antychreza
19.08.13, 13:59
Poczytałam wątek o skarżących sie weganach. Wychodzi że jematka uważa weganizm/wegetarianizm za fanaberię a w ogóle słonina to nie mięso (no ok, faktycznie nie mięso), można usmażyć na niej naleśnika i nazwać go wegetariańskim (uprzedzając komentarze, wiem że nie można i wiem dlaczego) albo uważa że nie ma opcji, dziewczyna, która zjadła 2 skwarki w pierogach od babci wegetarianką nie była i koniec. Ja do talerza niekomu nie zaglądam, jeśli wiem że ma do mnie przyjść weganin/wegetarianin, to umiem ugotować tak żeby zjadł smacznie i do syta. Nie rzucam też głupich komentarzy że co to szkodzi zupka na rosołku.
Ale ja nie o tym. Im bardziej czytałam, tym bardziej zaczęłam się zastanawiać co zrobiłaby jematka w takiej sytuacji. Mamy rodziców wegan i dziecko powiedzmy wczesnogimnazjalnym, które nigdy w życiu nie spróbowało mięsa, a nabiał jadło za całkiem małego dziecka i nie pamięta już smaku. I to dziecko prosi was żeby poczęstować je kawałkiem kurczaka/jajkiem/szklanka mleka/czymkolwiek, czego ono normalnie nie jada. Co robicie? Dajecie, skoro prosi? Pytacie rodziców czy możecie poczęstować (było nie było, dziecko pod władzą rodzicielską)? Odmawiacie? Jeśli tak, to jak uzasadniacie?