Z moich obserwacji wynika, że ostatnio zrobiła się jakaś plaga z niewłączaniem kierunków. Jedzie 10 kierowców, 4 nie włącza - serio. Obserwacje z samochodu jako pasażer oraz jako rowerzystka. Zsiadam z roweru, czekam, a głąb z komórką przy uchu skręca jakby nigdy nic, czyli mogłam jechać. W mojej okolicy to nagminne. I widzi kretyn, że stoję, patrzę na niego i czekam, co zrobi, a ten nienerwowo sobie skręca patrząc i w oczy.
Na rondzie też nie sygnalizują, że zjeżdżają, co jest po prostu niebezpieczne! Dziś rano jechałam autem jako pasażerka, przed nami facet nie włączał kierunków, jadący za nami też nie. Jak w potrzasku, otoczeni przez głąbów

Plus kilku po drodze. Prawie wszyscy oczywiście z komórkami, zajętą ma rączkę, to już nie może wrzucić światełka... Przecież wszyscy wiedzą, gdzie jedzie, nie? Na zestaw głośnomówiący albo słuchawkę nie ma już pieniążka, grunt, że fura wypasiona. No szlag mnie trafia, chłop klnie na czym świat stoi. Co się dzieje z tymi ludźmi?