.02.13, 15:41
        > Nie chodzi może o propagowanie tresowania dzieci w stylu azjatyckim, ale to wła
        > śnie przychodzi mi do głowy, kiedy wchodzi np. rodzina z dzieckiem do windy nie
        > racząc powiedzieć "dzień dobry" - skąd to dziecko ma potem wiedzieć, jak się z
        > achować?

        Otóż to. To jedna część rodziców straszących otoczenie koszmarnymi bachorkami - buraki przekazujące buractwo progeniturze. Druga część to ci, którzy sobie z nimi zwyczajnie nie dają rady. A nie dają rady zazwyczaj dlatego, że im się nie chce. Dzieci chore i z dysfunkcjami to temat odrębny, chociaż i tu da się co nieco zrobić, by godzina spędzona obok takiego dziecka w restauracji nie była koszmarem.
        Mnie umiarkowany rejwach czyniony przez dzieci nie przeszkadza, chociaż stara jestem i hormony macierzyńskie juz mnie niosą. Lubię dzieciaki i mam dla nich dużo wyrozumiałości. Za to białej gorączki dostaję na brygadę "olewający rodzic plus nieznające granic dziecko" oraz "nadgorliwy znerwicowany rodzic plus ciągle musztrowane dziecko". Jedno i drugie przykre w odbiorze.
        • morgen_stern Re: Przeczytajcie 11.02.13, 15:46
          Masz rację, wersja z drugiego bieguna równie przykra, trudno się powstrzymać przed interwencją.
          • to_ja_tola Re: Przeczytajcie 11.02.13, 17:09
            morgen_stern napisała:

            > Masz rację, wersja z drugiego bieguna równie przykra, trudno się powstrzymać pr
            > zed interwencją.
            >

            ematce nie dogodzisz jednakuncertain
    • adwarp Re: Przeczytajcie 11.02.13, 15:40
      a wy hałasujecie w restauracji?
      czy wasze dzieci w domu krzyczą i biegają podczas obiadu czy kolacji?
    • thegimel Re: Przeczytajcie 11.02.13, 15:51
      Problem polega na tym, że dyskusja o dziecku w przestrzeni publicznej przypomina tę o wózkowych. Jak najbardziej należy piętnować dzieci będące postrachem otoczenia i mamuśki uważające swoje dzieciątka za ósme cuda świata, które wszyscy dookoła powinni wyłącznie podziwiać. Ale dyskusja zmierza w niebezpiecznym kierunku, że dzieci powinny być laleczkami siedzącymi bez ruchu, a rodzice powinni przepraszać, że w ogóle idą z nimi gdziekolwiek zamiast siedzieć w domu, na placu zabaw ewentualnie w McDonaldzie. Gdzieś te dzieci muszą nauczyć się żyć w społeczeństwie.
    • thegimel Re: Przeczytajcie 11.02.13, 17:14
      Po co to wrzucasz ten wątek gdzie się tylko da? Kosz za zaśmiecanie.
      • czar_bajry Re: Przeczytajcie 11.02.13, 22:11
        szokujące, jak ludzie gremialnie i stadnie dokonują linczu na dzieciach i rodzicach

        ????
        Możesz mi wytłumaczyć co w tych komentarzach jest szokującego i gdzie ten lincz na dzieciach i ich rodzicach???
        Jakoś nie mogłam znaleźć przyczyn Twojego oburzenia...

        Jak rozumiem zaliczasz się do rodziców posiadających rozwydrzone i źle wychowane dzieci?
        • thegimel Re: Przeczytajcie 12.02.13, 07:35
          To do mnie ?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka