Dodaj do ulubionych

Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazów?

04.06.13, 10:02
Z moich obserwacji wynika, że ostatnio zrobiła się jakaś plaga z niewłączaniem kierunków. Jedzie 10 kierowców, 4 nie włącza - serio. Obserwacje z samochodu jako pasażer oraz jako rowerzystka. Zsiadam z roweru, czekam, a głąb z komórką przy uchu skręca jakby nigdy nic, czyli mogłam jechać. W mojej okolicy to nagminne. I widzi kretyn, że stoję, patrzę na niego i czekam, co zrobi, a ten nienerwowo sobie skręca patrząc i w oczy.
Na rondzie też nie sygnalizują, że zjeżdżają, co jest po prostu niebezpieczne! Dziś rano jechałam autem jako pasażerka, przed nami facet nie włączał kierunków, jadący za nami też nie. Jak w potrzasku, otoczeni przez głąbów smile Plus kilku po drodze. Prawie wszyscy oczywiście z komórkami, zajętą ma rączkę, to już nie może wrzucić światełka... Przecież wszyscy wiedzą, gdzie jedzie, nie? Na zestaw głośnomówiący albo słuchawkę nie ma już pieniążka, grunt, że fura wypasiona. No szlag mnie trafia, chłop klnie na czym świat stoi. Co się dzieje z tymi ludźmi?
Obserwuj wątek
    • hanka20074 Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 04.06.13, 10:15
      niestety mam te same spostrzeżenia
      i to przeważnie są panowie
      a później drze ryja jeden z drugim "jak jeździsz baranie" jak dojdzie do kolizji
      buraki jeżdżą po ulicach i tyle
    • rosapulchra-0 Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 04.06.13, 10:19
      Pewnie gdyby policja wzięła się za robotę, łapała takich debili (bo jak inaczej nazwać kogoś, kto świadomie działa wbrew przepisom i w dodatku również świadomie stanowi zagrożenie dla innych uczestników drogi?), srogo karała mandatem i punktami, a potem gdyby te kary organy do tego upoważnione konsekwentnie ściągały z tych debili, to może by się nauczyli zachowywać na drodze jako uczestnicy, a nie właściciele. Może.
      W moich okolicach tubylczy kierowcy przestrzegają przepisów, zdarza się oczywiście, że ktoś nie włączy kierunku przed skrętem, ale rzadko i najczęściej są to kierowcy z środkowo wschodniej części Europy.
    • zlotarybka_1 Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 04.06.13, 10:21
      nic nie dodam mądrego - ale przyłączę się do "biadolenia".
      Rondo to moje "ulubione" miejsce - kierunkowskaz włączają nieliczni, reszta niech sobie czeka, a co tam... Plus jazda na skrajnym prawym pasie po rondzie - ruch mógłby przebiegać o wiele sprawniej gdyby ludzie nie bali się zjeżdżać na drugi pas (czasem jest nawet trzeci, - ale to już chyba za wiele dla przeciętnego polskiego kierowcy).
      • rosapulchra-0 Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 04.06.13, 10:33
        A to chyba jest domena większości kierowców na świecie, ta jazda skrajnym prawym (u mnie lewym) pasem na rondzie. Gdzie nie byłam, to zawsze na rondach korek i wszyscy grzecznie stoją w długaśnym korku na tym jednym pasie, gdy jeden lub dwa lub więcej (zależy od wielkości ronda ofkors wink) pasy są wolne i aż się prosi, żeby nimi jechać.
        • jak_matrioszka Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 04.06.13, 10:54
          Szczecin a od groma rond, w tym szeroki wybor takich dwu- i trzypasmowych, i korki na nich sa na wszystkich trzech pasach. Wjechanie "do wnetrza" ronda to jedna sprawa, a wyjechanie to druga, wiec sie nie dziwie ze niektorzy (majac zle doswiadczenia) unikaja tego kiedy moga. Irytujace to jest, ale logiczne. Ja wjezdzam na lewy pas chetnie, ale zdaza mi sie zakonczyc manewr jazdy na rondzie wymuszeniem, bo inaczej bym chyba na karuzeli do konca godzin szczytu zostala. Typowa sytuacja wyglada tak: ja i auto z prawego pasa wjezdzamy na rondo razem i razem po rondzie w kolo jedziemy. Mijamy cztery ulice odjezdzajace z ronda, w koncu na piatej ja chce zjechac i jak nie dam lekko gazu i nie przetne panu (panowie prowadza czesciej niz panie) drogi, to musialabym na rondzie stanac i nie wiedziec ile czekac, az ktos mnie z niego wypusci. Prawde mowiac to spodziewalam sie ze gosc ta sama ulica bedzie wyjezdzal, bo po kiego %&£#! jedzie prawym pasem skoro ma zamiar na tymze rondzie zawrocic? Uzywanie kierunkowskazu niewiele tu pomaga, ale sie nie poddaje i ciagle probuje wink

          A co do nazekajacych: Ksiae Malzonek tez tak "nadaje" o innych, ze nie uzywaja kierunkowskazu, ze jada nam na tylku (to na autostradach), ze cos tam i costam, ale czy sam jest bez winy? A poniewaz nadaje wciaz to samo, to kiedys jak sam nie wlaczyl kierunkowskazu przy skrecie to mu puscilam wiazanke jego wlasnych tekstow. O dziwo pomoglo: zaczal uzywac kierunkowskaz i przestal nadawac na innych, znaczy sie reformowalny jest big_grin
          • crises Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 05.06.13, 10:24
            Przyznaję, że robię tak samo, szczególnie na małych rondach, szczególnie jak przejeżdżam tylko pół ronda (a zawsze, jak ćwierć). Doskonale wiem, że powinno się zjeżdżać do środka ronda, ale sorki, na większości z nich jest po prostu za mało miejsca, żeby wpychać się do środka i prawie natychmiast ryć się z powrotem na pas zewnętrzny, bo ile razy próbuję to zrobić, to albo muszę wymuszać, albo zatrzymywać się i czekać, aż mnie ktoś wpuści, ku uciesze jadących za mną, albo zjeżdżać z ronda praktycznie z wewnętrznego pasa (za to jest mandat, jeśli zjazd jest jednopasowy). Nie widzę sensu, niczego to nie ułatwia ani nie usprawnia, a tylko wprowadza zamieszanie i doprowadza do niebezpiecznych sytuacji.
            • landora Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 05.06.13, 11:16
              U nas na większości rond wybiera się pas do skrętu w prawo, w lewo lub do jazdy prosto jeszcze przed rondem, i ten pas wyprowadza kierowcą we właściwym miejscu. Takie czary wink
              A i tak w godzinach szczytu na Rondzie Rataje czy Śródka jest po prostu jatka.
    • jowita771 Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 04.06.13, 10:24
      Akurat wczoraj źle pomyślałam o takim kierowcy, a ten debil miał jeszcze pretensje do mnie. Czekałam przy skrzyżowaniu, żeby przejść, jechał jeden samochód prosto tą drogą, przez którą ja chciałam przejść, na prostopadłej-podporządkowanej czekał pan w samochodzie, kierunkowskazu niet, więc myślałam, że jedzie prosto. Przejechał ten na drodze nadrzędnej, ja wchodzę śmiało na jezdnię, a tu skręca jełop bez kierunkowskazu i jeszcze głową rzuca, że powinnam poczekać aż on przejedzie. Nieznajomość przepisów kompletna i nawet kierunkowskazu nie potrafi użyć.
      I jeszcze ostatnio trafiłam na złośliwego gó...arza w beemce. Stoję na drodze podporządkowanej, ona jedzie główną. Ta główna ma trzy pasy - dwa do jazdy prosto i jeden do skrętu w lewo. Gó...arz jedzie środkowym, więc teoretycznie na wprost, nie zwalnia, nagle przed skrzyżowaniem daje po hamulcach, skręca w lewo z pasa do jazdy na wprost, gapi się na mnie i się cieszy, że mnie w konia zrobił, bo niepotrzebnie czekałam. I wydaje mu się, że jest taki fajny.
      • morgen_stern Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 04.06.13, 10:33
        Jak już opowiadasz o debilach na drodze, to mieliśmy niedawno spotkanie z jednym. Wyprzedzał nas na pełnym pędzie na zakręcie, droga wąska (ale dwukierunkowa), dziurawa jak sie masz, a ten zapierd..., mój się wystraszył i na niego trąbnął i co zrobił ten gość? Tak tak, zahamował przed nami z piskiem opon (ledwie wyhamowaliśmy), wysiadł i leci z łapami. Żaden tam dresiarz w beemce, pan w garniturze do pracy jedzie. Mój za drzwi, ja zamarłam i myślę, że w razie czego walnę go parasolkiem po łbie, a ten kretyn spojrzał na mnie, zatrzymał się i mówi "a nie, bo PANI jest". I pojechał big_grin łaskawy pan! Przy kobiecie bić nie będzie big_grin
        Musielibyście słyszeć te kwieciste wiązanki, jakie za nim poleciały...
