ichi51e 11.10.13, 05:52 Chodzi mi o ksiazke "Bojowa piesn tygrysicy" Amy Chua. Czytaliscie? Co myslicie? Ona troche psychiczna w moim poczuciu ale metoda w pewnych aspektach niezla chyba ;p Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
aagnes Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 07:46 Tygrysica jest juz passe, teraz ojciec delfin jest w modzie... Odpowiedz Link Zgłoś
slonko1335 Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 07:59 już było na wszystkich forach edzieckowych chyba-poszukaj w wyszukiwarce... Odpowiedz Link Zgłoś
solaris31 Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 08:29 było nie było- ksiązka jest świetna Odpowiedz Link Zgłoś
azjaodkuchni Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 09:11 Książka świetna, bo autorka ma do siebie duży dystans, bo ma poczucie humoru i żyje w Usa.. ma więc tamtejsze warunki i tamtejszą szkołę... Moje chińskie koleżanki z państwa środka twierdzą, że tygrysia to bajka... prawdziwa tygrysica nigdy nie odpuszcza... więc młodsza córka nigdy by się nie zbuntowała,a sam bunt azjatyckiemu dziecku nie przyszedłby do głowy. Nie da się oddzielić wychowania od kultury w której samemu się wzrosło. Wiele Chinek żyje dla dzieci i w nich pokłada wszelkie nadzieje dla nich sukces dziecka to ich sukces. azjaodkuchni.blogspot.sg/2013/05/mama-siusiu.html azjaodkuchni.blogspot.sg/2011/10/konkurowac-z-chinczykiem.html Australijskie uniwersytety a nawet bardzo dobre gimnazja pełne są dzieci z Azji ( czasem dla dzieci australijskich braknie miejsc), które wejdą w życie bez kompleksów, z dobrym wykształceniem i świetnymi nawykami. ( pracuj zawsze) ... Ja nie wątpię, że wiek XXI to wiek Azji i za jakiś czas wszyscy będziemy dla Chińczyka nawet jedząc polską kiełbasę. ostroda.wm.pl/158557,Morliny-i-Mazury-przeszly-w-chinskie-rece.html#axzz2hOWIlAAp Osobiście wierzę, że człowiek do harmonii potrzebuje Yin i yang czyli po polsku kija i marchewki. Córki tygrysicy przysłowiową marchewkę dostawały w szkole, a w domu kij... więc się udało. Jeśli będzie tylko kij skończy się w psychiatryku lub samobójstwem jeśli tylko marchewka można co najwyżej wychować wiecznego Piotrusia Pana, który do 50 szuka sensu życia i dlatego pracować nie może. -- azjaodkuchni.blogspot.sg/ Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 12:15 Ja nie wątpię, że wiek XXI to wiek Azji Albo i Afryki.. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 14:28 Azja, a co x dziećmi, które z różnych przyczyn nie dają rady? Poznalas takie, czy słyszałaś o takich? Dla mnie metody mamy tygrysicy są ok pod warunkiem bardzo dobrego rozpoznania możliwości dziecka i bardzo uważniej obserwacji w trakcie dxialań. A priori żadna n metoda nie jest dobra (wg mnie, oczywiście). Odpowiedz Link Zgłoś
azjaodkuchni Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 15:13 Singapur to jednak nie Chiny... tu powszechne jest zjawisko przyjazdu na naukę ( o czym pisałam kiedyś na blogu link wyżej). jeśli przyjeżdża z Chin lub z Malezji ,Indonezji lub Filipin ( ale pochodzenia chińskiego ) dziecko na naukę to zwykle gdyby miało nie spać i nie jeśc to utrzyma się na co najmniej na średnim poziomie który lekkim twistem pozwoli dostać się na uniwerek w Australii lub Usa.To nie będzie żadne top 10 , ale będzie tytuł i niezła pensja w kraju macierzystym. Słabe dzieciaki dostają pomoc są w małych klasach i mają zajęcia wspierające. Czasem w klasie jest dwóch nauczycieli. Klasę zmienia się co roku i wcale nie trzeba z tym samym składem być na matmie i na angielskim czy