cud_bogini_w_bikini
12.10.13, 07:48
Z powodu wyjazdu mojej gin, do której chodzę od lat, poszłam do pana polecanego na "dobrym lekarzu". Oczywiście pan cud miód i maliny. Pierwsza wizyta - rewelacja. Pan uprzejmy, kompetentny, cierpliwy itd. W gratisie całowanie po rączkach (brrrr, ale widać, że udzielającym się paniom na DL taki styl odpowiada) i odprowadzanie do drzwi. Oczywiście pan przyjmuje prywatnie, za niemałą kasę, każdą panią bez wcześniejszego umawiania się - po prostu przychodzi się, czeka w poczekalni i jest się na 100% przyjętym, choćby i o 24.00 Poszłam na 2 wizytę i ... Było miło, pan czarował i z powodu tego czarowania oraz własnego stresu z powodów innych, zapomniałam panu zapłacić. Zamiast grzecznego przypomnienia pan huknął na mnie, czy zdaję sobie sprawę, że to jest prywatny gabinet i TU SIĘ PŁACI. Przeprosiłam (niepotrzebnie grzecznie, ale kompletnie mnie zaskoczył). Na odchodne dowiedziałam się, że co ja to sobie nie myślę, pewnie sądziłam, że mi się upiecze i trzeba MYŚLEĆ, a nie bujać myślami w obłokach. Poza tym on przyjmuje wyłącznie kobiety inteligentne i wykształcone, bo całej reszty to nie stać na wizyty u niego, ale jak widać i takie (w domyśle głupie i bez wykształcenia) próbują się do niego dostać za wszelką cenę. Kurcze, do stresu związanego z terminalną chorobą ojca i pobytem mamy w szpitalu doszło mi jeszcze przejmowanie się ... bucem. Miałam wrażenie, że gdybym nie wyciągnęła tych pieniędzy z torebki, to pan by się na mnie rzucił...