        • niutaki Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 04.06.13, 10:49
          Ja co prawda na zadupiu mieszkam, ale tez utrudniaja zycie te matoly uncertain jeden taki jest wybitny, taksowkarz od siedmiu bolesci, kiedys wyjde i no napier i go obije torba, a mam duza i ciezka. Mieszkamy na tej samej ulicy i ta makolagwa nie wrzuca kierunku, bo przeciez k.... wszyscy wiedza, ze on do domu jedzie.....
          • myga Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 04.06.13, 10:59
            ta makolagwa nie wrzuca kierunku, bo przeciez k.... wszyscy wiedza, ze on do domu jedzie....
            -----------------
            a co ci ten biedny ptaszek zawinil, ze glupiego matola jego imieniem nazywaszuncertain
            https://encrypted-tbn1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSm-avGYtoRE2DVjhIghFfGzS-X_-ICJPe66Qlja5CB3lu9y6cqLg
            • niutaki myga 04.06.13, 11:07
              przepraszam ptaszka, faktycznie slicznysmile wiec ten tepy ch.. nie wrzuca i stwarza zagrozenie no!
            • morgen_stern Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 04.06.13, 11:11
              Ptaszek śliczny, a jaka nazwa... MAKOLĄGWA, coś cudownego.
              • redheadfreaq Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 04.06.13, 13:40
                Nie ornito-, a entomologicznie: to jest WOJSIŁKA

                https://www.nuzban.pl/w/wojsipos/wop_04.jpg

                A co do wątku - jako głównie rowerzystka mam czasami ochotę jednemu z drugim, co im się nie chce paluszkiem ruszyć, lusterka pourywać. Bo nie tylko nie mrugają, ale w rzeczone również nie patrzą, to po co im one?
                • demonii.larua Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 05.06.13, 08:53
                  O, jako rowerzystka ostatnio miałam bolesną okazję przekonać się osobiście, że w lusterka nie patrzą pasażerowie również. Mijałam samochód zaparkowany na chodniku i mi dziunia otworzyła drzwi centralnie w momencie gdy to auto mijałam. W efekcie czego elegancko się nadziałam na nie, obtłukując sobie łeb, kolana, lico oraz przyozdabiając sobie klatkę piersiową uroczą dziurą do kości. Na szczęście skończyło się na szyciu i kości całe, ale ból masakryczny.
        • iwoniaw O Boże, to takich jest więcej?! 04.06.13, 11:05
          Cytatmój się wystraszył i na niego trąbną
          > ł i co zrobił ten gość? Tak tak, zahamował przed nami z piskiem opon (ledwie wy
          > hamowaliśmy), wysiadł i leci z łapami. Żaden tam dresiarz w beemce, pan w garni
          > turze do pracy jedzie.


          Przeżyłam coś podobnego, z tym, że ma płeć osobnikowi nie przeszkadzała w próbie pokazania, że on tymi ręcami wymierzy sprawiedliwość i klaksonem nie pozwoli się obrażać. Skąd się takie przypadki biorą?!
          Raz też byłam świadkiem awantury, gdy jakiemuś przygłupowi przeszkadzało, że samochody stojące w korku nie wjeżdżają na tory kolejowe (!!!) i usiłował pobić kierowcę pierwszego stojącego przed torowiskiem (za torowiskiem też stał korek i nie był miejsca nawet na pół auta), do akcji musieli wkroczyć inni kierowcy (świr stał chyba 4 czy 5 od torów).
          • rosapulchra-0 Re: O Boże, to takich jest więcej?! 04.06.13, 11:30
            Ja już kiedyś pisałam o horrorku, jaki nam "mili panowie z Pruszkowa" urządzili na drodze.
            To było dawno temu, mieliśmy jedno dziecko, ja byłam w drugiej już mocno zaawansowanej ciąży. No i byliśmy szczęśliwymi posiadaczami malucha suspicious Wracaliśmy sobie w spokoju i popiardach maluchowych z kanikuły z nad Bałtyku do Warszawy i już popołudniem znacznym na drodze dwupasmowej (WOW!) miedzy Płońskiem a stolicą, pyrkaliśmy sobie wolno prawym pasem (jakieś 70-80 km/h), dojechaliśmy tym prawym pasem do wielkiego TIRA z podwójną naczepą no i ten TIR jechał wolniej od nas, więc mój mąż postanowił go wyprzedzić, sprawdził, czy nikomu nie będzie zawadzać, zjechał na lewy pas i dawaj pruć, ile fabryka dała, czyli jakieś 90 w porywach 95 km/h.
