Tak mnie zainspirował sąsiedni wątek o wyborze psa. Nie chcę zostać źle zrozumiana, bo nie potępiam w czambuł ludzi, którzy w wyborze zwierzaka kierują się głównie wyglądem, ale dla mnie wysuwanie tej cechy na czoło oczekiwań jest jednak trochę dziwne. Jeśli nie ma się zamiaru zakładać hodowli danej rasy, a chce się mieć po prostu psa / kota, to skąd ten opór przed posiadaniem nierasowca? Tak mi to trochę pachnie posiadaniem zwierzaka dla ozdoby, podniesienia prestiżu etc. Mam właśnie taki przykład z bliskiego otoczenia, koleżanka wzięła sobie dwa rasowe koty no i przyznała się, że ją to przerosło, chyba będzie je oddawać matce. A takie były piękne, rasowe, wszyscy znajomi się zachwycali...
Wiem, wiem, że nie wszyscy posiadacze rasowych zwierząt tak robią i pewnie zawiść przeze mnie przemawia, bo mnie na niebieskiego ruska nie stać

ale pamiętam pełne zdziwienia pytania kilku znajomych, kiedy opowiadałam, jak po moje koty pojechałam w ciemno, od razu z transporterem. Jak to, nie chciałam ich przedtem obejrzeć? Co tu oglądać, dachowiec jak dachowiec, jaki się trafi, takiego pokocham. I tak, wiem, że nierasowe też bywają porzucane, oddawane, bo właściciele sobie "nie poradzili", ale nie macie wrażenia, że wielbiciele rasowców i takim, co jest wszystko jedno mają jednak trochę inne podejście? Nie mówię złe czy dobre - inne.