marusia_ogoniok_102
28.06.13, 11:44
A w zasadzie omen. Jak to się zwało w Harrym Potterze? Ponurak?
W każdym razie - schodzę sobie do piwnicy z torbą rzeczy. Potem schodzę jeszcze raz z maszyną do pisania - a tu na środku korytarza stoi pies i się na mnie patrzy. A z głębi dobywają się jakieś głosy.
Zwiałam, bo co prawda nie czarny, ale pies. A nawet jak nie omen, to a nuż wściekły? W dodatku gdzieś w głębi piwnic kręci się chyba właściciel, a ja nie wiem, czy ma przyjazne zamiary - i raczej wątpię.
Krzyknęłam, czy ktoś chce wyleźć, bo jak nie, to zamykam - zero odzewu. No to zamknęłam. Tylko teraz nie wiem, co zrobić. A sąsiadów, jak na złość, nie ma.
Kurczę, sama tam przecież nie pójdę, jeszcze mnie kundel pogryzie, albo ten ktoś, ktokolwiek tam jest, zabije. Ale zamknęłam drzwi - a jak padną tam z głodu?
Jak myślicie, zastukać do innych sąsiadów? Zadzwonić gdzieś? A jak do tego czasu i pies, i właściciel się jakoś ulotnią?