Dodaj do ulubionych

Pomoc w rodzinie-długie

10.06.13, 09:50
W końcu wzięlismy sie za remont chałupy.Niby nic wielkiego, bo malowanie i nowe podłogi,ale jesli wezmie sie pod uwage, ze mieszkanie duze i wysokie, to trudno to ogarnąc w tydzień.
Moja mama zaproponowala,bym na czas remontu przeprowadzila sie z dziecmi do niej,by egzystowac w normalnych warunkach.Moj instynkt samozachowawczy został zagłuszony troska o niemowlęcie-no bo kurz, farby,bałagan.Pomyslalam- w jej 4 pokojowym mieszkaniu ma to sens.Jakos damy rade.

Zaczęło sie od kotów.Po 3 dniu naszej obecnosci obrzygały wszystkie kąty.Dodatkowo jeden dostał sraczki i rano na przedpokoju trzeba było skakac miedzy minami.Diagnoza- koty sie nami stresuja.A najbardziej małym, wiec zostałam wyekspediowana z salonu do malego pokoju, bo salon ma balkon,gdzie koty zwykłe sa spedzac poranki.Ok, jakos dam rade na wąskim łozku razem z młodym.On zajmował 3/4 powierzchni ,rączki rozrzucone,co ja go na bok, to ona na wznak,ja na skraju łozka w jednej pozycji cała noc.Salon zostal oczyszczony z kocich intruzów.
Córka rano zawijala sie do szkoly, ja ok 12 do pracy, mama zostawała z młodym.
Juz po 3 dniach dostała nadcisnienia, było jej słabo,bolała głowa i co tam jeszcze.Czyli normalka, bo ja zawsze cos boli.Przechodzi,gdy zadzwoni kolezanka- wówczas mozna pytlowac godzinami.
Wszystko robiiłam nie tak- albo kupiłam za duzo pieczywa(po co tyle bułek,wojna sie szykuje?Albo za malo pieczywa, nie ma na sniadanie.W lodówce pólki przestały swiecic pustkami-tez zle,bo po co i ser i szynka jednoczesnie? I cholesterol panie.Dla osoby,która rano je owsianke,na obiad zupe i nie jada kolacji, a do tego ciągle po wszystkim boli ja brzuch, kazda ilosc produktów spozywczych to za duzo i po co.
Czare goryczy przelała sprawa łazienkowa.Myc sie mozna tylko do 22,bo pozniej z uwagi na sąsiadów nie wypada.Wróciłam o 20 z pracy plus z galopu po markecie,by cos na kolacje było-wzielam sobie do serca zakaz trzymania w kuchni nadmiaru zywnosci i musialam tym samym zakupy robic codziennie.Wykapałam malego o 21,sama prysznic na szybko, po mnie do lazienki weszla córka.No i tego mamusia nie zdzierzyła.Okazało się, ze jestesmy niewdzięczne egoistki, w jej wlasnym mieszkaniu ona nie moze sie wykąpać, okupujemy łazienke godzinami od tygodnia.Były łzy,lament,zagrozenie wylewem.Konkluzja- ma przez nas same problemy.Bo koty,bo łazienka,bo naruszony mir domowy,bo ona chwili spokoju nie ma,nic nie jest tak jak byc powinno.
Nigdy tak szybko sie nie pakowałam.Zabrałam wszystko i ucieklam z mysla, ze wole zyć na kupie gruzu niz korzystac z tak okazanej pomocy.
Kazda z nas uwaza, ze to ona ma racje i nie rozumie tej drugiej.
Ja- skoro komus oferuje pomoc, to staram sie,by czuł sie dobrze,nie jak intruz.
Ona-oferuje pomoc,ale na jej warunkach,bo to jej mieszkanie.

Absolutnie nie wyobrazam sobie mieszkania z moja matka- na starość wariant mamusia i opieka córki pod jednym dachem odpada.No nie da sie.Kota tez nie bede miała,ocipieć idzie z ta ich wrazliwoscia na jakiekolwiek zmiany.

Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 09:58
      Mogę Ci powspółczuć jak chcesz. Masz najwyraźniej mocno terytorialną matkę i mimo teoretycznie dobrych chęci nie jest w stanie znieść czyjejś obecności dłużej.
      Podobnie jak Ty, nie byłabym teraz w stanie mieszkać z moim ojcem z powodu skrajnej odmienności nawyków.
      Koty są u nas opcją no f...ing way.
      • lola211 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:21
        No miota sie widac pomiedzy chrzescijanskim przeslaniem niesienia pomocy bliznim a wlasnym charakterem,który sie temu przeciwstawia.Nawet mi jej szkoda w sumie, ciezko tak zyc.tongue_out.
        • gazeta_mi_placi Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 13:04
          A nie lepiej było ustalić wcześniej pory korzystania z łazienki?
    • melancho_lia Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:02
      Współczuję, mi moja mama tez oferowała wprowzdenie się do nich na pół roku (na czas odbiorowo-wykończeniowy nowego lokum). Woleliśmy wynająć 30m2 klitkę na naszą 4 i miec jednak spokój.
      Masz mocno kontrolująca i związaną ze swoim "terytorium" mamę. Ciężko funkcjonować wspólnie z taką osobą.
      A za kotami tez nie przepadam, zwłaszcza za ich włażeniem wszędzie gdzie się da (pies jakoś po stole i blacie w kuchni nie biega, a wszelkie znane mi koty owszem tak).
      • triss_merigold6 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:08
        O toto. Nie byłabym w stanie znieść w domu zwierzęcia, które wchodzi wszędzie bez pozwolenia, znienacka skacze i ma zmienne nastroje.
        • lola211 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:27
          Włażą,skaczą,gubia masakryczna ilośc kłaków- matka nic nie robi tylko odkurza, zmiata,sciera.W kuchni nic nie moze lezec na blacie,bo wleza i zapchaja nos.Mając kota trzeba miec jednoczesnie obsesje chowania wszystkiego poza zasięg.To byłoby nawet do zniesienia, ale te ich reakcje na zmiany- dramat.Rzyganie,sranie,sikanie na posciel czy do butów, jadłowstret,kamienie w nerkach,piasek, spadek odpornosci- bo cos sie zmienilo w codziennym rytuale.Czlowiek musi sie podporzadkowac,bo inaczej cyrk.
          • gazeta_mi_placi Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 13:06
            Słabo mi. No i trzeba dokładnie oglądać każdą zjadaną kanapkę lub dowolne danie.
            Pamiętam jeszcze kolacyjki u znajomej kociary, niejednokrotnie czujność i oglądanie talerza przed spożyciem dania mnie uratowała.
          • claudel6 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 23:56
            nienormalne te koty. moze się nadwrazliwością upodobniły do właścicielki. nasz kot kilka razy do roku zmienia miejsce przebywania, gdy wyjeżdżamy, i czasem są to dla niego obce miejsca, i nigdy nie sprawia nikomu problemu. no ale nam się trafił złoty egzemplarz.
            • nanuk24 Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 06:05
              Moj kot tez siedem razy sie przeprowadzal, lokatorow nowych dostal; najpier dziecko, pozniej pie, pozniej drugi pies i kolejne dziecko, a na niego wrazenia to nie robi. Bimba sobie na wszystkowink
        • araceli Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:57
          triss_merigold6 napisała:
          > O toto. Nie byłabym w stanie znieść w domu zwierzęcia, które wchodzi wszędzie b
          > ez pozwolenia, znienacka skacze i ma zmienne nastroje.