w-f. Moje świetnie matematycznie dziecko do żadnego sportu nie zostało wybrane więc sobie pomyka z grupą luzaków sportowych i bardzo mu z tym dobrze. Metody tu się sprawdzają, bo dzieci małe testują wszystko. Małe dziecko czyli 1-3 klasa i przedszkole próbuje każdy sport i wyjmuje się najzdolniejszych ... I daje trening po szkole najpierw raz w tygodniu a jak się wybija to dwa w innej szkole po sąsiedzku ( szkoła ma busy sama dowozi ) jak jest się tam super to są specjalne szkoły dla zdolnych kierunkowo. Na poziomie podstawówki jest hokej na trawie, rzut oszczepem, balet , pchnięcie kulą, basen, łyżwy, tenis stołowy i wiele innych...Kto chce dobić a jest starszy musi pokazać, że nie zaniży poziomu w grupie. Co roku szkoła wydaje książkę z informacją co trzeba umieć by dobić go określonej grupy. Np. by dostać się do klubu informatycznego po klasie 2 trzeba było mieć co najmniej 85 % na teście z matmy. Kto nie miał musiał : 1. czekać na wolne miejsce ( najpierw ci co mają ) 2. usiąść przy kompie i pokazać co potrafi ( by się tam dostać trzeba było umieć ciut więcej niż było na lekcjach w klasie 1 i 2) Z zajęć można zrezygnować, utrzymać je na poziomie szkolny ( nie zgodzić się na zajęcia w innej szkole) itd. A ocena możliwości dziecka... oni to robią bez przerwy. Najsłabszy chłopiec z całego rocznika ( nie był w stanie zdać ani jednego egzaminu) biega najszybciej w całej dzielnicy i w przyszłym roku już go w szkole nie będzie idzie do szkoły sportowej. Z kolei rodzice jednej z koleżanek mojego dziecka świadomie zaprzepaszczają talent, bo wierzą, że jej przepustką na studia będzie matematyka. azjaodkuchni.blogspot.sg/2013/02/kredki.html Owszem ów kij ma dwa końce jak się nie wykazuje predyspozycji to ów system nie bardzo wie co z delikwentem zrobić i dlatego w klasie matematycznych wariatów plastyka zdarza się czasem podobnie jak muzyka. Rozpisałam się, ale mam nadzieję, że przybliżyłam singapurską szkołę ... -- azjaodkuchni.blogspot.sg/ Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 15:24 nie trzeba z tym samym składem być na matmie i na angielskim czy w-f Tego zazdroszczę. Może nie koniecznie od podstawówki ale przynajmniej od 2 klasy gimnazjum. Domyslam się, ze szkoła Twojego dziecka jest ogromna , a jednak da się ułożyć plan. Odpowiedz Link Zgłoś
azjaodkuchni Re: Skok tygrysicy...do Joa 66 12.10.13, 16:46 Szkoła naszego dziecka to 2000 dzieciaków w 6 rocznikach... wszystkie singapurskie szkoły są takie lub większe... Widzisz tu podział na poziomy i ułożenie planu dla każdego jest łatwiej zrobić, bo dzieciaki mają różne języki już od pierwszej klasy i dzielą się do klas językowych, więc matma angielski, czy w-f też muszą być w jednym czasie. Potem idzie łatwo... klasa najlepsza ma 35 miejsc, klasa b 30 ..( w zeszłym roku rząd się zgadzał na klasy po 40 dzieciaków teraz zmniejszył klasy)... a do najsłabszej trafiają ci z najniższymi wynikami..( tych nie może być więcej niż połowa najlepszej). Można więc mieć angielski na poziomie najwyższym , język domu na średnim i w- f dla słabeuszy lub odwrotnie. Nie ma problemu z nauczycielami , ani z materiałem przy podziale na poziomy nie ma potrzeby by było w szkole 200 mikroskopów wystarczy 40 , bo klasa najlepsza omawia wszystko najszybciej... Podręczniki ułożone są tak, że w klasach najlepszych nie korzysta się książki 1... ale jest książka dodatkowa pod koniec roku która materiałem odpowiada właśnie książce 1 z następnego rocznika. To tyle w wielkim skrócie i bez wchodzenia w szczegóły, by nie rozbudowywać wątku tematem pobocznym. O "poziomie foundation" i innych drobiazgach napiszę za jakiś czas na blogu. -- azjaodkuchni.blogspot.sg/ Odpowiedz Link Zgłoś