            I teraz akcja - gdy już znaleźliśmy się mniej więcej w połowie tego TIRa, to normalnie jak Batman lub inny Superman samochodowy pojawiła się za nami srebrna vectra z pruszkowskimi numerami, a w niej dwóch bambrów, wielkich, napakowanych osiłków. No i panowie zaczęli na nas trąbić, podjeżdżać pod zderzak, przy okazji wymachiwali łapkami w gestach obelżywych.
            Mój mąż wyprzedził w końcu TIRa, zjechał na prawy pas, przed niego, więc dał wolną drogę wesołym panom z vectry. A panowie, rozbawieni jak sikorki suspicious wyprzedzili nas i po hamulcach, na otro. Podkreślam, że ja byłam w późnej i zdecydowanie widocznej ciąży oraz wieźliśmy ze sobą niemowlaka, którego też nie dało się ukryć. Jak oni zaczęli hamować, to i my, jak my, to i TIR, który znalazł się za nami. Nie oszukujmy się, zrobiło się bardzo niebezpiecznie. Kierowca z TIRa się wściekł i postanowił nas wyprzedzić, co też zrobił, a mój mąż tym naszym maluchem wcisnął się na lewy pas za wyprzedzającego nas i vectra została na prawym pasie. Podczas tych manewrów na drodze dojechało już do nas kilka samochodów, więc gdy my uciekliśmy za TIRem na lewy pas, to vectra nie miała się jak wcisnąć za nami, bo inne samochody ją zblokowały.
            Sytuacja, wydawało się, została naprawiona, TIR zjechał na prawy pas, my go wyprzedziliśmy, też zjechaliśmy na prawy pas, a vectra została gdzieś tam w tyle.
            No i jedziemy sobie spokojnie, może minuta minęła, może dwie, pojawia się obok na lewym pasie vectra. Pan pasażer otwiera okienko, wychyla swój wielki tors z ramionami i kijem bejsbolowym, jego towarzysz podróży - kierowca podjeżdża do nas i co pan pasażer robi? WALI TYM BEJSBOLEM w nas samochód!!
            A my nie mamy gdzie uciec, bo obok nas nawet nie pas zieleni, ale rów po prostu, za nami TIR, za vectrą inne auta. I tylko fakt, że prędkość obu pojazdów była w okolicach 80 km/h, a pan pasażer z bejsbolem nie opanował swojej koordynacji, spowodował, że nic nam się nie stało, bo moc uderzeń bejsbolem w boczną szybę od strony kierowcy oraz dach został znacznie zniwelowane podmuchem wiatru i ostrożnością podjeżdżania do nas przez jego towarzysza kierowcę.
            Na koniec krzyknął nam serdecznie, że mamy szczęście, że dziecko wieziemy, więc on łaskawie daruje nam życie i takie tam inne czułości..
            • annajustyna Re: O Boże, to takich jest więcej?! 04.06.13, 11:54
              O Matulu... Trzeba bylo spisac numery i na najblizszy komisariat.
              • rosapulchra-0 Re: O Boże, to takich jest więcej?! 04.06.13, 12:43
                Ja numery spisałam i owszem. Do domu wróciliśmy przez szpital, bo ze strachu, szoku i nerwów mnie tak brzuch rozbolał i zesztywniał, że bałam się, że po tym incydencie dojdą jeszcze kłopoty z ciążą. Nasz kolega, gdy się dowiedział, co się stało, sprawdził te numery i okazało się, że było to auto znanego bossa pruszkowskiej mafii (on już nie żyje, ale znany był w Pruszkowie m.in. z jazd swoim mercedesem z kilkuletnim synem na kolanach i za kierownicą, o stanie trzeźwości nie muszę pisać, prawda? Przy okazji okazało się, że z moim mężem chodzili do jednej podstawówki). W tej sytuacji postawiliśmy na własny spokój i życie. Po prostu chłopcy mieli ochotę się zabawić, więc się zabawili, a że łaskawie nam darowali życie, to pewnie, jeśli żyją (choć mam nadzieję, że nie), to żyją w poczuciu swej łaskawości wobec nas.
