xxe-lka
07.03.13, 15:27
W nawiązaniu do wiadomych wydarzeń. Nie chciałam w tamtym wątku rozwijać tematu, ale zaskoczyłam mnie ilość negatywnych wypowiedzi o zaginionych himalaistach - ich rzekomej nieodpowiedzialności itd
Czy kiedy już zostaje się rodzicem należy porzucić to kim się było wcześniej? I tylko dookoła potomka ma się wszystko kręcić? Ja rozumiem, że zmieniają się priorytety i perspektywa, ale ...
Od dziecka jeżdżę konno, nie przestałam po tym jak zostałam mamą - przerwa była tylko w okresie ciąży. To też ryzykowny sport i teoretycznie ryzykuję życiem za każdym razem wchodząc do stajni. Czy nie powinnam w takim razie zostawać matką?
Podróżuję po świecie od kiedy pamiętam, powinnam teraz zostawać w domu. jasne, że bardziej analizuję cele wyjazdów i większą wagę przykładam do bezpieczeństwa, ale jadąc do takiej Afryki ( i nie mam na myśli Egiptu) zawsze może coś mi się przydarzyc
Inną moją pasją jest żeglarstwo - i to już do mnie przyszło po narodzinach dzieci, pływam w pełnomorskie rejsy - może nie w jakieś bardzo niebezpieczne rejony, ale nawet rejs po Bałtyku może skończyć się źle.
Oczywiście skala ryzyka jest dużo mniejsza niż u himalaistów, ale ryzyko jest.
Nie wyobrażam sobie, żeby się tego co daje mi tyle szczęścia i energii wyrzec, swoje dzieci uczę mimochodem, że letnie życie jest raczej takie sobie. W moim odczuciu. Ale nie ogarniam podejścia, że po narodzinach dziecka to już tylko praca, dom, ewentualnie przejażdżka na rowerze.
No taką mam konstrukcję, że lubię takie a nie inne rzeczy a poukładane, spokojne życie średnio mnie interesuje. Czy powinnam darować sobie macierzyństwo? Nie sądzę, mam wrażenie, że matką jestem niezłą, dzieciaki kwitną i wyglądają na zadbane i zadowolone
Tak trudno zrozumieć, że życie ma to do siebie że sie kończy? I nie każdy chce je przeżyć zachowawczo przed tv? Nawet za cenę większego ryzyka?