olena.s Re: Skok tygrysicy...do Joa 66 13.10.13, 00:14 Pisz, pisz, jak lubię masochistycznie czytać o twojej szkole. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 16:07 Dziękuję za odpowiedź Czyli dość indywidualne podejście do dzieciaka. Mnie się podoba połączenie wysokich wymagań w dziedzinach, do których dziecko ma predyspozyje, z moniotorowaniem na bieżąco postępów i stanu psychicznego. Mam nadzieję, że emocjom i psychice też się szkoła trochę przygląda? Odpowiedz Link Zgłoś
lauren6 Re: Skok tygrysicy... 12.10.13, 13:27 aandzia43 napisała: > Mnie się podoba połączenie wysokich wymagań w dziedzinach, do których dziecko ma pre > dyspozyje, z moniotorowaniem na bieżąco postępów i stanu psychicznego. Projekt: dziecko. Odpowiedz Link Zgłoś
menodo Re: Skok tygrysicy... 13.10.13, 00:00 Osobiście wierzę, że człowiek do harmonii potrzebuje Yin i yang czyli po polsku > kija i marchewki." Dobrze, że podkreśliłaś, że to twoja osobista wiara Yin i yang - to po polsku kij i marchewka??? To ty ani z tej niczego nie rozumiesz, ani z Polski Odpowiedz Link Zgłoś
azjaodkuchni Re: Skok tygrysicy... 13.10.13, 06:09 Menodo to dobrze, że mnie oświeciła.... generalnie miałam na myśli, że w życiu potrzeba równowagi: Yin i yang nie wykluczają się wzajemnie. Yin i yang są współzależne. Równowaga w wychowaniu określają wzmocnienia pozytywne ( nagrody) i negatywne (kary ) czyli kij jako symbol kary i marchewa jako nagroda. To tyle wyjaśnienia, bo jestem Kurą domowa. Niemniej polecam Ci zajrzenie do publikacji nie żyjącej już prof. Przecławskiej specjalistki od pedagogiki Korczaka... wieloletniej pracownicy UW. Ona jako pierwsza użyła tego terminu " kij i marchewka w publikacjach pedagogicznych" i porównała ją do chińskiej filozofii, którą Korczak był zafascynowany.... Tak jego filozofia wychowania w domu sierot miał gdzieś źródła. I zdziwisz się bardzo jak zagłębisz się w temat. Odpowiedz Link Zgłoś
menodo Re: Skok tygrysicy... 13.10.13, 14:51 Odniosłam się do Twojego twierdzenia, że yin i yang to po polsku kij i marchewka i nadal uważam, że jest to błędne tłumaczenie, ale dobrze, że wyjaśniłaś, co miałaś na myśli. Odpowiedz Link Zgłoś
azjaodkuchni Re: Skok tygrysicy... 13.10.13, 17:13 menodo bo to nie jest żadne tłumaczenie tylko porównanie ... nie wiedziałam, że ktoś traktuje wszystko dosłownie i wierzy, że córki tygrysicy jadły tylko marchew w szkole . "Osobiście wierzę, że człowiek do harmonii potrzebuje Yin i yang czyli po polsku kija i marchewki. Córki tygrysicy przysłowiową marchewkę dostawały w szkole, a w domu kij... więc się udało. Jeśli będzie tylko kij skończy się w psychiatryku lub samobójstwem jeśli tylko marchewka można co najwyżej wychować wiecznego Piotrusia Pana, który do 50 szuka sensu życia i dlatego pracować nie może." ale nawet mój prywatny mąż powiedział , że powinien być tam cudzysłów, więc rozumiem twoją interpretację i nie ma pretensji. Grunt, że się dogadałyśmy. -- azjaodkuchni.blogspot.sg/ Odpowiedz Link Zgłoś