                • misiowamama-2 Re: O Boże, to takich jest więcej?! 04.06.13, 13:07
                  ja pierdziu, "fajna" przygoda uncertain
            • gaskama Re: O Boże, to takich jest więcej?! 05.06.13, 10:16
              Ja pier...e. Ale przygoda. Wierzę w coś takiego, wierzę. I zawsze wtedy żal mi du..ę ściska, że nie mieszkam w jakimś bardziej policyjnym czy karnym kraju. Jakoś sobie w Szwajcarii takiej akcji nie wyobrażam.
              • annajustyna Re: O Boże, to takich jest więcej?! 05.06.13, 10:28
                Albo chocby w Niemczech uncertain.
          • jowita771 Re: O Boże, to takich jest więcej?! 04.06.13, 15:41
            > Raz też byłam świadkiem awantury, gdy jakiemuś przygłupowi przeszkadzało, że sa
            > mochody stojące w korku nie wjeżdżają na tory kolejowe (!!!) i usiłował pobić k
            > ierowcę pierwszego stojącego przed torowiskiem

            Sam powinien na tory wjechać i stać, jakby dobrze poszło, to i nagrodę Darwina mógłby dostać.
        • misiowamama-2 Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 04.06.13, 11:05
          Ja miałam podobną historię. Z podporządkowanej przed moją maskę wyskoczyła audica, zmuszona byłam bardzo mocno hamować, by nie zatrzymać się mu na dupie. Przy tym odruchowo klakson. Dojechałam do świateł, było czerwone, przede mną audica, w nim dwóch panów. W pewnym momencie jeden wysiadł , no niestety łysy, byczy osiłek i wali prosto
          do mnie. Podszedł do okna i zaczepnym głosem wrzeszczy " w czymś problem?!". Nie powiem, trochę zdygałam ( bo to człowiek nigdy nie wie na kogo trafi tongue_out ) ale ze "stoickim" spokojem mówię do niego " Nic się nie stało, po prostu zobaczyłam "fajnych" chłopaków to tak sobie zatrąbiłam" A on na to w śmiech, odpowiedział, że też jestem fajna... i sobie poszedł.
          No takie buractwo jeździ, i najgorsze to to, że nigdy nie wiadomo na kogo trafisz i jak się skończy. Różne rzeczy się słyszy. Mojemu znajomemu, za to, że nie ustąpił, mimo, że był na pierwszeństwie, na najbliższych światłach obili pałami całe auto, porozbijali lusterka, a kumpel w środku , zamknięty wewnątrz auta nawet nie drgnął ze strachu. Zrobili co mieli zrobić, i ...odjechali. Tyle. Kumpel był w takim szoku ,że nawet nr rejestracyjnych nie spisał. Szukaj wiatru w polu. Zresztą i tak by sie nie odważył wink
          • morgen_stern Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 04.06.13, 11:10
            No właśnie nie wiadomo, na jakiego świra czy bandziora trafisz. Skoro za zwrócenie uwagi w kinie koleś dostał nożem i zmarł (w Polsce to było), to co dopiero na drodze, gdzie nerwy czasem sięgają zenitu.
            Koleżanka mi ostatnio opowiadał, jak była świadkiem szarpaniny z powodu typu "zajechał mi drogę", dwóch gości jechało rano do roboty, garnitury, krawaty, a ci wysiedli na środku ulicy, zatamowali ruch i się szarpią, koszule podarli, straszno i śmieszno...
            • misiowamama-2 Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 04.06.13, 11:17
              jakiś czas temu oglądałam w internecie, jak starszy, elegancki pan, pobił (1) rowerzystę, bo ten go "zdenerwował" big_grin Też nieźle. Ale w tej sytuacji wezwali policję i starszy pan dostał spore kolegium.
          • rosapulchra-0 Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 04.06.13, 11:33
            Trochę wyżej opisałam przygodę z miłymi panami na drodze.
      • rosapulchra-0 Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 04.06.13, 10:40
        Nieznajomość przepisów kompletna i nawet kierunkowskazu nie potrafi użyć.
        Raczej totalna olewka i brak wyobraźni.