          To w jaki sposób masz w domu dzieci? tongue_out
          • melancho_lia Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:58
            Dziecko nie sypie kłakami do żarcia i nie szcza złośliwie po kątach. Co najwyżej strzeli focha i trzaśnie drzwiami.
            • ciastko_z_kota Re: Pomoc w rodzinie-długie 12.06.13, 12:07
              koty nie robią niczego złośliwie. ty tylko zwierzęta. strasznie drażni mnie to demonizowanie i przypisywanie ludzkich pobudek.
          • triss_merigold6 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 11:03
            Hm... z seksu mam dzieci?
            Dzieci z wiekiem stają się jednak coraz bardziej komunikatywne i współpracujące, no i można je nakłonić do posprzątania ich własnego bałaganu. O dziwo - nie wchodzą też na stół, nie wieszają się na firankach i nie leją złośliwie do butów.
            • przystanek_tramwajowy Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 13:32
              triss_merigold6 napisała:

              > Hm... z seksu mam dzieci?
              > Dzieci z wiekiem stają się jednak coraz bardziej komunikatywne i współpracujące
              > , no i można je nakłonić do posprzątania ich własnego bałaganu. O dziwo - nie w
              > chodzą też na stół, nie wieszają się na firankach i nie leją złośliwie do butów
              > .

              Wiesz, może dzieci araceli leją jej do butów i dlatego nie dostrzega różnicy między dzieckiem a kotem? big_grin
              • melancho_lia Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 13:39
                big_grin big_grin big_grin
          • wuika Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 11:15
            Dzieci z tego wyrastają.
      • morekac Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 11:51
        pies jakoś po stole i blacie w kuchni nie biega, a wszelkie znane mi koty owszem tak

        Mojemu psu się zdarzyło...
        • ciastko_z_kota Re: Pomoc w rodzinie-długie 12.06.13, 12:08
          nasz pies wylizywał cukier z cukiernicy pozostawionej na stole. oczywiście pod naszą nieobecność.
    • default Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:11
      Matce Twojej się dziwię i nie dziwię jednocześnie.
      Nie dziwię się, że trudno jej zdzierżyć wywrócenie normalnego domowego porządku do góry nogami. Dziwię się, że sama to zaproponowała. Najwyraźniej nie przemyślała sprawy.
      Może wydawało się jej oczywiste, że podporządkujesz się jej zasadom. I kotów smile
      Tak czy owak - dobrze, że wróciłaś do swojego domu. Mieszkanie w remoncie jest jednak mniej stresogenne smile
      • lola211 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:20
        Dziwię się, że sama to zaproponowała. Najwyraźniej nie
        > przemyślała sprawy.

        No wlasnie to u niej czeste.Wychodzi z jakąs propozycja po czym oczywiscie nastepuje lawina utyskiwań i gorzkich zalów.
        Tak jakby celowo szukala okazji do ponarzekania czy co.Albo faktycznie nie jest w stanie dokonac trzezwej oceny sytuacji i swoich mozliwosci.
        • zona_mi Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 18:04
          > No wlasnie to u niej czeste.Wychodzi z jakąs propozycja po czym oczywiscie nast
          > epuje lawina utyskiwań i gorzkich zalów.

          Czym więc jesteś zaskoczona?
          Czytając forum, nie przyszłoby mi do głowy wprowadzać się do kogoś takiego, jak Twoja matka, po tym, co o niej piszesz, więc chyba rzeczywiście nie zastanowiłaś się, na co się decydujesz.
          • lola211 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 22:54
            Jak napisalam- chodziło głownie o niemowle i brak warunków dla niego w tym remoncie.Sama sie zaoferowała,nie mieszkam z nia od 20 lat, miałam pełne prawo zapomniec jak to naprawde jest.Czlowiek sobie mysli- te kilka dni wszyscy przezyja jakoś.Ale sie okazuje,ze raz na 20 lat problemem moze byc przezycie kilku dni inaczej niz zwykle.
    • dziennik-niecodziennik Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:15
      koty AŻ TAK wrażliwe nie są.
      • lola211 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:34
        Te są.Pytanie- dlaczego?
        • malila Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:43
          Może one na Twoją matkę tak reagowały, a nie na Ciebie. Znaczy: matka dostala histerii, zamiast glaskać koty, to na nie fukała, zamiast karmić, to je przeganiala albo coś w tym rodzaju.
          • guderianka wrażliwość kota 10.06.13, 11:07