marusia_ogoniok_102 Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 09:36 Samej książki nie czytałam, ale z tego, co o tej niby-tygrysicy udało mi się dowiedzieć... to dla siebie i dla swego ewentualnego potomstwa wolę jednak kariery niewykształconych roboli tudzież sprzątaczek żyjących w naszej wesołej, polskiej anarchii. Za to umiejących sobie znaleźć wartości poza wyścigiem szczurów do jak największej ilości forsy na koncie i jak najwyższego stołka. Tak, w moim wieku lat dwudziestu mogłabym grać na gitarze, skrzypcach, pianinie, fortepianie i prawdopodobnie nawet zagrać dziewiątą symfonię na kastanietach (jak człowiekowi nie pozwalają nawet iść do łazienki dopóki się nie nauczy, to nauczy się nawet chodzić na uszach), tylko pytanie: po jakiego. Mając do wyboru system Azji i Polski, wybieram Polskę bez chwili wahania. A metody matki-tygrysicy godzą w moje podstawowe wartości. Takie jak szacunek dla słabszych, wolność, takie tam bzdury. Odpowiedz Link Zgłoś
pinkdot Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 09:49 ak, w moim > wieku lat dwudziestu mogłabym grać na gitarze, skrzypcach, pianinie, fortepiani > e i prawdopodobnie nawet zagrać dziewiątą symfonię na kastanietach (jak człowie > kowi nie pozwalają nawet iść do łazienki dopóki się nie nauczy, to nauczy się n > awet chodzić na uszach), tylko pytanie: po jakiego. Nawet nie wiesz jaka to przyjemność siąść do pianina i rozpracowywać sobie jakiś utwór, albo wyżyć się przy klawiaturze wymiatając sobie którąś z etiud Chopina. Nie wiesz, bo nie miałaś rodziców, którzy kiedyś pilnowali Cię i zamiast pozwolić ganiać po podwórku, kazali ćwiczyć przy fortepianie. Z perspektywy czasu jestem im ogromnie wdzięczna za tę konsekwencję. Odpowiedz Link Zgłoś
aagnes Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 10:05 Miedzy ganianiem po podworku a cwiczeniem pasazy bez sikania w miedzyczasie jest troche miejsca. sa osoby ktore i graly i biegaly, ale rozumiem, ze nie wiesz o czym mowa Odpowiedz Link Zgłoś
raohszana Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 10:19 I dla wszystkich ta przyjemność, tak? Bo pinkdot zarządziła? Bo na ten przykład dla mnie to zupełnie nie, antytalentmanualny, szczęścliwie gdzie za to mam inne zdolności. Ale grać nie umiem i nie będę umieć. Ostatecznia, jak już tylko muzyczne inspiracje coś warte - mogę Ci wytłuc szklanki jak się bardzo postaram. I jakoś nie czuję się z tego powodu lepszym osobnikiem i nie muszę Ci tłumaczyć, że przyjemność to dopiero wtedy jak wmontować AI w Twój fortepian i sprawić, że zagra lepiej niz Ty. Skąd się biorą takie ludzie co to lepi wiedzo co komu przyjemnością? Odpowiedz Link Zgłoś
pinkdot Re: Skok tygrysicy 11.10.13, 11:01 A Ty wiesz lepiej, ze kazde dziecko dopilnowane by cwiczylo i spedzalo odpowiednia ilosc czasu na szlifowaniu talentu (do szkol panstwowych raczej beztalencia bez sluchu przynajmniej za moich czasow by nie przyjeto, sito egzaminacyjne bylo co pol roku), ma zmarnowane dziecinstwo i nienawidzi swoich rodzicow. Bo gra na instrumencie absolutnie zadnej przyjemnosci dac nie moze wykonawcy, to tylko orka i niewolnicza praca...Nigdy nie dojdziemy do porozumienia w tej kwestii bo bazujemy swoje sady na zupelnie odmiennych doswiadczeniach. Mozliwe, ze kwestia lezy rzeczywiscie w predyspozycjach. W swoim dziecku takowe widze i wychowuje je tak, ze kocha muzyke (z ust ilu czterolatkow mozesz uslyszec "Mamo wlaczysz mi Antoniego Dworzaka na youtubie?") i w zasadzie sam garnie sie do pianina (widzi, ze ja gram codziennie i jest do dla niego naturalne). Czyli wg niektorych marnuje mu dziecinstwo, gotuje niewole i w zasadzie to lamie prawa czlowieka. Ja jednak uwazam, ze kiedys bedzie mi za to wdzieczny, tak samo jak ja jestem wdzieczna swoim rodzicom. Odpowiedz Link Zgłoś
