jestem zażenowana tym co ludzie wyprawiają na zakupach w marketach. Nie dość, że jedzą, piją a papierki i butelki podrzucają gdzie popadnie to jeszcze zostawiają za sobą straszny syf. Przeglądają ciuchy, coś spadnie " a niech leży, przyjdzie ktoś i podniesie", przymierzają i albo zostawiają górę ciuchów w przymierzalni, albo taki kłąb ląduje na przypadkowej półce załóżmy, że z dżemami

O takich drobiazgach jak odwieszenie z powrotem na wieszak czy choćby odłożenie na miejsce, z którego dana rzecz była wzięta już nie wspominam.
Poniekąd jestem w stanie zrozumieć zostawianie rzeczy z których się zrezygnowało u kasjerki, bo sklep gabarytowo duży i często odniesienie jej w danym momencie stanowi problem, ale już rzucania takimi rzeczami gdzie popadnie, podrzucanie do lodówek z colą czy na półki ze słodyczami przy kasach uważam za objaw buractwa i lenistwa.
Dlaczego ludzie się tak zachowują? Czy syf w marketach robią wszyscy czy tylko ci , którzy mają także syf w domach? Przyznam, że przykro się na to patrzy.
Uprzedzam pytania. Tak ja odkładam na miejsce, nie jem i nie piję w markecie zanim nie zapłacę a śmieci wyrzucam do kosza. Czy to takie trudne? Pytam , bo wydaje mi się, że dla większości jest to za trudne jednak.
Jak emamy zachowują się w marketach? Też wychodzą z założenia, że się "samo odniesie" czy jednak potrafią zrobić to same? Jedzą w markecie i podrzucają papierki gdzie bądź czy jednak robią to dopiero po zapłaceniu? Czy łatwiej jest zachowywać się w markecie jak prosiak , bo z reguły nie ma ekspedientek tuz obok i "nikt nie widzi"? Zwracacie na to uwagę czy nie? A może głośno potraficie zwrócić uwagę komus kto się tak zachowuje?
Z ciekawości pytam