            Mam bardzo wrażliwą kotę, która załatwianiem potrzeb fizjologicznych reagowała/reaguje na wszystkie zmiany. Ciąża- kilka srań pod łóżko, potem było ok. Mąż na nią krzyknął- kupa pod łóżkiem lub nasikała mu na ubranie. Nie sprzątnięta w porę kuweta- nasrane. Niemowlę w domu-nasrane. Szczytem była jej ostatnia akcja- młody jak to dzieciak-eksploruje świat i koty zaczepia. Nie zaczepia Czarnej, która łasi się do niego od urodzenia. Nie. On zaczepia psychiczną Siwą która już nieraz pokazała mu pazury. No i ją upolował, złapał za ogon a potem na nią krzyczał. I naszczała mu do zabawek uncertain Ot, wrażliwiec.
            • triss_merigold6 Re: wrażliwość kota 10.06.13, 11:10
              Jak pragnę zdrowia, uśpiłabym albo oddała. Nie po to jest zwierzę w domu, żeby się z nim męczyć i skakać jak koło jajka.
              • gazeta_mi_placi Re: wrażliwość kota 10.06.13, 13:09
                W Polsce uśpienie zdrowego kota jest nielegalne.
                Oddać trzeba mieć gdzie, bardzo mało osób adoptuje dorosłe zwierzęta nierasowe (koty czy psy), generalnie mało adoptuje nawet młode nierasowe zwierzęta o ile nie są wybitnie piękne (np. ładne umaszczenie), a już starsze niż rok to ....
              • guderianka Re: wrażliwość kota 10.06.13, 14:37
                Też mamy takie myśli i jej złorzeczymy
                Ale...dzieci ją kochają. Wolę po niej sprzątać niż faktycznie dokonać kociobójstwa
            • melancho_lia Re: wrażliwość kota 10.06.13, 12:06
              Rany, nie zdzierżyłabym takich akcji...
            • ruda_henryka Re: wrażliwość kota 10.06.13, 13:58
              O rany.... smile)))
              Mój był wrażliwiec, ale mu przeszło. Ale przez pierwsze pół roku jak go miałam to robił kupę jak tylko zaczynałam odkurzać... Teraz tylko czasem nasika na dywanik w łazience jak nie posprzątam kuwety.
            • nenia1 Re: wrażliwość kota 10.06.13, 15:59
              No guderianko, kota współczuję, sama takich nie mam, nigdy się nie zdarzyło sikanie poza kuwetę, nawet jak kocur osiągnął dojrzałość, to poszedł znaczyć teren...do wanny. Po kastracji załatwia się wyłącznie w kuwecie.
              Natomiast z tego co piszesz, to przynajmniej dwie rzeczy nadają się do poprawy i poprawić je można, po pierwsze na kota się nie krzyczy, hałas który słyszy kot jest dużo głośniejszy niż ten, który słyszy człowiek, kot pewnie zrobił kupę ze strachu.
              Po drugie - to że kot załatwia się poza kuwetą jak ma w niej nie posprzątane to norma, kuwetę trzeba sprzątać na bieżąco.
              Po trzecie, tego się zmienić nie da - no cóż, ja uważam, że koty to nie są dobre zwierzęta, dla osób które mają małe dzieci. Zresztą nie wiem czy istnieją tu jakieś dobre.
              • guderianka Re: wrażliwość kota 10.06.13, 16:20
                Dziękuję za rady.
                Mąż krzyknął bo się wkuzdenerworzył, że zrobiła kupę. Więc jak on krzyknął-to ona się odpłaciła. Nie ma czegoś takiego jak ciągły krzyk. Poza tym jak mi się zdarzy ją pogonić to nigdy się nie mści wink
                Kuweta jest sprzątana dwa razy dziennie o stałej porze. Jednak gdy Mąż ma nocną zmianę zdarza się obsuwa i wtedy kupsko ląduje tam gdzie nie trzeba, czasami nawet narobi gdy ma czysto-nie pasują jej proporcje żwirku (mieszamy i szukamy dla pańci idealnego tongue_out)
                No i w kwestii dzieci-nie mam doświadczeń innych niż własne. Ale mam dwa koty. Jeden jest cudny-łasi się, jest cichy, spokojny, nie zaczepia, nie drapie, nie gryzie. Drugi-a raczej druga-całkiem inny charakter. Tamta gdy mały leży i zasypia podchodzi do niego, ociera się, łasi-daje się głaskać i cierpliwe znosi jego pieszczoty, ta druga-absolutnie, ucieka na sam jego widok a jak się urodzil omijała go łukiem z zafochowaną miną
                • nenia1 Re: wrażliwość kota 10.06.13, 16:29
                  Pewnie są trudniejsze egzemplarze.
                  Czasem oglądam program "Kot z piekła rodem", tam koci behawiorysta często w prosty sposób rozwiązuje problemy z jakimi ludzie borykają się przez lata trzymania kota w domu.
                  Może warto popytać weterynarza i poleci jakiegoś "kociego psychologa"? smile
                  No bo generalnie nic przyjemnego jak kot się załatwia gdzie popadnie.
                  • guderianka Re: wrażliwość kota 10.06.13, 19:19
                    Ależ ona zazwyczaj robi w to samo miejsce suspicious
                    Nie zwariowałam jeszcze tak na punkcie catsa by fundować mu terapię. Wolę sprzątac tongue_out
                    • m_incubo Re: wrażliwość kota 10.06.13, 21:40
                      Koci behawiorysta (taaa, wiem, jak to brzmi) wbrew pozorom może być dobrym pomysłem, być może rozwiązanie jest bardzo proste. Twoja kota ewidentnie ma z czymś problem, a ty nie masz pojęcia z czym i jak to zmienić. Nie wyobrażam sobie bez przerwy sprzątać kocich min lądujących poza kuwetą, zwłaszcza przy małym dzieciaku, no ale co kto lubi. "Terapia" jest dla ciebie, nie dla kota wink
                      • guderianka Re: wrażliwość kota 10.06.13, 21:51
                        Nie sprzątam bez przerwy, czasem zdarzy się kilka tygodniach bez żadnej "złośliwości", czasem jedna w miesiącu, czasem jedna na dwa tygodnie. Nie jest to fizycznie uciążliwe-tylko wkurzające. Małe dziecko nie wchodzi pod łóżko-bo tam zazwyczaj robi swoje klocki kota.
                        Nie mam czasu i ochoty na behawiorystę. Po prostu coraz szeroko otwieram balkon suspicious
                        • gazeta_mi_placi Re: wrażliwość kota 10.06.13, 22:57
                          Ohydztwo, współczuję Ci.
                        • morgen_stern Re: wrażliwość kota 11.06.13, 10:08
                          A szkoda. Narzekasz, masz myśli o uśpieniu, a nie chcesz po prostu kotu pomóc - a nuż behawiorysta zobaczy coś, czego wy nie widzicie? To nie jest "koci psycholog", do którego "kot chodzi na terapię", tylko ktoś, kto obejrzy kota, jego otoczenie i środowisko i może coś zasugerować konstruktywnego. Ale skoro wolisz się umartwiać na forum... wink
                          • ichi51e2 Re: wrażliwość kota 11.06.13, 10:18
                            Moj kot byl zwyczajnie zlosliwy. Bardziej w sumie msciwy niz zlosliwy. A kuwete trzeba od razu sprzatac - to jak pieluszka u dziecka nie zmieniasz rano i wieczorem tylko jak zabrudzi.
                            • guderianka Re: wrażliwość kota 11.06.13, 10:27
                              Ja się nie umartwiam-dzielę się spostrzeżeniamiwink
                              tak, wolę by było tak jak teraz niż fundować kotu psychologa
                              • morgen_stern Re: wrażliwość kota 11.06.13, 10:53
                                Kompletnie nie rozumiem twojego podejścia (typu na złość babci odmrożę sobie uszy), ale jak wolisz.
                                • wuika Re: wrażliwość kota 11.06.13, 10:54
                                  Psycholog to jest dla świrów i ludzi z prawdziwymi problemami, a nie tylko takimi, że małe złośliwe bydlątko sra, gdzie popadnie - ale za to tylko od czasu do czasu wink
                                  • morgen_stern Re: wrażliwość kota 11.06.13, 11:04
                                    To sarkazm, czy serio piszesz?
                                    • wuika Re: wrażliwość kota 11.06.13, 11:12
                                      Zgaduj wink Podpowiem: bywałam u psychologa. nie uważam tego za powód do wstydu.
                                      • nenia1 Re: wrażliwość kota 11.06.13, 11:26
                                        No właśnie, niestety pogląd, że jest to powód do wstydu nie jest wcale tak rzadki.
                                        Jedni się wstydzą, inni uważają za fanaberię, bo "na depresję chorują ludzie, którzy mają za dużo czasu na myślenie".
                                        Dlatego koci behawiorysta w kraju nad Wisłą musi się często jawić jak pomysł dla zbzikowanych na punkcie zwierząt starych bab.
                                        Albo oznaka, że zwierzę traktuje się na równi z człowiekiem, a to przecież zgroza i utrata zdrowego rozsądku, kto to widział z kotem, jak z człowiekiem, do psychologa chodzić i jeszcze płacić za to...
                                        • guderianka Re: wrażliwość kota 11.06.13, 15:39
                                          Jessusie, można napisać elaborat widzę na ten temat
                                          Neniu, nie mam czasu ani pieniędzy by szukać kociego behawiorysty, zapraszać go do domu, zwierzać mu się z czegos co dla mnie nie jest jakimś mega wielkim problemem, robić z kota idiotę-bydlaka. Kota ma swój charakter, jest wrażliwcem i wolę sprzątnąć jej kupę RAZ NA JAKIŚ CZAS, ROBIONA W TYM SAMYM MIEJSCU niż angażować czas , siły i pieniądze na spotkania z kocim psychologiem.
                                          Mogę ?
                                          • gazeta_mi_placi Re: wrażliwość kota 12.06.13, 12:15
                                            Ja Ci mogę pomóc za darmo.
                                            Zatem tak, kota nie wpuszczaj do pokoju córki, nie będzie tam robił kupy, miejsce gdzie robił kupy spryskaj Vitoparem (dostępny w zoologicznym, przydaje się też przy koszu na śmieci bo pochłania brzydkie zapachy).
                                            • guderianka Re: wrażliwość kota 12.06.13, 12:24
                                              On nie robi w pokoju córki tylko w naszym
                                              Miejsce było psikane octem, Vitoparu nie znam-dziękuję
                                • guderianka Re: wrażliwość kota 11.06.13, 15:32
                                  Jasne, że nie rozumiesz, bo nie jesteś mną wink
                            • m_incubo Re: wrażliwość kota 11.06.13, 14:26
                              Koty nie bywają ani złośliwe ani mściwe. Żadne inne bydlęta też nie.
            • mozambique Re: wrażliwość kota 12.06.13, 13:33