raohszana Re: Skok tygrysicy 11.10.13, 11:15 pinkdot napisała: > A Ty wiesz lepiej, ze kazde dziecko dopilnowane by cwiczylo i spedzalo odpowied > nia ilosc czasu na szlifowaniu talentu (do szkol panstwowych raczej beztalencia > bez sluchu przynajmniej za moich czasow by nie przyjeto, sito egzaminacyjne by > lo co pol roku), ma zmarnowane dziecinstwo i nienawidzi swoich rodzicow. * Nie, co zresztą widać - nie posługuję się stwierdzeniami "bo Ty nie wiesz co za przyjemnośći", a "niektorzy". Łapiesz różnicę czy narysować? >Bo gra > na instrumencie absolutnie zadnej przyjemnosci dac nie moze wykonawcy, to tylk > o orka i niewolnicza praca... * Umiesz bez kwantyfiukatora czy nie za bardzo? Czy ja gdziekolwiek pisze, że nie może? Ależ skąd, tylko przeciwstawiam się Twojemu stwierdzeniu "nie wiesz co to za przyjemność, bo Cię nie zmuszali, tylko sobie biegałaś" - wot, nie dla każdego przyjemność. Tadam. >Nigdy nie dojdziemy do porozumienia w tej kwestii > bo bazujemy swoje sady na zupelnie odmiennych doswiadczeniach. * Nope. Ja po prostu nie wiem lepiej od wszystkich co im przyjemnością i dlaczego akurat dla nie przyjemnością miałoby być granie na fortepianie a nie bieganie po podwórku. >Mozliwe, ze kwes > tia lezy rzeczywiscie w predyspozycjach. W swoim dziecku takowe widze i wychowu > je je tak, ze kocha muzyke (z ust ilu czterolatkow mozesz uslyszec "Mamo wlaczy > sz mi Antoniego Dworzaka na youtubie?") i w zasadzie sam garnie sie do pianina > (widzi, ze ja gram codziennie i jest do dla niego naturalne). * Dobra, nie odpuszczę sobie zabawy. A ile dwulatków bezbłędbie kopiuje własnym głosem arie operowe? Co, Twój czetrolatek nie? No wiesz co, nic nie kocha muzyki. Bogowie, zlituj się się, dziewczyno, na co to "oh, oh, patrzcie, a mój czterolatek to DWORZAKA słucha! ileż to innych dzieci tak ma, no, no, nooo?!". Bajdełej - on jest Antonin, a nie Antoni. >Czyli wg niektory > ch marnuje mu dziecinstwo, gotuje niewole i w zasadzie to lamie prawa czlowieka > . Ja jednak uwazam, ze kiedys bedzie mi za to wdzieczny, tak samo jak ja jestem > wdzieczna swoim rodzicom. * Ej, a dajesz mu do tej ubikacji iść czy nie? Chyba nie załapałaś o czym wątek i o jakich metodach. Odpowiedz Link Zgłoś
escott Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 12:31 Miałam taką troskliwie pilnującą mamusię, chodziłam do szkół muzycznych dla "talentów" i miałam być wielką pianistką, o podwórkach nie marzyłam. Tylko jakoś, kurczę, nigdy tej przyjemności z ćwiczenia nie odkryłam W wieku 18 lat wyprowadziłam się z domu, z matką staram się w ogóle nie utrzymywać kontaktów, taka jestem niewdzięczna , od dyplomu szkoły średniej nie zagrałam nawet nuty, dzieciństwo wspominam jako koszmar, kiedy czytam Twoje wypowiedzi, robi mi się słabo. Aha, moja mamusia do dziś śmiertelnie zdumiona, że jak to tego nie kochałam, jak to udawałam, bo miałam wyprany mózg... Takie rzeczy, jak muzyka i sport, które trzeba ostro trenować od dzieciństwa, wymagają ekstremalnej ostrożności, bo dzieci zrobią zwykle wszystko, żeby zadowolić rodziców, ale jednak nie wszystkie potem są szczęśliwe, o dziwo. Odpowiedz Link Zgłoś
azjaodkuchni Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 12:14 Ciężko jest dyskutować o książce z kimś z kto nie zna książki , ale ani my jako rodzice ani chińskie tygrysice nie wiemy czego chciałoby dziecko i w jakim świecie byłoby szczęśliwe. Może dziecko zamiast kariery gryzipiórka wolałoby być biologiem molekularnym mieć willę nad brzegiem morza i forsy jak lodu? Może gdyby w w odpowiednim czasie ktoś mu pokazał, że to fajne, może ciut przycisnął do biologii, języków, pokazał w życiu cel to dzieciak zamiast decyzji czy kupić kurtkę czy buty zastanawiałby się gdzie jechać na wakacje? Azjaci wierzą, że ciężka