raczek47
09.07.13, 21:46
coś do pośmiania...
Pojechałam umyć auto, jak zwykle w bagażniku miałam nagromadzone mnóstwo rupieci z ostatnich paru miesięcy, a że przy myjni nie ma dużego śmietnika postanowiłam wyrzucić
wszystko zbędne pod domem. Zaparkowałam w odległości czterech samochodów od murku śmietnika (śmietnik-domek z daszkiem, że jak wejdziesz do środka nie widać parkingu) i zaczęłam wywlekać rzeczy z bagażnika, przezornie torebkę zamknęłam w aucie.
Śmieci spakowałam do dużego kartonu, który miałam w bagażniku, ale przy okazji wyjęłam też starą teczkę –aktówkę męża, którą dziecko kiedyś potrzebowało do skeczu w szkole, taką przetartą na spodzie i z dziurą w rogu, kompletnie pustą w środku i reklamówkę z Aldika, w której miałam sztuczne liście z wazonu na cmentarzu. Postawiłam teczkę i reklamówkę przy aucie, bo chciałam je zanieść do piwnicy i poszłam z kartonem do śmietnika, tam zaczęłam wyciągać i segregować rupiecie-chwilę to trwało-nagle słyszę: „Sąsiadko, szybko, kradną!” Wylatuję z tego śmietnika, a sąsiadka z okna mi pokazuje ręką jak już za rogiem znika jakiś gnojek z moją aktówką i reklamówką. Sąsiadka wrzeszczy z okna: ”Goń go pani samochodem!”, ale ja jak doszło do mnie , co ukradł, usiadłam na krawężniku i zaczęłam się tak śmiać, schowałam głowę w rękach i rechotałam, sąsiadka wyleciała bo myślała, że płaczę, chciała wzywać policję, oczywiście zgromadziło się kilka osób, którym ona wyjaśniała, że zostałam okradziona, a ja dostałam takiej głupawki na tym krawężniku tak się śmiałam, że dłuższą chwilę trwało, zanim wyjaśniłam, że złodziej zwinął dziurawą teczkę i sztuczne liście.
To było wczoraj wieczorem, a ja cały czas się rechoczę.