              Ciąża- kilka srań pod łóżko, potem było ok

              ale ciąża kotki czy twoja ???????
              • guderianka Re: wrażliwość kota 12.06.13, 17:36
                moja
                wink
      • kiddy Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:49
        Oj, bywają. Moja kotka swego czasu też tak reagowała na stresujące sytuacje w jej życiu. Bywa.
    • tully.makker Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:16
      Ciekawe, co bedzie jak matus zaniemoze i bedzie potrzebowala pomocy. Wtedy oczywiscie bedzie oczekiwala, ze rzucisz wszystko i pognasz do niej na gwizdniecie.

      Mam nadzieje, ze bedziesz miala te historie na uwadze, kiedy matusia zagwizdze.
    • lelija05 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:20
      Pewnie teraz się skarży psiapsiółkom, jaką ma niewdzięczną córkę?
      Współczuję, nie masz lekko.
      A jak sobie teraz radzicie?
      • niutaki Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:27
        moze Mama zaproponowala z nadzieja, ze sie nie zgodziszwink znam takie przypadki, oferuja pomoc bo tak "wypada", ale maja nadzieje ze nie skorzystaszsmile
        • lola211 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:29
          Nie,nie.Najpierw zadzwonila do córki,by koniecznie do niej przyjezdzala mieszkac.Potem do mnie,zupełnie szczerze.
          • niutaki Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:32
            rozumiem, zatem ja przerosla sytuacja, co do kotow - znam ten bol, sraczka, rzyganie - roznie reaguja.
            • lola211 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:40
              Zdaje sobie sprawe,ze bylismy dla niej problemem- bo ona musiala po tych kotach sprzatac, musiala zajmowac sie niemowleciem,musiala znosic obecnosc innych osob- ale było to po prostu przemyslec zanim wyszla z inicjatywa.
              A tak wbila mnie w poczucie winy,zrobiła z nas balast,potraktowala jak intruzów- i w dodatku powinnam byc jej wdzięczna, no bo chciała pomóc.
              • niutaki Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:53
                no powinna przemyslec, ja tam jestem zwierze aspoleczne i nikomu kata nie uzyczamsmiletongue_out bo nie znosze natloku osobnikow ludzkichwink
      • zuzanna56 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:28
        Miałam tak dwa razy, ze robiliśmy wielki remont i wprowadzaliśmy się do rodziców. Mąż po pracy remontował, ja wolałam za szybko nie wracać po pracy do domu rodziców. Wiem co czujesz smile choć niby aż tak drastycznie nie było, ale jakieś gadanie, że czegoś nie jemy i dlaczego bo to zdrowe, dlaczego kąpiecie się po 22.00 i w ogóle sąsiedzi zaraz usłyszą o czym rozmawiacie wink
        A kota mam od roku smile ale to mój kot i nie dam złego słowa na niego powiedzieć.
      • lola211 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:31
        Ha, z pewnoscia juz wszystkich obdzwoniła -taki temat nie moze sie zmarnowac!Ja niewdzięczna, a ona taka dobra i taaka zmęczona najazdem Hunów wink.
      • lola211 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:33
        > A jak sobie teraz radzicie?

        2 pokoje juz ogarniete, pozostala kosmetyka.Juz mozna w miare mieszkac, mimo ze kuchnia i pokój to istne pobojowisko jeszcze.
        • lelija05 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:41
          No to na szczęście nie tak źle, dacie radę smile Najważniejszy jest spokój smile
    • asia_i_p Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:36
      Lola, żeby mama chciała pomagać, ale na swoich warunkach, to by było dobrze, bo ty przejawiałaś gotowość dostosowania się do warunków. Tylko ona zwyczajnie nie chciała pomagać. Przykro mi, że tak piszę do ciebie o twojej mamie, ale nie chciała. Chęć pomocy, nawet mocno warunkowej, nie tak wygląda.

      Ona chciała wdzięczności i padania do nóg. Ale nie jednorazowej wdzięczności przy przyjęciu pomocy, tylko padania do nóg codziennie. Byłaby głęboko zawiedziona, gdyby koty nie dostały biegunki. A to, że się przeniosłaś do mniejszego pokoju bez mrugnięcia, to za mało - ty miałaś powtarzać co pół godziny "Mamuś, ale ty masz z nami kłopotów, nikt inny by się tak nie poświęcał". Wtedy mogłabyś siedzieć w łazience do północy, a mały mógłby spokojnie powyduszać koty co do jednego.

      Matka chciała, żebyś się regularnie upokarzała, a ty starałaś się nie sprawiać kłopotu i się rewanżować. Ona chciała władzy i hołdów, a ty jak do racjonalnej istoty - no sama powiedz, czy to nie było wredne z twojej strony wink.

      Machnij ręką na hrabinę i jej koty. Na swoim będzie ci najlepiej, nawet jak sobie będziesz dom budowała nad głową.
      • lola211 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:55
        ty miałaś powtarzać co pół godziny "Mamuś, ale
        > ty masz z nami kłopotów, nikt inny by się tak nie poświęcał". Wtedy mogłabyś si
        > edzieć w łazience do północy, a mały mógłby spokojnie powyduszać koty co do jed
        > nego.

        smile) ha ha, na to nie wpadłam.Faktycznie- nigdy czegos takiego ode mnie nie usłyszala.To juz wiadomo,dlaczego jest tak,a nie inaczej.Dzieki za oswieceniesmile.
        • rosapulchra-0 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 12:53
          Lola, ja na własnej skórze się przekonałam, że ta metoda działa. I w cudowny sposób redukuje wybuchy gniewu oraz poczucie poświęcenia. Sprowadziłam do siebie moją matkę, która nie należy do osób ani łagodnych, ani uznających kompromisy. Zaraz po przyjeździe moja mać wzięła się za sprzątanie - polegało to na tym, że np. wszystkie przedmioty i produkty zmieniły swoje miejsce. Gdy byłam w pracy, to wparowała do naszej sypialni i poukładała mi rzeczy w szafie. Po swojemu oczywiście - moje ciuchy poszły do mężowskiej szafy, a jego do mojej. Podobnie posprzątała w pokojach dzieci.
          Prała kilka razy dziennie, dosłownie wszystko co jej tylko wpadło w ręce.
          Na delikatnie zwracane uwagi albo nie reagowała, albo reagowała agresją. No i w końcu, z powodu nic nieznaczącej pierdoły wybuchła karczemna awantura. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że potrafię tak głośno krzyczeć. Mać się obraziła i wyszła z domu, wróciła po jakiejś godzinie i oczekiwała, że ją przeproszę, focha miała jeszcze następnego dnia, ale gdy się zorientowała, że z przeprosin nici, to odpuściła i zaczęła się normalnie zachowywać. Jak na nią normalnie ofkors.
          Nie spodziewam się, że będzie z nią słodko, ale nie widzę powodu, żeby mieszkała w Polsce, zdana tylko i wyłącznie na siebie, tym bardziej, że jej emerytura to po prostu śmiech na sali, a ona jest cukrzykiem i leki, paski i insulina swoje kosztują, a tu ma wszystko za darmo.
          • rosapulchra-0 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 12:56
            No i nie napisałam najważniejszego suspicious
            Od tamtej pory całą rodziną przyjęliśmy strategię zachwalania babci i pytania o zdanie.
            Na początku nie była zbyt ufna, ale teraz jesteśmy na dobrej drodze do spokoju wink
          • totorotot Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 18:48
            Chyba Cie mamusia robi w konia, bo paski są za jeden grosz całą paczka, a cały zestaw leków na cukrzycę miesięcznie kosztuje mniej niż 30pln.