praca doprowadzi do celu, ale niestety ( a może stety ) to takie proste nie jest, bo każdy ma jakiś potencjał, cechy indywidualne doświadczenia. Wiem, że gdyby moi rodzice mieli inne podejście niż marusia_ogoniok_102 to ja nie uczyłabym się angielskiego po 30 pod dużą presją tylko jako nastolatka. ( były ku temu możliwości, ale moi rodzice uważali, że rosyjskim mi wystarczy) Moje dziecko ( to które uczy się w singapurskiej okropnej szkole) gdy napisało jeden test poniżej możliwości usłyszało od babci , że nie ma się co przejmować, bo i tak wie więcej niż rówieśnicy w PL poczuło się jeszcze gorzej. - Nie wierzysz we mnie, więc pewnie się nie uda.... - powiedziało Chińskie matki wierzą w swoje dzieci i w to, że się osiągną sukces, a przede wszystkim wykorzystają możliwości. Brak szacunku , wolność ? No cóż do wszystkiego można się przyczepić . Idąc z dzieckiem do jakiekolwiek kościoła coś mu narzucasz, ale przecież nie da się wychowywać w wszystkich religiach świata. Nie da się ustalić z dwulatkiem gdzie pojedziesz na wakacje i iść jednocześnie na wszystkie place zabaw w okolicy.... Może to nie są idealne metody, ale ... jakoś działają. Odpowiedz Link Zgłoś
marusia_ogoniok_102 Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 19:52 Owszem, uważam przytrzymywanie dziecka - słabszego od siebie dziecka - przy durnym fortepianie dopóki nie zagra idealnie jakiegoś kawałka, bez chwili przerwy i bez, kurde, bez puszczania do toalety, za brak szacunku. Właściwie to razem z niepuszczaniem do toalety śmiało można by uznać to za łamanie praw człowieka. Ale w sumie, mówimy o Chińczykach. Najbardziej przeraża mnie to: "więc młodsza córka nigdy by się nie zbuntowała,a sam bunt azjatyckiemu dziecku nie przyszedłby do głowy. " - azjaodkuchni. Z takich dzieci, którym bunt nie przyjdzie do głowy, rosną dorośli, którym bunt nie przyjdzie do głowy. Ludzie, to jest proszenie się o nieszczęście. Wystarczy jeden szaleniec - jeden szaleniec, który dojdzie do władzy. Spójrzmy czasem nie tylko na to, że Chińczycy są tak ekspansywni, że się uczą, że są pracowici, że Japończycy, że jakieś inne jeszcze azjatyckie narody są aktualnie potęgą/budują potęgi. Innymi słowy: spójrzmy czasem na Koreę Północną. W której nigdy nie dojdzie do przewrotu i obalenia "żywych bogów", bo ludzie nie umieją się im postawić. Nigdy, ani za dziesięć, ani za sto lat. A te etiudy fortepianowe mogą sobie zagrać - metaforycznie - w obozach. Na cześć wielkiego wodza. Jeden. Szaleniec. A takie społeczeństwo to wręcz zaproszenie dla owego. Wybaczcie, jednak wolę biegać po podwórku z drewnianą szabelką w ręce. Odpowiedz Link Zgłoś
raohszana Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 10:23 Czytaliśta. Personalnie uważam, że zapędzanie każdego do instrumentów to jakaś paranoja. Metody w większości opresyjne, ale, cóż, Azja, nie? Mój niedoszły żon odkąd na nocnik siadł to miał się uczyć grać na czymś tam, jak tatuś, bo tatuś szanowany spec. Skończyło się tym, że się zbuntował, umie grać na połowie pozostałych typów instrumentów, śpiewać, komponować i robi na tym grubą kasę, a rodziców to nie wiem, czy widział ostatnio, ale rzadko w ogóle o nich wspomina. Równie często azjatyckie dzieci nie są najlepsze i wtedy kończą sfrustrowane i nieszczęśliwe, bo "there can be only one". Odpowiedz Link Zgłoś
paul_ina Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 12:37 No właśnie - kto to? W googlach nic nie ma. Jeśli chodzi o sporadyczne pojawianie się przy dzieciach razem z falą i śliskie podejście do obowiązków rodzicielskich to mój małżon by pasował, więc tym bardziej jestem zainteresowana Odpowiedz Link Zgłoś
