Podpowiedzcie mi, co robić, bo już całkiem się zaplątałam

Jestem w 8 tygodniu ciąży. Ciąża wystarana od lat, wyczekana. Poprzednią, równie wyczekaną, poroniłam w 9 tygodniu. Ta obecna ciąża też chyba nie rozwija się najlepiej - wciąż na usg nie widać bicia serca zarodka.
Lekarz, który prowadzi mi ciążę, do tej pory nie widział potrzeby, żebym szła na zwolnienie, ja zresztą też nie. Ale w niedzielę zaczęłam krwawić, pojechałam na izbę przyjęć i ginekolog z izby po badaniu stanowczo powiedział mi, że mam iść na zwolnienie, dopóki sprawa z ciążą się nie wyklaruje, czyli nie będzie wiadomo, co dalej z tym serduszkiem.
Problem w tym, że jeśli poronię, to nie chcę, żeby w pracy wiedzieli, że byłam w ciąży. Po pierwsze moje starania o ciążę na pewno nie byłyby mile widziane - sytuacja w firmie jest napięta i nie wiem, czy nie dostałabym po poronieniu wypowiedzenia, bo skoro się staram o dziecko, to nie rokuję. Po drugie dużo łatwiej byłoby mi dojść do równowagi bez współczujących spojrzeń i pytań koleżanek z pracy. O poprzedniej ciąży nikt w pracy nie wiedział.
Co robić? Poprosić lekarza, żeby mi dał zwolnienie i nie wpisywał kodu B? Niby mam do tego prawo, ale czy lekarze o tym wiedzą? Zgodzi się? W takim wypadku dostanę mniej kasy, bo zwolnienie będzie na 80%, chociaż tak naprawdę należy mi się 100, trochę frajerstwo...
Czy normalnie powiedzieć w pracy o ciąży i liczyć na to, że zrozumieją, a nie zwolnią?