            Trzymasz u siebie matke, która pozwoliła swojemu fagasowi zrobić z córki worek treningowy?
            • pochodnia_nerona Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 19:34
              Ciekawe, gdzie tyle kosztują. I jaka insulina - może ta starej generacji?
              • noname2002 Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 08:37
                W Polsce tyle kosztują, moja mama ma cukrzycę, kupuje paski i leki, insuliny na szczęście jeszcze nie musi brać.
                • majenkir Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 13:56
                  Typ 1 ma refundowane. Typ 2 - zalezy, jesli na insulinie (zdaje sie powyzej ilus zastrzykow dziennie) to tez. Wiec czasami im gorzej, tym lepiej wink.
            • claudel6 Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 00:04
              no coś mi się kołacze, ze ta matka rosy to niezła sucz. no ale widocznie uwolnić się od matki nie spośób.
            • rosapulchra-0 Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 10:32
              Nie sądzę, ona bierze dużo leków, co ciekawe, tu też ma je wznowione, znaczy się potrzebne, do wyjazdu musiała pracować, żeby wiązać koniec z końcem, bo emeryturę ma naprawdę groszową. Fakt, ma swoje za uszami i to niemało, ale to moja matka i ja jestem jedyną jej rodziną, jej też przez ostatnie lata mój ojczym dał ostro popalić, więc sumując wszystkie za i przeciw, wolę ją mieć u siebie całą i zdrową (o ile w jej przypadku można tak powiedzieć).
              • wuika Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 10:49
                Chciałam napisać w pierwszym odruchu, że podziwiam, że mimo wszystko (tak, czytałam, co matka Ci wyczyniała, a czego nie robiła w Twoim interesie) ją do siebie ściągnęłaś, ale tak szczerze, zaraz mi ta myśl przeszła i przekształciła się na: postradałaś zmysły? Chcesz się jej odwdzięczyć, zasłużyć na miłość, czy jak? Przecież ta kobieta robiła wszystko, żeby nie mieć córki.
                • rosapulchra-0 Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 13:29
                  Wuika, nie chcę, byś sobie myślała, że ja cierpiętnica jakaś jestem. Moja mać nie należy do ludzi mądrych i z wyobraźnią, nie miała łatwego życia, jednego alkoholika zamieniła na drugiego i to gorszego, bo z prędkimi do bicia łapami. I moje mieszkanie z nimi mnie ukształtowało taką, a nie inną, Bogu dziękować, że nie zadałam się z jakąś patologią (tą prawdziwą patologią, a nie ematkową suspicious), wyszłam na ludzi, szkoły pokończyłam, rodzinę założyłam i jakoś tam sobie w miarę spokojnie żyję.
                  Mogłabym całkowicie się od niej odseparować, a mam ułatwione zadanie choćby z powodu miejsca zamieszkania, ale z drugiej strony, jak widziałam, co się z nią działo, co wyprawiał jej eks mąż, z którym cały czas mieszkała, ona jest coraz starsza, schorowana, potrzebująca wsparcia, a jedyną osobą, która może to zrobić, to jestem ja.
                  Nie jest łatwo razem żyć, ale dramatu nie ma. Dotarło do niej, że ma czego żałować, no i że mimo wszystko, może na mnie liczyć.
                  Muszę przyznać, że mocno się obawiałam jej przyjazdu, jednak na szczęście, było i jest w miarę spokojnie, poza incydentami, ale komu one się nie zdarzają? No i całkiem nieźle dogaduje się z moimi dziećmi. To jest dla mnie ważne.
                  Bo my, dorośli, zawsze jakieś kwasy w pamięci mieć będziemy, niestety.
      • brak.polskich.liter 10/10 n/t 10.06.13, 11:42

    • nowi-jka Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:42
      przeciez chodziło o tydzien lub dwa - rany co za osoba
      rozumeim okty i przenosiny do pokoju
      ale co ja interesuje ile ty za własne pieniadze własnym dzieciom jedzenia kupujesz. Lodówka czy pusta czy pełna tyle samo pradu pobiera a ona tego jesc pzreciez nie ma wiec niech je owsianki a wam da spokoj
      Ratunku co za baba koszmarna.
      Zaburzyłyscie jej normalne egzystowanie no ale nei na wieki tylko na "chwile" mogła sie postarac
      • claudel6 Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 00:05
        zgadzam się, koszmarne babsko. i niech zgadnę - przykładna katooliczka?
    • czarnakrowawkropkibordoo Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:42
      A ja ją w sumie rozumiem, niestety. Też jestem mocno terytorialna i nadmiernie kontrolująca w stresie, zdarza mi się robić podobne sceny. Potem mi trochę głupio jednak. Myślę, że dobrą masz intuicję, że to ze strony mamy problem z realną oceną własnych możliwości w chwili składania propozycji.
      Jeszcze coś. Ja mam dużo młodsze rodzeństwo, które ma ewidentnie (w moim odczuciu) mniejszą potrzebę kontaktu ze mną niż ja z nimi. Czasami oferuję pomoc, bo wydaje mi się, że to jedyny sposób zbliżenia się do nich, (tak są pochłonięci tymi swoimi sprawami - może mnie zauważą, jeśli też się w nie zaangażuję). Oni chętnie biorą, ale ja nie czuję zadowolenia. Wręcz przeciwnie. Jakieś takie upokorzenie. Może z waszymi relacjami też jest coś nie tak? Może nie dajecie sobie nawzajem odczuć, że jesteście dla siebie ważne? Nie tylko "użytkowo"?
      • lola211 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 11:04
        Z relacjami nie jest super rózowo,ale i nie jestn szczególnie zle.
        Ona oczywiscie ma zal, ze kontakty nie sa za czeste,ze nie dzwonię,nie przyjezdzam co tydzien- a ja tego nie robie, bo ciągle mam wrazenie ,ze jej przeszkadzamy, ze skoro boli ja glowa, zoładek, noga,(wstaw dowolne) to nie bedziemy jej męczyc.

