nadia1902
13.09.13, 11:51
Poszłam po moje dziecko do świetlicy szkolnej. Świetlica mieści się na IV piętrze. Ledwo tam weszłam bo jestem w końcówce ciąży. Wzięłam synka i on poszedł do szatni a ja czekałam na niego przy wyjściu ze szkoły. Czekam i czekam, a mały nie schodzi, minęło z 15 - 20 minut, ledwo już tam stałam (mam problemy ze skaczącym ciśnieniem i nie mogę długo stać). Gdy mały długo nie schodził poszłam po niego do szatni. Był już gotowy. Wyszliśmy ze szkoły i zapytałam czemu tak długo ubierał buty i kurtkę. A on powiedział, że gdy poszedł do szatni to mama jednego z uczniów poprosiła go by poszedł na świetlice i przyprowadził jej syna (kolegę z klasy mojego dziecka), no i on poszedł. No kurczę wkurzyłam się strasznie. Mały zrobił dobry uczynek, jest bardzo grzeczny i nie potrafił odmówić. Ale mi by nie przyszło do głowy (nawet teraz gdy jestem w ciąży) wysługiwać się cudzym dzieckiem by weszło na górę na świetlice i przyprowadziło swoje. Babie się nie chciało na górę wejść i tyle, lepiej niech młody biegnie. Czy Wy też wysługujecie się cudzymi dziećmi? Bo ja bym na taki pomysł nie wpadła...
A może przesadzam, bo gdyby mnie tam nie było, gdybym tam (ledwo) nie stała tyle czasu to bym nie zwróciła na to uwagi, nie przeszkadzałoby mi to, ale to było w takich okolicznościach, że się wkurzyłam...