        Ja miałam inną sytuację, która też nie należała do bezpiecznych, stałam na podporządkowanej i czekałam na swoją kolej, żeby wjechać prosto na skrzyżowanie, a z lewej (polskiej prawej) jechał samochód z włączonym kierunkiem w lewo (polskie prawo). Widząc że koleś sygnalizuje skręt w lewo ruszam prosto. A koleś jedzie prosto i radośnie miga lewym kierunkiem! Pisk opon, klakson jego, klakson mój, machanie łapami, piana wścieku obustronna i dopiero jak zobaczył, że miał włączony kierunek, to tylko machnął ręką, wyłączył i.. skręcił! sciana
      • landora Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 04.06.13, 11:29
        Mnie z kolei kiedyś tylko wrodzona nieufność uratowała przed kolizją. Ja wyjeżdżałam z osiedlowej uliczki, pani jechała główną i migała w prawo. Już miałam jechać, ale coś mnie powstrzymało... Pani skreciła dwie przecznice dalej.
        Idiotów na drogach nie brakuje.
        • jak_matrioszka Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 04.06.13, 12:20
          Ano, takie naduzywanie kierunkowskazow tez jest niefajne. Ja kiedys czekalam jak Ty, na podporzadkowanej, a glowna jedzie auto i miga ze skreca w prawo, a skoro juz miga to pewnie w ta moja uliczke skreci, nie? Ja siedzie i sie patrze, bo tez nieufnosc we mnie kielkuje ostro, a malzonek z boku: no jedz, na co czekasz, przeciez on skrecac bedzie! Taaa, skrecac, autko z wlaczonym kierunkowskazem przejechalo nam przed nosem i pojechalo dalej radosnie migajac, przy akompaniamencie bluzgow mojego malzonka.
    • edelstein Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 04.06.13, 10:45

      Ostatnio?od paru lat juz panuje moda na brak uzywania kierunkow.Co so zestawow glosnomowiacych,w wypasionych furach nie trzeba ich dokupywac bo da w standardowym wyposazeniu od paru lat.Wiec to nie brak pieniazka przeszkadza.

      “ja jestem bezmezna -maz pije sluzbowo 3 dzien i ma kompletnie w nosie co ja mam na sobie“
      Autorem powyzszego zdania jest M.
    • loola_kr Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 04.06.13, 10:57
      w podkarpackim to normalne. Dziwimy się jak ktoś włączy kierunkowskaz wink
      • majenkir Re: 04.06.13, 16:10
        loola_kr napisała:
        > w podkarpackim to normalne. Dziwimy się jak ktoś włączy kierunkowskaz wink


        Tak samo jak w Stanachtongue_out.
    • nowi-jka Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 04.06.13, 11:20
      zwłaszcza jak zasygnalizowanie skretu umozliwi właczenis ie do ruchu badz skret - wtedy to strasznie wkurza
      a jak juz ktos włacza to dokładnie wtedy gdy zaczyna manewr skretu ajkby niemozna było chwile wczesniej
    • lilly_about Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 04.06.13, 11:34
      Nie zauważyłam, za to widzę, że rowerzyści bardzo często nie sygnalizują skręcania, co jest niebezpieczne zwłaszcza w kontekście zjeżdżania do linii wewnętrznej.
      • troompka Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 04.06.13, 13:29
        ja to sobie tak tłumacze, że dla panów, zwłaszcza tych bezkarkich, to jest trudne do ogarnięcia. Bo to w zasadzie zwykle trzeba jednoczesnie: zredukowac bieg, rozejrzec sie po lusterkach, podjąć decyzję - wykonać...no i jak jeszcze ten cholerny migacz dojdzie, to juz nie da rady!! z czegos trza zrezygnowac smile

    • premeda Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazów 04.06.13, 15:26
      Ech szkoda gadać, to plaga ostatnio i to wszedzie duże miasto i małe miasto jest to samo. Postawiłabym Policje i waliła mandaty tak po 1000zł nauczyliby się. Żadne inne łamanie przepisów mnie tak nie wkurza, no może przyspieszanie podczas wyprzedzania ale tutaj zabierałabym przwo jazdy. A z rondami to ostanio jakiś cyrk, jedni włączaja prawy inni lewy i jadą na wprost. Debilizm totalny!
      • iwoniaw No weź, przyspieszanie podczas wyprzedzania jest 04.06.13, 15:37
        chyba wskazane, jak inaczej chcesz kogoś wyprzedzić?
        • morgen_stern Re: No weź, przyspieszanie podczas wyprzedzania j 04.06.13, 15:48
          Jej chyba chodziło o to, że przyspiesza ten WYPRZEDZANY przez ciebie kierowca.