        Raz jeden mały dał jej w kośc- płakal, a ona nie mogla go uspokoic.Jak tylko weszlam do domu, to usłyszalam, ze ona jest wrecz umierająca, strasznie boli ja głowa.Więc ja cap małego i ucieklam do drugiego pokoju go uspokoic.Udalo sie po minucie.Zamknelam sie z nim w tym pokoju, zeby nie preszkadzac, skoro ona tak zle sie czuje i to z powodu mojego dziecka.
        Jak to zinterpretowala? Ze wyrwalam jej dziecko, bo ona je krzywdzi moim zdaniem,ze odseparowalam sie wsciekla na nia i jestem obrazona.A ona wcale tak sie zle nie czula, bo po pol godzinie glowa przestala ja bolec.Sytuacja nie byla jakas nadzwyczajna.

        Mnie normalnie szczęka opadła..
        • triss_merigold6 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 11:05
          Czyli taka męcząca jest.
        • czarnakrowawkropkibordoo Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 11:24
          Sporadyczne wizyty i nagle codzienna opieka nad niemowlęciem po kilka godzin to spory przeskok. Ona tymi "chorobami" chyba komunikuje, kiedy ma dość. Szkoda, że nie umie normalnie rozmawiać, ale to już nie twój problem. Specyficznie się ze sobą komunikujecie jak wynika z tej opisanej sytuacji. Dużo niedomówień i nadinterpretacji.
        • czarnakrowawkropkibordoo Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 15:27
          lola211 napisała:

          >
          > Raz jeden mały dał jej w kośc- płakal, a ona nie mogla go uspokoic.Jak tylko we
          > szlam do domu, to usłyszalam, ze ona jest wrecz umierająca, strasznie boli ja g
          > łowa.Więc ja cap małego i ucieklam do drugiego pokoju go uspokoic.Udalo sie po
          > minucie.Zamknelam sie z nim w tym pokoju, zeby nie preszkadzac, skoro ona tak z
          > le sie czuje i to z powodu mojego dziecka.
          > Jak to zinterpretowala? Ze wyrwalam jej dziecko, bo ona je krzywdzi moim zdanie
          > m,ze odseparowalam sie wsciekla na nia i jestem obrazona.A ona wcale tak sie zl
          > e nie czula, bo po pol godzinie glowa przestala ja bolec.Sytuacja nie byla jaka
          > s nadzwyczajna.
          >
          > Mnie normalnie szczęka opadła..

          Jeśli zrobiłaś to bez słowa, to z boku mogło wyglądać troszkę gburowato i różnie można sobie było interpretować. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale duża część z tego co opisujesz to rzeczy, które działy się w Twojej głowie.
          Chyba zresztą dobrze wyczuła, że się na nią wkurzyłaś, tyle że za robienie szopki z umieraniem i fochy, a nie za złą opiekę nad dzieckiem?
          >
          • lola211 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 22:57
            Ja nie byłam wkurzona, ja byłam pełna poczucia winy,ze to z mojego powodu moja matka prawie umiera.A ona po pół godzinie juz sie dobrze czuła..
    • kropkacom Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 10:56
      Lola, dobrze wiesz jaka jest twoja matka. Liczyłaś na cud, że nagle po tych x latach się zmieni?
      • lola211 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 11:10
        Wiem, ale majac wlasne te swiadomosc od poczatku staralam sie jak najmniej wystawiac na strzałsmile.Jak najmniej przemieszczac po chalupie,gotowac tylko dania szybkie, herbate pijac jedna dziennie i w ogole jak najmniej rzucac sie w oczy.Wrócic do domu,przejac malego, umyc sie i spac.Zeby nie draznic lwa.
        A i tak sie nie udałosmile.Choc moze udalo, bo w koncu spedzilysmy razem az 10 dnismile.A moglo sie zakonczyc na przyklad po dwóch.
    • guderianka Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 11:04
      No cóż. Współczuję. Jednak z daleka można żyć z taką osobą w lepszej komitywie niż w pobliżu
    • kobieta306306 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 11:36
      niezdrowych relacji z przeszłości nie da się często naprawić w dorosłym życiu.
      • triss_merigold6 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 11:42
        OMG te relacje wcale nie muszą być jakieś dramatycznie niezdrowe. Dorośli ludzie mają różne nawyki, przyzwyczajenia, różny poziom odporności np. na zmiany, hałas, ingerencję w przestrzeń, różne postrzeganie upływu czasu, różne style komunikacji itd.
        • claudel6 Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 00:07
          taa, nie mamy watpliwości triss, że będziesz taka na starość big_grin
    • akniwlam Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 14:34
      O rany, masakra jakaś co opisujesz. Współczuję.
      Wiele lat miałam kota, ale żaden nie reagował w podobny sposób na gości w domu, chociaż żaden też nie został postawiony w sytuacji, gdy gościem był niemowlak, którym ukochana pańcia ma się zajmować więcej niż kicią wink Może te koty tak z zazdrości o Twoje młode?
      O sposobie komunikacji i oczekiwaniach Twojej Mamy już dziewczyny wszystko chyba napisały, ja tylko dodam, że jak rzeczywiście zaniemoże i będzie potrzebowała pomocy, to nie spodziewam się, żeby była chętna do przeprowadzania się do Ciebie i przyjmowania pomocy takiej, jaką Ty będziesz chciała udzielić - raczej będzie oczekiwała, że będziesz tańczyć, jak ona zagra, żeby przyjmowała pomoc ale na swoich warunkach. Przeczytaj sobie Miłość reaktywacja Hanny Samson - tamta babcia ma chyba z Twoją Mamą wiele wspólnego - herbata nie taka, chleb nie dość cienko pokrojony, tu za głośno, tam za cicho, a tu jeszcze wyimaginowany przeciąg... Niestety takie osoby chyba trzeba zawczasu przyzwyczajać, że nie będzie się wokół nich skakało na dwóch łapkach, żeby nie miały zbyt wygórowanych oczekiwań, więc metoda chwalenia "o ty biedna, cierpiąca, szlachetna, jak ty z nami wytrzymujesz i jak się dla nas poświęcasz" może przynieść na dłuższą metę kiepskie rezultaty, bo będą oczekiwały, że inni też się im w zamian męczeńsko poświęcą.

      A tak nawiasem mówiąc witam wszystkich po długiej przerwie, fajnie znowu wpaść na forum smile
      • stacie_o Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 15:08
        Autorka chyba nie lubi kotów. To da się przeżyć. Gorsze, że chyba nie lubi swojej mamy.
        To nie mogło się dobrze skończyć.
        A gromadzenie kotów jest często domeną osób zagubionych, samotnych i czujących, że świat ich nie rozumie.

