Tak mój M o mnie dba
Jestem aktywną babką, 31 tydz ciąży, oczywiście cały czas pracuję i żyję niemal tak jak przed ciążą, tyle że na fitness chodzić przestałam.
Kiedy urodzi się Młodsza, planujemy wyjazd do Hiszpanii. M będzie cały dzień w pracy, a ja z dwójką dzieci. Bycie kurą domową na pełen etat przez blisko rok może być dla mnie dość trudne, choć do zrealizowania. Ostatnio jednak M mi zakomunikował, że:
- teść szałatwia przedszkole na Starszej (prywatne, głównie dla dzieci Brytyjczyków, najlepsze w okolicy) i lektora hiszpańskiego dla mnie
- jego Mama zajmie się Młodszą, jego Tata będzie zawoził i przywoził Starszą z przedszkola (bo my nie będziemy mieć tam samochodu)
A ja w czasie gdy nie bedę miała dzieci na głowie:
- mam się uczyć hiszpańskiego
- chodzić na fitness
- i gdzie mi się wymarzy (kosmetyczka, zakupy, koleżanki, plaża) i w ogóle mogę się czuć jak na wakacjach
Super, prawda? Podobno opiekę nad dziećmi teściowie sami zaproponowali. Jest tylko jedno małe ALE. Oboje mają ponad 70 lat i nie są zbyt aktywni. Oboje z nadwagą, z różnymi schorzeniami. Może im się wydaje, że dadzą radę (odchowali przecież 4 dzieci i jedną wnuczkę), ale w rodzinie M często występuje alzheimer i jak dla mnie teść ma pierwsze objawy choroby (zapomina, powtarza się). Teściowa po operacji kręgosłupa, też nie jest całkiem zdrowa. Uważam, że nie nadają się do regularnej opieki nad małymi dziećmi. Od czasu do czasu gdy chcemy wyskoczyć na kolację - tak, ale nie codziennie po kilka godzin. Chetnie skoczę na fitness, ale wtedy do dzieci wzięłbym nianię. Zaproponowałam dziewczynę kuzyna, Słowaczkę która w Hiszpanii nie może znaleźć pracy. Mogłaby chcieć dorobić i zająć się dziećmi 3 - 4 godziny dziennie, a ja bym w tym czasie poleciała na zajęcia, zrobiła zakupy i miała chwilę wolnego.
M uważa, że to by uraziło jego rodziców, że jestem niewdzięczna i robię z jego rodziców inwalidów. Twierdzi, że będzie im bardzo przykro jeśli odmówię bo
oni bardzo chcą się wnukami zająć. Pomijając kwestię finansową (niani by trzeba było płacić, a dziadkowie by kasy nigdy w życiu nie wzięli - to byłby dla nich policzke), on po prostu nie widzi starości u swoich rodziców. Wydaje mu się, że skoro 13 lat temu zajmowali się jego siostrzenicą, to nie ma przeszkód by zajmowali się teraz naszymi dziećmi.
A ja mam czarne wizje. Np że teść zabierze dzieci do supermarketu, zapomni i zostawi niemowlaka w aucie na słońcu, albo starsza wyrwie się teściowej na ulicy (Młoda ma takie akcje), ta jej nie dogoni i Młoda wpadnie pod samochód.
Nie mówiąc już, że teściowie mają dość staromodne metody wychowawcze, np:
- własne dzieci prali równo pasem (ale wnuków już nie)
- niejadki karmione były na siłę (wnuki już nie - w każdym razie nic o tym nie wiem)
- fotelik samochodowy zdaniem teściowej jest zupelnie niepotrzebny (ich dzieci nie jeździły przecież w żadnych fotelikach)
Czy ja przesadzam, że tak sie trzęsę? I jeśli nie przesadzam, jak z tego wybrnąć dyplomatycznie, bez kwasów? Wolałabym utrzymać dystans, co może być trudne bo rodzina M ma cygańskie podejście do więzi rodzinnych (trzymają się wszyscy bardzo blisko).
Acha, teść nam też szuka mieszkania, niewykluczone że zamieszkamy w tym samym budynku albo bardzo blisko nich.