Zostałam delikatnie poproszona przez dyrektorke przedszkola o nie wprowadzanie psa (do przedszkola), ew. pozostawianie go przed wejściem do budynku. Podobno "rodzice dzieci mają uwagi...dzieci są uczulone....". Pies przebywał w środku tylko kilka minut (w szatni i na korytarzu, choć zdarzyło się że się wysunął kilka kroków do wewnątrz sali gdzie przebywają dzieci a one go "obskoczyły". Ponieważ lubię odprowadzać dzieci do przedszkola piechotą, w różnej pogodzie, i szkoda mi tracić takiej okazji do "wyspacerowania" psa - często go zabierałam z nami, właściwie zawsze. To mały przyjazny szczeniak, ale ma już komplet szczepień. Jest zadbany i nieagresywny.
Nie bardzo wyobrażam sobie pozostawić go przywiązanego przy wejściu (aura, ew. kradzież), więc wychodzi na to, że będzie miał o jedną okazję na spacer mniej - pozostając w domu. Niby to niewiele, jesli jakieś dziecko miałoby cierpieć, jednak ... trochę szkoda. Miałam nadzieję na -bo ja wiem - większą integrację "psio-ludzką", lepsze zsocjalizowanie psa, zabieranie go w jak najwięcej miejsc z nami...
Poczułam się trochę tak, jakbym owe 4 tygodnie temu stała się właścicielką ZAGROŻENIA BIOLOGICZNEGO.
Podobno to kot jest źródłem silniejszym alergenów zwierzęcych... czy naprawdę codzienne regularne kilkuminutowe wizyty psa w przedszkolu mogą być niebezpieczne dla małych alergików? Czy pies "sieje" po sobie alergenami np. na podłodze, bo ja wiem - w powietrzu...?
Uznaję prawo każdego człowieka do posiadania awersji - w tym przypadku lekkiego wstrętu do psa jako ...hm...hmm... "urozmaicenia higienicznego", ale... czy to nie przesada?
Proszę o spokojną informacyjną wypowiedź, zwłaszcza matki alergików, psiary, matki-psiary ... ew. matki-alergików-psiary

)