        Do wszystkich tutaj: uśpienie zdrowego kota jest niemożliwe, wyrzucenie karalne. Ja uwielbiam koty i niemowlaki. Jakby spojrzeć, to dużej różnicy nie masmile sra*ą, rzyga*ą, drą się i domagają się uwagi. I są całkowicie zależne od opiekuna.
        • gryzelda71 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 15:29
          uśpienie zdrowego kota jest niemożliwe, wyrzucenie karalne

          A w jakim kraju?
          • stacie_o Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 15:38
            W Ugandzie.
            • marzeka1 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 16:25
              W sumie chyba Asia najlepiej pokazała Loli, na czym polega jej "błąd" i dlaczego wyszło jak wyszło.
            • gryzelda71 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 16:32
              No chyba,że tak.
    • totorotot Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 18:39
      Współczuję, serio. W życiu bym się do matki nie przeniosła nawet na dwa dni. Nie wiem, co z tym pokoleniem szescdziesieciolatek, czy one naprawdę są tak głupie, że memlaja ozorem bez refleksji? Takie słodkie idiotki, które co widzą, to muszą skomentować, omówić, ocenić. Każda czynność, zdarzenie, nawet tak pasjonujące jak kupno kwiatka w doniczce generuje jedenaście wypowiedzi czy ktoś tego słuchać czy nie. Wydaje mi się, że nasze pokolenie kobiet jednak mniej mówi mówi mówi.
      • pochodnia_nerona Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 19:36
        Może na starość ujawnia się zwiększony słowotok. Bo samotne życie bez dzieci, które dorosły i wyfrunęły z gniazda, staje się jałowe, więc każda pierdoła urasta do rangi rzeczy godnej omówienia. Moja też tak ma. Słucham z neutralną miną i nie drążę tematu.
        • totorotot Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 20:07
          Moja tak miała odkąd pamiętam. Niestety.
        • totorotot Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 20:09

    • ann.38 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 19:36
      Mama zawsze Ci z tym malym zostaje jak idziesz do pracy czy tylko na czas pomieszkiwania u niej? Bo wiesz nie dziwie sie, ze mogla byc zmeczona opieka nad niemowleciem, a czuc sie na silach pogadac z kolezankami.
      Powtorze po innych- szkoda, ze nie ustalilyscie pewnych spraw przed wprowadzeniem sie. Zwlaszcza, gdzie bedziecie spac. Trudna zeby mama wyrzucila zwierzaki z domu na czas Waszej obecnosci. One tam mieszkaja. W sumie nie wydarzylo sie nic zaskakujacego- wszystko bylo wiadomo- koty, ich charaktery, ilosc pokoi, wielkosc lozek itd.
    • gretchen184 Re: Pomoc w rodzinie-długie 10.06.13, 20:15
      po części rozumiem twoją matkę
      rozumiem,bo sama mam bardzo silną potrzebę prywatności w swoim domu,nie przepadam za gośćmi,żadne nocowania i pomieszkiwania nie wchodzą w grę.
      z drugiej strony-skoro nie lubię gości to ich zwyczajnie nie zapraszam.
    • claudel6 Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 00:00
      niech się koty nią opiekują na starość. życzliwa mamusia, w 4-pokojowym mieszkaniu nie jest w stanie znieśc swojej córki i wnuczków przez kilkanaście dni. polski kołtun.
    • misterni Współczuję. Co do kotów, to nie do końca jest tak 11.06.13, 00:26
      jak tu niektóre panie opisują. Albo ściślej mówiąc nie ze wszystkimi kotami tak jest smile
      Mój ma głęboko gdzieś wszelkie zmiany i dodatkowe bodźce, byleby mu żarcie na czas do miski dosypywać, kuwetę regularnie sprzątać i głaskać kiedy ma na to ochotę wink. Gdy te warunki są spełnione, nikt nawet nie odczuje jego obecności wink.
      Tak czy siak, dobrze że wróciła do siebie.smile
      • a-inka Re: Współczuję. Co do kotów, to nie do końca jest 11.06.13, 00:41
        U mnie podobniewink
        Mam dwa koty,nie skaczą mi po meblach,młodsza nie gryzła kabli,kanap..mają zakaz wchodzenia na pietro,więc się skaczą po łóżkach itd.Przekaz jest jasny-miejsce kotów jest na dole,wszyscy są szczęśliwi...
        Nigdy jednak kot nie dostał za przeproszeniem sraczki,bo urodziło się dziecko czy ktoś przyjechał-omijały szeroki łukiem z mina-no,dobra..jakoś to będziewink.
        Ja nie wytzymałabym z własna mamunią nawet tygodnia,i to bez towarzystwa kotów,ale ja też z tych,co gości żegnają z ulgąwink
    • kol.3 Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 06:07
      Wg mnie nie byłaś łatwą lokatorką. Wiesz że matka ma swoje zwyczaje i fobie, trzeba było przez ten krótki czas jakoś się dostosować. Jakbym miała paskudzące po kątach 3 koty też bym dostała cholery.
      • misterni Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 07:47
        Dlatego Lola dostała cholery i się wyprowadziła.
      • lola211 Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 09:37
        A jak moglam sie jeszcze bardziej dostosowac?
        Nie myc sie i nie jesc?




        Koci kalendarz- uratuj kocie życie
    • pade Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 08:56
      współczuję Twojej mamie
      • lola211 Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 09:38
        Ja w sumie tez jej wspolczuje- cięzko sie zyje z takim charakterkiem.
        • pade Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 11:47
          a przyszło Ci do głowy, że ona nie umie inaczej?
          że takim histerycznym zachowaniem woła o uwagę, docenienie, uczucie?

          ja wiem, że takie ataki ciężko znieść, tyle, że warto chyba się zastanowić, co się kryje za takim zachowaniem
          • czarnakrowawkropkibordoo Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 12:22
            pade napisała:

            > a przyszło Ci do głowy, że ona nie umie inaczej?
            > że takim histerycznym zachowaniem woła o uwagę, docenienie, uczucie?
            >
            > ja wiem, że takie ataki ciężko znieść, tyle, że warto chyba się zastanowić, co
            > się kryje za takim zachowaniem

            Masz oczywiście rację, tylko że ona nie jest dzieckiem. Jeśli nie umie inaczej, to musi się nauczyć albo pogodzić z samotnością.
            • pade Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 13:48
              Nie MUSI a może. Łatwo się do kogos mówi: zmień się, ale to nie jest proste i lekkie pokonać siłę przyzwyczajenia. Jesli córce zalezy na relacji z matką, może spróbowac coś zmienić w komunikacji, stawiając jednoczesnie granice. Jesli nie, pozostaje forumsmile
              • czarnakrowawkropkibordoo Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 14:55
                Naturalną i zdrową reakcją jest odsunięcie się na bezpieczną odległość od osoby używającej szantażu emocjonalnego do zaspokajania swoich potrzeb.
              • lola211 Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 21:47
                A jak konkretnie powinnam postapić? W tej opisywanej sytuacji?
                • pe.tronela Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 22:27
                  > A jak konkretnie powinnam postapić? W tej opisywanej sytuacji?

                  ja w takiej sytuacji zapytalabym gospodyni czy juz sie kapala, czy chce teraz korzystac z lazienki, czy moze pozniej, zanim sama zamknelabym sie w lazience. I nie obarczalabym jej codziennym babysittingiem.
                  • lola211 Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 23:00
                    Nie moglam jej zapytac, bo wyszla z domu na kwandrans- w tym czasie zdazylam wziąc prysznic.Po mnie weszla córka- i to o jej obecnosc w lazience poszło.Pierwszy raz myla sie przed 22.
                    Co do opieki nad dzieckiem-to chyba było oczywiste, ze zapraszajac nas bedzie musiala opiekowac sie malym na czas mojej nieobecnosci- bo ja do pracy musialam isc.Zatem jak niby mialam to inaczej zorganizowac? Sama sie tego podjela.

                    Sorry,ale pomoc na zasadzie-na kazdym kroku sie domyslaj,pytaj o pozwolenie i przepraszaj ze zyjesz to nieporozumienie.
                    • misterni Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 23:04
                      lola211 napisała:

                      Sorry,ale pomoc na zasadzie-na kazdym kroku sie domyslaj,pytaj o pozwolenie i przepraszaj ze zyjesz to nieporozumienie.