paul_ina Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 12:43 Już mam: • Rodzic-delfin skupia się na postępach dziecka, a nie na jego brakach. Zanim wytyczy nowe cele, podkreśla, czego dziecko już się nauczyło. • Dużo śmiechu i miłych, radosnych chwil to podstawa. Jeśli będziemy zrelaksowani, pomożemy też rozluźnić się dziecku. • Chwalmy dzieci nie za stopnie lecz za to, jak wytrwale się uczyły. • Nie pytajmy, czy odrobiło już lekcje. Zamiast tego nauczmy dziecko myśleć o trzech rzeczach, które tego dnia były wyjątkowo miłe. • Nauczmy dzieci dziękować. Niech piszą do ludzi emaile albo liściki z podziękowaniami lub pochwałami. W naturalnym środowisku delfiny uczą swoje dzieci pływając obok nich. Rodzice w stylu rodzicielstwa zaproponowanym przez Achora też uczestniczą w zabawach dzieci, są entuzjastyczni, potrafią okazywać wdzięczność. Uczą dzieci poszanowania dla uczuć innych osób, bo sami szanują i rozumieją emocje swoich dzieci. Wierzą, że uśmiech ma siłę sprawczą i jest zaraźliwy. ZA: www.edziecko.pl/starsze_dziecko/1,79350,14747540,Wychowanie__Z_drogi_matko_tygrysico__czas_na_ojca_delfina_.html Odpowiedz Link Zgłoś
paul_ina Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 12:45 Po tej książce wpisałam się na fun-page Amy Chua na FB i zaczęłam zwracać większą uwagę na jakość czasu spędzanego z dziećmi - zamiast spędzać go bezmyślnie staram się zawsze coś fajnego, rozwijającego robić razem albo choćby pogadać o życiu ze starszą córką. Swoją drogą Amy Chua dla mnie to taka tygrysica jak z koziej d... trąba, babka jest po prostu na maksa dumna ze swoich pięknych i utalentowanych córek. Odpowiedz Link Zgłoś
bi_scotti Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 13:15 Jak wyzej - bylo juz wiele razy. Moj problem z Amy Chua jest jeden - jej okropny snobizm, tego nie jestem w stanie zaakceptowac. Ale to sie tylko bardzo luzno laczy z jej metodami wychowawczymi chociaz ... hmmm ... paragrafy na temat tenisa sa jakie sa Odpowiedz Link Zgłoś
afro.ninja Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 13:52 Czytalam te ksiazke i w sumie wydalo mi sie ze ta laska ma ze soba problem. Chociaz i tak moim zdaniem, to wygrala w totka, ze wyszla za swojego meza, ktory pozwolil jej robic z dziecmi co chciala i byl dla niej podpora nie tylko finansowa, ale i spoleczna. Dzieci jak dzieci, jak je przyciśniesz, to zawsze cos z nich wyciśniesz. Sukces tej ksiazki polega na tym, ze rodzice marza, zeby ich dzieci byly piekne i bogate . A takze, ze drastyczne metody wychowawcze, sa calkiem usprawiedliwione, a dzieci w koncu zrozumieja, ze to dla ich dobra. Odpowiedz Link Zgłoś
ichi51e Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 20:04 Snobizm tez mi nie odpowiadal. I to ze mimo wszystko ona sama jest do bolu przecietna. Kujon taki ;p i moje odczucie po przeczytaniu bylo takie - ojciec (o ktorym niby malo jest) to jeszcze gorszy - niby taki mily usmiechniety wyluzowany a te 2 kawalki o nim to az mrozily. Odpowiedz Link Zgłoś