          • premeda Re: No weź, przyspieszanie podczas wyprzedzania j 05.06.13, 07:29
            O właśnie, o to mi chodziło. Takie kwiatki wychodzą jak się pisze posty i pracuje w tym czasie.
        • jowita771 Re: No weź, przyspieszanie podczas wyprzedzania j 04.06.13, 15:50
          Chyba chodziło jej o to, że przyspiesza wyprzedzany.
          Mój teść opowiadał mi kiedyś, jak chciała go wyprzedzić pani w cinquecento. To on przyspieszył. Pani po chwili odpuściła (pewnie się zorientowała, że z mądrym nie ma do czynienia), co wtedy zrobił mój teść? Tak, zwolnił, żeby nie mogła się za niego schować. I tak parę razy. Bardzo dumny z siebie opowiadał, że nie będzie go baba w jakimś pierdziku wyprzedzać.
          • morgen_stern Re: No weź, przyspieszanie podczas wyprzedzania j 04.06.13, 15:54
            Teść nadaje się do natychmiastowej lobotomii, prawda?
            • jowita771 Re: No weź, przyspieszanie podczas wyprzedzania j 04.06.13, 16:01
              Nie zaprzeczam, nie potwierdzam suspicious
          • karola1008 Re: No weź, przyspieszanie podczas wyprzedzania j 05.06.13, 09:01
            jowita771 napisał:
            > Mój teść opowiadał mi kiedyś, jak chciała go wyprzedzić pani w cinquecento. To
            > on przyspieszył. Pani po chwili odpuściła (pewnie się zorientowała, że z mądrym
            > nie ma do czynienia), co wtedy zrobił mój teść? Tak, zwolnił, żeby nie mogła s
            > ię za niego schować. I tak parę razy. Bardzo dumny z siebie opowiadał, że nie b
            > ędzie go baba w jakimś pierdziku wyprzedzać.
            Ratunku. Co za gość ten Twój teść...
            • morgen_stern Re: No weź, przyspieszanie podczas wyprzedzania j 05.06.13, 10:21
              Nazwijmy rzecz po imieniu - potencjalny morderca.
            • jowita771 Re: No weź, przyspieszanie podczas wyprzedzania j 05.06.13, 13:40
              Ogólnie to miły człowiek, jako dziadek - wspaniały, ale wielepek, niestety, i nauczyciel. Na drodze to bywa niedobre. Wtedy, jak opowiadał o tej wyprzedzającej pani, to mnie opadła szczęka, zaniemówiłam dosłownie, bo dla mnie takie zachowanie to skrajny debilizm.
              Idei fotelików też nie rozumie, ja już nawet nie tłumaczę, tylko po prostu powiedziałam stanowczo, że moje dzieci bez fotelików nie jeżdżą i nie wdaje się w dyskusje.
        • mallard Re: No weź, przyspieszanie podczas wyprzedzania j 05.06.13, 14:45
          iwoniaw napisała:

          > chyba wskazane, jak inaczej chcesz kogoś wyprzedzić?

          Iwonka błagam, - powiedz, że żartujesz!
    • olena.s Zajrzyj 04.06.13, 16:04
      Tutaj. Górne zdjęcie podpisane jest "wiesz, że za długo mieszkasz w Katarze, jeżeli wydaje ci się, że to jest właściwa metoda jazdy przez rondo".
    • demonii.larua Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 05.06.13, 08:46
      O rany, ja też mam takie obserwacje. W Trójmieście to istna plaga. Ci nie używający "kierunków" chyba sądzą, że im wolno... i jeszcze się dziwią jak się na nich trąbi czy ryja wydrze - mój tak nie robi, ale ja to otwieram okno i drę mordę, bo przecież to skrajny debilizm jest.
    • naomi19 Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 05.06.13, 09:00
      U mnie też mało kto włącza kierunkowskazy na rondzie. sad
      Najrzadziej panowie w wieku 40-60, tzw miszcze kierownicy w dobrych samochodach. Jest tak zajebisty, że nawet kierunków włączać nie musi...
    • karola1008 Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 05.06.13, 09:04
      Z punktu widzenia kierowcy - potwierdzam istnienie jakiejś dziwnej mody na nieużywania kierunkowskazów, zwłaszcza przy zjeździe z ronda albo przy zmianie pasa ruchu. Wkurza mnie ponadto zwyczaj wjeżdżania na skrzyżowanie, którego nie można opuścic, co się kończy narastajacym w postępie geometrycznym korkiem. Noż ku..., czy tak trudno zrozumieć, że jak nie mogę zjechać ze skrzyzowania to będę na nim stać i zablokuję drogę tym, co jadą z prostopadłej?