                      Dokładnie. Zwłaszcza u własnej matki.
                    • czarnakrowawkropkibordoo Re: Pomoc w rodzinie-długie 12.06.13, 10:34
                      lola211 napisała:


                      > Co do opieki nad dzieckiem-to chyba było oczywiste, ze zapraszajac nas bedzie m
                      > usiala opiekowac sie malym na czas mojej nieobecnosci- bo ja do pracy musialam
                      > isc.

                      Dla mnie by nie było oczywiste. A na co dzień jak masz to zorganizowane?
                      • lola211 Re: Pomoc w rodzinie-długie 12.06.13, 20:06
                        Dla nas było-skoro przeprowadzam sie z dzieckiem, to mama sie nim zajmuje.Na co dzien mlodym opiekuje sie jego ojciec.
          • lola211 Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 14:20
            Za takim zachowaniem kryje sie po prostu taki charakter.Zawsze była ciezka w pozyciu i to sie nie zmieni.No sorry, ale dla wlasnej higieny psychicznej najlepsze co moge zrobic to trzymac sie z daleka.
            I nie, nie jest biedulka cierpiąca na samotnosc tylko okazem zywiącym sie problemami.Swoimi, tymi prawdziwymi i na siłe tworzonymi, oraz innych.
        • kol.3 Re: Pomoc w rodzinie-długie 13.06.13, 22:28
          Istotne jest to że Ty nie masz żadnych wątpliwości co do swojego zachowania, żadnej refleksji, a Twoja matka powinna przepraszać, że żyje w swoim własnym mieszkaniu.
    • ichi51e2 Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 10:11
      Mamusie masz bardzo wrazliwa. Niech sobie mieszka z kotami - byleby jej nie zjadly ;p dobrze ze sie wynioskas skoro ci warunki nie odpowiadaly. A jak ktos nie umie sie na troche dostosowac do goscia to niech nie proponuje gosciny. Zaciska sie zeby w obie strony - wiadomo ze nie latwo byc i gosciem i gospodarzem.
      • bei Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 17:38
        Mama starała sięsmile, tylko nie wyszło.
        "Koty za ploty, wol do karety, Azor do budy" spiewali Tropicale le Haiti Granda Banda smile
        Nie trzymaj urazy, na drugim remont już nie nabierzesz się na dobro rodziny smilesmile


        Nie zarzekaj się z kotem, może kiedys będzie z Tobą mieszkal jakis fajny smilesmile
        • bei Tropicale Thaiti 11.06.13, 17:39

    • k1k2 Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 19:31
      Widzisz, po twojej "wprowadzce" matce spadlo na glowe niemowle, corka, wnuczka, i pochorowane koty, i jeszcze okupacja pokoju, lodowki, lazienki... To tez nielatwo.

      A co do scysji z lazienka: jesli corka w wieku szkolnym i zna zasady, to dlaczego nie moze sie umyc wczesniej, tylko na ostatnia chwile? Wiadomo jak mlode potrafia okupowac lazienke wink
      • lola211 Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 21:35
        Zauwaz,ze nas w ciagu dnia nie było-bo szkoła,bo praca.Mieszkanie 4 pokojowe, wiec nie musiałysmy deptac sobie po pietach.A córka owszem, kąpała sie wczesniej, tez nie pasowało, bo powinna była pomagac przy małym zamiast spedzac czas w łazience.I w tym dniu wlasnie miala mozliwosc wykąpac sie dopiero wieczorem z racji tejze pomocy.Zaden wariant nie był widac tym własciwym.
        • k1k2 Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 21:55
          No tak, ale nie mozna minimalizowac wplywu 3 dodatkowych osob (w tym niemowlecia) na jej toczace sie utartym trybem zycie. Nie wiadomo nawet czy dawala rade sie wysypiac, bo przeciez pokoje dzwiekoszczelne nie sa, a starsi ludzie czesto maja problemy ze snem. Mysel ze przeliczyla sie z dobra wola, a wiek i cierpliwosc juz nie ta, wiec sie czepia czego moze.
          • lola211 Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 22:23
            Ale my w nocy spalismy,dziecie równiez.Jesli ktos jej przeszkadzał to koty, bo te maja w zwyczaju urzedowac w nocy.

            Tu nie chodzi o wiek, bo kiedys było bardzo podobnie.Ten typ po prostu tak ma.
            • zuzi.1 Re: Pomoc w rodzinie-długie 11.06.13, 23:31
              Ta pani jest toksyczna i dlatego tak ma.
        • totorotot Re: Pomoc w rodzinie-długie 12.06.13, 17:28
          Sądzę, że chodzi o to, że wylewacie za dużo wody, bo kąpać się powinno raz na tydzień. Chodzi o to, że jesteście młode, a ona stara. Chodzi o to, że macie swoje życie, a ona nie ma swojego życia. Że uważacie się za jej równe, a jesteście przecież młodsze, a jak kto młodszy, to powinien słuchać pani matki zacukany, ze spuszczona głowa.
          Chodzi o to, że jesteście dwiema młodszymi kobietami i korzystacie że wszystkiego bez pytania: czy mogę skorzystać z toalety? Czy mogę skorzystać z łazienki? Chciałabym wziąć prysznic... tak, tak, wiem, że wczoraj się kapalam, ale mocno się dziś spocilam i tylko się ochlapie, to jak sądzisz, mogłabym?Czy mogę sobie przechować 10 dkg szyneczki do jutra w twojej lodówce? Na której półce?
          Czy Kasia może sobie tu cupnac i popatrzeć na telewizor? Aha, tak, to miejsce kota, przepraszam, że zapomniałam. Kota też przepraszam, padam do stópek.
          • gazeta_mi_placi Re: Pomoc w rodzinie-długie 12.06.13, 19:06
            Przesadzasz.
        • totorotot Re: Pomoc w rodzinie-długie 12.06.13, 19:54
          Sądzę, że chodzi o to, że wylewacie za dużo wody, bo kąpać się powinno raz na tydzień. Chodzi o to, że jesteście młode, a ona stara. Chodzi o to, że macie swoje życie, a ona nie ma swojego życia. Że uważacie się za jej równe, a jesteście przecież młodsze, a jak kto młodszy, to powinien słuchać pani matki zacukany, ze spuszczona głowa.
          Chodzi o to, że jesteście dwiema młodszymi kobietami i korzystacie że wszystkiego bez pytania: czy mogę skorzystać z toalety? Czy mogę skorzystać z łazienki? Chciałabym wziąć prysznic... tak, tak, wiem, że wczoraj się kapalam, ale mocno się dziś spocilam i tylko się ochlapie, to jak sądzisz, mogłabym?Czy mogę sobie przechować 10 dkg szyneczki do jutra w twojej lodówce? Na której półce?
          Czy Kasia może sobie tu cupnac i popatrzeć na telewizor? Aha, tak, to miejsce kota, przepraszam, że zapomniałam. Kota też przepraszam, padam do stópek.
          • gazeta_mi_placi Re: Pomoc w rodzinie-długie 12.06.13, 19:58
            Strasznie dużo pogardy dla osób starszych, ale spokojna głowa, e-mama zejdzie z tego padołu najdalej w wieku 50 lat aby nie zasmradzać innym członkom rodziny życia i dać w spadku piękne mieszkanie i działeczkę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka