kubekwkropki
07.06.13, 13:49
Czytam od czasu do czasu różne fora i dochodzę do wniosku, że wypowiadający się albo fałszują rzeczywistość albo próbują poprawić własne samopoczucie tworząc teorie niewiele mające wspólnego z rzeczywistością. Na "starszym dziecku" panie rozważają zubożenie społeczne dzieci z prywatnych szkół, na ematce - wątki o przyjaźniach z ludźmi z różnych warstw społecznych, nobilitacja biedy i kolejna krytyka "salonów". Wszystko mam wrażenie, albo pełne zakłamania, albo tworzone w celu poprawy własnego samopoczucia.
Dzieci z prywatnych szkół są inne - no są, są lepiej ubrane, mają większy dostęp do kultury, znacząco większą wiedzę ogólną, wynikająca nie tylko z rozmów w domu, stylu życia jaki prowadza rodzice, środowiska w jakim się obracają ale również podróży jakie te dzieci odbyły, doświadczeń jakie zebrały. Te dzieci czas wolny spędzają w inny sposób niż większość dzieci z publicznych szkół, nauczyciele poświęcają im więcej uwagi, traktowane są z większym szacunkiem. Nie mają kontaktu z dziećmi z innych środowisk? No nie mają. A po co mają mieć? Co te mityczne "inne środowiska" wniosą w ich życie? O czym mają z nimi rozmawiać? Prawdopodobnie przez większość życia nie będą miały z nimi kontaktu większego niż zdawkowe pogaduszki ze sprzątaczką czy parkingowym. Prawdopodobieństwo, że te dzieci odniosą sukces i podążą drogą rodziców jest duże. Dokładnie takie samo, jak prawdopodobieństwo, że dzieci z innych środowisk powtórzą życiorys swoich rodziców. Rodzice dzieci ze szkół prywatnych też masowo nie przyjaźnią się z ekspedientkami, woźnymi i kierowcami tirów, dlaczego zatem mają nakłaniać do tego dzieci? Czy się to komuś podoba czy nie w Polsce są już wyraźne podziały klasowe (za komuny też były ale mniej ostre) zarówno ze względu na status finansowy jak i wykształcenie, pozycję zawodową, aspiracje i nie ma powodu by je negować czy się ich wstydzić - no chyba, że ktoś ma kompleksy.