      • jowita771 Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 05.06.13, 10:05
        Mnie kiedyś pan strąbił, że nie wjechałam w takiej sytuacji. Pewnie klął, że baba za kierownicą, on by wjechał, a potem niech się tamci z prostopadłej martwią, jak przejechać, grunt, że on już miejsce zaklepał.
        • karola1008 Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 05.06.13, 13:23
          O matko, przypomniało mi się takie zdarzenie: jechałam samochodem i zatrzymałam się na światłach, choć było zielone, bo ze skrzyżowania nie mogłabym zjechać - wiec po co się na nie pchać, nieprawdaż. Stoję, czekam aż się zrobi miejsce, a tu z tyłu słyszę trąbienie. Truuuuuut, truuuuuut i truuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuut. wychyliłam się przez okno i krzyknełam do gościa za kierownicą, że skrzyżowanie jest zablokowane. A ten dalej: truuuuuuuuuuuuuuuut, truuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuut. No to się wkurzyłam i pokazałam mu środkowy palec. Chwilę potem gość stał przy ,moim samochodzie i walił w maskę krzycząc: "Jedź, ku..., kobito, jedź, jedź, jedź!!!!!!!!!!!!!!!!!!!". Byłam już tak maksymalnie wściekła, że zapytałąm, czy podróżuje z narzeczoną, bo ja tu, u siebie w samochodzie, żadnej ku... nie widzę. TRochę potem mi było głupio, ale w sumie cel osiągnełam: facet pomachał rękoma i wrócił do swojego samochodu.
          • morgen_stern Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 05.06.13, 13:26
            Ja p...., jak widać świrów ci u nas dostatek.
            • karola1008 Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 05.06.13, 13:42
              Prawda? Mnie to zawsze zastanawiało, że też taki się nie boi, że ten zbluzb=gany czy otrąbiony może być równie stuknięty jak on i do tego np. posiadać pozwolenia na broń gazową albo nawet palną.
    • anomalia_pogodowa81 Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 05.06.13, 09:59
      Nie przeczytałam wątku, piszę na gorąco w odpowiedzi na post założycielski.
      Mnie od lat doprowadza do szału nieużywanie kierunkowskazów jako PIESZEGO. Jak jadę rowerem to już jest w ogóle koszmar.
      A teraz na dodatek jestem początkującym kierowcą auta i już w ogóle rozpacz mnie ogarnia, zwłaszcza na rondach. To jest zwyczajne niechlujstwo i arogancja, nasze cechy narodowe, które bardzo wyraźnie wychodzą na wierzch na drogach właśnie.
      • kamunyak Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 05.06.13, 14:30
        niektórzy mają odwrotnie, szczególnie na małych rondach. Kierunkowskaz do zjazdu wrzuca juz przed wcześniejszym zjazdem, i wtedy jest wesoło.
    • anel_ma Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 05.06.13, 11:00
      u mnie niestety to samo i tez mnie szlag trafia sad
    • lelija05 Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 05.06.13, 15:07
      No coś w tym jest, czyli zaraza szerzy się wszędzie. To chyba brak szacunku dla innych uczestników ruchu drogowego, ja jadę i mam resztę w dupie. Pieszych to też dotyczy, nieraz mi się zdarzyło stać jak cep na skrzyżowaniu, bo jednemu z drugim nie chciało się zasygnalizować, czy skręca, lub przeciwnie, skoro nie świeci, to przechodzę, a tu debil chce mnie staranować.
      I nagminne wjeżdżanie do dupy samochodu, mimo że od stu metrów mamy włączony kierunkowskaz, że będziemy skręcać, no ale nieważne, mamy pokonać zakręt pod kątem 45 stopni jadąc 100 km/g tylko dlatego, że jakiemuś idiocie się spieszy, lub jakaś zagadana dziunia nie zauważyła migacza.
    • tymon99 Re: Co się dzieje z tym włączaniem kierunkowskazó 05.06.13, 23:27
      nie zrobiła się ostatnio, tylko była od zawsze. i ma bardzo mocne umocowanie w mentalności polaków: obcy, to wróg. ujawnianie wrogowi swych zamiarów to zdrada narodowa. włączjąc kierunkowskaz ujawniasz swój zamiar obcym, czyli wrogom. ergo dopuszczasz się zdrady narodowej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka