lola211
10.06.13, 09:50
W końcu wzięlismy sie za remont chałupy.Niby nic wielkiego, bo malowanie i nowe podłogi,ale jesli wezmie sie pod uwage, ze mieszkanie duze i wysokie, to trudno to ogarnąc w tydzień.
Moja mama zaproponowala,bym na czas remontu przeprowadzila sie z dziecmi do niej,by egzystowac w normalnych warunkach.Moj instynkt samozachowawczy został zagłuszony troska o niemowlęcie-no bo kurz, farby,bałagan.Pomyslalam- w jej 4 pokojowym mieszkaniu ma to sens.Jakos damy rade.
Zaczęło sie od kotów.Po 3 dniu naszej obecnosci obrzygały wszystkie kąty.Dodatkowo jeden dostał sraczki i rano na przedpokoju trzeba było skakac miedzy minami.Diagnoza- koty sie nami stresuja.A najbardziej małym, wiec zostałam wyekspediowana z salonu do malego pokoju, bo salon ma balkon,gdzie koty zwykłe sa spedzac poranki.Ok, jakos dam rade na wąskim łozku razem z młodym.On zajmował 3/4 powierzchni ,rączki rozrzucone,co ja go na bok, to ona na wznak,ja na skraju łozka w jednej pozycji cała noc.Salon zostal oczyszczony z kocich intruzów.
Córka rano zawijala sie do szkoly, ja ok 12 do pracy, mama zostawała z młodym.
Juz po 3 dniach dostała nadcisnienia, było jej słabo,bolała głowa i co tam jeszcze.Czyli normalka, bo ja zawsze cos boli.Przechodzi,gdy zadzwoni kolezanka- wówczas mozna pytlowac godzinami.
Wszystko robiiłam nie tak- albo kupiłam za duzo pieczywa(po co tyle bułek,wojna sie szykuje?Albo za malo pieczywa, nie ma na sniadanie.W lodówce pólki przestały swiecic pustkami-tez zle,bo po co i ser i szynka jednoczesnie? I cholesterol panie.Dla osoby,która rano je owsianke,na obiad zupe i nie jada kolacji, a do tego ciągle po wszystkim boli ja brzuch, kazda ilosc produktów spozywczych to za duzo i po co.
Czare goryczy przelała sprawa łazienkowa.Myc sie mozna tylko do 22,bo pozniej z uwagi na sąsiadów nie wypada.Wróciłam o 20 z pracy plus z galopu po markecie,by cos na kolacje było-wzielam sobie do serca zakaz trzymania w kuchni nadmiaru zywnosci i musialam tym samym zakupy robic codziennie.Wykapałam malego o 21,sama prysznic na szybko, po mnie do lazienki weszla córka.No i tego mamusia nie zdzierzyła.Okazało się, ze jestesmy niewdzięczne egoistki, w jej wlasnym mieszkaniu ona nie moze sie wykąpać, okupujemy łazienke godzinami od tygodnia.Były łzy,lament,zagrozenie wylewem.Konkluzja- ma przez nas same problemy.Bo koty,bo łazienka,bo naruszony mir domowy,bo ona chwili spokoju nie ma,nic nie jest tak jak byc powinno.
Nigdy tak szybko sie nie pakowałam.Zabrałam wszystko i ucieklam z mysla, ze wole zyć na kupie gruzu niz korzystac z tak okazanej pomocy.
Kazda z nas uwaza, ze to ona ma racje i nie rozumie tej drugiej.
Ja- skoro komus oferuje pomoc, to staram sie,by czuł sie dobrze,nie jak intruz.
Ona-oferuje pomoc,ale na jej warunkach,bo to jej mieszkanie.
Absolutnie nie wyobrazam sobie mieszkania z moja matka- na starość wariant mamusia i opieka córki pod jednym dachem odpada.No nie da sie.Kota tez nie bede miała,ocipieć idzie z ta ich wrazliwoscia na jakiekolwiek zmiany.