azjaodkuchni Re: Skok tygrysicy... 12.10.13, 06:18 Bo w książce ojciec nie jest typowo azjatycki. Wszyscy znani mi Chińczycy rozpieszczają swoje dzieci. Wychowanie to babska spawa.Wymaganie również. Z tatą rozmawia się o gadżetach, ale przed matką trzeba się rozliczyć z nauki. Zupełnie inaczej niż u nas i rodzinach hinduskich. Dlatego ja nie wątpię, że da się zachować równowagę w tygrysich rodzinach... jest ktoś do kochani, ktoś do wymagania ... Azjaci się nie buntują, bo u nich to wynika z szacunku i wychowania z szacunku do starszych , do autorytetu i dominującej religii ( buddyzm)... Dyktatura w Korei jest okropna...wszyscy to wiemy, a świat patrzy na to radośnie... pewnie gdyby tam była ropa to już dawno by tej dyktatury nie było....ale o dyskusja na inny temat. W Europie też jeszcze nie dawno była dyktatura i podległość państw czerwonemu bratu.. ja jestem stara wiec to pamiętam...To nie jest zamierzchła historia.. a babcia mi opowiadała, że jak Niemcy w 1939 roku wchodzili do jej wsi to ludzie też się cieszyli... bo będzie porządek...Potem się cieszyć przestali, więc nie przypisujmy Azjatom braku rozumu. Azja nie jest jednorodna... ten temat z toaletą jest ciut podkręcony według mnie, bo: 1. Azjaci do kibla biegają częściej (ostre żarcie i wszystko malutkie) 2. dzieciak by się zsikał jak nic ( Chińczycy potrafią wysadzić dziecko na środku sklepu lub przedziału w pociągu) Zresztą mówiąc o wychowaniu Azjatyckim to tak jak powiedzieć o wychowaniu europejskim. Dzieciak przeflancowany prosto z Chin będzie inny niż Chińczyk z Hong Kongu czy Singapuru chociaż korzenie wszyscy mogą mieć podobne. Mieszkaniec Singapuru chętnie podporządkuje się rządowi, ale tylko wtedy gdy będzie mu dobrze... awaria metra powoduje, że przez tydzień lokalne gazety mają o czym pisać a opozycja ( tak jest tu) wrzeszczy, że takiemu rządowi nie można ufać, bo się człowiek do roboty spóźnił. Odpowiedz Link Zgłoś
marusia_ogoniok_102 Re: Skok tygrysicy... 12.10.13, 13:01 >Potem się cieszyć przestali, więc nie > przypisujmy Azjatom braku rozumu. Ja im nie przypisuję braku rozumu, ja tylko zwracam uwagę na pewien fakt: ludzie ze wsi twojej babci cieszyć się przestali. Biorąc pod uwagę wspomnienia tych, którym resztka instynktu samozachowawczego kazała uciekać - Koreańczycy cieszą się dalej. Po pół wieku głodu i tortur. Nie powstał nawet zalążek jakiejkolwiek organizacji podziemnej, choćby najmniejszy ślad oporu, czegokolwiek. Najbardziej zszokowały mnie wspomnienia jednego z uciekinierów z obozów: oni tam, cierpiąc niewyobrażalnie, naprawdę wierzą, że to ich wina, że są za drutami. I jak z całym przekonaniem śpiewają pieśni o wielkim wodzu na egzekucjach. Nie z przymusu, z pełnym przekonaniem. Bo bunt nie przyjdzie im do głowy. Jak dla mnie to zbyt duże ryzyko. Odpowiedz Link Zgłoś
olena.s Re: Skok tygrysicy... 12.10.13, 14:49 Tak samiutko było w łagrach stalinowskich, kochana. (Towriszcz Stalin, wy balszoj uczionyj - że zacytuję błatną pieśń spopularyzowaną przez Wysockiego). To jest kwestia nadzwyczajnych talentów komunizmu do mącenia ludziom w czaszkach, a nie azjatyckich matek- tygrysic. Odpowiedz Link Zgłoś
azjaodkuchni Re: Skok tygrysicy... 12.10.13, 15:01 marusia_ogoniok_102 Tylko, że ty mylisz wychowanie które zawsze będzie jakąś formą ucisku, bez względu na teorię pedagogiczną z typowym praniem mózgu jakie zastosowano na obywatelach Korei... Tam zastosowano szereg mechanizmów które powodują, że bunt się nie opłaca. np. karanie całej rodziny za winy 1 osoby w przypadku ucieczki śmiercią, zastraszanie itp. Kim jest pozbawiony rozumu i swoich obywateli pewnie wymorduje przy milczeniu całego świata no, ale już napisałam to temat na inną dyskusję. Odpowiedz Link Zgłoś
mvszka Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 14:53 coś poza forum, no popatrz jest to możliwe Odpowiedz Link Zgłoś
bi_scotti Re: Skok tygrysicy... 11.10.13, 15:28 kerri31 napisała: > Boże, co Ty czytasz ?? !!! Myslisz, ze Bog czyta ematke i Ci tu odpowie na pytanie? Hmmm ... Odpowiedz Link Zgłoś